Wirtualna Polska – Wszystko co ważne


Prawo do życia nikogo nie różnicuje i chroni także dzieci, które zostały poczęte w wyniku czynu zabronionego. Nie wyobrażam sobie nie stanąć w obronie najsłabszych – mówi w rozmowie z Marcinem Makowskim kandydat PiS na RPO Bartłomiej Wróblewski w cyklu #OtwarcieTygodnia.

Marcin Makowski, Wirtualna Polska: “Bartłomiej Wróblewski – rzeźnik praw obywatelskich”. Widział pan ten baner wywieszony w centrum Poznania?

Bartłomiej Wróblewski, poseł PiS, kandydat na Rzecznika Praw Obywatelskich: Widziałem.

I co pan na to?

Skrajne grupy lewicowe i liberalne od dawna wybierają rewolucyjne metody walki. Czasem nawet, tak jak w tym przypadku, łamią prawo, usiłując zastraszyć społeczeństwo oraz narzucić jedyny – ich zdaniem – słuszny punkt widzenia. Nie są przy tym w stanie merytorycznie dyskutować.

Uważa pan, że to forma zastraszania?

Zastraszenia, znieważenia, zniechęcenia. Jestem skłonny do kompromisu, ale jestem też człowiekiem gór. Przyzwyczaiłem się do przeciwności losu. Taka presja tylko mnie mobilizuje.

Mówi pan o sobie, że jest człowiekiem kompromisu. Jednocześnie jest pan jednym z inicjatorów wniosku do Trybunału Konstytucyjnego, w wyniku którego zaostrzono prawo aborcyjne w Polsce.



Źródło

Platforma o aborcji: zero zadowolonych, sprzeciw konserwatystów, wolne pole w centrum i na prawicy Warszawa


Wszystko wskazuje na to, że Platforma Obywatelska, formułując nowe stanowisko w kwestii aborcji, zafundowała sobie następny kłopot po fali poselskich odejść – rzeczywistych lub wciąż tylko planowanych do Ruchu Polska 2050 Szymona Hołowni. Pomysł właśnie zgłoszony okazuje się na tyle mało konkretny, że praktycznie nie ma zwolenników. Buntują się za to platformiani konserwatyści. 

Dotychczas Koalicja Obywatelska – Platforma Obywatelska przedstawiała się jako zwolenniczka podtrzymania kompromisu aborcyjnego, przyjętego w Polsce na początku lat 90, kiedy rządziła szeroka koalicja postsolidarnościowa od Unii Demokratycznej po Zjednoczenie Chrześcijańsko-Narodowe. Kompromis polegał na jednoczesnej rezygnacji z aborcji na życzenie, na którą obowiązujące prawo zezwalało od 1956 r. oraz z pomysłu karania kobiet, przewijającego się przez pierwsze antyaborcyjne projekty. Wprawdzie później SLD zgodę na aborcję “z przyczyn społecznych” w Sejmie przywrócił, ale zakwestionował to z kolei Trybunał Konstytucyjny, wtedy jeszcze od polityków niezależny i sprawa wróciła do punktu wyjścia to jest do wynegocjowanego żmudnie kompromisu. Naruszył go dopiero niedawny wyrok Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej, po faktycznym przejęciu tego gremium przez PiS (zasiada w nim m.in. dawny prokurator stanu wojennego i realizator tego, co rządzący nazywają reformą wymiaru sprawiedliwości Stanisław Piotrowicz), ograniczający nawet krótką listę wyjątków, w których można legalnej aborcji dokonać: utrzymano możliwość zabiegu gdy ciąża pozostaje efektem przestępstwa, skreślono tzw. aborcję eugeniczną.

Wygodna okazywała się więc pozycja obrońców historycznego kompromisu aborcyjnego, którą PO-KO do czwartku zajmowała. Nagle jednak wyłoniło się nowe stanowisko, noszące znamiona odwetu na PiS: skoro rządzący kompromisu nie respektują, Platforma również nie zamierza się go trzymać. Tyle, że utrudni to PO-KO odgrywanie roli siły umiarkowanej, centrowej i zdroworozsądkowej. 

Nowy zamysł PO zakłada możliwość dokonania aborcji wtedy, gdy sytuacja kobiety jest trudna, po obligatoryjnej konsultacji z psychologiem i lekarzem.

Rozwiązanie to wzorowane jest na niemieckim, gdzie wprowadzili je chadecy, pragnący odwieść kobiety od zamiaru dokonywania aborcji poprzez mnożenie drobiazgowych wymogów, których przedtem muszą dopełnić.

Zwolenników aborcji na życzenie to nie zadowoli. Umiarkowanym utrudni sympatyzowanie z PO jako partią środka. Konserwatystów zaś rozjuszyły propagowane przez PO obecne rozwiązania.

Zwłaszcza, że nadano im niezręczną formę, przekaz wydaje się daleki od jednoznaczności. Inni stanowiska formułują jaśniej: Polskie Stronnictwo Ludowe opowiada się za referendum w tej kwestii, Lewica za aborcją na życzenie, chociaż posłanka Anna Maria Żukowska ciska się strasznie, gdy dziennikarze tak to nazywają. Konfederacja mówi o potrzebie pomocy dla rodziny. Zaś wiele posłanek PiS żałuje, że wcześniej wsparło ograniczenie i tak krótkiej listy legalnych aborcyjnych wyjątków, bo w oczach rosnącego od jesieni w siłę “ruchu ośmiu gwiazdek” zaliczone przez to zostały do wrogów kobiet.

W samej PO oponentom patronuje znany zwykle z pragmatyzmu poprzedni szef ugrupowania Grzegorz Schetyna. Nie bez racji argumentuje, że skoro przedtem wykładnię tych trudnych spraw dawała Rada Krajowa, to teraz nie powinien tego czynić zarząd partii.

Nieoficjalnie wiadomo, że Platformę opuścić może Ireneusz Raś, konserwatysta i wieloletni poseł, również obecnej kadencji. 

Nikt zaś nie przybędzie tylko z powodu, że PO sformułowało takie stanowisko. I to główny jego mankament.

Zapewne lepiej było milczeć, żeby… już więcej nie tracić. 

Działania PO, zbliżające partię do lewej flanki polskiej polityki, całkiem wbrew jej tradycji, obywatelskiej i wielowątkowej, liberalnej i konserwatywnej równocześnie – otwierają konkurentom przestrzeń do działania. Otwarte zostaje pole na prawicy i w centrum.

Skorzysta na tym z pewnością Szymon Hołownia, zanim zajął się polityką renomowany dziennikarz katolicki. Również Jarosław Gowin, jeśli miałby z gronem 12 posłów, którzy poparli go w sporze o władzę w Porozumieniu z Adamem Bielanem, opuścić parlamentarną reprezentację PiS – uzbiera na klub (do tego potrzeba piętnastu) wśród rozczarowanych z Platformy.

Zyska nawet PiS, zakulisowy autor obecnej awantury wokół aborcji, bo w inwencję samej magister Przyłębskiej nikt nie wierzy. Jednak arytmetyka sprzyja partii rządzącej, bo zwolenników utrzymania zakazu aborcji wedle sondaży jest więcej niż wyborców tego ugrupowania. Elektorat zwycięzców wyborów z 2019 stopniał przez półtora roku jakie od nich minęły aż o jedną trzecią.  

Wygląda więc na to, że najnowszy ruch Platformy przyniesie korzyść wszystkim poza nią samą…

CZYTAJ RÓWNIEŻ:




Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów do artykułu:
Platforma o aborcji: zero zadowolonych, sprzeciw konserwatystów, wolne pole w centrum i na prawicy.



Źródło

Wirtualna Polska – Wszystko co ważne


Barbara Nowacka odniosła się do listy grupy posłów z Platformy Obywatelskiej, którzy zwrócili się do Borysa Budki z sugestią utrzymania kompromisu aborcyjnego oraz przeprowadzenia referendum. Posłanka kontruje ich pomysł.

Zaostrzenie prawa aborcyjnego w Polsce cały czas wzbudza ogromne emocje w społeczeństwie. Strajk Kobiet wyraźnie protestuje przeciwko odbieraniu Polkom podstawowych praw, a w Sejmie politycy toczą bitwę. Nie tylko PiS kontra opozycja, ale również i wewnątrzpartyjne.

Grupa fundamentalistów z PO sugeruje przeprowadzenie referendum ws. dostępu do aborcji w Polsce. Barbara Nowacka wyraźnie krytykuje ten pomysł.

“Kwestia prawa do aborcji nie jest i nie powinna być kwestią światopoglądu, mówimy wszak o stanowieniu prawa dla wszystkich. Mogę zrozumieć, że sama indywidualna decyzja bywa zależna na przykład od przekonań religijnych, ale to co innego niż porządek prawny, którego nie może dyktować doktryna religijna. (…) Fundamentaliści muszą zrozumieć, że ludzie nie będą kierować się ich religią. Polska nie jest i nie będzie państwem wyznaniowym.” – powiedziała w rozmowie z magazynem “Wysokie Obcasy”.

Nowacka wyjawiła, że większość osób, które podpisały się pod listem, nawet nie uczestniczą w posiedzeniach zespołu Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, który pracuje nad rekomendacjami ws. aborcji.



Źródło

Wiesław Janczyk: Po opanowaniu pandemii gastronomia będzie się najszybciej rozwijała – Rozmowy


– Z badań wynika, że restauracje są na samym wierzchołku piramidy miejsc, w których zakażamy się najczęściej – tak poseł Prawa i Sprawiedliwości Wiesław Janczyk komentował w Radiu Kraków sondaż Centrum Badawczo-Rozwojowego BioStat. Wynika z niego, że 87 procent pytanych chce otwarcia restauracji, a prawie 70 procent zamierza z nich korzystać. “Powinniśmy zachowywać się w sposób solidarny. Chcielibyśmy luzować gospodarkę, ale nie jesteśmy samotną wyspą, musimy patrzeć, jak robią to inne kraje” – mówił poseł Janczyk w porannej rozmowie Radia Kraków. Jak dodawał, po odmrożeniu gospodarki, gastronomia będzie tą branżą, która będzie rozwijać się najszybciej.

Zapis rozmowy Jacka Bańki z posłem PiS, Wiesławem Janczykiem.

 

Z badań Centrum Badawczo-Rozwojowego BioStat wynika, że 87% respondentów jest za otwieraniem restauracji, a prawie 70% chce z nich korzystać. Rząd powinien posłuchać badanych?

– Rząd z całym szacunkiem odnosi się do każdego głosu społecznego. Podobnie parlament. Są też inne badania. Z nich wynika, że restauracje, gdzie są kelnerzy i inne, są na samym wierzchołku piramidy miejsc, gdzie się zakażamy. To będzie pewnie branża, która po opanowaniu pandemii będzie się najszybciej rozwijała. Wszyscy chcą z tego korzystać. O tym warto pamiętać. Dzisiaj planujemy ucieczkę do przodu po zakończeniu fali Covid-19. Na to rząd się przygotowuje. Rzeczywiście chcemy luzować gospodarkę, ale nie jesteśmy bezludną wyspą. Patrzymy na inne kraje. Dzisiaj Polska jest wiodącym krajem pod kątem luzowania obostrzeń.

 

Restauratorzy mogą liczyć na pozytywne dla siebie efekty pozwu zbiorowego? Grupa restauratorów chce pozwać Skarb Państwa na miliardy. Jak pan spogląda na tę inicjatywę?

– Na razie te pozwy, które trafiły do rozpatrzenia, są rachityczne. Są dwa pozwy na kwotę około 600 tysięcy złotych. Pewnie od wyroków w kolejnych instancjach będzie zależał rozwój sytuacji. Na dzisiaj zachęcam do zachowywania się w sposób odpowiedzialny. Wiele osób niepotrzebnie odeszło od nas. Każdy z nas ma kogoś w otoczeniu, kto ciężko chorował. Polska jest dobrze przygotowana na przenoszenie obciążeń. Lata kiedy rządzimy, to lata wyższego wzrostu gospodarczego niż za naszych poprzedników. Była naprawa systemu podatkowego, wpisano szereg regulacji autokontroli, ograniczenie wyłudzania podatków. Dzisiaj Polska w relacji do innych państw biegnie z dużym zapasem sił. Nie wiem, jakie roszczenia będą wiążące dla państwa. Zdecydują sądy. Polska im jednak podoła, jeśli zostaną uprawnione.

 

Sprawy związane z lockdownem się komplikują. Można opodatkowywać firmy, które de facto działają nielegalnie? Można tego samego restauratora karać kilka razy? Kto i w jaki sposób powinien przerwać te wątpliwości?

– Na to będzie czas. Rzeczywistość idzie zawsze przed regulacjami. Zapewniam, że poradzimy sobie. Nie jest to łapanie pcheł. Da się to opisać w ramy. Ktoś będzie beneficjentem, ktoś będzie poszkodowany. Nie odpowiem. Warto jednak działać ostrożnie. Znam wiele osób w biznesie, które próbowały się przebranżowić, szukać nowych ofert. Byli ostrożni. Prowadzenie działalności gospodarczej to chodzenie po polu minowym. Nie zmienia to postaci rzeczy, że pandemie są momentem, kiedy ludzie się często bogacą. Jeff Bezos powiększył swój majątek w ciągu 2 miesięcy 2020 roku ze 113 do 147 miliardów. Nie wymienię innych, ale w Polsce też tak będzie. Wiele osób w kryzysie bierze wiatr w żagle. My, jako państwo, musimy myśleć o wszystkich. Chcę, żeby peleton, w którym biegniemy, nie był zbyt rozciągnięty i zawsze staram się myśleć o słabszych, którzy potrzebują wsparcia państwa.

 

Dzisiaj spotkanie prezydenta Andrzeja Dudy i wicepremiera Gowina z pracodawcami. W tym tygodniu mają też zapaść decyzje ws. ewentualnego dalszego łagodzenia obostrzeń. Pojawił się już w dyskusji termin regionalizacji. Pan byłby za powrotem do trzech stref? Jakbyśmy popatrzyli teraz na Małopolskę, byłaby on zielona.

– Tak. Uważam, że powinien być sztywny interwał czasowy. Luzowanie, zaostrzanie kryteriów z modelem geograficznym. To było akceptowalne społecznie. Jakby to działało adekwatnie do tego, jakie ponosimy skutki zarażania się, byłoby to akceptowalne. To by przyniosło najlepsze rezultaty.

 

PSL chce referendum ws. prawa aborcyjnego. Lewica proponuje dekryminalizację lekarzy, którzy w myśl nowego prawa będą dokonywać aborcji. Pan proponuje z kolei program obligatoryjnej adopcji przez państwo. Jak ten pomysł oceniają inni politycy Zjednoczonej Prawicy?

– Nie ukrywam, że rozmawiałem z osobami, które pracują nad rozwiązaniami zapowiadanymi przez PiS po orzeczeniu TK. Mój wariant polega na tym, żeby państwo zaadoptowało dożywotnio każde dziecko niechciane, które urodzi się w tym zbiorze osób – to 1110 osób za 2019 rok – które nie będą zdolne do samodzielnego funkcjonowania. Dla państwa nie byłby to wielki koszt. Program „za życiem”, który powstał w 2017 roku, uzyskał finansowanie 3,2 miliarda złotych. Sądzę, że statystycznie 1 dziecko na powiat rocznie, niechciane przez rodziców to wariant do rozważenia. Inne warianty z opozycji wydają się od sasa do lasa. Referendum ws. zapisów było. Mieliśmy referendum w 1997 roku ws. przyjęcia konstytucji. Ludzie się za tym opowiedzieli. Sama ustawa z 1993 roku w sposób drastyczny ograniczyła aborcję. Ona do tego momentu była dozwolona ze względów ekonomicznych. Wtedy ograniczono aborcję rocznie o dziesiątki tysięcy osób. Dzisiaj ten zbiór to niewiele ponad 1000 osób. Jak popatrzymy na powiaty to dwie osoby rocznie. To by odciążyło obawy młodych mam, które spodziewają się dziecka. Strach się rozlał.

 

Pana propozycja stanie się oficjalną propozycją Zjednoczonej Prawicy?

– Nie wiem. Rozmawiamy jednak o tym. To wielka sprawa. Masa osób usłyszy o tym i zważy propozycję. Jej waga ekonomiczna nie jest duża. Kraj posiada infrastrukturę, żeby pielęgnować takie osoby. Przy napięciu społecznym w związku z orzeczeniem TK, taka propozycja jest do zaakceptowania. Nie upieram się jednak. Nie będzie łatwo przebudować w prawie takich zapisów. Nie będzie do nich większości konstytucyjnej. Będzie też trudno o większość ustawową.



Źródło