Plany lewicy na 2021 r. w 5 punktach – moje przewidywania


Miniony rok był rokiem wyjątkowym politycznie: postmodernistyczna, (pseudo)progresywna lewica na całym świecie przestała wreszcie udawać, że stoi po stronie uciśnionych, że stara się tylko bronić biednych mniejszości, że odrzuca przemoc. Na całym świecie, od Argentyny, przez USA po Polskę – lewica uderzyła w ofensywę. Podpalenia kościołów w Ameryce Południowej, rozróby BLM, czy wulgarny Strajk Kobiet – rok 2020 był ich rokiem tak samo, jak był rokiem zarazy i lockdownu. I fakt, że w kalendarzu zmieniła się liczba, i rok 2020 stał się 2021 nie oznacza, że lewicowa ofensywa ustanie.

Jaka będzie postmodernistyczna, (pseudo)progresywna lewica w tym nowym roku? Jaką formę przybiorą jej ataki? Czego oczekiwać? Nie jestem Cyganką i nie mam gwarancji, że prawdę Ci powiem, drogi Czytelniku, ale myślę, że mam dokładne przeczucie. Panie i Panowie, oto moje przewidywania co do działań lewicy w 2021 roku!

 

 

Jeżeli możemy być za coś lewicy wdzięczni, to za jej dezorganizację i wewnętrzne walki. Strajk Kobiet jest tego idealnym przykładem. Silny, oddolny ruch, od którego w pierwszych dniach zaczynał Strajk, szybko zamienił się w teatr jednej osoby: Marty Lempart. Przez nikogo nie wybrana, chaotyczna i chamska przewodniczka Strajku szybko zamieniła go z cyrku w czystą błazenadę. Wymuszone przepychanki z policjantami mieszały się z zaplanowanymi upadkami na ziemię, których nie dało się podciągnąć pod policyjną brutalność. Potem zaczęły się wewnętrzne spory – „protestujemy dla kobiet, czy osób z macicami?” – a na chwilę obecną Strajk skupia się na odśrodkowych kłótniach o to, która feministka molestowała którą trans-aktywistkę i które chłopię z estrogenowej laguny StopBzdurom jest w rzeczywistości lesbijką zaklętą w ciało przemocowego samca.

Cyrk na kółkach przyjechał, ale wóz mu się zepsuł i nawet odjechać nie umie!

 

 

Postmodernistyczne wyobrażenie o historii jest dość proste: świat był potwornym łez padołem, aż feministki w latach 60tych wynalazły empatię. Potem geje w Ameryce bardzo się zdenerwowali, że społeczeństwo im tej empatii skąpi i zorganizowali – na przekór policji – pierwsze homo-parady. Te pierwsze homo-parady, zrodzone z przepychanek ze stróżami prawa nazywają się legendarnie Stonewall. Są one na lewicy symbolem buntu, który przyniósł polityczne zmiany.

I kto śledzi polskie strony i grupy lewicowe, ten wie, że polska lewica od ponad roku intensywnie szuka „polskiego Stonewall”, czyli chce znaleźć jakieś wydarzenie, które dałoby się zamienić w obyczajową rewolucję.

Katalizatorem zmiany miał być nastrój przywiany nam przez soc-media z USA. BLM się u nas jednak nie przyjęło. I murzynów brak, i Julki kładące się w ramach protestu na poznański beton nikogo nie przekonały. Natchnieniem do zmian miały być też zainicjowane przez StopBzdurom potyczki z policją, ale te skończyły się tylko na kilku siniakach i pół-nagich gejach dekorujących policyjne suki. Ostatnio zaś to Strajk Kobiet miał wyrwać murom zęby krat, ale przyszła zima i protestu ni ma.

Lewica jednak nie przestanie. Zapatrzona ślepo w legendy o Rewolucji Francuskiej będzie szukać swojego Stonewall, a jak go naturalnie nie znajdzie, to spróbuje go sztucznie stworzyć.

 

 

Antyreligijna lewica nie może oprzeć się pokusie kopiowania religijnych mechanizmów. Niby religią gardzi, ale gdzie się da, to ją kopiuje. Dlatego też lewica posiada własny, ciągle rosnący dekalog, lub raczej Niekończącą się Listę Przewinień Wobec Postępu. Lista jest non-stop aktualizowana, a obecnie znajdują się na niej takie przykazania jak:

  • nie będziesz wątpił w to, co mówi kobieta, szczególnie feministka

  • nie będziesz przerywał aktywistce jako mężczyzna, bo jest to mansplaining

  • będziesz zawsze używał imienia pana aktywisty twego i zmyślonej płci, nie ważne jaka ona jest


     

I tak dalej, i tak dalej! Zasady te będą przedstawiane jako nowa moralność, która rzekomo jest oczywista i obowiązkowa dla wszystkich. Przedsmak tego mieliśmy już w roku minionym, gdy postępackie media oburzały się, gdy ktokolwiek śmiał zauważyć, że Michał Sz. ze StopBzdurom żadną „aktywistką Małgorzatą” nie jest i nigdy nie będzie.

W nowym roku możemy spodziewać się jeszcze więcej takich absurdów.

 

 

Każdy naród ma prawo do samostanowienia w pewnych rozsądnych ramach. To znaczy, że każdy kraj może wprowadzać własne prawa tak długo, jak w oczywisty sposób nie krzywdzi brutalnie swoich i cudzych obywateli. To jasne dla każdego zdrowo myślącego człowieka. Nie jest to jednak oczywiste dla postępaka.

Będziemy więc coraz częściej słyszeć pochwały demokracji, ale tylko na poziomie europejskim. Będą mnożyły się próby zmuszenia Polski do akceptacji różnych zjawisk tylko dlatego, bo występują one na Zachodzie.

„Niemcy legalnie rozpoznają trzecią płeć! W Anglii kilkaset osób rocznie karanych jest za mowę nienawiści! Hiszpania oferuje sex-ed już dla podstawówki!’ – wszystkie te i podobne faktoidy będą podawane za wzór do naśladowania, tak jakby Polacy musieli za zadanie jedynie ślepo naśladować Zachód.

A lokalna demokracja? Ta będzie przedstawiana jako… zagrożenie dla demokracji. Brzmi szalenie? To przypomnijmy sobie, co panienka Spurek powiedziała o referendum w sprawie aborcji: że nie ma ono prawo mieć miejsca, bo o prawach człowieka się nie głosuje. Czyli demokracja tak, ale „tylko pod warunkiem, że będzie po mojemu”.

 

 

Skoro już jesteśmy przy takich absurdach, jak „aborcja jest prawem człowieka”: podobnych fikołków będzie więcej! Usłyszymy o niebinarnych lesbijkach, czyli biologicznych mężczyznach, którzy identyfikują się jako kobiety zaklęte w męskie ciała. Dowiemy się o transseksualnych dzieciach, które są w stanie wybrać swoją płeć. Przeczytamy o tym, że aborcja nie kończy życia, tylko przerywa ciążę.

„To wszystko już się dzieje!” – powie hipotetyczny, ale uważny Czytelnik. „To prawda!” – odpowiem ja – „Bo nowy rok będzie taki jak stary, tylko jeszcze bardziej szalony!”.

Lepiej zapnijmy pasy, bo czeka nas wyboista jazda!





Źródło

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *