Szwajcaria: zakaz zasłaniania twarzy przyjęty w referendum


Nie będzie więc w Szwajcarii możliwe całkowite zasłanianie twarzy w miejscach publicznych. Przewidziano jednak wyjątki, np. dla miejsc kultu religijnego.

– Nie chcemy radykalnego islamu w naszym kraju – oświadczył przewodniczący UDC Marco Chiesa, wyrażając radość z wyniku referendum.

Wprawdzie tekst poddany pod głosowanie nie wspomina wprost ani o burce (całkowicie zakrywającej kobietę i wyposażonej w „kratkę” na wysokości oczu), ani o nikabie (zakrywającej ciało z wyjątkiem oczu), ale plakaty kampanii referendalnej nie pozostawiały żadnych wątpliwości, że chodzi właśnie o te muzułmańskie ubiory. Nie będzie także można zasłaniać twarzy w czasie demonstracji.

Tym samym Szwajcaria dołączyła do Francji, Austrii, Bułgarii, Belgii i Danii, które już wcześniej wprowadziły podobny zakaz. Przeciwne mu były rząd federalny i parlament.

Przeciwnicy zakazu argumentują, że w Szwajcarii dotyczy on zaledwie kilkudziesięciu kobiet, w większości miejscowych konwertytek na islam. Dotknie on zwłaszcza bogate muzułmańskie turystki, które przyjeżdżają na zakupy do sklepów Genewy czy Zurychu.

Zwolennicy zakazu natomiast podkreślają, że chodzi o powiedzenie „nie” islamizmowi, a nie „muzułmanom, którzy oczywiście mają swe miejsce” w Szwajcarii. Stanowią oni w tym kraju około 5,5 proc. spośród 8,5 mln mieszkańców i pochodzą głównie z terenu byłej Jugosławii, gdzie nie ma tradycji noszenia burek lub nikabów.

W 2009 r. Szwajcarzy w referendum przyjęli zakaz budowania minaretów przy meczetach.



Źródło

Kto ma decydować o prawie aborcyjnym? “Tego przeciwniczki referendum nie mówią”



Niedawne „orzeczenie” tzw. Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji wywołało ogromne poruszenie społeczne i niemałe zamieszanie na scenie politycznej. Zamieszanie tym większe, że na nowo wywołało ideologiczną debatę na temat docelowego modelu prawa aborcyjnego w Polsce.


Jeśli wierzyć sondażom zdecydowana większość Polaków nie akceptuje sytuacji powstałej po decyzji Trybunału pani Przyłębskiej. Sytuacja zaczyna się jednak komplikować, gdy idzie o rozwiązania pozytywne na przyszłość.


Wielu chciałoby powrotu do rozwiązań sprzed orzeczenia Trybunału, czyli tzw. kompromisu. Jednak inni nie chcą o tym słyszeć. Mówią, że kompromis został unicestwiony przez Trybunał i że nie ma innej drogi niż aborcja na życzenie do 12. tygodnia ciąży. W ten sposób wypowiada się nie tylko Lewica, ale także Platforma Obywatelska, która przedstawiła swój pomysł na liberalizację przepisów antyaborcyjnych.


Czytaj też:
PO za liberalizacją prawa aborcyjnego. „Przerwanie ciąży możliwe do 12. tygodnia”


Sprawę jeszcze bardziej komplikuje fakt, że spór budzi nawet i to, w jaki sposób ma być wypracowane nowe prawo aborcyjne. Propozycja referendum spotyka się ze zdecydowanym sprzeciwem środowisk lewicowych i feministycznych. Prawa człowieka – powiadają – nie mogą być przedmiotem głosowania. Nie można, twierdzą, w drodze plebiscytu decydować, czy kobiety mają mieć prawo do decydowaniu o własnym ciele czy macierzyństwie.


Kto zatem ma decydować o nowym prawie aborcyjnym? Tego przeciwniczki referendum nie mówią. Można się jedynie domyślać, że oczekiwałyby w tej sprawie decyzji parlamentu. Szkopuł w tym, że parlament podejmuje decyzje w drodze… głosowania. Zatem tak czy inaczej dla sprawy liberalizacji prawa aborcyjnego potrzeba większości. Większości w parlamencie a zatem także w społeczeństwie.


Czytaj też:
Wanda Nowicka o zamieszaniu „na prawicy”. „Ziobro też cały czas tam podgryza”


Tak to już jest, że w demokracji nie ma innej drogi dla stanowienia praw, choćby podstawowych, niż w drodze głosowania. Zwolennicy aborcyjnej wolności mogą ubierać sprawę w najbardziej wzniosłe słowa, ale nie zmienia to faktu, ze w Polsce prawo stanowi się właśnie uzyskując większościowe poparcie w parlamencie i (albo) w społeczeństwie.


Koniec końców oznacza to głosowanie. W taki właśnie sposób przez wiele ostatnich dekad a nawet stuleci poszerzano katalog praw i osób z nich korzystających.


W ustroju demokratycznym każde nowe prawo podlega jakiemuś głosowaniu. Innej drogi nie ma. Czy środowiska proaborcyjne tego nie rozumieją? Myślę, że rozumieją, tym bardziej, że mają świeżo w pamięci przykład Irlandii, która 3 lata temu zalegalizowała aborcję w drodze referendum właśnie.


Jednak wiedzą też, że – przynajmniej na razie – nie ma w Polsce większościowego poparcia dla aborcji na życzenia. Uważają więc, że łatwiej będzie im wywrzeć nacisk na partie polityczne i parlamentarzystów niż przekonać do swoich postulatów większość Polaków.


Towarzyszy temu zresztą retoryka, że prawo do aborcji im się po prostu należy i w ogóle nikogo przekonywać nie muszą. Otóż muszą. Inaczej ich postulaty nie staną się w Polsce prawem.


Czytaj też:
Marta Lempart usłyszała zarzuty. Liderka Strajku Kobiet nie przyznała się do winy


Jarosław Kaczyński i towarzystwo pod kierownictwem Julii Przyłębskiej roznieciło w Polsce na nowo aborcyjną wojnę. Wojnę, która szybko się skończy i długo będzie jeszcze rozpalać społeczne emocje. Tak czy inaczej nowe prawo określające zakres legalnej aborcji określi prędzej czy później w głosowaniu naród albo jego przedstawiciele.





Źródło

Kto ma decydować o prawie aborcyjnym? “Tego przeciwniczki referendum nie mówią”



Niedawne „orzeczenie” tzw. Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji wywołało ogromne poruszenie społeczne i niemałe zamieszanie na scenie politycznej. Zamieszanie tym większe, że na nowo wywołało ideologiczną debatę na temat docelowego modelu prawa aborcyjnego w Polsce.


Jeśli wierzyć sondażom zdecydowana większość Polaków nie akceptuje sytuacji powstałej po decyzji Trybunału pani Przyłębskiej. Sytuacja zaczyna się jednak komplikować, gdy idzie o rozwiązania pozytywne na przyszłość.


Wielu chciałoby powrotu do rozwiązań sprzed orzeczenia Trybunału, czyli tzw. kompromisu. Jednak inni nie chcą o tym słyszeć. Mówią, że kompromis został unicestwiony przez Trybunał i że nie ma innej drogi niż aborcja na życzenie do 12. tygodnia ciąży. W ten sposób wypowiada się nie tylko Lewica, ale także Platforma Obywatelska, która przedstawiła swój pomysł na liberalizację przepisów antyaborcyjnych.


Czytaj też:
PO za liberalizacją prawa aborcyjnego. „Przerwanie ciąży możliwe do 12. tygodnia”


Sprawę jeszcze bardziej komplikuje fakt, że spór budzi nawet i to, w jaki sposób ma być wypracowane nowe prawo aborcyjne. Propozycja referendum spotyka się ze zdecydowanym sprzeciwem środowisk lewicowych i feministycznych. Prawa człowieka – powiadają – nie mogą być przedmiotem głosowania. Nie można, twierdzą, w drodze plebiscytu decydować, czy kobiety mają mieć prawo do decydowaniu o własnym ciele czy macierzyństwie.


Kto zatem ma decydować o nowym prawie aborcyjnym? Tego przeciwniczki referendum nie mówią. Można się jedynie domyślać, że oczekiwałyby w tej sprawie decyzji parlamentu. Szkopuł w tym, że parlament podejmuje decyzje w drodze… głosowania. Zatem tak czy inaczej dla sprawy liberalizacji prawa aborcyjnego potrzeba większości. Większości w parlamencie a zatem także w społeczeństwie.


Czytaj też:
Wanda Nowicka o zamieszaniu „na prawicy”. „Ziobro też cały czas tam podgryza”


Tak to już jest, że w demokracji nie ma innej drogi dla stanowienia praw, choćby podstawowych, niż w drodze głosowania. Zwolennicy aborcyjnej wolności mogą ubierać sprawę w najbardziej wzniosłe słowa, ale nie zmienia to faktu, ze w Polsce prawo stanowi się właśnie uzyskując większościowe poparcie w parlamencie i (albo) w społeczeństwie.


Koniec końców oznacza to głosowanie. W taki właśnie sposób przez wiele ostatnich dekad a nawet stuleci poszerzano katalog praw i osób z nich korzystających.


W ustroju demokratycznym każde nowe prawo podlega jakiemuś głosowaniu. Innej drogi nie ma. Czy środowiska proaborcyjne tego nie rozumieją? Myślę, że rozumieją, tym bardziej, że mają świeżo w pamięci przykład Irlandii, która 3 lata temu zalegalizowała aborcję w drodze referendum właśnie.


Jednak wiedzą też, że – przynajmniej na razie – nie ma w Polsce większościowego poparcia dla aborcji na życzenia. Uważają więc, że łatwiej będzie im wywrzeć nacisk na partie polityczne i parlamentarzystów niż przekonać do swoich postulatów większość Polaków.


Towarzyszy temu zresztą retoryka, że prawo do aborcji im się po prostu należy i w ogóle nikogo przekonywać nie muszą. Otóż muszą. Inaczej ich postulaty nie staną się w Polsce prawem.


Czytaj też:
Marta Lempart usłyszała zarzuty. Liderka Strajku Kobiet nie przyznała się do winy


Jarosław Kaczyński i towarzystwo pod kierownictwem Julii Przyłębskiej roznieciło w Polsce na nowo aborcyjną wojnę. Wojnę, która szybko się skończy i długo będzie jeszcze rozpalać społeczne emocje. Tak czy inaczej nowe prawo określające zakres legalnej aborcji określi prędzej czy później w głosowaniu naród albo jego przedstawiciele.





Źródło

“Tu nie ma dobrych wyjść…”


W sprawie aborcji nie ma lepszego rozwiązania niż referendum – uważa lider Polski 2050 Szymon Hołownia. Jego zdaniem w tej kadencji Sejmu należy przywrócić obowiązujący od 1993 r. tzw. kompromis aborcyjny; samo referendum miałoby zostać przeprowadzone już po wyborach parlamentarnych.

 

Na antenie radiowej Trójki Hołownia został zapytany, czy w sprawie przepisów aborcyjnych powinno się organizować referendum.

“Jeżeli nie (referendum), to jak to rozstrzygnąć? Jeżeli mamy dwie strony, z których jedna mówi: nie robimy referendum, bo aborcja to prawo kobiet, a druga mówi: nie wolno głosować, bo to jest kwestia prawa do życia – to jeżeli ja wezmę swoje poglądy i umieszczę w korpusie nienaruszalnych praw człowieka i z jednej, i z drugiej strony, to jak my mamy prawo w Polsce ułożyć? To unieważnia demokrację. Trzeba w pewnym momencie to rozstrzygnąć” – mówił polityk.

W ocenie Hołowni, nie ma lepszego rozwiązania niż referendum. “Tu nie ma dobrych wyjść, tu nie ma dobrych rozwiązań. Każde jest złe, mniej lub bardziej” – ocenił Hołownia.

W ocenie lidera Polski 2050 w tej kadencji Sejmu należy przywrócić obowiązujący od 1993 roku tzw. kompromis aborcyjny. Następnym krokiem będzie zorganizowanie panelu obywatelskiego, który przygotuje pytania referendalne. Samo referendum – wskazywał Hołownia – miałoby zostać przeprowadzone w nowej kadencji Sejmu, po wyborach w 2023 r.

Przepisy antyaborcyjne zostały zmienione na skutek wyroku Trybunału Konstytucyjnego z października ub. roku. Wcześniej obowiązująca od 1993 r. Ustawa o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży, zwana tzw. kompromisem aborcyjnym, zezwalała na dokonanie aborcji w trzech przypadkach: w sytuacji, gdy ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety, gdy ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego (gwałt, kazirodztwo) oraz w przypadku ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu. To ta ostatnia przesłanka została uznana przez TK za niekonstytucyjną, co wywołało falę protestów w całym kraju. Przepis ten utracił moc wraz z publikacją orzeczenia TK 27 stycznia.

 

Aleksandra Rebelińska

reb/ itm/





Źródło

Kosiniak-Kamysz chce referendum ws. aborcji. Jest komentarz Siarkowskiej



Polskie Stronnictwo Ludowe, w tym lider ugrupowania Władysław Kosiniak-Kamysz, chce przywrócenia trzech przesłanek umożliwiających przerwanie ciąży. PSL proponuje także przeprowadzenie ogólnopolskiego referendum w tej sprawie.


– Zaakceptowałbym każdy wynik tego głosowania, jeżeli ono byłoby rzetelne, reprezentatywne i mogłoby zostać wprowadzone do porządku prawnego wtedy – tłumaczył na antenie TVN24 Kosiniak-Kamysz.


Na słowa polityka odpowiedziała znana z antyaborcyjnych poglądów posłanka PiS Anna Siarkowska.


– Zróbmy może referendum, by odebrać ochronę prawną życia tym, którzy mają 1,90 m wzrostu, czyli tak jak Pan Poseł Kosiniak-Kamysz – proponuje polityk.


twitter


– Nie można, bo nieetyczne? Owszem, stawianie takich pytań w referendum jest nieetyczne. Prawo do życia nie może być kwestionowane i relatywizowane – tłumaczy dalej posłanka.

Spór o aborcję


22 października 2020 roku TK orzekł, że przerywanie ciąży ze względu na podejrzenie ciężkiej choroby lub upośledzenia płodu jest niezgodne z ustawą zasadniczą. 27 stycznia Trybunał Konstytucyjny opublikował uzasadnienie wyroku z października 2020 r. ws. przepisów o dopuszczalności aborcji. Tego samego dnia wyrok został opublikowany w Dzienniku Ustaw.


Publikacja wyroku wywołała kolejną falę protestów środowisk lewicowych i proaborcyjnych.


Czytaj też:
Aborcja do 12 tygodnia? “To jest cywilizacyjny standard”





Źródło

Wokół praw człowieka nie robi się politycznej zadymy



Cześć opozycji coraz głośniej mówi o referendum ws. aborcji, pojawił się nawet konkretny projekt autorstwa PSL. Jak Pan ocenia ten pomysł pod względem zgodności z konstytucją?


Mec. Jerzy Kwaśniewski: Wyrok Trybunał Konstytucyjny rozstrzygnął jednoznacznie, a uzasadnienie tylko to umocniło, że zgodnie z wieloletnią linią orzeczniczą Trybunału prawna ochrona życia ludzkiego zaczyna się w chwili poczęcia i nie można jej ograniczać tylko i wyłącznie z uwagi na niepełnosprawność i choroby, które dosięgają człowieka w prenatalnej fazie rozwoju. W związku z tym, jakiekolwiek propozycje legislacyjne, które prowadziłyby do obniżenia poziomu tej ochrony z powodu przesłanki eugenicznej, będą niekonstytucyjne.


W pytaniach proponowanych przez PSL mamy do wyboru opowiedzenie się za całkowitym zakazem aborcji, powrotem do kompromisu z 1993 roku i aborcją na życzenie do 12. tygodnia ciąży. Co sądzi Pan o tak postawionych pytaniach?


Trzeba zaznaczyć, że te pytania są wysoce nieprecyzyjne. Po pierwsze, trudno powiedzieć, co definiujemy jako kompromis aborcyjny. Wiemy, że ustawa z 1993 roku została już trzy lata później zniszczona przez koalicję PSL-u z SLD, kiedy wprowadzono aborcję na życzenie nazywaną aborcją z przesłanek społecznych, którą wykreślił TK w 1997 roku. Mieliśmy zatem do czynienia z próbą natychmiastowego rozmontowania tego kompromisu przez większość lewicową. Wszystkie pozostałe zmiany wprowadzone w 1996 roku przez tę koalicję pozostały w mocy. Ustawa obowiązująca dzisiaj nie jest tą samą ustawą z 1993 roku. Tego kompromisu de facto nigdy nie było. To jest pewien mit liberalnego mainstreamu, który w ten sposób próbuje utrzymywać ewidentną dyskryminację części dzieci i pozbawienia ich prawa do życia.


Również Prawo i Sprawiedliwość nie wyklucza przeprowadzenia referendum, o czym mogą świadczyć słowa rzecznika rządu Piotra Müllera.


Trzeba pamiętać, że instytucja referendum jest ściśle zdefiniowana Może być ono legislacyjne lub związane ze zmianą konstytucji. Referendum konsultacyjne nie ma praktycznie żadnego znaczenia poza rangą politycznej zadymy, a jej nie robi się wokół praw człowieka. W tym względzie pomiędzy lewicą i stroną konserwatywną jest zgoda. Wokół praw człowieka nie prowadzi się polityki, prawa człowieka się gwarantuje. Ich rozwój polega na poszerzeniu gwarancji o kolejne grupy wcześniej wykluczane, np. dzieci w prenatalnym okresie rozwoju. Z całą pewnością nie jest to dobry pomysł, aby przeprowadzać w tym temacie jakiekolwiek działania referendalne, które odwróciłyby uwagę publiczną od spraw, na których powinniśmy się skupić. A dziś powinniśmy myśleć o tym, jak zapewnić równe szanse dzieciom z niepełnosprawnościami.


Co proponuje w tym temacie Ordo Iuris?


To są efekty długotrwałych prac prowadzonych przez Instytut i jego ekspertów w konsultacji z rodzicami dzieci z niepełnosprawnościami, hospicjami perinatalnymi i samymi osobami zmagającymi się z chorobą. Konsultowaliśmy ze stroną rządową m.in. program „Za Życiem”. W tych wszystkich obszarach wypracowaliśmy bardzo konkretne rozwiązania, m.in. wsparcie instytucji hospicjów perinatalnych, które powinno być standardem opieki medycznej w Polsce. Mówimy też o zasiłkach opiekuńczych, które na dzień dzisiejszy mogą być wypłacane wyłącznie pod warunkiem dezaktywizacji zawodowej opiekuna. Powoduje to, że znaczna część bliskich, którzy chcieliby się opiekować osobą z niepełnosprawnością, nie może tego zrobić, nawet jeżeli mogłaby wykonywać pracę i godzić to z opieką. Mówimy również o asystencie dla osoby z niepełnosprawnością na wzór tego, co funkcjonuje w wielu państwach europejskich. W Polsce mamy jedynie asystentów rodziny, ale brakuje osób, które pomagają chorym w codziennych czynnościach oraz w zorganizowaniu opieki medycznej. Mówimy wreszcie o procedurach adopcyjnych i oknach życia, które wymagają uregulowania, aby dzieci mogły jak najszybciej trafić do nowej rodziny.





Źródło

Możliwe referendum ws. aborcji? Europoseł PiS jednoznacznie


Aborcja w Polsce wciąż budzi emocje wśród wielu Polek i Polaków. W trakcie ostatniej konwencji programowej KO nie padł żaden pomysł na rozwiązanie tej kwestii. Jaki ruch wykona Zjednoczona Prawica? – Nie ma w tej chwili w tej sprawie żadnych decyzji. Czekamy jeszcze na pogłębione analizy prawne zarówno wyroku, jak i orzeczenia po wyroku TK ws. aborcji – mówił w programie WP “Tłit” Adam Bielan. Europoseł PiS zaznaczył, że na ten moment ciężko mówić o tym, czy potrzebna będzie w tej kwestii nowa ustawa, czy też dostosowanie prawa w formie rozporządzenia. Adam Bielan podkreślił też, że nie jest zwolennikiem referendum ws. aborcji. – Jestem przeciwny organizowania referendum ws. życia i śmierci. Tak samo jestem przeciwny referendum ws. kary śmierci, chociaż przytłaczająca większość Polaków popiera przywrócenie tej kary – zaznaczył eurodeputowany.



Źródło

Aborcja w Polsce. Sondaż „Wprost”: Polacy chcą referendum



Przez lata w Polsce obowiązywał kompromis aborcyjny dopuszczający usunięcie ciąży w trzech przypadkach – gdy zagraża życiu bądź zdrowiu kobiety, gdy jest skutkiem gwałtu albo innego czynu zabronionego oraz w przypadku ciężkich wad płodu. Wyrok TK z 22 października, w którym uznano tę ostatnią przesłankę za niekonstytucyjną, spowodował faktyczne zaostrzenie prawa aborcyjnego w Polsce. To z kolei wywołało liczne protesty – mimo obostrzeń pandemicznych na ulicach miast oglądaliśmy wielotysięczne manifestacje. Postanowiliśmy spytać Polaków, co sądzą o oddaniu im głosu w sprawie tworzenia nowego prawa aborcyjnego.

Referendum ws. prawa aborcyjnego? Większość Polaków „za”


Na pytanie o to, czy przepisy dotyczące aborcji powinny być tworzone w oparciu o wynik referendum w tej sprawie, twierdząco odpowiedziało 55,4 proc. uczestników sondażu przeprowadzonego przez pracownię United Surveys na zlecenie „Wprost”. Odpowiedź „nie” wskazało 34 proc. badanych, a 10,6 proc respondentów stwierdziło, że nie ma zdania na ten temat.


Ideę referendum ws. przepisów aborcyjnych popiera 39 proc. elektoratu obozu rządzącego i 79 proc. wyborców opozycji (w tym Konfederacji). Więcej zwolenników takiego rozwiązania jest wśród mężczyzn (61 proc.) niż kobiet (49 proc.). Najbardziej skłonne decydować o uregulowaniu prawa do przerywania ciąży w drodze referendum są osoby w wieku 18-29 lat (83 proc. za referendum), najmniej – badani w wieku 40-49 lat (36 proc. za referendum, 48 proc. przeciw).

Prawo do aborcji w Polsce. Co proponują politycy?


W ostatnim czasie pojawiły się różne inicjatywy zmierzające do uregulowania na nowo zasad przerywania ciąży. Komitet Legalna Aborcja Bez Kompromisów (wspierany m.in. przez posłanki Lewicy, Ogólnopolski Strajk Kobiet czy Aborcyjny Dream Team) przedstawił projekt, zgodnie z którym aborcja byłaby dostępna do 12. tygodnia ciąży niezależnie od przyczyn.


Jak ujawniła Joanna Miziołek we „Wprost”, na deklaracje dotyczące aborcji nie zdecydowała się z kolei podczas sobotniej konwencji Platforma Obywatelska. Wewnątrz partii ścierają się zwolennicy i przeciwnicy liberalizacji prawa. PSL proponuje z kolei tzw. ustawę ratunkową, a z czasem przeprowadzenie referendum w tej sprawie.


W sejmowej zamrażarce tkwi także projekt prezydencki, który według ostatnich nieoficjalnych doniesień jest znów brany pod uwagę przez PiS. Po ogłoszeniu w październiku wyroku TK, Andrzej Duda zaproponował „nowy kompromis aborcyjny”. Jego zdaniem, dopuszczalna powinna być aborcja z uwagi na wady letalne płodu. Wady takie powodują, że dziecko urodzi się martwe lub obarczone ciężką chorobą bądź wadą, prowadzącą bezpośrednio do śmierci, niezależnie od zastosowanych metod leczenia. Przesłanka ta nie dotyczyłaby jednak m.in. zespołu Downa.



Badanie zostało przeprowadzone dla „Wprost” przez United Surveys w dniu 05.02.2021 r. metodą telefonicznych, standaryzowanych wywiadów kwestionariuszowych wspomaganych komputerowo (CATI). Badana próba wyniosła 1000 osób.


Czytaj też:
Kulisy konwencji PO. „Aborcja? Była już decyzja, ale Raś napisał list i Budka wymiękł”





Źródło

Kosiniak-Kamysz chce referendum ws. aborcji. „Dopuszczenie przerwania ciąży do 12 tygodnia…”


„Czas zakończyć ideologiczną wojnę. Rozpiszmy referendum w sprawie aborcji!” – podkreślił Władysław Kosiniak-Kamysz. Internauci jednak nie byli zachwyceni pomysłem szefa PSL. Zwłaszcza kontrowersje budzi punkt trzeci proponowanych przez Kosiniaka-Kamysza pytań, o dopuszczeniu przerwania ciąży do 12 tygodnia. Lekarz, chadek, ludowiec, który tak wiele mówił o Konstytucji proponuje takie pytanie?

„Panie pośle, życzyć to sobie można kolejnego kielicha,a nie aborcję”, „KON STY TUC JA! Władziu! KON STY TUC JA!”, „Władek daj już sobie siana”, „Punkt 2 jest nieprecyzyjny”, „W jaki sposób referendum miałoby zakończyć sprawę aborcji?”, „Kolejne pytanie w referendum: Czy jest Pan/i za obowiązkową kastracją mężczyzn, którzy opuszczają swoje dzieci oraz za dożywociem dla tych, którzy opuszczają dzieci chore?”, „Pod warunkiem że głosują tylko kobiety.” – to tylko część z komentarzy pod propozycją prezesa Kosiniaka-Kamysza.

W 12 tygodniu ciąży dziecko ma 6, 7 cm, waży ok 12-19 gram, stópki i dłonie mają ok. 1 cm. Widoczny jest profil główki z wystającym nosem i brodą oddzieloną od szyi. Skąd pomysł na trzecie pytanie referendalne u chadeckiego lidera ludowej partii?

 





Źródło

“Przyjmijcie nasze rozwiązania.” PSL proponuje referendum ws. aborcji i przedstawia propozycję pytań


Przyjmijcie nasze rozwiązania dotyczące aborcji; zajmijmy się sprawami, które dzisiaj trzeba rozwiązać, nie traktujmy praw kobiet jako tematu zastępczego – podkreślił we wtorek lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz, zwracając się do rządzących i opozycji.

Kosiniak-Kamysz podkreślił na wtorkowej konferencji prasowej w Sejmie, że PSL zaproponowało dwa kroki, których celem jest “powrót do normalności” w sprawie aborcji.

Jak przypomniał, pierwszym z nich było złożenie w Sejmie projektu ustawy przywracającej kompromis aborcyjny, który dopuszcza możliwość przerwania ciąży w trzech przypadkach: w sytuacji, gdy ciąża zagraża życiu lub zdrowiu matki, gdy badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego, nieodwracalnego upośledzenia płodu oraz w sytuacji, gdy ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego.

Drugim krokiem – dodał – była propozycja przeprowadzenia ogólnopolskiego referendum ws. aborcji.

“Przyjmijcie nasze rozwiązania rządzący, opozycjo – bo zwracamy się też do części opozycji – i zajmijmy się sprawami, które dzisiaj trzeba rozwiązać. Nie traktujmy praw kobiet jako tematu zastępczego” – wzywał lider PSL.

Wiceprezes Stronnictwa posłanka Urszula Pasławska oceniła, że zaproponowane przez PSL referendum zakończy raz na zawsze dyskusję światopoglądową, która od wielu lat dzieli Polaków.

Posłanka przedstawiła trzy pytania, które miałyby się w tym referendum pojawić. Jak mówiła, pierwsze z nich dotyczyłoby zaostrzenia obowiązujących przepisów, czyli całkowitego zakazu przerywania ciąży.

Drugie pytanie odnosiłoby się do utrzymania kompromisu aborcyjnego, który do niedawna jeszcze w Polsce obowiązywał. Trzecie pytanie dotyczyłoby możliwości przerywania ciąży na życzenie do 12 tygodnia.

“To jest nasza propozycja dla rządzących, aby wyjść z tego impasu. I to jest nasza propozycja dla obywateli, aby raz na zawsze zakończył się spór ideologiczny, który jest w niegodny sposób wykorzystywany przez rządzących” – podkreśliła Pasławska.

Wicemarszałek Sejmu Piotr Zgorzelski (PSL) powiedział, że PiS złamał umowę społeczną, którą był kompromis aborcyjny. “Kompromis pomiędzy prawem do życia, a zakazem nieludzkiego traktowania. Ta umowa, jak sama nazwa wskazuje, nie mogła zadowolić wszystkich, ale to jest właśnie cechą kompromisu, że wszyscy godzą się z pewnymi niedogodnościami” – zaznaczył Zgorzelski.

Jak mówił, “wszystko to obowiązywało w konsensusie, a w ostatnich tygodniach ten konsensus PiS dla politycznych celów zerwał”. “Jeszcze w sposób tchórzowski przerzucając odpowiedzialność do pozbawionego jakiegokolwiek autorytetu Trybunału Julii Przyłębskiej” – podkreślił wicemarszałek Sejmu.

W środę w Dzienniku Ustaw został opublikowany wyrok TK z 22 października ub. roku ws. przepisów antyaborcyjnych, a w Monitorze Polskim opublikowano jego uzasadnienie. TK wskazał w uzasadnieniu, że prawdopodobieństwo ciężkich wad płodu nie jest wystarczające dla dopuszczalności aborcji. Po publikacji wyroku stracił moc przepis tzw. ustawy antyaborcyjnej z 1993 r. zezwalający na aborcję w przypadku ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu, co TK w październiku uznał za niekonstytucyjne. 





Źródło