Szwajcaria: zakaz zasłaniania twarzy przyjęty w referendum


Nie będzie więc w Szwajcarii możliwe całkowite zasłanianie twarzy w miejscach publicznych. Przewidziano jednak wyjątki, np. dla miejsc kultu religijnego.

– Nie chcemy radykalnego islamu w naszym kraju – oświadczył przewodniczący UDC Marco Chiesa, wyrażając radość z wyniku referendum.

Wprawdzie tekst poddany pod głosowanie nie wspomina wprost ani o burce (całkowicie zakrywającej kobietę i wyposażonej w „kratkę” na wysokości oczu), ani o nikabie (zakrywającej ciało z wyjątkiem oczu), ale plakaty kampanii referendalnej nie pozostawiały żadnych wątpliwości, że chodzi właśnie o te muzułmańskie ubiory. Nie będzie także można zasłaniać twarzy w czasie demonstracji.

Tym samym Szwajcaria dołączyła do Francji, Austrii, Bułgarii, Belgii i Danii, które już wcześniej wprowadziły podobny zakaz. Przeciwne mu były rząd federalny i parlament.

Przeciwnicy zakazu argumentują, że w Szwajcarii dotyczy on zaledwie kilkudziesięciu kobiet, w większości miejscowych konwertytek na islam. Dotknie on zwłaszcza bogate muzułmańskie turystki, które przyjeżdżają na zakupy do sklepów Genewy czy Zurychu.

Zwolennicy zakazu natomiast podkreślają, że chodzi o powiedzenie „nie” islamizmowi, a nie „muzułmanom, którzy oczywiście mają swe miejsce” w Szwajcarii. Stanowią oni w tym kraju około 5,5 proc. spośród 8,5 mln mieszkańców i pochodzą głównie z terenu byłej Jugosławii, gdzie nie ma tradycji noszenia burek lub nikabów.

W 2009 r. Szwajcarzy w referendum przyjęli zakaz budowania minaretów przy meczetach.



Źródło

Raś dla wp.pl: PO skręca w lewo; wielu członków mówi o zamiarze odejścia z partii


“Z jednej strony PiS odwracał aborcją w sposób cyniczny uwagę od problemów pandemii, z drugiej weszliśmy w grę pod tytułem +aborcja jest okej+. Obydwa kierunki są złe. Słyszałem od kolegów i koleżanek, że Platforma nie zaproponowała przecież aborcji na życzenie, ale ciężko tego bronić w podkrakowskich mniejszych miejscowościach” – powiedział Raś.


“Wiele osób mówi wprost, że stanowisko PO, to tak naprawdę zakamuflowana aborcja na życzenie. Coś w tym jest, dlatego osobiście opowiadam się za powrotem do kompromisu. Uważam też, że kwestia ta mogłaby zostać rozstrzygnięta w drodze referendum po uczciwej debacie publicznej” – podkreślił polityk PO.

“Wielu członków PO w różnych rozmowach mówi o faktycznym zamiarze odejścia z partii” – powiedział Raś. Pytany o swoją przyszłość w Platformie, odpowiedział: “Przyszłość pokaże, co się stanie. Może w ogóle odejdę z polityki?”.

Poseł PO został zapytany również o pogłoski o jego planach przejścia z PO do ugrupowania Polska 2050 Szymona Hołowni. “Myślę, że to kolejna próba wypchnięcia mnie poza PO, ale ja w sobotę nie miałem nic w tej sprawie do zakomunikowania” – powiedział polityk. Zaprzeczył również, by miał prowadzić rozmowy z radnymi małopolskiego sejmiku z PO “na takie tematy”.

Zarząd Krajowy PO przyjął 17 lutego nowe stanowisko partii w kwestii aborcji. Zostało ono ujęte w “Pakiecie Praw Kobiet”, na który – jak mówili politycy PO – składają się propozycje dotyczące bezpieczeństwa kobiet (edukacja seksualna, refundacja antykoncepcji, w tym awaryjnej, zapłodnienia in vitro i badań prenatalnych oraz pomoc dla rodzin wychowujących dzieci z niepełnosprawnościami) oraz “Nowa umowa społeczna”, która zakłada legalną aborcję do 12. tygodnia ciąży po konsultacjach pacjentki z lekarzem i psychologiem.

Liberalizacji prawa do aborcji przeciwne było tzw. konserwatywne skrzydło PO, które przygotowało własne stanowisko dotyczące aborcji. W liście wysłanym do zarządu grupa 21 parlamentarzystów PO zaznaczyła, że nie zgadza się na koncepcje zmierzające do zapewnienia “aborcji na życzenie”, podkreślając zalety tzw. kompromisu aborcyjnego z 1993 r. Przestał on obowiązywać po opublikowaniu październikowego wyroku TK.

“Szczerze mówiłem moim partyjnym kolegom i koleżankom, że skręcamy w złym kierunku. Rozumiem, że jak w każdej partii demokratycznej, również u nas ścierają się pewne nurty ideowe, ale gdyby ta dyskusja nie toczyła się w czasie pandemii – jej wynik mógłby wyglądać zupełnie inaczej” – ocenił Raś.

Pytany czy PO ostatnio się “rozjeżdża”, Raś powiedział: “Jest w tym sporo prawdy. Rzeczywiście jest wiele grup, które zastanawiają się po 20 latach od powstania ruchu, gdzie powinniśmy iść. Jedni, jak Sławomir Nitras, chcą zrobić milowy krok ideowo-programowy i przejść na lewo. Inni, w tym konserwatyści, mówią, że trzeba pozostać w ścisłym centrum, nie pozbywając się wrażliwości, która nas stworzyła”.

“Nie ma konwencji, nie ma Rad Programowych, nie ma normalnego dialogu. Nagle grupa progresywna przejmuje olbrzymią władzę i narzuca swój punkt widzenia. To jest ogromna odpowiedzialność. Biorąc pod uwagę nasz jubileusz, odpowiedzialność historyczna, bo te decyzje mogą zdecydować o losach partii, której nie tylko ja poświęciłem tyle lat swojego życia. Przestrzegam, aby nie tracić wartości dla doraźnych politycznych zysków. Dzięki dotychczasowej mądrości i umiejętności perspektywicznego, szerokiego spojrzenia – Platforma przetrwała dwie dekady” – mówił polityk.(PAP)

autor: Mikołaj Małecki

mml/ mrr/



Źródło

Portugalia: Parlament uchwalił ustawę legalizującą eutanazję


Zgodnie z ustawą, którą poparło 136 posłów w 230-osobowym Zgromadzeniu Republiki, eutanazji będzie się mogła poddać osoba dorosła po wcześniejszej konsultacji lekarskiej. Konieczne będzie potwierdzenie, że cierpi ona w sposób chroniczny lub jest nieuleczalnie chora.

Podczas burzliwej ebaty politycy największego opozycyjnego ugrupowania, centroprawicowej Partii Socjaldemokratycznej (PSD) wskazywali, że “posłom zabrakło odwagi”, aby zgodzić się na referendum w sprawie eutanazji.

Twierdzili też, że przegłosowanie ustawy zbiegło się z falą epidemii Covid-19, licznymi zgonami seniorów, a także paraliżem służby zdrowia i “było nieeleganckie”. Podjęta przez posłów PSD próba odłożenia końcowego głosowania na inny termin nie powiodła się.

Dominujący w parlamencie politycy ugrupowań centrolewicowych i skrajnej lewicy, z wyjątkiem komunistów, argumentowali konieczność legalizacji eutanazji “prawem obywateli do godnej śmierci”.

W przypadku podpisania ustawy przez prezydenta Rebelo de Sousę Portugalia stanie się czwarty krajem w Europie i siódmym na świecie, który zalegalizował eutanazję.

Rebelo de Sousa, który w niedzielnych wyborach wywalczył reelekcję, podczas kampanii wyborczej unikał wypowiadania się w sprawie swojego ewentualnego weta dotyczącego eutanazji. Komentatorzy twierdzą jednak, że prezydent, który wielokrotnie deklarował się podczas pierwszego mandatu jako praktykujący katolik, nie podpisze ustawy.

Z Lizbony Marcin Zatyka (PAP)

zat/ ap/



Źródło

Kaja Godek wygrała w sądzie z aktywistami LGBT


Sąd uznał, że 16 aktywistów, którzy pozwali Kaję Godek za słowa o homoseksualistach nie może podawać się za urażonych, bo nie są w stanie udowodnić, że wypowiedź ich bezpośrednio dotyczy.


Już na pierwszej rozprawie, 12 stycznia 2021 sąd zgodził się z argumentacją obrońców Kai Godek, i orzekł, że powodowie nie mają legitymacji czynnej, bo nie byli w stanie udowodnić, że wypowiedzi o homoseksualistach bezpośrednio ich dotyczą.


W praktyce sąd ukrócił znaną taktykę organizacji LGBT, która polega na deklarowaniu, że jest się homoseksualistą i wymuszaniu poprzez wyroki sądowe zakazu krytyki samego zjawiska.

Powodowie utrzymywali, że byli zostali obrażeni w programie w telewizji Polsat News, gdzie Kaja Godek wypowiadała się na temat referendum aborcyjnego w Irlandii i protestowała przeciw określaniu Irlandii jako kraju katolickiego. W kontekście homoseksualizmu padło wtedy słowo “zboczenie”.


“Cieszę się nie tylko z faktu oddalenia pozwu, ale także z tego, że kształtuje się właśnie dobre orzecznictwo zapobiegające wymuszaniu poprawności politycznej w sądach przez ruch LGBT” -powiedziała Kaja Godek.


To kolejny wyrok po tym z maja zeszłego roku, w którym sąd podtrzymał swobodę mówienia prawdy w stosunku do lobby homoseksualnego.



Źródło

Polskie Stowarzyszenie Obrońców Życia Człowieka: pomysł referendum ws. aborcji jest niedorzeczny


W grudniu 2020 r. Jarosław Gowin w wywiadzie udzielonym dla jednego z portali w odpowiedzi na orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego o wykreśleniu tzw. przesłanki eugenicznej z Ustawy z dnia 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży zaproponował, by głos w sprawie aborcji oddać Polakom. „Po tym, gdy naruszono tzw. kompromis aborcyjny z 1993 r., którego byłem i jestem zwolennikiem, być może nie ma już innej drogi jak tylko referendum; należałoby dobrze przemyśleć pytania i wówczas oddać głos Polakom” – powiedział w wywiadzie.

Referendum jako instrument stanowienia prawa jest charakterystyczny dla demokracji bezpośredniej, w której ogół uprawnionych do głosowania członków wspólnoty decyduje w powszechnym głosowaniu o ważnych dla nich sprawach.

W demokracji pośredniej nie ma tradycji podejmowania decyzji poprzez referenda, a większość decyzji podejmowana jest przez wybieranych na określoną kadencję przedstawicieli. Wyjątkiem są referenda lokalne lub referenda ogólnokrajowe w najważniejszych sprawach państwowych (zmiana Konstytucji, przystąpienie do ważnych umów międzynarodowych mających wpływ na znaczącą zmianę funkcjonowania danego państwa np. referendum przed przystąpieniem do Unii Europejskiej).

Szwajcaria – kropla drąży skałę

Jednym z państw europejskich, które ma długą tradycję podejmowania decyzji na drodze referendalnej, jest Szwajcaria. W ciągu 200 lat zorganizowano tu 300 referendów ogólnokrajowych (na około 500 przeprowadzonych łącznie na całym świecie). Na tym przykładzie można dokładnie prześledzić historię kampanii prowadzącej do liberalizacji prawa aborcyjnego. Prawo to próbuje się obecnie wprowadzać także w innych krajach według tego samego, sprawdzonego w Szwajcarii schematu.

W Szwajcarii liberalizacja prawa aborcyjnego zajęła aktywistkom ze Szwajcarskiego Stowarzyszenia na Rzecz Dekryminalizacji Aborcji trzy dekady i cztery ogólnokrajowe kampanie referendalne. Od 1942 r. na terenie tego kraju przerywanie ciąży było możliwe tylko wtedy, gdy zagrożone było zdrowie kobiety, a za nielegalne przerywanie ciąży groziła kara więzienia do 5 lat dla lekarza i do 3 lat dla matki dziecka.

Prawo to zostało zliberalizowane dopiero po 60 latach, jednak kampania na rzecz legalizacji aborcji na życzenie zaczęła się wiele lat wcześniej. Jej główną inicjatorką i reżyserką została socjalistka Anne-Marie Rey. Namówiła ona swojego ojca, ginekologa, do wykonania aborcji jej pierwszego dziecka w latach 60. XX w. i od tego czasu stała się zagorzałą zwolenniczką aborcji na życzenie. Stowarzyszenie, które założyła, wykorzystało do kampanii na rzecz liberalizacji prawa aborcyjnego toczący się spór o przyznanie praw wyborczych kobietom w Szwajcarii.

Referenda w obu sprawach odbyły się w 1971 r. Kobiety uzyskały prawa wyborcze, natomiast pomysł aborcji na życzenie przepadł w głosowaniu z kretesem. Kolejna próba poddania pod głosowanie sprawy aborcji została przedstawiona w parlamencie w 1976 r., lecz ponownie została odrzucona. Zorganizowane rok później referendum miało sprawić wrażenie, że kobiety zgadzają się na kompromis – aborcja na życzenie miała być legalna, ale tylko do 12. tygodnia ciąży. I tym razem Szwajcarzy byli przeciwni takiej zmianie – w referendum swój sprzeciw wyraziło 51,7 proc. głosujących.

Po trzeciej przegranej wnioskodawczynie postanowiły skupić się na intensywnym lobbowaniu za zmianą prawa. Sprzyjały temu przemiany społeczne zachodzące w społeczeństwie szwajcarskim w tamtym czasie: w 1981 r. wpisano równość płci i równą płacę do Konstytucji Szwajcarii, a w 1985 r. uchwalono równe prawa w rodzinie dla kobiet i mężczyzn.

W latach 70. i 80. poszczególne kantony zaczęły liberalizować prawo lub odstępowały od wymierzania kar w sprawach o aborcję (ostatni wyrok karny zapadł w Szwajcarii w 1988 r.). W dużych miastach takich jak Zurych, Genewa czy Lozanna, z łatwością można było znaleźć lekarza, który wykonywał aborcję. Aktywistki przedstawiały aborcję jako niezbędną pomoc potrzebującym kobietom, podkreślały, że jest ona nowoczesnym rozwiązaniem prawnym, rozpowszechnionym zagranicą i że takie przepisy znakomicie się sprawdziły w innych krajach, ograniczając liczbę aborcji, zmniejszając skutki i koszty leczenia kobiet po nieudanych aborcjach.

Równocześnie aktywistki wyolbrzymiały liczbę aborcji dokonywanych nielegalnie (od 20-50 tys. a nawet 70 tys. rocznie, gdy w rzeczywistości, po legalizacji aborcji w 2002 r. liczba aborcji wykonanych w ciągu roku w całym kraju wynosiła około 12 tys.). Podkreślały niebezpieczeństwo nielegalnych aborcji dla kobiety – choć same podały się tzw. zabiegom w sterylnych warunkach pod nadzorem wykwalifikowanych lekarzy.

Taka wieloletnia propaganda i starannie przygotowana kampania referendalna doprowadziły w 2002 r. do zalegalizowała w Szwajcarii aborcji na życzenie do 12. tygodnia ciąży. Za taką zmianą opowiedziało się wówczas aż 72,2 proc. głosujących.

Warto podkreślić, że żadna z kampanii pro-life, przeprowadzonych w formie kampanii referendalnych w Szwajcarii, nie znalazła wymaganego poparcia: ani w 1985 r. referendum „za prawem do życia”, ani w 2002 r. referendum o „pomoc dla matki i nienarodzonego dziecka”, ani w 2014 r. w sprawie wyłączenia finansowania aborcji ze środków publicznych.

Referendum staje się więc znakomitym narzędziem do liberalizacji prawa. Przeprowadzenie kampanii wzmacniającej prawo do życia lub nawet pozytywnej pomocowej kampanii dla mamy lub dziecka jest praktycznie niemożliwe.

Irlandia – niemożliwe stało się możliwe

Warto przeanalizować także liberalizację prawa aborcyjnego w Irlandii, w tym pamiętne referendum z 2018 r. W tym tradycyjnie katolickim kraju obowiązywała jedna z najbardziej pro-life’owych ustaw w Unii Europejskiej. Wprowadzone w drodze referendum w 1983 r. prawo zakazywało nie tylko aborcji w każdym wypadku, ale również informowania o możliwościach dokonania nielegalnej terminacji czy wyjazdach zagranicznych w tym celu. Za nielegalny tzw. zabieg groziło dożywocie.

W 1992 r. rozpoczęto kampanię na rzecz zmiany prawa. Motywem do tego stała się sprawa gwałtu na 14-letniej dziewczynce. W tym samym roku odbyło się referendum, podczas którego zaproponowano trzy poprawki do Konstytucji. Irlandczycy zgodzili się na dwie: zniesiono zakaz turystyki aborcyjnej oraz zakaz informowania o legalnych „usługach” w innych państwach. Zatem poprawki umożliwiały zabicie dziecka za granicą. Odrzucono natomiast możliwość aborcji w sytuacji zagrożenia, że kobieta może popełnić samobójstwo.

W 2012 r. w szpitalu w Galway zmarła obywatelka Indii Savity Halappanavar. W 17. tygodniu ciąży udała się do szpitala z bólem i zaczęła ronić. Odmówiono jej aborcji. Kobieta zmarła na posocznicę. Warto podkreślić, że kobieta nie umarła w wyniku braku dostępu do aborcji, ale w wyniku poważnych zaniedbań personelu medycznego szpitala oraz zaawansowanej choroby – posocznicy. Jednak jej śmierć zapoczątkowała debatę o konieczności zmian w prawie.

W 2013 r. zliberalizowano prawo i dopuszczono przerywanie ciąży w sytuacji zagrożenia życia matki. Do przerwania ciąży wymagana była zgoda dwóch lekarzy. Obniżono także wymiar kary: z dożywocia do kary więzienia do lat 14.

25 maja 2018 r. Irlandczycy odpowiedzieli na pytanie referendalne: „Czy zgadzasz się na wprowadzenie 36. poprawki do konstytucji?”. Trzydziesta Szósta Poprawka miała oznaczać usunięcie Ósmej Poprawki, która stanowiła, że poczęte dziecko w łonie matki ma pełne prawa człowieka i obywatela. Premier Leo Varadkar, z wykształcenia lekarz, zapowiadał, że opowie się za zmianą przepisów – dotychczasowe określał jako „zbyt restrykcyjne”.

Nowe prawo aborcyjne miało dawać możliwość przerwania ciąży do 12 tygodni od poczęcia bez podania powodu, po konsultacji z lekarzem; prawo do aborcji do 24. tygodnia ciąży w przypadku poważnego zagrożenia życia lub zdrowia kobiety, a także poważnego uszkodzenia płodu, które może doprowadzić do jego śmierci przed lub wkrótce po narodzinach; oraz nieograniczone czasowo prawo do przerwania ciąży w przypadku bezpośredniego zagrożenia życia kobiety lub śmiertelnego uszkodzenia dziecka.

Choć według różnych sondaży z początku maja 2018 r. na „tak” miało zagłosować ok. 44-45 proc. społeczeństwa, a aż 17-18 proc. było niezdecydowanych, to według oficjalnych wyników za liberalizacją dostępu do aborcji opowiedziało się aż 66,4 proc. głosujących. To, co się wydarzyło, premier Leo Varadkar nazwał „kulminacją cichej rewolucji, którą Irlandia przeżywa w ostatnich 10-20 latach. Ludzie powiedzieli, że chcą współczesnej konstytucji dla współczesnego kraju i zaufali kobietom, że podejmą właściwe decyzje dotyczące ich własnego zdrowia”.

Zdaniem Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia, na „sukces” grup proaborcyjnych wpłynęły rosnąca utrata zaufania wobec Kościoła, wspomniana śmierć Savity Halpanavaar, która wskutek zaniedbań lekarzy zmarła na sepsę, aktywność proaborcyjnych polityków oraz wieloletnia strategia ruchów feministycznych, obficie finansowanych m.in. przez George’a Sorosa i jego Fundację Otwarte Społeczeństwo (OSF).

Organizacje pro-life miały „pod górkę” nie tylko z powodu nierównej walki finansowej. Facebook i Google ogłosiły, że „zawieszają” publikację treści związanych z referendum w trosce o „uczciwy przebieg głosowania”. Oficjalnie blokada dotyczyła wszelkich – a więc również proaborcyjnych – treści. Jednak w sytuacji, gdy większość tradycyjnych mediów oraz rząd agitowało za liberalizacją przepisów, ofiarą cenzury internetu padli głównie pro-liferzy.

Warto pamiętać, że kamieniem milowym irlandzkich trendów było przeprowadzenie w 2015 r. pierwsze na świecie referendum w sprawie legalizacji małżeństw jednopłciowych.

W pierwszym roku obowiązywania w Irlandii nowych przepisów pozwalających na praktycznie nieograniczone przerywanie ciąży, pozbawiono życia 6666 nienarodzonych dzieci.

Zdaniem Wojciecha Zięby, prezesa Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowieka, analiza kampanii referendalnych w Irlandii i Szwajcarii pokazuje, po jakie narzędzia manipulacji sięgają środowiska proaborcyjne. – Niestety, trzeba stwierdzić, że narzędziem tym może być nawet samo referendum – rozpoczynając od ułożenia pytania sugerującego odpowiedź, a kończąc na nierównej walce finansowej i nierównym dostępie do mediów – mówi Zięba.

– Z ujawnionej wewnętrznej korespondencji fundacji OSF George’a Sorosa dowiadujemy się, że zwycięstwo zwolenników aborcji w Irlandii, a więc „w państwie, gdzie obowiązują jedne z najbardziej restrykcyjnych przepisów antyaborcyjnych, wpłynie na pozostałe kraje katolickie, takie jak Polska, i dostarczy dowodu, że zmiany, nawet w najbardziej konserwatywnych społeczeństwach, są możliwe” – cytuje prezes PSOŻC.

„Czy właśnie na tym zależy Jarosławowi Gowinowi, który proponuje referendum w sprawie aborcji? Ten pomysł jest niedorzeczny. Dyskusja o aborcji ma sens tylko wtedy, gdy jest rzetelna, uczciwa. Widzieliśmy, że na ulicy nie rozmawia się w oparciu o argumenty. Proponując referendum w tak drażliwej sprawie, Jarosław Gowin naraża nas na kolejną falę agresywnych protestów oraz na kolejną dawkę manipulacji. Realizacja tej propozycji doprowadzi do wojny między zwykłymi obywatelami, Kościołem, ruchami pro-life oraz zwolennikami aborcji, wprowadzi kolejne niepotrzebne podziały, sprawi, że czarne marsze, które wygasają, wybuchną ze zdwojoną siłą” – argumentuje Wojciech Zięba.

Co więcej – dodaje – o sprawach życia nie mogą decydować obywatele w referendum, gdyż prawo naturalne w żadnym wypadku nie może być przedmiotem głosowania. To politycy, jako reprezentanci społeczeństwa, muszą imiennie wziąć odpowiedzialność za podejmowane przez siebie decyzje, a nie zrzucić winę oraz odpowiedzialność na społeczeństwo, które grupy proaborcyjne wcześniej nakarmią swoją kłamliwą propagandą: że dziecko nienarodzone niby nie czuje bólu, że aborcja niby nie ma żadnych negatywnych konsekwencji dla matki itp.

Zdaniem Zięby, zaskakujące w propozycji Jarosława Gowina jest też to, że „wywiad, w którym o niej opowiada, jest dla niego okazją do wychwalania świętości i wielkości Jana Pawła II”.

– Papież „Jest i będzie wielki. Największy w polskich dziejach. I wielki w dziejach Kościoła” – mówi polityk dla jednego z portali. Zapomina, że ten sam papież był wielkim obrońcą życia człowieka od poczęcia do naturalnej śmierci. Podczas pielgrzymki do Polski w 1979 r. mówił: „I życzę, i modlę się o to stale, ażeby rodzina polska dawała życie, żeby była wierna świętemu prawu życia. Jeśli się naruszy prawo człowieka do życia w tym momencie, w którym poczyna się on jako człowiek pod sercem matki, godzi się pośrednio w cały ład moralny, który służy zabezpieczeniu nienaruszalnych dóbr człowieka. Życie jest pierwszym wśród tych dóbr. Kościół broni prawa do życia nie tylko z uwagi na majestat Stwórcy, który jest tego życia pierwszym Dawcą, ale równocześnie ze względu na podstawowe dobro człowieka” (Nowy Targ, 8 czerwca 1979 r.). A może zdaniem pana Gowina o wielkości Jana Pawła II świadczy to, że miał poczucie humoru i lubił kremówki…? – zastanawia się Wojciech Zięba.

Prezes organizacji pro-life zaznacza na koniec: „Jedynym wyjściem załagodzenia obecnych niepokojów społecznych jest publikacja przez rząd Mateusza Morawieckiego orzeczenia TK z 22 października 2020 r. oraz znaczące zwiększenie pomocy państwa dla niepełnosprawnych”.



Źródło

Kościół zawsze opowiadał się za jednością Europy


Kontynent europejski rozumiany jak wspólna “Christianitas” był przedmiotem zainteresowania papieży już od wczesnego średniowiecza. Cesarstwo Karola Wielkiego, a potem Ottonów były próbami nadania jedności politycznej tej formacji kulturowej.

Samo pojęcie “Europy” zawdzięczamy papiestwu. Zasługa ta przysługuje włoskiemu humaniście, Eneaszowi Sylwiuszowi Piccolominiemu, który pod koniec życia został papieżem jako Pius II. To on w XVI w. jako pierwszy używa pojęcia Europy jako wspólnoty cementowanej określonymi wartościami i wymagającej obrony wobec zagrożenia ze strony Imperium Otomańskiego.

W okresie oświecenia, miejsce uniwersalizmu chrześcijańskiego zajmuje europejski uniwersalizm elit intelektualnych. Łączy je przekonanie o jedności natury ludzkiej i rozumu. Przeciwstawiając intelekt wierze religijnej, czołowi intelektualiści oświecenia przejmują jednak od chrześcijaństwa koncepcję osoby ludzkiej i niezbywalnych praw człowieka. Głoszą to jednak jako swoją zdobycz.

Papiestwo na rzecz pokoju – źródła integracji europejskiej

Wobec nacjonalizmów i konfliktów XX stulecia papieże kierowali liczne apele o pokój i budowanie europejskiej jedności: Benedykt XV “Zachętę do rządzących narodami będącymi w stanie wojny” z 1 lipca 1917 r., a Pius XII swe wystąpienia w obronie pokoju i jedności Europy podczas II wojny światowej.

W okresie powojennym Stolica Apostolska z uwagą śledziła i wspierała proces integracji europejskiej, zapoczątkowany przez takich mężów stanu i polityków chrześcijańskich, jak Konrad Adenauer (Niemcy), Robert Schuman (Francja) czy Alcide de Gasperi (Włochy).

W 1964 r. Paweł VI ogłosił św. Benedykta patronem Europy. Papież ten wielokrotnie wyrażał poparcie dla tworzenia wspólnej Europy, a nuncjuszowi w Brukseli, oprócz kontaktów z władzami Belgii, powierzył współpracę z instytucjami europejskimi.

W 1973 r. Stolica Apostolska przystąpiła do KBWE (obecnie OBWE), licząc, że organizacja ta, choć tworzona z inicjatywy państw Układu Warszawskiego, przyczyni się do przekraczania murów dzielących Europę.

Nowa linia papieża z Krakowa

Jana Pawła II można zaliczyć do grona „ojców założycieli” zjednoczonej Europy, nie w sensie instytucjonalnym, lecz duchowym. Bez jego inspiracji trudno sobie wyobrazić pokojowy upadek „żelaznej kurtyny” oraz tak szybki proces integracji rozdzielonego kontynentu.

W 1978 r., kiedy Karol Wojtyła został biskupem Rzymu, Europa składała się z dwóch światów rozdzielonych żelazną kurtyną. Polak na tronie papieskim postanowił złamać ten stereotyp. Podczas pielgrzymki do Polski w czerwcu 1979 r. mówił: „Czyż Chrystus tego nie chce, czy Duch Święty tego nie rozrządza, ażeby ten Papież-Polak, Papież-Słowianin, właśnie teraz odsłonił duchową jedność chrześcijańskiej Europy, na którą składają się dwie wielkie tradycje: Zachodu i Wschodu”. A w słynnym „Akcie Europejskim” z Santiago de Compostela w 1982 r. mówił, że „historia kształtowania się narodów europejskich rozwija się równolegle z ich ewangelizacją, do tego stopnia, że granice Europy pokrywają się z zasięgiem przenikania Ewangelii”.

20 maja 1985 r. Jan Paweł II złożył wizytę w siedzibie EWG w Brukseli. Choć nikt z polityków nie ośmielał się wówczas kwestionować porządku jałtańskiego, papież mówił tam, że Europejczycy nie powinni pogodzić się z tym podziałem.

Przemawiając w 1988 r. w Parlamencie Europejskim występował jako prekursor przyjęcia do wspólnot europejskich krajów z Europy Środkowo-Wschodniej. “Pragnieniem moim jako najwyższego pasterza Kościoła powszechnego, który pochodzi ze wschodniej Europy i zna aspiracje ludów słowiańskich, tego drugiego «płuca» naszej wspólnej europejskiej ojczyzny, jest to, by Europa suwerenna i wyposażona w wolne instytucje rozszerzyła się kiedyś aż do granic, jakie wyznacza jej geografia, a bardziej jeszcze historia. Jakże miałbym tego nie pragnąć, skoro inspirowana wiarą chrześcijańską kultura tak głęboko naznaczyła dzieje wszystkich ludów naszej Europy, ludów greckich i łacińskich, germańskich i słowiańskich, mimo wszelkich dziejowych tragedii, ponad systemami społecznymi i ideologiami?” – mówił do europejskich elit politycznych.

Dwa płuca Europy

Przełomowe znaczenie miało ogłoszenie przezeń w 1981 r. współpatronami Europy św. Cyryla i Metodego. Podkreślał, że Kościół tradycji zachodniej i Kościół tradycji wschodniej są ściśle powiązane, budując od 1000 lat wspólną duchową i kulturową przestrzeń kontynentu.

Pamiętamy z jakim entuzjazmem mówił o „dwóch płucach” Europy podczas Światowego Dnia Młodzieży w 1991 r. w Częstochowie widząc przed sobą niemal 100 tys. młodych przybyłych z ZSRR. Nikt nie przewidywał, że państwo to za kilka miesięcy przestanie istnieć.

Europo: nie zatracaj swej tożsamości!

Jan Paweł II wypowiadał się ponad 700 razy na temat Unii Europejskiej oraz wartości jakie w niej winny obowiązywać. Mocno brzmiało papieskie wołanie o “tożsamość europejską” – w nawiązaniu do jej historycznej spuścizny, której podstawowy krąg wyznaczało chrześcijaństwo.

Konsekwentnie przypominał, że ponowne zjednoczenie Europy nie może dokonać się tylko na płaszczyźnie polityki i ekonomii, ale że w proces ten musi mieć znacznie głębsze tworzywo, którym jest chrześcijaństwo. Europa – mówił – nie może być „jedynie kontynentalną strukturą geograficzną i gospodarczą, ale musi stawać się przede wszystkim porozumieniem kulturowym i duchowym”. Podkreślał, że „w ten doniosły proces integracji Kościół włącza się całym sercem i we właściwy sobie sposób”.

Mówił więc o dwóch filarach europejskiej jedności: wierności chrześcijańskiemu dziedzictwu oraz o potrzebie odnalezienia „nowych źródeł nadziei dla Europy”, pogrążonej w duchowej i aksjologicznej pustce. Tym źródłem jest wciąż Jezus Chrystus i jego nauka. Najpełniej wyjaśniał to w adhortacji „Ecclesia in Europa” z 2003 r., gdzie wyjaśniał jakie wartości winny się znaleźć u fundamentów nowej konstrukcji europejskiej: godność osoby; święty charakter życia ludzkiego; centralne miejsce rodziny opartej na małżeństwie; wolność myśli, słowa i wyznawania swych przekonań i religii.

Podejmował polemikę z postoświeceniową spuścizną zakładającą prawo do wolności religijnej, ale ograniczającą je do sfery prywatnej. Spójną wykładnię swego stanowiska zawarł w przemówieniu do Parlamentu Europejskiego w Strasburgu. “Europa od prawie dwóch tysięcy lat dostarcza znamiennego przykładu kulturowej płodności chrześcijaństwa, które ze względu na samą swą naturę nie może być spychane do sfery prywatnej. Powołaniem chrześcijaństwa jest przecież publiczne wyznawanie wiary i czynna obecność we wszystkich dziedzinach życia. Moją zatem powinnością jest stanowcze głoszenie prawdy, że gdyby religijne i chrześcijańskie podłoże kultury kontynentu zostało pozbawione wpływu na etykę i kształt społeczeństwa, oznaczałoby to nie tylko zaprzeczenie całego dziedzictwa europejskiej przeszłości, ale i poważne zagrożenie dla godnej przyszłości mieszkańców Europy”.

Formułował wizję zjednoczonej Europy jako “wspólnoty ducha”, nawiązującej do bogatego wielokulturowego i wieloreligijnego jej dziedzictwa, podkreślając dziejową rolę chrześcijaństwa, które w najpełniejszy sposób wpłynęło na kształt jej kultury. “Nie będzie jedności Europy, dopóki nie będzie ona wspólnotą ducha” – powiedział do prezydentów siedmiu krajów europejskich, przybyłych na spotkanie z nim u grobu św. Wojciecha w Gnieźnie 3 czerwca 1997 r.

Wsparcie dla procesu integracji Polski z UE

Występując w polskim Parlamencie w czerwcu 1999 r. powiedział, że „integracja Polski z Unią Europejską od samego początku jest wspierana przez Stolicę Apostolską”. “Przy okazji dzisiejszego spotkania – mówił – pragnę jeszcze raz wyrazić moje uznanie dla podejmowanych konsekwentnie i solidarnie wysiłków, których celem, od chwili odzyskania suwerenności, jest poszukiwanie i utrwalanie należnego i bezpiecznego miejsca Polski w jednoczącej się Europie i świecie. Polska ma pełne prawo, aby uczestniczyć w ogólnym procesie postępu i rozwoju świata, zwłaszcza Europy. Integracja Polski z Unią Europejską jest od samego początku wspierana przez Stolicę Apostolską. Doświadczenie dziejowe, jakie posiada naród polski, jego bogactwo duchowe i kulturowe mogą skutecznie przyczynić się do ogólnego dobra całej rodziny ludzkiej, zwłaszcza umocnienia pokoju i bezpieczeństwa w Europie” .

A kiedy ważyły się losy referendum akcesyjnego w 2003 r., zwrócił się do rodaków w słowach: „Od Unii Lubelskiej do Unii Europejskiej!” Wątpiącym tłumaczył, że „wejście w struktury Unii Europejskiej na równych prawach z innymi państwami, jest dla naszego narodu i bratnich narodów słowiańskich wyrazem dziejowej sprawiedliwości, a z drugiej strony może stanowić ubogacenie Europy”. Wyjaśniał, że „Europa potrzebuje Polski, a Kościół w Europie potrzebuje świadectwa wiary Polaków”.

Warto przypomnieć, że u progu wejścia Polski do struktur zjednoczonej Europy polscy biskupi wydali (14 kwietnia 2004 r.) list pasterski z okazji przyjęcia Polski do UE. W ślad za Janem Pawłem II przypomniano, że „Kościół w Polsce może ofiarować jednoczącej się Europie żywą wiarę, natchniony religijnością obyczaj, pomoc i wysiłek duszpasterski biskupów i kapłanów”. Biskupi zwrócili też uwagę na kwestię tożsamości narodowej, przypominając iż „warunkiem zachowania naszej tożsamości i bogatej tradycji religijnej jest podjęcie nowego, zdecydowanego wysiłku dla pogłębienia własnej formacji religijnej oraz świadomości tego, co oznacza i do czego zobowiązuje bycie dzisiaj chrześcijaninem”.

Oświadczyli także, że „wspólnota europejska nie może w żadnym wypadku ograniczać się do wymiaru gospodarczego i politycznego, bowiem każda wspólnota – jeżeli ma być prawdziwa – musi mieć wymiar duchowy i musi być wspólnotą osobową ludzi pomiędzy sobą”. Ostrzegli zatem przed „postępującą laicyzacją” w Europie oraz jeszcze raz wysunęli postulał o dowołanie do Boga w przyszłym Traktacie Konstytucyjnym.

Przypomnieli też katalog „niezbywalnych” wartości do których należą: “godność osoby, świętość życia ludzkiego, centralna rola rodziny opartej na małżeństwie, jako trwałym związku mężczyzny i kobiety, waga wykształcenia, wolność myśli, słowa oraz głoszenia własnych poglądów i wyznawania religii, ochrony prawnej jednostek i grup, współpracy wszystkich na rzecz dobra wspólnego, pracy pojmowanej jako dobro osobiste i społeczne, władzy politycznej pojmowanej jako służba, podporządkowanej prawu i rozumowi, a ograniczonej przez prawa osoby i narodów”.

Spór o Kartę Praw Podstawowych UE

Jan Paweł II wyraźnie upominał się także o “invocatio Dei” w przygotowywanej europejskiej konstytucji. W związku z tym bardzo uważnie śledził prace nad redakcją Karty Praw Podstawowych, a kiedy została ona przyjęta w 2000 r. nie ukrywał rozczarowania faktem, że w jej tekście nie znalazło się odwołanie do Boga. “Nie można zapominać, że negacja Boga i Jego przykazań w mijającym stuleciu doprowadziła do dyktatury bożków, wyrażającej się w uwielbieniu rasy, klasy, państwa, narodu czy partii zamiast żywego i prawdziwego Boga. Właśnie w świetle nieszczęść towarzyszących XX wiekowi można zrozumieć, jak prawa Boga i prawa człowieka albo wzajemnie się utwierdzają, albo razem upadają” – oświadczył wówczas.

Benedykt XVI – Integracja wiary i nowoczesnego europejskiego racjonalizmu

Równie bogaty w nauczanie nt. Europy był kolejny pontyfikat Benedykta XVI.

Przypominał on nie tylko o roli chrześcijaństwa w budowaniu Europy, ale podkreślał, że tak samo dziś wkład chrześcijaństwa może być olbrzymi. A ta wyjątkowa rola polegać winna na integracji wiary i nowoczesnego racjonalizmu. Podczas lotu do Lizbony w maju 2010 r. mówił, że podstawowym zadaniem Europy w tym momencie dziejów jest “poszukiwanie dialogu, integracja wiary i nowoczesnego racjonalizmu w jedną wizję antropologiczną, która spełniałaby istotę ludzką i pomagała w komunikacji kultur”.

Benedykt XVI w przemówieniu do europejskich wykładowców akademickich z 2007 r. wyjaśniał, że fałszywe jest przeciwstawianie teizmu i autentycznego humanizmu. Podkreślał, że prawdziwą tragedią w dziejach kultury europejskiej jest przekonanie, utrwalone od XIX wieku, iż “Bóg jest rywalem człowieka i wrogiem jego wolności”.

Zapewniał, że ogromne zasoby intelektualne, duchowe i gospodarcze kontynentu nadal będą przynosić owoce, jeśli będą użyźniane transcendentną wizją osoby ludzkiej, stanowiącą „najcenniejszy skarb europejskiego dziedzictwa”. A realizować się to winno drogą upowszechniania “nowego humanizmu”, będącego syntezą orędzia ewangelicznego i kultury europejskiej.

W Santiago de Compostella wołał w 2010 r., że „Europa musi otworzyć się na Boga, wyjść na spotkanie z Nim bez lęku, współpracować z Jego łaską na rzecz tej godności człowieka, jaką odkryły najlepsze tradycje: obok biblijnej, mającej pod tym względem znaczenie podstawowe, również tradycje epoki klasycznej, średniowiecznej i nowożytnej, z których zrodziły się wielkie dzieła filozoficzne i literackie, kulturalne i społeczne Europy”.

Potrzebny jest zatem głęboki rachunek sumienia co do stanu europejskiej kultury. Benedykt XVI mówił o tym podczas VI Europejskiego Dnia Świata Uniwersyteckiego konstatując, że cywilizacja zachodnia w dużej mierze zdradziła swoją ewangeliczną inspirację. Zadaniem chrześcijan w tym kontekście jest budowa cywilizacji miłości, która “nacechowana jest szacunkiem, pokojową i radosną koegzystencją odmienności w imię wspólnego programu, który winien być oparty na czterech filarach: miłości, prawdy, wolności i sprawiedliwości”.

Benedykta XVI cechowała nadzieja na wiosnę chrześcijaństwa w Europie, której podstawowym motywem – jak mówił – jest głód transcendencji tkwiący w sercu każdego człowieka, nawet tego, który odchodzi od wiary. “Oczywiście na pewien czas można zapomnieć o Bogu – wyjaśniał w ślad za św. Augustynem – abstrahować od Niego, zajmować się czymś innym, ale Bóg nigdy nie zanika, a serce człowieka jest niespokojne, dopóki nie spocznie w Bogu”. Drugim motywem nadziei dla Europy – zdaniem Benedykta XVI – jest fakt, że “Ewangelia Jezusa jest po prostu prawdziwa, a prawda się nie starzeje”. Wreszcie trzecim motywem nadziei była dlań młodzież, której nie wystarczają ideologie ani też konsumpcjonizm, a która szukać będzie głębszych i trwałych wartości.

Franciszek – świeżość Ewangelii odpowiedzią na duchowy głód Europy

Mimo że Europa nie zajmuje centralnego miejsca w nauczaniu Franciszka, to papież wskazuje na ten kontynent jako na kolebkę kultury, która najbardziej ze wszystkich docenia godność osoby ludzkiej i poprzez to wnosi wielki wkład w rozwój całego świata. Ojciec Święty jest jednocześnie przekonany, że dla starzejącej się Europy chrześcijaństwo wciąż może być inspirujące.

Najdobitniej dał temu wyraz podczas wizyty w Parlamencie Europejskim i Radzie Europy 25 listopada 2014 r. w Strasburgu. Przemówił wtedy do ponad 500 mln obywateli Europy, nie tylko do katolików, lecz także do niewierzących oraz wyznawców innych religii. Przypomniał, że szacunek dla człowieka i troska o jego integralny rozwój stanowią podstawę europejskiej kultury. Podkreślając ścisły związek między „godnością” i „transcendencją”, zauważył, że uświadomienie sobie „wartości, wyjątkowości i niepowtarzalności każdej poszczególnej osoby ludzkiej” miało swój fundament w myśli europejskiej, czerpiącej „z Grecji i Rzymu, ze źródeł celtyckich, germańskich i słowiańskich oraz z chrześcijaństwa, które ją dogłębnie ukształtowało”, dając miejsce pojęciu osoby.

Zauważył, że stąd właśnie wynika koncepcja praw człowieka, w obronie których Europa ma wielkie zasługi. – Dzisiaj ich promowanie odgrywa kluczową rolę w zaangażowaniu Unii Europejskiej na rzecz wspierania godności osoby, zarówno w jej wnętrzu, jak i w relacjach z innymi państwami. Jest to zaangażowanie ważne i godne podziwu, bo wciąż istnieje nazbyt wiele sytuacji, w których istoty ludzkie są traktowane jak przedmioty, których koncepcję, strukturę i przydatność można zaprogramować, a które następnie można wyrzucić, gdy nie są już potrzebne, gdyż stają się słabe, chore lub stare – podkreślił dobitnie.

Franciszek powtórzył, że paradoksem Starego Kontynentu jest to, iż „stworzyliśmy Europę, ale nie mamy Europejczyków”, a słabość Unii wynika z tego, że zwykli ludzie są traktowani przez brukselską administrację jak trybiki jakiejś maszyny i brakuje obywateli, którzy będą odpowiedzialni za społeczność, do której należą. Z tego względu – w świetle papieskiej diagnozy – wielkie ideały, które inspirowały Europę, straciły siłę przyciągania na rzecz biurokratycznych mechanizmów instytucji.

Z kolei w liście z okazji 50-lecia COMECE (Komisji Episkopatów Wspólnoty Europejskiej) z 27 października br. Franciszek nawiązał do obecnej pandemii, która jeszcze bardziej uwypukla projekt europejski, jako chęć położenia kresu podziałom z przeszłości. Zaznaczył, że stajemy obecnie wobec konieczności dokonania wyboru: „albo tak jak dotąd pójdziemy drogą zmierzającą w kierunku narastających nieporozumień, sprzeczności i konfliktów, albo odkryjemy na nowo tę drogę braterstwa, która niewątpliwie zainspirowała i ożywiła ojców założycieli współczesnej Europy”. Wskazał, że droga braterstwa łączy się z drogą solidarności.

Zaznaczył, że „oryginalność europejska polega przede wszystkim na jej koncepcji człowieka i rzeczywistości; na jej zdolności do przedsiębiorczości i jej solidarności przejawiającej się w działaniu”. Następnie wyznał: „Marzę o Europie przyjaznej dla osoby i dla osób. Ziemi, gdzie szanowano by godność każdego, gdzie osoba byłaby wartością samą w sobie, a nie przedmiotem kalkulacji ekonomicznej lub towarem. Ziemi, która chroniłaby życie w każdym jego momencie, od chwili, gdy niewidzialne pojawia się w łonie matki, aż do jego naturalnego kresu”.

Wskazał też na konieczność wspierania edukacji i rozwoju kulturowego osoby, ochrony najsłabszych, bronienia praw osoby i przypominania o jej obowiązkach, w tym wnoszenia swego wkładu w społeczeństwo. „Marzę o Europie, która byłaby rodziną i wspólnotą” … Marzę o Europie solidarnej i wielkodusznej” – podkreślił Franciszek. A odnosząc się do lęków związanych z kryzysem migracyjnym papież zaznaczył: „Tylko Europa, która będzie wspólnotą solidarną, może sprostać temu wyzwaniu w sposób korzystny, podczas gdy wszelkie rozwiązania częściowe dowiodły już swojej niewystarczalności. Jest rzeczą oczywistą, że konieczne przyjmowanie imigrantów nie może ograniczać się jedynie do pomocy tym, którzy przybywają, często uciekając przed konfliktami, głodem czy klęskami żywiołowymi, ale musi pozwolić na ich integrację, aby mogli «poznawać, szanować, a także przyswajać sobie kultury i tradycje narodu, który ich przyjmuje»”.

Franciszek opowiedział się też za zdrową laickością Europy, „w której Bóg i Cezar są odrębni, ale nie przeciwstawiani sobie”. Mówił o Europie jako o „ziemi otwartej na transcendencję, gdzie wierzący mogą publicznie wyznawać swoją wiarę i proponować w społeczeństwie swój punkt widzenia”. Zachęcił więc chrześcijan do „odważnego i zdecydowanego wnoszenia swego wkładu w każdym środowisku, w którym żyją i pracują”.



Źródło