Plany lewicy na 2021 r. w 5 punktach – moje przewidywania


Miniony rok był rokiem wyjątkowym politycznie: postmodernistyczna, (pseudo)progresywna lewica na całym świecie przestała wreszcie udawać, że stoi po stronie uciśnionych, że stara się tylko bronić biednych mniejszości, że odrzuca przemoc. Na całym świecie, od Argentyny, przez USA po Polskę – lewica uderzyła w ofensywę. Podpalenia kościołów w Ameryce Południowej, rozróby BLM, czy wulgarny Strajk Kobiet – rok 2020 był ich rokiem tak samo, jak był rokiem zarazy i lockdownu. I fakt, że w kalendarzu zmieniła się liczba, i rok 2020 stał się 2021 nie oznacza, że lewicowa ofensywa ustanie.

Jaka będzie postmodernistyczna, (pseudo)progresywna lewica w tym nowym roku? Jaką formę przybiorą jej ataki? Czego oczekiwać? Nie jestem Cyganką i nie mam gwarancji, że prawdę Ci powiem, drogi Czytelniku, ale myślę, że mam dokładne przeczucie. Panie i Panowie, oto moje przewidywania co do działań lewicy w 2021 roku!

 

 

Jeżeli możemy być za coś lewicy wdzięczni, to za jej dezorganizację i wewnętrzne walki. Strajk Kobiet jest tego idealnym przykładem. Silny, oddolny ruch, od którego w pierwszych dniach zaczynał Strajk, szybko zamienił się w teatr jednej osoby: Marty Lempart. Przez nikogo nie wybrana, chaotyczna i chamska przewodniczka Strajku szybko zamieniła go z cyrku w czystą błazenadę. Wymuszone przepychanki z policjantami mieszały się z zaplanowanymi upadkami na ziemię, których nie dało się podciągnąć pod policyjną brutalność. Potem zaczęły się wewnętrzne spory – „protestujemy dla kobiet, czy osób z macicami?” – a na chwilę obecną Strajk skupia się na odśrodkowych kłótniach o to, która feministka molestowała którą trans-aktywistkę i które chłopię z estrogenowej laguny StopBzdurom jest w rzeczywistości lesbijką zaklętą w ciało przemocowego samca.

Cyrk na kółkach przyjechał, ale wóz mu się zepsuł i nawet odjechać nie umie!

 

 

Postmodernistyczne wyobrażenie o historii jest dość proste: świat był potwornym łez padołem, aż feministki w latach 60tych wynalazły empatię. Potem geje w Ameryce bardzo się zdenerwowali, że społeczeństwo im tej empatii skąpi i zorganizowali – na przekór policji – pierwsze homo-parady. Te pierwsze homo-parady, zrodzone z przepychanek ze stróżami prawa nazywają się legendarnie Stonewall. Są one na lewicy symbolem buntu, który przyniósł polityczne zmiany.

I kto śledzi polskie strony i grupy lewicowe, ten wie, że polska lewica od ponad roku intensywnie szuka „polskiego Stonewall”, czyli chce znaleźć jakieś wydarzenie, które dałoby się zamienić w obyczajową rewolucję.

Katalizatorem zmiany miał być nastrój przywiany nam przez soc-media z USA. BLM się u nas jednak nie przyjęło. I murzynów brak, i Julki kładące się w ramach protestu na poznański beton nikogo nie przekonały. Natchnieniem do zmian miały być też zainicjowane przez StopBzdurom potyczki z policją, ale te skończyły się tylko na kilku siniakach i pół-nagich gejach dekorujących policyjne suki. Ostatnio zaś to Strajk Kobiet miał wyrwać murom zęby krat, ale przyszła zima i protestu ni ma.

Lewica jednak nie przestanie. Zapatrzona ślepo w legendy o Rewolucji Francuskiej będzie szukać swojego Stonewall, a jak go naturalnie nie znajdzie, to spróbuje go sztucznie stworzyć.

 

 

Antyreligijna lewica nie może oprzeć się pokusie kopiowania religijnych mechanizmów. Niby religią gardzi, ale gdzie się da, to ją kopiuje. Dlatego też lewica posiada własny, ciągle rosnący dekalog, lub raczej Niekończącą się Listę Przewinień Wobec Postępu. Lista jest non-stop aktualizowana, a obecnie znajdują się na niej takie przykazania jak:

  • nie będziesz wątpił w to, co mówi kobieta, szczególnie feministka

  • nie będziesz przerywał aktywistce jako mężczyzna, bo jest to mansplaining

  • będziesz zawsze używał imienia pana aktywisty twego i zmyślonej płci, nie ważne jaka ona jest


     

I tak dalej, i tak dalej! Zasady te będą przedstawiane jako nowa moralność, która rzekomo jest oczywista i obowiązkowa dla wszystkich. Przedsmak tego mieliśmy już w roku minionym, gdy postępackie media oburzały się, gdy ktokolwiek śmiał zauważyć, że Michał Sz. ze StopBzdurom żadną „aktywistką Małgorzatą” nie jest i nigdy nie będzie.

W nowym roku możemy spodziewać się jeszcze więcej takich absurdów.

 

 

Każdy naród ma prawo do samostanowienia w pewnych rozsądnych ramach. To znaczy, że każdy kraj może wprowadzać własne prawa tak długo, jak w oczywisty sposób nie krzywdzi brutalnie swoich i cudzych obywateli. To jasne dla każdego zdrowo myślącego człowieka. Nie jest to jednak oczywiste dla postępaka.

Będziemy więc coraz częściej słyszeć pochwały demokracji, ale tylko na poziomie europejskim. Będą mnożyły się próby zmuszenia Polski do akceptacji różnych zjawisk tylko dlatego, bo występują one na Zachodzie.

„Niemcy legalnie rozpoznają trzecią płeć! W Anglii kilkaset osób rocznie karanych jest za mowę nienawiści! Hiszpania oferuje sex-ed już dla podstawówki!’ – wszystkie te i podobne faktoidy będą podawane za wzór do naśladowania, tak jakby Polacy musieli za zadanie jedynie ślepo naśladować Zachód.

A lokalna demokracja? Ta będzie przedstawiana jako… zagrożenie dla demokracji. Brzmi szalenie? To przypomnijmy sobie, co panienka Spurek powiedziała o referendum w sprawie aborcji: że nie ma ono prawo mieć miejsca, bo o prawach człowieka się nie głosuje. Czyli demokracja tak, ale „tylko pod warunkiem, że będzie po mojemu”.

 

 

Skoro już jesteśmy przy takich absurdach, jak „aborcja jest prawem człowieka”: podobnych fikołków będzie więcej! Usłyszymy o niebinarnych lesbijkach, czyli biologicznych mężczyznach, którzy identyfikują się jako kobiety zaklęte w męskie ciała. Dowiemy się o transseksualnych dzieciach, które są w stanie wybrać swoją płeć. Przeczytamy o tym, że aborcja nie kończy życia, tylko przerywa ciążę.

„To wszystko już się dzieje!” – powie hipotetyczny, ale uważny Czytelnik. „To prawda!” – odpowiem ja – „Bo nowy rok będzie taki jak stary, tylko jeszcze bardziej szalony!”.

Lepiej zapnijmy pasy, bo czeka nas wyboista jazda!





Źródło

O co chodzi z niekonstytucyjnością aborcji eugenicznej? Ekspert wyjaśnia punkt po punkcie


Wiele osób w Polsce nie rozumie, dlaczego Trybunał Konstytucyjny orzekł o niezgodności z Konstytucją RP tzw. aborcji eugenicznej – sprawę portalowi niezalezna.pl wyjaśnia bardzo dokładnie prawnik, adwokat Zbigniew Cichoń, były sędzia Trybunału Stanu i były senator.

Trybunał Konstytucyjny w wyroku z 22.10.2020r. orzekł o niezgodności z Konstytucją tzw. eugenicznej przesłanki dopuszczalności aborcji ustanowionej w art.4 a ust.1 pkt 2 ustawy z 7.01.1993r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży. Przypomnijmy, iż artykuł ten stanowi, że przerwanie ciąży może być dokonane w przypadku, gdy badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu (tzw. przesłanka eugeniczna).

Kilka słów o konstytucji

Trybunał uznał sprzeczność tej przesłanki dopuszczalności aborcji z art.3O, 38 i 31 ust 3 Konstytucji chroniącymi życie i godność człowieka i ustanawiającymi, kiedy i przy spełnieniu jakich warunków prawa gwarantowane w Konstytucji mogą być ograniczone.  

  • Art.30 Konstytucji stwierdza, że przyrodzona i niezbywalna godność człowieka stanowi źródło wolności i praw człowieka i obywatela, jest nienaruszalna, a jej poszanowanie i ochrona jest obowiązkiem władz publicznych.
  • Art.38 zapewnia każdemu człowiekowi prawną ochronę życia przez Rzeczpospolitą Polską.   

Natomiast art.31 ust.3 stanowi, że ograniczenia w zakresie korzystania z  konstytucyjnych  wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie  dla jego bezpieczeństwa  lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób, a ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw.

Czy naprawdę chodzi o godność kobiet?

Trybunał Konstytucyjny stwierdził, iż życie człowieka zgodnie z ww. normami Konstytucji podlega ochronie niezależnie od jego fazy i stanu zdrowia, a zatem także w fazie prenatalnej i gdy dotknięte jest upośledzeniem lub schorzeniem.                                                                                                                                                                  W reakcji na wyrok odezwały się głosy o rzekomym naruszeniu godności kobiet, ich prawa do aborcji i sprzeczności wyroku Trybunału Konstytucyjnego z Europejską Konwencją Praw Człowieka i orzecznictwem Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Pojawiły się wręcz żądania prawa do nieograniczonej aborcji bez konieczności spełnienia jakichkolwiek przesłanek obiektywnych i dochowania jakichkolwiek terminów, czy procedury. 

Warto zatem przeanalizować ową Konwencję i orzecznictwo Trybunału, a także Komisji Praw Człowieka działającej obok Trybunału do chwili jej likwidacji po wejściu w życie protokołu nr 11 do Konwencji tj. 1.11.1999r. i przejęcia jej funkcji przez Trybunał. Otóż wbrew twierdzeniom zwolenników aborcji ani Trybunał ani Komisja Praw Człowieka nigdy nie wyprowadziły z przepisów Konwencji prawa do aborcji, a analizowały to zagadnienie przez pryzmat art.2 Konwencji stanowiący, że prawo każdego człowieka do życia jest chronione i nikt nie może być umyślnie pozbawiony życia i art.8 gwarantujący poszanowanie życia prywatnego.

Wręcz przeciwnie Komisja Praw Człowieka w orzeczeniu z 19.5.1976r. w sprawie sprawie Bruggemann i Scheuten c. Niemcy stwierdzała, iż prywatne życie kobiety jest ściśle powiązane z rozwijającym się płodem, którego nie można traktować jako części ciała kobiety, którym może ona dysponować. Komisja podkreśliła, że zakres ochrony płodu jest kwestią pozostawioną poszczególnym państwom-stronom Konwencji, gdyż przy jej formułowaniu w 1950 r.  różny był on w różnych państwach, jednakże w żadnym z 10 krajów w owym czasie, będących stronami Konwencji, nie było to zostawione swobodnej decyzji kobiety, lecz w każdym z nich były regulacje, dopuszczające w pewnych przypadkach aborcję. 

W Niemczech podobnie

Dlatego Komisja nie uznała za zasadną skargi zarzucającej naruszenie art.8 Konwencji, tj. prawa prywatności przez karalność aborcji dokonywanej poza enumeratywnie wymienionymi przypadkami. Aborcja nielegalna była i jest przestępstwem zagrożonym pozbawieniem wolności. Nota bene sprawę wywołał wyrok niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego w Karlsruhe z 25.2.1975r., który stwierdził, że ustawa wprowadzająca dopuszczalność aborcji na płodzie do 12-go tygodnia istnienia na życzenie kobiety i tym samym depenalizację takiego czynu narusza Konstytucję RFN. 

Niemiecki Trybunał Konstytucyjny wskazał, iż art. 2 Konstytucji chroniący życie ma zastosowanie także w stosunku do rozwijającego się dziecka w łonie matki i zobowiązuje państwo do jego ochrony w każdym okresie jego rozwoju, mając pierwszeństwo przed  prawem matki, nawet wbrew woli matki. Dla zabezpieczenia tego prawa poczętego dziecka państwo ma prawo penalizować aborcję dokonywaną poza przypadkami, gdy jest ona prawnie dopuszczalna.

Polski TK jak niemiecki

Podobne stanowisko do niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego zajął polski Trybunał Konstytucyjny w wyroku z 28.5.1997r. sygn. 26/96, kiedy Prezesem Trybunału był Prof. Andrzej Zoll, stwierdzając niezgodność z Konstytucją ustawy z 1996r. wprowadzającej do polskiej ustawy nową przesłankę dopuszczalności aborcji do 12 -go m-ca ciąży ze względu na ciężkie warunki życiowe lub trudną sytuację  osobistą matki /tzw. względy społeczne/.Wyrok zapadł jeszcze w czasie obowiązywania poprzedniej Konstytcji, która w przeciwieństwie do Konstytucji z 1997r. nie wyrażała wprost prawa do życia człowieka /art.38 Konstytucji z 1997r./.Trybunał wywiódł prawo do życia z art. 1 Konstytucji, stwierdzającego, że Rzeczpospolita jest państwem prawa i stwierdził brak proporcji dobra poświęcanego, tj. życia poczętego dziecka i prawa matki, a ponadto niedookreśloność przesłanki ciężkich warunków życiowych lub trudnej  sytuacji osobistej w istocie prowadzącej do aborcji na życzenie.

Generalnie Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu odmawia udzielenia odpowiedzi na pytanie, czy Konwencja gwarantuje prawo do aborcji, jak i  czy art. 2 Konwencji chroniący życie dotyczy także dzieci nienarodzonych, pozostawiając państwu margines swobody i wskazując na różne uregulowania w poszczególnych państwach. 

Przykłady z innych państw

Doskonałym przykładem jest orzeczenie w sprawie A, B, C przeciwko Irlandii z 16.12.2010r. wydane przez Wielką Izbę (17-osobowy skład  w przeciwieństwie do 7 osobowego Małej Izby) nie zdecydował się zakwestionować prawa irlandzkiego. Prawo to dopuszczało aborcję jedynie w przypadku zagrożenia dla życia matki. Mimo, że prawo to jest najbardziej restrykcyjne wśród ponad 40 państw członków Rady Europy, zobowiązanych do przestrzegania Europejskiej Konwencji Praw Człowieka należy je szanować gdyż obowiązująca regulacja w Irlandii jest wynikiem referendum z 1983r. mającym swe odzwierciedlenie w Konstytucji  stanowiącej wprost o ochronie życia dziecka nienarodzonego. Tak więc zarzut skarżących, iż zakaz aborcji narusza rzekomo art.8 Konwencji, tj. poszanowanie życia prywatnego i zmusił je do wyjazdu do Wielkiej Brytanii dla dokonania jej tam, nie został uwzględniony, podobnie jak zarzut, iż naruszony został zakaz okrutnego traktowania, tj. art.3  Konwencji.

Podobnie wypowiedział się Trybunał strasburski w wyroku z 26.5.2011 r. R.R. przeciwko Polsce, stwierdzając, że ocena od jakiego momentu rozpoczyna się życie człowieka, i przysługująca mu z mocy art.2 Konwencji ochrona, należy do państwa. Trybunał w sprawie tej stwierdził wprawdzie naruszenie art. 8 Konwencji przez pozbawienie skarżącej de facto możliwości przeprowadzenia aborcji, która wg polskiego ustawodawstwa ze względu na przesłanki eugeniczne (deformacja płodu) była dopuszczalna. 

Sprawa Alicji Tysiąc

Podobnie w sprawie Alicji Tysiąc z 20.3.2007r. Trybunał Strasburski stwierdził naruszenie art.8 Konwencji z tej jedynie przyczyny, iż nie zapewniono skarżącej prawa kwestionowania opinii lekarskich stwierdzających brak przesłanek tzw. zdrowotnych do aborcji (twierdziła, że grozi jej utrata wzroku). Nota bene skarżąca urodziła dziecko i wzroku nie straciła. Sprawa miała dwuznaczny wydźwięk moralny, albowiem w dacie wyrokowania urodzone dziecko miało 6 lat, matka skarżąca wzroku nie utraciła, a gdyby skarżąca dopięła swych starań o aborcję, to dziecko by nie żyło. To skłoniło hiszpańskiego sędziego Francisco Javier Borrego do złożenia zdania odrębnego, w którym stwierdził: ”Dzisiaj Trybunał zdecydował, że istota ludzka urodziła się ze względu na naruszenie Europejskiej Konwencji Prawa Człowieka. Zgodnie z tym rozumowaniem jest w Polsce dziecko, które obecnie ma 6 lat, którego prawo urodzenia jest w sprzeczności z  Konwencją .Nigdy nie sądziłem, że Konwencja może zajść tak daleko i uważam to za przerażające”. Trybunał wprawdzie podkreślił, iż nie jest jego rzeczą rozważać, czy Konwencja gwarantuje prawo do aborcji, a jedynie ocenił, czy zapewniono skarżącej właściwe procedury dla oceny, czy zachodziły przesłanki jej dokonania wg obowiązującego prawa.

Trybunały nie uznały prawa do aborcji

Reasumując, nigdy Komisja czy Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu nie uznały, iż istnieje prawo do aborcji. Takie twierdzenia to nic innego, jak usiłowanie kreowania pseudoprawa. Natomiast organy te zawsze stwierdzały, że jest w gestii poszczególnych państw regulacja dopuszczalności ewentualnej aborcji przy uwzględnieniu standardów  moralnych w nich panujących, które nie są jednolite w całej Europie. Jedne bardziej chronią poczęte życie, jak np. w Irlandii, co Trybunał uszanował w sprawie A,B, C. Irlandia, mimo iż żadne inne państwo nie udziela tak daleko idącej ochrony. Uchylanie się Trybunału od wyraźnego zajęcia stanowiska, od kiedy przysługuje ochrona życia człowieka gwarantowana w art.2 Konwencji obok przyczyn w/w ma także i tę, że Konwencja w przeciwieństwie do Amerykańskiej Konwencji Praw Człowieka z 1968 r., nie wskazuje, od jakiego momentu zaczyna się ochrona życia człowieka. Amerykańska Konwencja Praw Człowieka w art. 4 wyraźnie stanowi, iż ”Każda osoba ma prawo do poszanowania jej życia. Prawo to będzie chronione ustawą i w zasadzie od momentu poczęcia”. Brak podobnego sformułowania w art.2 starszej, bo z 1950 r., Europejskiej Konwencji Praw Człowieka powoduje, że Komisja i Trybunał Praw Człowieka nie chcą się wypowiadać wyraźnie w tej kwestii, pozostawiając ją poszczególnym państwom. Określa się to pojęciem marginesu swobody, do którego często się odwołuje Trybunał w kwestiach delikatnych, dotyczących zwłaszcza moralności. Warto, aby o tym pamiętała także Unia Europejska forsująca np. prawne uznanie małżeństw homoseksualnych i adopcji przez nie dzieci. Unia na mocy art.6 ust.2 i 3 traktatu Lizbońskiego jest bowiem zobowiązana do przestrzegania  Europejskiej Konwencji  o Prawach Człowieka i prawa w niej zagwarantowane stanowią część prawa Unii jako zasady ogólne  prawa.

Tak więc obecnie po wejściu w życie wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 22.10.2010r. eliminującego spośród przesłanek dopuszczalności aborcji prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej życiu, jedynymi przesłankami dopuszczalności aborcji pozostają zagrożenie dla życia lub zdrowia matki lub powstanie ciąży w wyniku czynu zabronionego. Wyeliminowanie przez Trybunał przesłanki eugenicznej w niczym nie powoduje sprzeczności polskiej regulacji z Europejską Konwencją Praw Człowieka, natomiast jest realizacją Konwencji o Prawach Dziecka przyjętej przez ONZ w 1989 r., ratyfikowanej przez Polskę 30.9.1991r., wskazującej w akapicie 10 preambuły na prawo dziecka do opieki, w tym do ochrony prawnej zarówno przed jak i po urodzeniu.



Source link

Politolog o zaostrzeniu prawa aborcyjnego i protestach: “Władza oderwała się od rzeczywistości. Zamknęła w świecie projekcji”



Mikołaj Woźniak

Od dwóch tygodni codziennie na ulice polskich miast wychodzą ludzie protestujący przeciwko zaostrzeniu prawa aborcyjnego przez Trybunał Konstytucyjny. Co można o nich powiedzieć? O co walczą? Jak w tej sytuacji może postąpić rząd? Pytamy o to prof. Dorotę Piontek, politolog z UAM w Poznaniu.

Rządy można obalić na ulicy?
Historia zna takie przypadki, więc można.

W sytuacji, w której jesteśmy – masowych protestów, wywołanych przez zaostrzenie prawa aborcyjnego – jest na to szansa? W końcu to jeden z postulatów protestujących.
Na pewno nie jest tak, że jednego dnia wychodzimy na ulice, a następnego – upada rząd. Efektów nie ma od razu, natomiast jest to pewien proces. Na pewnym jego etapie jesteśmy, ale czy zakończy się to obalaniem rządu w rozumieniu zmiany składu, a rządzić będzie to samo ugrupowanie, czy np. rozpisane zostaną nowe wybory – w tej chwili trudno powiedzieć. Nie zakładałabym jednak scenariusza nowych wyborów.

Czytaj też: Trybunał Konstytucyjny praktycznie zakazuje legalnej aborcji. Ekspert: Ten wyrok ma wadę. W ogóle nie powinien zostać wydany

Do czego protesty trwające od dwóch tygodni mogą nas więc doprowadzić?
Wszystkie scenariusze są możliwe, inne jest jedynie prawdopodobieństwo ich wystąpienia. Myślę, że w tej chwili sytuacja nie jest przesądzona i nie możemy powiedzieć, że protesty na pewno wygasną, albo władza pójdzie po rozum do głowy. Nie zakładam jednak żadnych scenariuszy, które miałyby drastycznie zakończyć rządy obecnej koalicji.

Postulaty manifestujących z każdym dniem są coraz szersze. Zaczęło się od aborcji, skończyło na żądaniu ustąpienia rządu. Pytanie czy nie lepiej skupić się na konkretnej sprawie i o nią walczyć do samego końca?
W tej chwili obserwujemy bardzo spontaniczne, oddolne działanie, w którym postulaty są formułowane przez bardzo różne grupy. Trochę na zasadzie listy życzeń, co powoduje, że nieco się rozmywają. Za chwilę trudno będzie wskazać, co dla tych osób jest najważniejsze. Mamy do czynienia z praktycznie niesterowalnym ruchem. To bardzo interesujące i świadczy o tym, że część społeczeństwa doszła do psychologicznej granicy. Jednak to, co jest ogromnym atutem tego przebudzenia, z drugiej – politycznej strony – może być wadą. Brakuje bowiem ośrodka politycznego, który byłby w stanie sformułować jasne i realne postulaty.

Grzegorz Dembiński Prof. Dorota Piontek jest politologiem. Pracuje na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM w Poznaniu.

Co możemy powiedzieć o ludziach, którzy protestują?
Nie są w żaden sposób sterowani. Nie są też emanacją zorganizowanego działania. Dużo jest w nich spontaniczności, autentycznej niezgody na pewne działania rządu. Aborcja oczywiście doprowadziła do zapłonu, ale w jakiejś części jest to po prostu wyraz niechęci do pewnego „klimatu”, atmosfery. Czegoś, co można by określić ograniczeniem wolności, w bardzo szerokim rozumieniu słowa „wolność”.

Sprawdź: Aborcja legalna, ale trudno dostępna. Bo szpitale odmawiają wykonywania zabiegów

W formie protestów także obserwujemy coś niezwykłego?
To fenomenalna historia i co warte podkreślenia, to wiek tych ludzi, którzy protestują. Dominują młodzi, a to przekłada się na formę. W jakiejś mierze jest to nawiązanie do Pomarańczowej Alternatywy. Nikt nie protestuje w zadęciu, ale jest mnóstwo walki humorem, nawiązań do popkultury. Widać, że to inne pokolenie niż choćby to, które wychodziło na ulice w 2016 r.

Nastrój społeczny jest wyjątkowy, pytanie jaką znajdzie formę ujścia. Sondaże Zjednoczonej Prawicy spadły, ale do wyborów są jeszcze trzy lata. Z kolei wyborcy cechują się dość krótką pamięcią.
W tej chwili nie odważyłabym się spekulować o wyniku wyborów, jeżeli te odbędą się za trzy lata. Wszystko może się zdarzyć, mamy do czynienia ze spontanicznymi działaniami i ruchem. Czy to może się przełożyć na jakiekolwiek trwałe tendencje, trudno teraz powiedzieć. Władza ma czas do wyborów i może to wziąć na przeczekanie. Myślę jednak, że nawet jeżeli w tej chwili coś się zakończy, czy rozmyje, to na pewno nie zniknie i skutków tego co się dzieje nie będzie. Bycia prorokiem w takim kraju, jak nasz – gdzie wyborcy bywają bardzo nieprzewidywalni – bym się nie podjęła.

Skoro ruch jest spontaniczny i oddolny, to ma szansę przekształcić się i sformalizować w zorganizowane struktury?
Nie sądzę. Jeżeli mamy do czynienia z działaniami o takim charakterze, w które zaangażowani są młodzi ludzie, mający naturalną niechęć do formalizowania swoich działań, organizowania komitetów, konstytuowania się – myślę, że nie. Jednak z tego ruchu, który dziś obserwujemy, mogą wyłonić się pomysły instytucjonalne, polityczne, ale na pewno nie będą reprezentatywne dla wszystkich, którzy w tej chwili, tak widocznie i spektakularnie manifestują niechęć wobec władzy.

Jeśli chodzi o spektakularność, to taki był pierwszy okres protestów, którego kulminacją była manifestacja w ubiegły piątek w Warszawie. Od tego momentu widać jednak pewne spowolnienie, wytracanie potencjału. Wszystko będzie już podążać w tym kierunku?
To jest absolutnie naturalne. Jeżeli nie ma żadnych spektakularnych wydarzeń, to siłą rzeczy będzie to zanikać. Na podobnej zasadzie trudno jest utrzymać człowieka w uniesieniu i manifestowaniu silnych emocji przez cały czas. Musiałoby się coś wydarzyć – kolejna decyzja, ruch ze strony rządzących, który znów „dołożyłby do ognia”. Z punktu widzenia władzy, to co obecnie się dzieje jest jednak korzystne, następuje zupełnie normalne wyczerpanie energii.

Jakichś ruchów ze strony rządzących powinniśmy się chyba spodziewać. W ostatnim czasie pojawił się choćby prezydencki projekt ustawy – jeszcze bardziej zawężający poprzedni „kompromis”. Ma on szansę zyskać aprobatę ze strony protestujących?
Nie sądzę. To jeszcze węższy „kompromis”, przy czym to słowo i tak jest nie do końca stosowne. Sytuacja wykroczyła już poza kwestię aborcji. Mamy do czynienia z wieloma innymi postulatami i manifestacjami przeciwko poczuciu ograniczania podmiotowości.

Czytaj: Nauczyciele poniosą konsekwencje za protesty ws. aborcji? Minister Czarnek odpowiada ZNP: Nadzór pedagogiczny to nie zastraszanie

Projekt procedowany jednak pewnie będzie. Jak postąpią z nim posłowie? W końcu kwestii aborcji nie bez powodu nie poruszano w Sejmie przez lata. Za zaostrzeniem prawa nie byli przecież tylko posłowie PiS, ale również np. opozycyjnego dziś PSL.
Co zrobi koalicja rządząca poniekąd można się spodziewać – na pewno nie będzie liberalizacji prawa, o którą chodzi większości manifestantów. W tym wszystkim najbardziej zdumiewa mnie brak obecności opozycji. Z jednej strony – dobrze robi nie mieszając się do ulicznych protestów, bo one by na tym straciły. Z drugiej – nie widzę jakiejkolwiek próby „wygrania” tego kryzysu przez opozycję. Dla koalicji rządzącej sytuacja jest bardzo trudna, bo wszystko wskazuje na to, że niełatwo dziś określić czy uda się zebrać większość dla ustawy, którą proponuje prezydent. Każde rozwiązanie – jej przyjęcie, czy nieprzyjęcie – będzie oznaczało, że Zjednoczona Prawica przestaje być monolitem na jaki wyglądała przez pięć lat.

Wobec tego jakie może być wyjście z tej sytuacji? Z kryzysu trzeba będzie wybrnąć, a chyba np. referendum aborcyjne nie wchodzi w grę.
Odpowiedź na to pytanie jest trudna, gdyż wszystko wskazuje na to, że nikt w tej chwili nie ma pomysłu co zrobić. Przynajmniej nikt z osób, które mają rzeczywistą siłę sprawczą, bo trudno powiedzieć, by prezydent był taką osobą. W tej chwili odroczono procedowanie nad jego propozycją. Wszystko wskazuje też na to, że póki co nie ma pomysłu, by publikować orzeczenie trybunału. W tej chwili nikt nie wie co zrobić. Są zapewne jakieś refleksje, ale sprawa jest na tyle emocjonalna, że do propozycji rozwiązania może nie dojść w wyniku racjonalnego przemyślenia sytuacji. Trudno przewidywać, jak potoczy się sytuacja, biorąc pod uwagę tylko racjonalną drogę postępowania.

Sprawdź: Sędzia TK Justyn Piskorski poproszony o rezygnację ze stanowiska. Minister Czarnek zapowiedział interwencję w jego sprawie

Wspomniała pani o monolicie Zjednoczonej Prawicy. Tyle że po wyborach już kilkukrotnie został on naruszony. Ostatnio przy okazji tzw. Piątki dla zwierząt. Czym kierują się rządzący denerwując w krótkim czasie tak wiele osób? Zaczęli od rolników, skończyli na tak szerokiej grupie społecznej, jaką widać dziś na ulicach. O co chodzi w tym kryzysie?
W pewnym momencie dochodzi do alienacji władzy. Historia pokazuje, że wielokrotnie już tak było. Po czasie względnego spokoju, możliwości realizowania własnych celów i interesów, dochodzi się do przekonania, że właściwie wszystko można. To klasyczny przykład oderwania się władzy od rzeczywistości, zamknięcia w świecie projekcji, pewnego wyobrażenia, że skoro dotychczas wszystko się udawało i mogliśmy liczyć na poparcie, to tak już będzie zawsze.

W tle jest jeszcze pandemia. Wierzy pani, że wywołany kryzys jest obliczony na przykrycie nieprzygotowania rządu do nowej fali epidemii i zrzucenia winy za wzrosty zakażeń na protestujących?
Użył pan dobrego sformułowania – „czy ja wierzę?”. To rzeczywiście jest kwestia wiary, bo nie mamy tego jak sprawdzić. Nie znam intencji władzy, nie miałam okazji uczestniczyć w żadnych gremiach, kiedy podejmowano te decyzje. Myślę, że jest to jeden ze scenariuszy, który należy rozważać, jako bardzo prawdopodobny.

Czytaj również: Obrońcy Katedry Poznańskiej skopali uczestniczkę protestu kobiet. “Najpierw jeden uderzył mnie w głowę. Jak upadłam, zaczęli kopać”

————————-
Zainteresował Cię ten artykuł? Szukasz więcej tego typu treści? Chcesz przeczytać więcej artykułów z najnowszego wydania Głosu Wielkopolskiego Plus?

Wejdź na: Najnowsze materiały w serwisie Głos Wielkopolski Plus

Znajdziesz w nim artykuły z Poznania i Wielkopolski, a także Polski i świata oraz teksty magazynowe.

Przeczytasz również wywiady z ludźmi polityki, kultury i sportu, felietony oraz reportaże.

Pozostało jeszcze 0% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

  • Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.





Source link

Wyrok TK w sprawi aborcji. Oto możliwe scenariusze



Klasyczna ścieżka jest oczywista – wyrok TK zostaje opublikowany w Dzienniku Ustaw, a zmieniona regulacja wchodzi w życie. Oznacza to, że z dniem opublikowania wyroku, lekarz nie może legalnie przeprowadzać aborcji w sytuacji ciężkiego i nieodwracalnego uszkodzenia płodu.


Od czwartku 22 października wyrok ten nie został jednak opublikowany, a najtęższe głowy w partii rządzącej zapewne myślą, jak wybrnąć z tej sytuacji. Protestujący wyszli na ulicę już w momencie ogłoszenia samej decyzji i od tego momentu demonstracje jedynie rosną w siłę. Oliwą wlaną do ognia, a jednocześnie działaniem zgodnym z literą polskiego prawa, byłaby publikacja wyroku TK – o czym rządzący zdają się wiedzieć.


Co więc dalej? Co zrobić, by wyrok TK nie był odbezpieczonym granatem, a ledwie groźnie wyglądającym niewybuchem? O możliwe scenariusze zapytaliśmy ekspertów.

Nie publikować wyroku TK?


Jednym z pomysłów na poradzenie sobie z sytuacją, głoszonym m.in. przez niektóre partie opozycyjne, jest niepublikowanie wyroku Trybunału. W praktyce bowiem – nieopublikowany wyrok to taki, którego nie można zastosować.


Były prezes TK prof. Andrzej Zoll przyznaje, że choć to kontrowersyjny pomysł, w obecnej sytuacji byłby mu przychylny.


– Odradzam niepublikowanie wyroku, bo to jedynie utwierdza w przekonaniu, że władza może sobie zrobić z Trybunałem, co tylko uważa za słuszne, a w państwie prawa taka sytuacja nie powinna mieć miejsca – mówi z kolei także były prezes TK prof. Jerzy Stępień.

Nowelizacja ustawy z 1993 roku?


Obaj konstytucjonaliści są jednak zgodni, że najlepszym rozwiązaniem w tej sytuacji byłoby znowelizowanie ustawy z 1993 roku o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży. To właśnie w tym dokumencie widnieje zapis, w którym ustawodawca wskazuje trzy wyjątki, kiedy można dokonać w Polsce legalnej aborcji.


Jeden z tych wyjątków, zakwestionowany przez TK 22 października, mógłby, zdaniem ekspertów, przejść zmiany, które pozwoliłyby na przywrócenie akceptowalnego ładu prawnego. – To byłoby najbardziej praktyczne rozwiązanie. Inaczej z wyroku Trybunału nie można się wycofać, bo w tej strukturze nie istnieje procedura wznowienia postępowania – mówi nam prof. Stępień.


– Mamy wielki impas prawny. Najmądrzejsze byłoby znowelizowanie ustawy. Wtedy można doprecyzować przepis, zmienić jego brzmienie, a wyrok TK, odnoszący się do „starej wersji” straciłby wówczas znaczenie – dodaje prof. Zoll.


Do scenariusza nowelizacyjnego przychyla się także prof. UJ dr hab. Piotr Mikuli – specjalista w zakresie prawa konstytucyjnego. Jak tłumaczy, nowelizacja zakwestionowanego przepisu miałyby charakter domniemania konstytucyjności jego nowego brzmienia. Oznacza to, że dopóki i ten przepis nie byłby zgłoszony ponownie do rozpatrzenia przez TK, byłby obowiązujący.

Referendum?


Od kilku dni pobrzmiewa również pomysł ogłoszenia referendum, w którym Polacy wypowiedzą się, jakiego prawa aborcyjnego oczekują.


– To mogłoby być wyjście, ale obawiam się, że bardzo trudne w realizacji. Po pierwsze – problemem byłoby stworzenie odpowiednich pytań referendalnych do tak skomplikowanej materii. Po drugie – istnieje spora szansa, a tak wynika z wcześniejszych sondaży na ten temat, że wyniki pokazałyby, że Polacy są za obecnymi przepisami ustanowionymi w kompromisie aborcyjnym w 1993 roku. A powtórzenie prawa, które TK odrzucił w czwartek swoim wyrokiem, byłoby niedopuszczalne – analizuje prof. Stępień.

Sądy nie powinny stosować się do decyzji TK?


W rozmowie z redakcją Wprost.pl, prof. UJ. dr hab. Piotr Mikuli zwraca uwagę̨ na jeszcze jedną możliwość. – Jednym z rozwiązań jest niezastosowanie się do decyzji TK przez sądy powszechne – mówi.


– To oznacza, że sądy mogłyby nie stosować się do orzeczenia TK, uzasadniając to tym, że ma ono wady prawne – przede wszystkim ze względu na udział w jego wydaniu osób nieuprawnionych, niebędących sędziami – dodaje.


Zdaniem eksperta, Trybunał w nowym składzie w przyszłości mógłby zakwestionować czwartkową decyzję organu w tym sensie, że jeżeli przyjdzie mu kiedyś oceniać podobny przepis, mógłby odstąpić od tej dokonanej 22 października wykładni Konstytucji.

Wielki krok wstecz?


Prof. Zoll także zwraca uwagę na wadliwe powołanie TK, które od lat jest przedmiotem konstytucyjnych sporów. – Drogą do wybrnięcia z tej sytuacji może być przyznanie się klasy rządzącej do naruszenia Konstytucji już przy samym wyborze członków TK. Jest to jednak mało realne – przyznaje konstytucjonalista.


– TK mógł orzec zakresowo, co byłoby pewnym wybiegiem, ale nie zrobił tego i doprowadził do bardzo trudnej sytuacji. Czwartkowe orzeczenie było, mówiąc wprost, po prostu niemądre. Skandaliczne jest również to, że tyle lat trwa ten spór, a nie powołano biegłych, którzy mogliby pomóc w lepszym stanowieniu tego prawa – oburza się z kolei prof. Stępień.

Konsekwencje prawnego patu


Jeżeli żadne awaryjne rozwiązanie nie zostanie wprowadzone, w Polsce dojdzie do zaostrzenia prawa aborcyjnego. Co to oznacza w praktyce?


Lekarz, który zdecyduje się na przeprowadzenie zabiegu w myśl starych przepisów, może się spotkać z surową karą – pozbawienia wolności do lat trzech. Prawdopodobny będzie również chaos prawny, gdyż znajdą się sądy, które orzekną zarówno na korzyść jak i na niekorzyść lekarza.


Istnieje również ryzyko, że Polska będzie skarżona do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka – i to zarówno przez lekarzy, jak i kobiety, które znajdą się w dramatycznej sytuacji niemożności usunięcia uszkodzonego płodu.


Jeśli jednak PiS zdecyduje się na znowelizowanie ustawy z 1993 roku – i tu pojawi się cały szereg nowych konsekwencji. Partia rządząca może się bowiem zdecydować na doprecyzowanie przesłanki eugenicznej w taki sposób, by dopuszczać aborcję z powodu wad letalnych (takich, które skutkują śmiercią płodu). Zabronione mogą jednak zostać aborcje z powodu wykrycia u płodu np. zespołu Downa, co w obecnym prawie jest dopuszczalne.

Sytuacja na ostrzu noża


Czy protestujące kobiety przyjmą takie rozwiązanie? Czy zgoda w kwestii kompromisu aborcyjnego, jaki mieliśmy do tej pory, była jedynym gwarantem społecznego spokoju? Przed sprawującą władzę klasą polityczną stoją dziś najtrudniejsze pytania od pięciu lat sprawowania rządów. Trafność odpowiedzi będzie jednak nie tylko politycznym zmartwieniem PiS, ale i wyznacznikiem spokoju dla całego społeczeństwa.


Zdaje się jednak, wnosząc po wtorkowym wystąpieniu prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, że na żaden krok wstecz nie będzie przestrzeni. Podczas przemówienia wicepremier Kaczyński nawoływał bowiem do obrony kościołów, a protestujących określił mianem nihilistów prezentujących „niebywałą wulgarność”.


Także Strajk Kobiet wyraził listę swoich postulatów dość jasno i bezkompromisowo – legalizacja przepisów aborcyjnych i dymisja rządu. Wszystko wskazuje na to, że drogi wyjścia z patu coraz bardziej się zwężają.


Czytaj też:
Polska idzie w ślady Irlandii? „Frustracja ludzi szybko i bezboleśnie nie minie”





Source link