Nieoczekiwana zmiana miejsc w polskiej polityce. “Widać tu niespójność tej decyzji”


Monika Pawłowska w wielkiej polityce pojawiła się przed dwoma laty. Wcześniej była związana z Sojuszem Lewicy Demokratycznej, z którego list bezskutecznie kandydowała m.in. do rady powiatu ryckiego.

W 2019 roku zaangażowała się w tworzenie lubelskich struktur partii Wiosna, którą do życia powoływał właśnie Robert Biedroń. Została koordynatorką ugrupowania w naszym województwie i rozpoczęła przygotowania do pierwszej poważnej próby dla jej formacji, czyli wyborów do Parlamentu Europejskiego. Zajęła drugie miejsce na liście Wiosny w naszym regionie, „jedynką” został legendarny działacz „Solidarności” Zbigniew Bujak, który swoim doświadczeniem miał wesprzeć młodszą, szykowaną na jedną z gwiazd partii Biedronia, koleżankę.

Karierze Pawłowskiej nie przeszkodziły stawiane jej w trakcie kampanii przez działacza partyjnej młodzieżówki zarzuty o mobbing. Część kandydatów startujących z lubelskiej listy domagała się nawet odwołania koordynatorki, przekonując, że podobnych sytuacji było więcej.

Sprawą zajął się sąd koleżeński Wiosny, ale skończyło się jedynie na upomnieniu za stosowanie niewłaściwego słownictwa. W zachowaniu szefowej lubelskich struktur nie dopatrzono się znamion mobbingu.

Mimo niepowodzenia w eurowyborach i wspomnianej afery, Pawłowska wciąż miała w mocną pozycję. Jesienią 2019 roku ze wskazania partii Biedronia otrzymała pierwsze miejsce w okręgu chełmskim w wyborach parlamentarnych, do których Wiosna przystępowała razem SLD pod szyldem Lewicy. Na Pawłowską zagłosowało prawie 13 tysięcy wyborców, co oznaczało pewny mandat. W Sejmie nowej kadencji lubelska działaczka została wiceprzewodniczącą klubu parlamentarnego Lewicy.

Czego chcieli wyborcy?

Nic dziwnego, że wpis zamieszczony przez posłankę w mediach społecznościowych w niedzielny wieczór wywołał ogromną burzę.

– Dzisiaj zaczynam iść inną drogą, ale mam nadzieję, że wciąż w przyjaźni będziemy pracować na rzecz lepszej Polski dla każdej i każdego. Dziś rozpoczynam współpracę z premierem Jarosławem Gawinem – napisała na Twitterze, dodając, że wstąpi do Porozumienia, ale nie zasiądzie w klubie parlamentarnym Prawa i Sprawiedliwości. Swoją decyzję nazwała „zgodną z tym, do czego zobowiązała się wobec swoich wyborców”.

Inaczej oceniają to politycy Lewicy.

– 12 916 oszukanych wyborców – wstyd – napisał na Twitterze europoseł Robert Biedroń, lider Wiosny.

Szef Sojuszu Lewicy Demokratycznej Włodzimierz Czarzasty na antenie RMF FM mówił o „politycznym mętliku w głowie”. Stanowczo zareagowali działacze lewicowej młodzieżówki, którzy zapowiedzieli rezygnacje z funkcji asystentów społecznych Pawłowskiej. – Byłem asystentem posłanki Lewicy, nie bezkręgowców – skomentował w mediach społecznościowych Wojciech Sawoniewicz, rzecznik Młodej Lewicy.

W rozmowie z Dziennikiem Monika Pawłowska tłumaczy powody, dla których związała się z Porozumieniem. – To ugrupowanie, które chce działać ponadpartyjnie. Skrajności z obu stron są bardzo złe. W tym trudnym czasie pandemii należy rozmawiać, a nie podburzać nastroje społeczne. Podobają mi się też propozycje partii Jarosława Gowina dla samorządów i przedsiębiorców – wyjaśnia posłanka. I dodaje: – Moja decyzja była podyktowana głosem sumienia i zobowiązaniami wobec wyborców. Nie chcę i nie będę mówić źle o moich kolegach i koleżankach z Lewicy. To nie jest ta sama Lewica, z którą wiązałam się dwa lata temu.

Parlamentarzystka nie zgadza się z zarzutami, że oszukała swoich wyborców.

– Znam ich bardzo dobrze, odbyłam i wciąż odbywam wiele rozmów w swoim okręgu. To teren bardzo trudny dla Lewicy i nikt nie dawał mi szans na mandat. Swoją kampanię budowałam na własnej osobie, a nie na partii czy barwach politycznych. W mojej pracy nie zmienia się nic – przekonuje Pawłowska.

Radykalna zmiana

W internecie na chełmską posłankę wylała się fala krytyki, a wielu komentatorów apelowało do niej o zrzeczenie się mandatu. Błyskawicznie w sieci pojawiły się zdjęcia i cytaty przypominające niedawną jeszcze aktywność Pawłowskiej, która wydaje się stać w sprzeczności z tym, co głosi Zjednoczona Prawica. Chodzi przede wszystkim o jej udział w protestach dotyczących prawa aborcyjnego, ale i jej krytyczne wypowiedzi pod adresem obozu władzy.

– Stać was tylko na załatwianie waszych partyjnych interesów. Swoją drogą nie wiem, czy ktoś jeszcze nabiera się na tę maskę: pod tytułem: dbanie o interes narodowy – mówiła podczas styczniowego posiedzenia Sejmu, podczas którego krytykowała rząd praktycznie za każdym razem, gdy wchodziła na mównicę.

Podobne słowa można było przeczytać w jej mediach społecznościowych.

– Te wszystkie konferencje, prężenie muskułów premiera Morawieckiego to nic innego jak próba przykrycia kolejnej wojny w pseudozjednoczonej prawicy. Zrobili z Polski państwo partyjne. A rzeczywistość? Pełna problemów i trosk, których w ich limuzynach i prezentacjach nie widać – pisała jeszcze w lutym tego roku.

Dziś Pawłowska zapewnia, że poglądów nie zmieniła i ze słów chociażby na temat aborcji się nie wycofuje.

– To jedyny postulat, w którym mamy inne zdanie z Porozumieniem. Moim zdaniem kobiety powinny mieć prawo do bezpiecznego przerywania ciąży do dwunastego tygodnia. Dotychczasowy kompromis aborcyjny się rozpadł. Zgadzam się z Jarosławem Gowinem, że rozpalone bo obu stronach sporu emocje może uspokoić tylko referendum, którego wynik będzie należało uszanować. Aborcja to zawsze w każdym przypadku ogromnie trudna decyzja każdej kobiety – mówi posłanka.

Co na to prawica?

Jeszcze w niedzielny wieczór Jarosław Gowin powitał na pokładzie Porozumienia nową parlamentarzystkę.

– To przemyślana decyzja, poprzedzona wieloma rozmowami. Cieszę się, że grono osób uprawiających politykę bez ideologicznego zacietrzewienia i zawziętości poszerza się o Panią Poseł. Zdziałamy razem wiele dobrych rzeczy! – napisał na Twitterze.

Ale i po prawej stronie sceny politycznej pojawiły się negatywne komentarze. Europosłanka PiS z naszego regionu – Beata Mazurek – odniosła się do wywiadu w „Rzeczpospolitej”, w którym Pawłowska wspomniała, że współpracuje ze związanym z Porozumieniem prezydentem Chełma Jakubem Banaszkiem i wspólnie podejmuje z nim „szereg inicjatyw w mieście”. – Wspólne inicjatywy z prezydentem Chełma? Ściema i tyle. Naprawdę przyzwoitości trochę – skomentowała, zwracając się bezpośrednie do dotychczasowej posłanki Lewicy.

Jeszcze w niedzielę wieczorem na Twitterze do sprawy odniósł się skonfliktowany z Jarosławem Gowinem poseł Kamil Bortniczuk. „Od dziś w tej części Porozumienia, której przewodzi J. Gowin, nie ma miejsca dla konserwatystów. Kto tam zostaje, jest farbowanym lisem…” – napisał Bortniczuk. W jednym z kolejnych wpisów dodał: „W naszym Porozumieniu nie było, nie ma i nie będzie miejsca dla aborcjonistów”.

Lubelscy politycy PiS w nieoficjalnych rozmowach przyznają, że trudno im wyobrazić sobie, by kojarzona dotąd z Lewicą posłanka mogła w kolejnych wyborach kandydować z list PiS.

– Wygląda na to, że Jarosław Gowin powiększa swoje zaplecze i gra na start w wyborach w inne formule, niż dotychczas – mówi jeden z naszych rozmówców. A inny dodaje: Na dzień dzisiejszy nie ma większych szans na wspólne listy Zjednoczonej Prawicy w obecnym kształcie. I chyba wszyscy już się z tym pogodzili.

Tak było, jest i będzie?

Zaskakujący, ale i ryzykowny – tak ruch Moniki Pawłowskiej nazywa dr Wojciech Maguś, politolog i medioznawcza z UMCS.

– Pani poseł deklarowała inne poglądy chociażby w strefie społecznej i zaangażowała się w konflikt polityczny, wyrażając poparcie dla Strajku Kobiet. Nagle wchodzi do partii, która w tym obszarze ma wyraziste, zupełnie inne poglądy. Widać tu niespójność tej decyzji z jej wcześniejszą aktywnością – ocenia dr Maguś.

Nie zgadza się też z argumentem parlamentarzystki dotyczącym jej wyborców. – Nie można mówić, że głosowali na nią tylko jej wyborcy, a nie elektorat Lewicy. Zwłaszcza, że nie wchodziła do polityki z bagażem doświadczeń, była w niej praktycznie nową osobą, a jej wynik była zasługą głosów oddanych na całą listę.

Politolog przyznaje natomiast, że mało prawdopodobne jest, by w wyborach w 2023 roku Zjednoczona Prawica startowała w dotychczasowej formule, gdy na listach PiS znajdowali się także kandydaci Porozumienia oraz Solidarnej Polski.

– Liderzy partii tworzących koalicję z PiS wyraźnie dążą do wzmocnienia swoich pozycji i zdają się widzieć szanse na samodzielny start. Decyzja Moniki Pawłowskiej jest zapewne wypadkową wielu czynników, także tych, które na pierwszy rzut oka wydają się niewidoczne, ale składają się w całość. Jaka czeka ją polityczna przyszłość? Dowiemy się tego z perspektywy czasu, ale z historii wiemy, że politycy, którzy zmieniali partyjne barwy, dostawali coś w zamian – komentuje dr Wojciech Maguś. I dodaje: – Tak wygląda polityka. Politycy często czując wiatr zmiany dokonują modyfikacji swojej przynależności. Tak było, jest i będzie. Ale wyborcy mają prawo czuć się zawiedzeni.





Źródło

Wirtualna Polska – Wszystko co ważne


Prawo do życia nikogo nie różnicuje i chroni także dzieci, które zostały poczęte w wyniku czynu zabronionego. Nie wyobrażam sobie nie stanąć w obronie najsłabszych – mówi w rozmowie z Marcinem Makowskim kandydat PiS na RPO Bartłomiej Wróblewski w cyklu #OtwarcieTygodnia.

Marcin Makowski, Wirtualna Polska: “Bartłomiej Wróblewski – rzeźnik praw obywatelskich”. Widział pan ten baner wywieszony w centrum Poznania?

Bartłomiej Wróblewski, poseł PiS, kandydat na Rzecznika Praw Obywatelskich: Widziałem.

I co pan na to?

Skrajne grupy lewicowe i liberalne od dawna wybierają rewolucyjne metody walki. Czasem nawet, tak jak w tym przypadku, łamią prawo, usiłując zastraszyć społeczeństwo oraz narzucić jedyny – ich zdaniem – słuszny punkt widzenia. Nie są przy tym w stanie merytorycznie dyskutować.

Uważa pan, że to forma zastraszania?

Zastraszenia, znieważenia, zniechęcenia. Jestem skłonny do kompromisu, ale jestem też człowiekiem gór. Przyzwyczaiłem się do przeciwności losu. Taka presja tylko mnie mobilizuje.

Mówi pan o sobie, że jest człowiekiem kompromisu. Jednocześnie jest pan jednym z inicjatorów wniosku do Trybunału Konstytucyjnego, w wyniku którego zaostrzono prawo aborcyjne w Polsce.



Źródło

Wirtualna Polska – Wszystko co ważne


Barbara Nowacka odniosła się do listy grupy posłów z Platformy Obywatelskiej, którzy zwrócili się do Borysa Budki z sugestią utrzymania kompromisu aborcyjnego oraz przeprowadzenia referendum. Posłanka kontruje ich pomysł.

Zaostrzenie prawa aborcyjnego w Polsce cały czas wzbudza ogromne emocje w społeczeństwie. Strajk Kobiet wyraźnie protestuje przeciwko odbieraniu Polkom podstawowych praw, a w Sejmie politycy toczą bitwę. Nie tylko PiS kontra opozycja, ale również i wewnątrzpartyjne.

Grupa fundamentalistów z PO sugeruje przeprowadzenie referendum ws. dostępu do aborcji w Polsce. Barbara Nowacka wyraźnie krytykuje ten pomysł.

“Kwestia prawa do aborcji nie jest i nie powinna być kwestią światopoglądu, mówimy wszak o stanowieniu prawa dla wszystkich. Mogę zrozumieć, że sama indywidualna decyzja bywa zależna na przykład od przekonań religijnych, ale to co innego niż porządek prawny, którego nie może dyktować doktryna religijna. (…) Fundamentaliści muszą zrozumieć, że ludzie nie będą kierować się ich religią. Polska nie jest i nie będzie państwem wyznaniowym.” – powiedziała w rozmowie z magazynem “Wysokie Obcasy”.

Nowacka wyjawiła, że większość osób, które podpisały się pod listem, nawet nie uczestniczą w posiedzeniach zespołu Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, który pracuje nad rekomendacjami ws. aborcji.



Źródło

Wiesław Janczyk: Po opanowaniu pandemii gastronomia będzie się najszybciej rozwijała – Rozmowy


– Z badań wynika, że restauracje są na samym wierzchołku piramidy miejsc, w których zakażamy się najczęściej – tak poseł Prawa i Sprawiedliwości Wiesław Janczyk komentował w Radiu Kraków sondaż Centrum Badawczo-Rozwojowego BioStat. Wynika z niego, że 87 procent pytanych chce otwarcia restauracji, a prawie 70 procent zamierza z nich korzystać. “Powinniśmy zachowywać się w sposób solidarny. Chcielibyśmy luzować gospodarkę, ale nie jesteśmy samotną wyspą, musimy patrzeć, jak robią to inne kraje” – mówił poseł Janczyk w porannej rozmowie Radia Kraków. Jak dodawał, po odmrożeniu gospodarki, gastronomia będzie tą branżą, która będzie rozwijać się najszybciej.

Zapis rozmowy Jacka Bańki z posłem PiS, Wiesławem Janczykiem.

 

Z badań Centrum Badawczo-Rozwojowego BioStat wynika, że 87% respondentów jest za otwieraniem restauracji, a prawie 70% chce z nich korzystać. Rząd powinien posłuchać badanych?

– Rząd z całym szacunkiem odnosi się do każdego głosu społecznego. Podobnie parlament. Są też inne badania. Z nich wynika, że restauracje, gdzie są kelnerzy i inne, są na samym wierzchołku piramidy miejsc, gdzie się zakażamy. To będzie pewnie branża, która po opanowaniu pandemii będzie się najszybciej rozwijała. Wszyscy chcą z tego korzystać. O tym warto pamiętać. Dzisiaj planujemy ucieczkę do przodu po zakończeniu fali Covid-19. Na to rząd się przygotowuje. Rzeczywiście chcemy luzować gospodarkę, ale nie jesteśmy bezludną wyspą. Patrzymy na inne kraje. Dzisiaj Polska jest wiodącym krajem pod kątem luzowania obostrzeń.

 

Restauratorzy mogą liczyć na pozytywne dla siebie efekty pozwu zbiorowego? Grupa restauratorów chce pozwać Skarb Państwa na miliardy. Jak pan spogląda na tę inicjatywę?

– Na razie te pozwy, które trafiły do rozpatrzenia, są rachityczne. Są dwa pozwy na kwotę około 600 tysięcy złotych. Pewnie od wyroków w kolejnych instancjach będzie zależał rozwój sytuacji. Na dzisiaj zachęcam do zachowywania się w sposób odpowiedzialny. Wiele osób niepotrzebnie odeszło od nas. Każdy z nas ma kogoś w otoczeniu, kto ciężko chorował. Polska jest dobrze przygotowana na przenoszenie obciążeń. Lata kiedy rządzimy, to lata wyższego wzrostu gospodarczego niż za naszych poprzedników. Była naprawa systemu podatkowego, wpisano szereg regulacji autokontroli, ograniczenie wyłudzania podatków. Dzisiaj Polska w relacji do innych państw biegnie z dużym zapasem sił. Nie wiem, jakie roszczenia będą wiążące dla państwa. Zdecydują sądy. Polska im jednak podoła, jeśli zostaną uprawnione.

 

Sprawy związane z lockdownem się komplikują. Można opodatkowywać firmy, które de facto działają nielegalnie? Można tego samego restauratora karać kilka razy? Kto i w jaki sposób powinien przerwać te wątpliwości?

– Na to będzie czas. Rzeczywistość idzie zawsze przed regulacjami. Zapewniam, że poradzimy sobie. Nie jest to łapanie pcheł. Da się to opisać w ramy. Ktoś będzie beneficjentem, ktoś będzie poszkodowany. Nie odpowiem. Warto jednak działać ostrożnie. Znam wiele osób w biznesie, które próbowały się przebranżowić, szukać nowych ofert. Byli ostrożni. Prowadzenie działalności gospodarczej to chodzenie po polu minowym. Nie zmienia to postaci rzeczy, że pandemie są momentem, kiedy ludzie się często bogacą. Jeff Bezos powiększył swój majątek w ciągu 2 miesięcy 2020 roku ze 113 do 147 miliardów. Nie wymienię innych, ale w Polsce też tak będzie. Wiele osób w kryzysie bierze wiatr w żagle. My, jako państwo, musimy myśleć o wszystkich. Chcę, żeby peleton, w którym biegniemy, nie był zbyt rozciągnięty i zawsze staram się myśleć o słabszych, którzy potrzebują wsparcia państwa.

 

Dzisiaj spotkanie prezydenta Andrzeja Dudy i wicepremiera Gowina z pracodawcami. W tym tygodniu mają też zapaść decyzje ws. ewentualnego dalszego łagodzenia obostrzeń. Pojawił się już w dyskusji termin regionalizacji. Pan byłby za powrotem do trzech stref? Jakbyśmy popatrzyli teraz na Małopolskę, byłaby on zielona.

– Tak. Uważam, że powinien być sztywny interwał czasowy. Luzowanie, zaostrzanie kryteriów z modelem geograficznym. To było akceptowalne społecznie. Jakby to działało adekwatnie do tego, jakie ponosimy skutki zarażania się, byłoby to akceptowalne. To by przyniosło najlepsze rezultaty.

 

PSL chce referendum ws. prawa aborcyjnego. Lewica proponuje dekryminalizację lekarzy, którzy w myśl nowego prawa będą dokonywać aborcji. Pan proponuje z kolei program obligatoryjnej adopcji przez państwo. Jak ten pomysł oceniają inni politycy Zjednoczonej Prawicy?

– Nie ukrywam, że rozmawiałem z osobami, które pracują nad rozwiązaniami zapowiadanymi przez PiS po orzeczeniu TK. Mój wariant polega na tym, żeby państwo zaadoptowało dożywotnio każde dziecko niechciane, które urodzi się w tym zbiorze osób – to 1110 osób za 2019 rok – które nie będą zdolne do samodzielnego funkcjonowania. Dla państwa nie byłby to wielki koszt. Program „za życiem”, który powstał w 2017 roku, uzyskał finansowanie 3,2 miliarda złotych. Sądzę, że statystycznie 1 dziecko na powiat rocznie, niechciane przez rodziców to wariant do rozważenia. Inne warianty z opozycji wydają się od sasa do lasa. Referendum ws. zapisów było. Mieliśmy referendum w 1997 roku ws. przyjęcia konstytucji. Ludzie się za tym opowiedzieli. Sama ustawa z 1993 roku w sposób drastyczny ograniczyła aborcję. Ona do tego momentu była dozwolona ze względów ekonomicznych. Wtedy ograniczono aborcję rocznie o dziesiątki tysięcy osób. Dzisiaj ten zbiór to niewiele ponad 1000 osób. Jak popatrzymy na powiaty to dwie osoby rocznie. To by odciążyło obawy młodych mam, które spodziewają się dziecka. Strach się rozlał.

 

Pana propozycja stanie się oficjalną propozycją Zjednoczonej Prawicy?

– Nie wiem. Rozmawiamy jednak o tym. To wielka sprawa. Masa osób usłyszy o tym i zważy propozycję. Jej waga ekonomiczna nie jest duża. Kraj posiada infrastrukturę, żeby pielęgnować takie osoby. Przy napięciu społecznym w związku z orzeczeniem TK, taka propozycja jest do zaakceptowania. Nie upieram się jednak. Nie będzie łatwo przebudować w prawie takich zapisów. Nie będzie do nich większości konstytucyjnej. Będzie też trudno o większość ustawową.



Źródło