Przemysław Żurawski vel Grajewski: Co i dlaczego wetują Polska i Węgry i dlaczego zwyciężą, jeśli się nie ugną?


Polska i Węgry nie wetują budżetu UE, lecz bezprawnie narzucane nam zasady powiązania go z arbitralnie definiowaną praworządnością. Spór o tę kwestię między Polską i Węgrami wspieranymi przez Słowenię z jednej strony, a Parlamentem Europejskim, Komisją Europejską i „klubem skąpców” (Holandią, Niemcami, Austrią i państwami skandynawskimi) z drugiej, dotyczy fundamentów UE.


Budżet UE uzależniony od kwestii praworządności? Wspólne stanowisko Polski i Węgier

Polska i Węgry nie zgadzają się, aby kwestie finansowania państw z budżetu Unii Europejskiej były uzależnione od kwestii praworządności – to…

zobacz więcej

Dlaczego wetujemy – trzy powody


Są trzy powody, by stanąć do tej walki – jeden prawny i dwa polityczne.

Powód prawny – obrona praworządności – tzn. nienaruszalności traktatów europejskich

Propozycja prezydencji niemieckiej i Parlamentu Europejskiego o powiązaniu budżetu z praworządnością na zasadzie warunkowania wypłat środków z budżetu UE od arbitralnie ocenianego stanu praworządności w danym państwie jest złamaniem prawa europejskiego, polegającym na zastępowaniu Traktatu o Unii Europejskiej (TUE) i Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej (TFUE) rozporządzeniem, a więc aktem niższego rzędu. Zgodnie z artykułem 5 ust. 1 i 2 TUE, Granice kompetencji Unii Europejskiej wyznacza zasada przyznania. (…) Zgodnie z zasadą przyznania Unia działa wyłącznie w granicach kompetencji przyznanych jej przez Państwa Członkowskie w Traktatach do osiągnięcia określonych w nich celów. Wszelkie kompetencje nieprzyznane Unii w Traktatach należą do Państw Członkowskich. Państwa członkowskie nie przyznały zaś Radzie UE kompetencji oceniania stanu ich praworządności na bazie procedury głosowania większościowego.


Ziobro: Weto w sprawie budżetu UE było konieczne

Weto w sprawie budżetu Unii Europejskiej było na tym etapie konieczne; byłem przekonany, że tak będzie – powiedział minister sprawiedliwości…

zobacz więcej


W Opinii Służby Prawnej Rady UE
(10296/14) z 27 maja 2014 r. na temat zgodności z traktatami mechanizmu tzw. praworządności czytamy:
Zdaniem Służby Prawnej Rady nowe ramy UE na rzecz praworządności w kształcie przedstawionym w komunikacie Komisji nie są zgodne z zasadą przyznania (wszystkie podkr. P.Ż.G.), która reguluje kompetencje instytucji Unii.

W Opinii Służby Prawnej Rady UE (13593/18) z 25 października 2018 r. odnośnie do Regulacji Parlamentu Europejskiego i Rady UE co do ochrony budżetu Unii w wypadku uogólnionych braków dotyczących rządów prawa w Państwach Członkowskich, Punkt – Zgodność z traktatami, czytamy z kolei:

Art. 7 nie stanowi podstawy do rozwijania procedury, którą reguluje, a wtórna legislacja nie może zmienić, uzupełnić lub w rzeczywistości ominąć procedury opisanej w art.7;

– Sama warunkowość jest dopuszczana w UE, jeśli chodzi o obszar funduszy europejskich, zwłaszcza jeśli chodzi o zapewnienie, że fundusze są wydawane zgodnie ze swoim celem;

decyzja instytucji UE, dotycząca zawieszenia, przerwania lub ograniczenia finansowania z uwagi na zaistniałe niezgodności z istniejącymi wcześniej warunkami nie może być rozumiana jako procedura sprawdzająca zgodność z prawem UE lub jako sankcja; 

-orzecznictwo TSUE (Trybunału Sprawiedliwości UE) sugeruje, że mechanizm warunkowości nie omija procedury z zakresu art.258 TFUE, dotyczącego niedotrzymania zobowiązań traktatowych pod warunkiem, że procedury te są niezależne od siebie, mają inne cele oraz kierują nimi inne zasady; 


– mechanizm warunkowości dotyczący omawianej propozycji nie jest niezależny i autonomiczny od procedury z art.7. TUE i jako taki tworzy równoległy mechanizm kontroli zgodności z przestrzeganiem praworządności, co do którego odpowiednia procedura jest przewidziana w art. 7 TUE.




„Polska i Węgry są blisko sukcesu”. Orban po spotkaniu z Morawieckim i Kaczyńskim [WIDEO]

– Myślę, że Polska i Węgry mają dobrą szansę, by osiągnąć nasz cel. Jesteśmy blisko dobrego wyniku, na pewno to osiągniemy – mówił w TVP Info po…

zobacz więcej

Dodajmy, że procedura z art. 7 TUE brzmi:


2. Rada Europejska (tzn. szefowie rządów i głowy państw – P.Ż.G.) stanowiąc jednomyślnie na wniosek jednej trzeciej Państw Członkowskich lub Komisji Europejskiej i po uzyskaniu zgody Parlamentu Europejskiego, może stwierdzić, po wezwaniu Państwa Członkowskiego do przedstawienia swoich uwag, poważne i stałe naruszenie przez to Państwo Członkowskie wartości, o których mowa w artykule 2.

3. Po dokonaniu stwierdzenia na mocy ustępu 2, Rada (czyli Rada UE- złożona z ministrów z państw członkowskich – P.Ż.G.), stanowiąc większością kwalifikowaną, może zdecydować o zawieszeniu niektórych praw wynikających ze stosowania Traktatów dla tego Państwa Członkowskiego (…).”

Podkreślmy to raz jeszcze – w TUE państwa członkowskie, jako gospodarze procesu integracji europejskiej – czyli twórcy traktatów (Komisja Europejska jest „strażniczką traktatów”, a nie ich twórczynią czy interpretatorką) przyznały wyłącznie Radzie Europejskiej (nie Radzie UE) prawo do decydowania o fakcie naruszenia lub nie praworządności przez któreś z państw członkowskich i to na zasadzie decyzji jednomyślnej. Dopiero po podjęciu tej jednomyślnej decyzji Rada UE może podjąć dalsze kroki, procedując już na bazie większości kwalifikowanej. Propozycja Parlamentu Europejskiego i prezydencji niemieckiej ignoruje te zapisy traktatowe, łamie zasadę jednomyślności, wprowadza bezprawnie mechanizm większości kwalifikowanej jako sposób stwierdzania naruszenia praworządności i przesuwa poziom decyzji ze szczytu UE (Rady Europejskiej) na Radę UE.

Wprowadzenie tego typu zmian do traktatów „prawem powielaczowym” (tzn. bez konferencji międzyrządowej, negocjacji nowego traktatu, jego podpisania, ratyfikacji przez 27 państw i wejścia w życie) – jest przykładem drastycznego złamania praworządności. Od czasów klęski traktatu konstytucyjnego dla UE, odrzuconego w referendach we Francji i w Holandii oraz problemów z przyjęciem i ratyfikacją traktatu lizbońskiego, elity unijne wiedzą, że powtórne otwieranie traktatów to proces politycznie żmudny i grożący fiaskiem całego projektu. Chcą więc go uniknąć. Politycznie to zrozumiałe. prawnie nieakceptowalne. Zgoda na taki proceder miałaby charakter precedensowy. Mechanizm tworzenia „prawa” w ten sposób, raz przyjęty, stałby się obowiązującym. Negocjowanie traktatów i ich uroczyste podpisywanie straciłoby sens, a same traktaty wypełniłyby kryteria, by stwierdzić, że są tyle warte, co papier, na którym je spisano.


Lider „Inicjatywy Liberalnej” potępił „sojusz” Portugalii z Węgrami i Polską

João Cotrim de Figueiredo, lider i jednocześnie jedyny przedstawiciel partii „Inicjatywa Liberalna” w portugalskim Sejmie w ostrych słowach…

zobacz więcej

Pierwszy powód polityczny – obrona niepodległości

Zgoda na opisane procedury grozi w dosłownym sensie utratą niepodległości. Każdy rząd polski, nie odpowiadający aktualnie dominującemu mainstreamowi unijnemu, mógłby zostać skonfrontowany z motywowaną politycznie próbą jego obalenia. Scenariuszem tej akcji byłoby zainicjowanie buntu obywateli, wywołanego odcięciem napływu do Polski funduszy unijnych. Jednocześnie zachowano by obowiązek opłacania składek przez Polskę i utrzymanie otwartości rynku polskiego na konkurencję silniejszych gospodarek UE. Transfer funduszy unijnych nie jest zaś niczym innym jak tylko rekompensatą za straty gospodarcze wynikające z wystawienia się na tę konkurencję.

To potężne narzędzie presji na Polskę, oddane byłoby we władanie większości Rady UE, budowanej na bazie interesów politycznych i spójności ideologicznej rządów państw członkowskich i ich zdolności lub nie do przeciwstawienia się dominującym mocarstwom. Odtąd decyzje o tym, czy rząd polski należy zaatakować w ten sposób podejmowałaby Rada UE (ministrowie z rządów państw UE), na bazie kwalifikowanej większości głosów (potrzeba 55 proc. państw członkowskich – czyli 15 z 27, przy czym państwa te muszą reprezentować co najmniej 65 proc. ludności całej UE). Po brexicie  oznacza to, że stara „14” musi skłonić tylko jedno z państw, które przystąpiły do UE w 2004 r. lub później do poparcia jej stanowiska. Wszystkie nowe państwa członkowskie razem wzięte, mają ok. 23,1 proc. ludności UE. Nie mają więc możliwości zbudowania mniejszości blokującej taką decyzję w oparciu o ludność, choć ich solidarny sprzeciw łamałby wymaganą większość 55 proc. państw.


Polskie weto a praworządność. Wiceszef MSZ o „problemie konstytucyjności”

Mechanizm warunkujący wypłatę unijnych środków jest nie tylko niezgodny z prawem europejskim, ale ma też wymiar presji politycznej, skierowanej…

zobacz więcej

Zgoda na taki mechanizm oznaczałaby, że w Polsce możliwość normalnego rządzenia miałby nie taki rząd, który powstałby na bazie większości sejmowej, wyłonionej w wolnych wyborach przez obywateli Rzeczypospolitej i odpowiadający ich preferencjom politycznym, światopoglądowym i kulturowym, ale jedynie taki, który odpowiadałby unijnemu mainstreamowi – dziś lewicowemu i wrogiemu wobec konserwatywnych rządów Polski i Węgier i definiującemu poszanowanie „wartości europejskich” zgodnie ze swą ideologią tzn. możliwością adopcji dzieci przez pary homoseksualne czy lesbijskie, afirmacją ideologii LGBT i karalnością wszelkiej jej krytyki, aborcją na żądanie, eutanazją itd. Część z tych żądań już teraz – 26 listopada zgłosił pod adresem Polski Parlament Europejski w swej uzurpatorskiej rezolucji, łamiąc TUE i ignorując Protokół brytyjski podpisany przez Polskę i nadal wiążący obie strony, a chroniący nasz system prawny przed ingerencjami UE w dziedzinę obyczajową.

Poza sporami ideologicznymi (które są istotne w rozemocjonowanym Parlamencie Europejskim) , są też twarde interesy finansowe i polityczne, cementujące większość państw w Radzie UE. Państwa Południa – borykające się z trzecim kryzysem (po zadłużeniowym strefy euro, imigracyjnym przyszedł obecny – koronawirusowy, a wszystkie trzy najsilniej uderzyły w pas państw od Grecji po Portugalię) i potwornie zadłużone (Belgia – 117,6 proc. PKB, Francja – 118,7 proc., Hiszpania 123,0 proc., Portugalia 137,2 proc., Włochy – 161,8 proc., Grecja 205,2 proc. – dla porównania – Polska – ok. 60 proc.), łakną funduszy unijnych. Rządy państw Północy – „klubu skąpców”, chcą zaś wygrać wybory, a mają na plecach oddech antysystemowych partii (AfD w Niemczech, PVV w Holandii, Zjednoczenia Narodowego – we Francji itd.), walczących o wyborców pod hasłem skończenia z „unią transferową” – „pracowici Holendrzy, Niemcy, Austriacy, Szwedzi” itd. nie chcą „łożyć na leniwych południowców i zacofanych niewdzięczników ze Wschodu”.


Portugalia poparła racje Polski i Węgier ws. budżetu UE

Rząd Portugalii poparł argumenty Polski i Węgier na niedawnej Radzie Europejskiej, aby nie wiązać budżetu UE z mechanizmem warunkowości – napisał w…

zobacz więcej

Pretekst, pod którym ich rządy „załatwią im” ograniczenie transferów i zepchną Wschód UE do członkostwa drugiej kategorii (co jest wspólnym marzeniem wszystkich francuskich partii politycznych), jest wyborczo nieistotny. Może nim być mityczna „praworządność”. Stworzenie instrumentu warunkowości da ponadto owym rządom możliwość przełamywania każdej pozycji negocjacyjnej poddanych mu państw w dowolnej sprawie. Jeśli Niemcy przeforsują w UE obłożenie USA kontrsankcjami za amerykańskie sankcje na Nord Stream 2, to niestosująca się do nich Polska czy państwa bałtyckie „złamią praworządność”, jeśli tylko 15 państw w Radzie UE tak zdecyduje.

Wyobrażenie, że w MSZtach innych państw podstawą decyzji będzie system wyboru sędziów do KRS w Polsce, a nie poziom własnego zadłużenia czy wola zyskania poparcia własnych wyborców względnie przeforsowanie własnych interesów to skrajna naiwność.


Włoskie media o unijnym wecie: Polska i Węgry miały bardzo ważne powody

Część włoskich mediów uważa, że Polska i Węgry miały bardzo poważne powody, by nie godzić się na przyjęcie unijnego budżetu. Natomiast dziennik…

zobacz więcej

Drugi powód polityczny – przetrwanie Unii Europejskiej

Proces integracji europejskiej to wielka wartość. Przeniósł on naturalne starcie różnorodnych interesów narodowych poszczególnych państw europejskich z pól bitewnych za stoły negocjacyjne. Jednolity rynek dał podstawy pod stały rozwój gospodarczy, a zanik kontroli na granicach wewnątrz strefy Schengen – niepotykaną wcześniej swobodę podróżowania. Nie chcemy zburzenia tego systemu. Unia – obojętnie jaka – kalmarska – łącząca w średniowieczu państwa skandynawskie, polsko-litewska, niderlandzko-belgijsko-luksemburska (1815-1830), austro-węgierska, jugosłowiańska czecho-słowacka, by trwać, musi być oparta na poszanowaniu podmiotowości wszystkich wchodzących w jej skład narodów.

Gdy człon najsilniejszy sięga po dominację, nie wzmacnia unii, ale ją rozbija. Marzenie o trwałym podporządkowaniu sobie słabszych narodów jest imperialnym złudzeniem najsilniejszych. Nigdy się nie ziszcza. Zawsze prowokuje opór zdominowanych i w końcu rozpad całego organizmu. Weto Polski i Węgier broni Unii Europejskiej przed wejściem na tę drogę. Dłużej i głębiej oba nasze narody funkcjonowały w organizmach wielopodmiotowych, znamy ich mechanizmy i wiemy, jak umierają, a umierają z pychy najsilniejszych i z braku szacunku dla słabszych.


„Die Welt”: Polska i Węgry mogą sobie pozwolić na blokowanie budżetu UE

Polska i Węgry blokują plan odbudowy i budżet UE – pisze w środę Tobias Kaiser w dzienniku „Die Welt”. Zauważa, że „mało kto o tym wie”, ale oba…

zobacz więcej

Narastanie eurosceptycyzmu w UE nie bierze się z plam na Słońcu, ale z choroby systemu. Ostrzegaliśmy przed nią już w trakcie sporu o traktat lizboński. Mieliśmy rację i teraz ją mamy. Najstarsza demokracja europejska – angielska, zdecydowała o opuszczeniu tego systemu. Polska i Węgry dwie najstarsze demokracje środkowoeuropejskie, jedne z najstarszych narodów politycznych na kontynencie, znalazły się zaś w sporze z rdzeniem UE, złożonym głównie z młodych demokracji, wyrosłych z tradycji biurokratyczno-absolutystycznych lub wręcz stworzonych przez Amerykanów po II wojnie światowej. To wiele nam mówi o naturze tego sporu.

Jak nas straszą i dlaczego nie ma powodu, by się bać?


UE straszy nas zawarciem porozumienia w gronie 25 państw i odcięciem Polski i Węgier od Funduszu Odbudowy, a zatem utratą przewidzianych w nim dla nas pieniędzy. Wyjaśnijmy zatem, że Fundusz Odbudowy nie istnieje. Ma dopiero powstać. Pieniądze, którymi ma dysponować, nie będą pochodziły w lwiej części z środków własnych UE, ale z pożyczek zaciąganych w imieniu UE przez Komisję Europejską na międzynarodowych rynkach finansowych. Ich solidarne spłacanie przez państwa członkowskie przewidziane jest na lata 2028-2058.


Dworczyk: Jesteśmy zdeterminowani, żeby przestrzegać traktatów unijnych

Jesteśmy zdeterminowani, żeby przestrzegać traktatów, na których została zbudowana UE i fundamentalnej zasady, czyli partnerskiego traktowania się…

zobacz więcej

Komisja, by móc te długi zaciągać w imieniu UE, musi mieć jednak jednomyślny mandat wszystkich państw członkowskich. Porozumienie 25 rządów nie wystarczy. Rządy te, jeśli zachcą, mogą naturalnie pożyczać jako grupa 25 państw, ale nie jako UE. Będą więc na międzynarodowych rynkach finansowych 25 podmiotami, a nie jednym podmiotem w postaci UE. Nie będą mogły pożyczać wszystkie na tych samych warunkach. Ktoś, kto ma 205 proc. PKB zadłużenia (jak Grecja,) czy 161 proc. (jak Włochy), by dalej się zadłużać, musi płacić wyższe odsetki, niż ktoś, kto ma zadłużenie poniżej 60 proc. PKB (jak Polska). Porozumienie 25 państw nie będzie miało prawa spłacać żadnej części zadłużenia z dochodów własnych UE – np. z tzw. podatku o plastiku (plastic tax), który wejdzie w życie w 2021, czy kolejnych planowanych podatków wspólnotowych cyfrowego (digital tax) i „cła węglowego” (Carbon Border Adjustment Mechanism).

To zaś perspektywa redukcji kosztów ratowania zadłużonego Południa przez wykorzystanie tych dochodów była argumentem, dzięki któremu „klub skąpców” zgodził się na stworzenie Funduszu Odbudowy. Przyjęcie formuły 25 państw, uniemożliwi skorzystanie z dochodów unijnych i z unijnego sztandaru, pod którym zaciąganie pożyczek jest tańsze. Całość ciężarów ratowania zadłużonego Południa przerzucona zostanie na barki podatników z Północy, wspartych jedynie małymi składkami biednych państw środkowoeuropejskich, pomniejszonymi o wkład największego z nich Polski i średniego – Węgier. Można śmiało przyjąć, że premier Holandii Mark Rutte i kanclerz RFN Angela Merkel, nie są entuzjastami przedstawienia takiego projektu swoim parlamentom i swoim wyborcom. Nie o to im w tej grze chodziło. Podobny projekt pod nazwą „koronaobligacji” już negocjowano wiosną tego roku i zakończyło się to twardym sprzeciwem Północy.


Większość „za” unijnym wetem Polski. Jest sondaż

Sondaż United Surveys dla DGP i RMF FM pokazuje, że większość ankietowanych (57 proc.) popiera weto wobec unijnego budżetu w przypadku powiązania…

zobacz więcej

Wnioski

Weto, jako mechanizm obrony żywotnych interesów narodowych w łonie Wspólnot Europejskich, stworzone zostało pod naciskiem gen. de Gaulle’a w latach 1965-66, po trwającym pół roku konflikcie Francji z pozostałymi państwami członkowskimi. Jest procedurą przewidzianą w traktatach i nie oznacza deklaracji woli opuszczenia UE. Sprawa, o którą się spieramy ma charakter fundamentalny.

Rozstrzygnie o tym, czy Polska będzie rządzona zgodnie z wolą Polaków, czy też zostanie zachowany jedynie teatr procedur wyborczych, a realne decyzje będą zapadały na bazie gry sił politycznych, w wyniku których wyłaniane będą rządy o danym profilu ideowym w wiodących państwach UE, potem wedle swych potrzeb, woli i poglądów narzucające stworzony przez siebie model i program Polsce i innym słabszym państwom. Idzie więc o niepodległość w dosłownym znaczeniu tego słowa.

Spór toczy się także o przyszłość UE – rozstrzyga się, czy będzie ona oparta na prawie i traktatach czy na imperialnej dominacji jej najsilniejszych państw nad pozostałymi, a zatem czy będzie trwać i się rozwijać, czy też upadnie w chaosie sporów i rozbudzonych wzajemnych negatywnych emocji. Mamy za sobą prawo, dobry stan gospodarki (relatywnie niskie zadłużenie i optymistyczne perspektywy rozwoju). Rysowane przed nami scenariusze wykluczenia są mało prawdopodobne i dla rysujących je kosztowne finansowo i politycznie. Nie chcieliśmy tego sporu, ale skoro został nam narzucony, nie możemy się od niego uchylić – z miłości do Rzeczypospolitej, z szacunku dla prawa i z obawy przed rozpadem UE pod ciężarem bezprawnych uzurpacji.

źródło:










Source link

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *