Aborcja w Polsce. Sondaż „Wprost”: Polacy chcą referendum



Przez lata w Polsce obowiązywał kompromis aborcyjny dopuszczający usunięcie ciąży w trzech przypadkach – gdy zagraża życiu bądź zdrowiu kobiety, gdy jest skutkiem gwałtu albo innego czynu zabronionego oraz w przypadku ciężkich wad płodu. Wyrok TK z 22 października, w którym uznano tę ostatnią przesłankę za niekonstytucyjną, spowodował faktyczne zaostrzenie prawa aborcyjnego w Polsce. To z kolei wywołało liczne protesty – mimo obostrzeń pandemicznych na ulicach miast oglądaliśmy wielotysięczne manifestacje. Postanowiliśmy spytać Polaków, co sądzą o oddaniu im głosu w sprawie tworzenia nowego prawa aborcyjnego.

Referendum ws. prawa aborcyjnego? Większość Polaków „za”


Na pytanie o to, czy przepisy dotyczące aborcji powinny być tworzone w oparciu o wynik referendum w tej sprawie, twierdząco odpowiedziało 55,4 proc. uczestników sondażu przeprowadzonego przez pracownię United Surveys na zlecenie „Wprost”. Odpowiedź „nie” wskazało 34 proc. badanych, a 10,6 proc respondentów stwierdziło, że nie ma zdania na ten temat.


Ideę referendum ws. przepisów aborcyjnych popiera 39 proc. elektoratu obozu rządzącego i 79 proc. wyborców opozycji (w tym Konfederacji). Więcej zwolenników takiego rozwiązania jest wśród mężczyzn (61 proc.) niż kobiet (49 proc.). Najbardziej skłonne decydować o uregulowaniu prawa do przerywania ciąży w drodze referendum są osoby w wieku 18-29 lat (83 proc. za referendum), najmniej – badani w wieku 40-49 lat (36 proc. za referendum, 48 proc. przeciw).

Prawo do aborcji w Polsce. Co proponują politycy?


W ostatnim czasie pojawiły się różne inicjatywy zmierzające do uregulowania na nowo zasad przerywania ciąży. Komitet Legalna Aborcja Bez Kompromisów (wspierany m.in. przez posłanki Lewicy, Ogólnopolski Strajk Kobiet czy Aborcyjny Dream Team) przedstawił projekt, zgodnie z którym aborcja byłaby dostępna do 12. tygodnia ciąży niezależnie od przyczyn.


Jak ujawniła Joanna Miziołek we „Wprost”, na deklaracje dotyczące aborcji nie zdecydowała się z kolei podczas sobotniej konwencji Platforma Obywatelska. Wewnątrz partii ścierają się zwolennicy i przeciwnicy liberalizacji prawa. PSL proponuje z kolei tzw. ustawę ratunkową, a z czasem przeprowadzenie referendum w tej sprawie.


W sejmowej zamrażarce tkwi także projekt prezydencki, który według ostatnich nieoficjalnych doniesień jest znów brany pod uwagę przez PiS. Po ogłoszeniu w październiku wyroku TK, Andrzej Duda zaproponował „nowy kompromis aborcyjny”. Jego zdaniem, dopuszczalna powinna być aborcja z uwagi na wady letalne płodu. Wady takie powodują, że dziecko urodzi się martwe lub obarczone ciężką chorobą bądź wadą, prowadzącą bezpośrednio do śmierci, niezależnie od zastosowanych metod leczenia. Przesłanka ta nie dotyczyłaby jednak m.in. zespołu Downa.



Badanie zostało przeprowadzone dla „Wprost” przez United Surveys w dniu 05.02.2021 r. metodą telefonicznych, standaryzowanych wywiadów kwestionariuszowych wspomaganych komputerowo (CATI). Badana próba wyniosła 1000 osób.


Czytaj też:
Kulisy konwencji PO. „Aborcja? Była już decyzja, ale Raś napisał list i Budka wymiękł”





Źródło

Politolog o zaostrzeniu prawa aborcyjnego i protestach: “Władza oderwała się od rzeczywistości. Zamknęła w świecie projekcji”



Mikołaj Woźniak

Od dwóch tygodni codziennie na ulice polskich miast wychodzą ludzie protestujący przeciwko zaostrzeniu prawa aborcyjnego przez Trybunał Konstytucyjny. Co można o nich powiedzieć? O co walczą? Jak w tej sytuacji może postąpić rząd? Pytamy o to prof. Dorotę Piontek, politolog z UAM w Poznaniu.

Rządy można obalić na ulicy?
Historia zna takie przypadki, więc można.

W sytuacji, w której jesteśmy – masowych protestów, wywołanych przez zaostrzenie prawa aborcyjnego – jest na to szansa? W końcu to jeden z postulatów protestujących.
Na pewno nie jest tak, że jednego dnia wychodzimy na ulice, a następnego – upada rząd. Efektów nie ma od razu, natomiast jest to pewien proces. Na pewnym jego etapie jesteśmy, ale czy zakończy się to obalaniem rządu w rozumieniu zmiany składu, a rządzić będzie to samo ugrupowanie, czy np. rozpisane zostaną nowe wybory – w tej chwili trudno powiedzieć. Nie zakładałabym jednak scenariusza nowych wyborów.

Czytaj też: Trybunał Konstytucyjny praktycznie zakazuje legalnej aborcji. Ekspert: Ten wyrok ma wadę. W ogóle nie powinien zostać wydany

Do czego protesty trwające od dwóch tygodni mogą nas więc doprowadzić?
Wszystkie scenariusze są możliwe, inne jest jedynie prawdopodobieństwo ich wystąpienia. Myślę, że w tej chwili sytuacja nie jest przesądzona i nie możemy powiedzieć, że protesty na pewno wygasną, albo władza pójdzie po rozum do głowy. Nie zakładam jednak żadnych scenariuszy, które miałyby drastycznie zakończyć rządy obecnej koalicji.

Postulaty manifestujących z każdym dniem są coraz szersze. Zaczęło się od aborcji, skończyło na żądaniu ustąpienia rządu. Pytanie czy nie lepiej skupić się na konkretnej sprawie i o nią walczyć do samego końca?
W tej chwili obserwujemy bardzo spontaniczne, oddolne działanie, w którym postulaty są formułowane przez bardzo różne grupy. Trochę na zasadzie listy życzeń, co powoduje, że nieco się rozmywają. Za chwilę trudno będzie wskazać, co dla tych osób jest najważniejsze. Mamy do czynienia z praktycznie niesterowalnym ruchem. To bardzo interesujące i świadczy o tym, że część społeczeństwa doszła do psychologicznej granicy. Jednak to, co jest ogromnym atutem tego przebudzenia, z drugiej – politycznej strony – może być wadą. Brakuje bowiem ośrodka politycznego, który byłby w stanie sformułować jasne i realne postulaty.

Grzegorz Dembiński Prof. Dorota Piontek jest politologiem. Pracuje na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM w Poznaniu.

Co możemy powiedzieć o ludziach, którzy protestują?
Nie są w żaden sposób sterowani. Nie są też emanacją zorganizowanego działania. Dużo jest w nich spontaniczności, autentycznej niezgody na pewne działania rządu. Aborcja oczywiście doprowadziła do zapłonu, ale w jakiejś części jest to po prostu wyraz niechęci do pewnego „klimatu”, atmosfery. Czegoś, co można by określić ograniczeniem wolności, w bardzo szerokim rozumieniu słowa „wolność”.

Sprawdź: Aborcja legalna, ale trudno dostępna. Bo szpitale odmawiają wykonywania zabiegów

W formie protestów także obserwujemy coś niezwykłego?
To fenomenalna historia i co warte podkreślenia, to wiek tych ludzi, którzy protestują. Dominują młodzi, a to przekłada się na formę. W jakiejś mierze jest to nawiązanie do Pomarańczowej Alternatywy. Nikt nie protestuje w zadęciu, ale jest mnóstwo walki humorem, nawiązań do popkultury. Widać, że to inne pokolenie niż choćby to, które wychodziło na ulice w 2016 r.

Nastrój społeczny jest wyjątkowy, pytanie jaką znajdzie formę ujścia. Sondaże Zjednoczonej Prawicy spadły, ale do wyborów są jeszcze trzy lata. Z kolei wyborcy cechują się dość krótką pamięcią.
W tej chwili nie odważyłabym się spekulować o wyniku wyborów, jeżeli te odbędą się za trzy lata. Wszystko może się zdarzyć, mamy do czynienia ze spontanicznymi działaniami i ruchem. Czy to może się przełożyć na jakiekolwiek trwałe tendencje, trudno teraz powiedzieć. Władza ma czas do wyborów i może to wziąć na przeczekanie. Myślę jednak, że nawet jeżeli w tej chwili coś się zakończy, czy rozmyje, to na pewno nie zniknie i skutków tego co się dzieje nie będzie. Bycia prorokiem w takim kraju, jak nasz – gdzie wyborcy bywają bardzo nieprzewidywalni – bym się nie podjęła.

Skoro ruch jest spontaniczny i oddolny, to ma szansę przekształcić się i sformalizować w zorganizowane struktury?
Nie sądzę. Jeżeli mamy do czynienia z działaniami o takim charakterze, w które zaangażowani są młodzi ludzie, mający naturalną niechęć do formalizowania swoich działań, organizowania komitetów, konstytuowania się – myślę, że nie. Jednak z tego ruchu, który dziś obserwujemy, mogą wyłonić się pomysły instytucjonalne, polityczne, ale na pewno nie będą reprezentatywne dla wszystkich, którzy w tej chwili, tak widocznie i spektakularnie manifestują niechęć wobec władzy.

Jeśli chodzi o spektakularność, to taki był pierwszy okres protestów, którego kulminacją była manifestacja w ubiegły piątek w Warszawie. Od tego momentu widać jednak pewne spowolnienie, wytracanie potencjału. Wszystko będzie już podążać w tym kierunku?
To jest absolutnie naturalne. Jeżeli nie ma żadnych spektakularnych wydarzeń, to siłą rzeczy będzie to zanikać. Na podobnej zasadzie trudno jest utrzymać człowieka w uniesieniu i manifestowaniu silnych emocji przez cały czas. Musiałoby się coś wydarzyć – kolejna decyzja, ruch ze strony rządzących, który znów „dołożyłby do ognia”. Z punktu widzenia władzy, to co obecnie się dzieje jest jednak korzystne, następuje zupełnie normalne wyczerpanie energii.

Jakichś ruchów ze strony rządzących powinniśmy się chyba spodziewać. W ostatnim czasie pojawił się choćby prezydencki projekt ustawy – jeszcze bardziej zawężający poprzedni „kompromis”. Ma on szansę zyskać aprobatę ze strony protestujących?
Nie sądzę. To jeszcze węższy „kompromis”, przy czym to słowo i tak jest nie do końca stosowne. Sytuacja wykroczyła już poza kwestię aborcji. Mamy do czynienia z wieloma innymi postulatami i manifestacjami przeciwko poczuciu ograniczania podmiotowości.

Czytaj: Nauczyciele poniosą konsekwencje za protesty ws. aborcji? Minister Czarnek odpowiada ZNP: Nadzór pedagogiczny to nie zastraszanie

Projekt procedowany jednak pewnie będzie. Jak postąpią z nim posłowie? W końcu kwestii aborcji nie bez powodu nie poruszano w Sejmie przez lata. Za zaostrzeniem prawa nie byli przecież tylko posłowie PiS, ale również np. opozycyjnego dziś PSL.
Co zrobi koalicja rządząca poniekąd można się spodziewać – na pewno nie będzie liberalizacji prawa, o którą chodzi większości manifestantów. W tym wszystkim najbardziej zdumiewa mnie brak obecności opozycji. Z jednej strony – dobrze robi nie mieszając się do ulicznych protestów, bo one by na tym straciły. Z drugiej – nie widzę jakiejkolwiek próby „wygrania” tego kryzysu przez opozycję. Dla koalicji rządzącej sytuacja jest bardzo trudna, bo wszystko wskazuje na to, że niełatwo dziś określić czy uda się zebrać większość dla ustawy, którą proponuje prezydent. Każde rozwiązanie – jej przyjęcie, czy nieprzyjęcie – będzie oznaczało, że Zjednoczona Prawica przestaje być monolitem na jaki wyglądała przez pięć lat.

Wobec tego jakie może być wyjście z tej sytuacji? Z kryzysu trzeba będzie wybrnąć, a chyba np. referendum aborcyjne nie wchodzi w grę.
Odpowiedź na to pytanie jest trudna, gdyż wszystko wskazuje na to, że nikt w tej chwili nie ma pomysłu co zrobić. Przynajmniej nikt z osób, które mają rzeczywistą siłę sprawczą, bo trudno powiedzieć, by prezydent był taką osobą. W tej chwili odroczono procedowanie nad jego propozycją. Wszystko wskazuje też na to, że póki co nie ma pomysłu, by publikować orzeczenie trybunału. W tej chwili nikt nie wie co zrobić. Są zapewne jakieś refleksje, ale sprawa jest na tyle emocjonalna, że do propozycji rozwiązania może nie dojść w wyniku racjonalnego przemyślenia sytuacji. Trudno przewidywać, jak potoczy się sytuacja, biorąc pod uwagę tylko racjonalną drogę postępowania.

Sprawdź: Sędzia TK Justyn Piskorski poproszony o rezygnację ze stanowiska. Minister Czarnek zapowiedział interwencję w jego sprawie

Wspomniała pani o monolicie Zjednoczonej Prawicy. Tyle że po wyborach już kilkukrotnie został on naruszony. Ostatnio przy okazji tzw. Piątki dla zwierząt. Czym kierują się rządzący denerwując w krótkim czasie tak wiele osób? Zaczęli od rolników, skończyli na tak szerokiej grupie społecznej, jaką widać dziś na ulicach. O co chodzi w tym kryzysie?
W pewnym momencie dochodzi do alienacji władzy. Historia pokazuje, że wielokrotnie już tak było. Po czasie względnego spokoju, możliwości realizowania własnych celów i interesów, dochodzi się do przekonania, że właściwie wszystko można. To klasyczny przykład oderwania się władzy od rzeczywistości, zamknięcia w świecie projekcji, pewnego wyobrażenia, że skoro dotychczas wszystko się udawało i mogliśmy liczyć na poparcie, to tak już będzie zawsze.

W tle jest jeszcze pandemia. Wierzy pani, że wywołany kryzys jest obliczony na przykrycie nieprzygotowania rządu do nowej fali epidemii i zrzucenia winy za wzrosty zakażeń na protestujących?
Użył pan dobrego sformułowania – „czy ja wierzę?”. To rzeczywiście jest kwestia wiary, bo nie mamy tego jak sprawdzić. Nie znam intencji władzy, nie miałam okazji uczestniczyć w żadnych gremiach, kiedy podejmowano te decyzje. Myślę, że jest to jeden ze scenariuszy, który należy rozważać, jako bardzo prawdopodobny.

Czytaj również: Obrońcy Katedry Poznańskiej skopali uczestniczkę protestu kobiet. “Najpierw jeden uderzył mnie w głowę. Jak upadłam, zaczęli kopać”

————————-
Zainteresował Cię ten artykuł? Szukasz więcej tego typu treści? Chcesz przeczytać więcej artykułów z najnowszego wydania Głosu Wielkopolskiego Plus?

Wejdź na: Najnowsze materiały w serwisie Głos Wielkopolski Plus

Znajdziesz w nim artykuły z Poznania i Wielkopolski, a także Polski i świata oraz teksty magazynowe.

Przeczytasz również wywiady z ludźmi polityki, kultury i sportu, felietony oraz reportaże.

Pozostało jeszcze 0% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

  • Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.





Source link