Kaczyński i Przyłębska personami non grata? “To forma potępienia cynizmu politycznego”


Niezależni radni miejscy wyrazili swoje stanowisko odnoście trwających protestów kobiet. Chcą, aby poseł Jarosław Kaczyński oraz sędzia Julia Przyłębska byli personami non grata w Białymstoku.

Fot: Malwina Witkowska

Od lewej: Maciej Biernacki, Tomasz Kalinowski

“Tak zwany Trybunał Konstytucyjny z nielegalnie wybranymi sędziami dublerami przestał być dzisiaj postrzegany jaki instytucja państwowa, a stał się narzędziem partyjnego nacisku w rękach PiS. Obrzydliwe i haniebne zachowanie posła Kaczyńskiego i sędzi Przyłębskiej zniszczyło trudny, ale ogólnie akceptowalny społecznie kompromis aborcyjny. […] W przekonaniu mieszkańców Białegostoku absolutnie niedopuszczalnym i całkowicie nagannym jest dzielenie mieszkańców i emocjonalnie podpalanie Polski” – piszą radni niezależni.

Persona non grata

W piątek (29.01) radni miejscy Maciej Biernacki oraz Tomasz Kalinowski przedstawili swoje stanowisko ws. trwających protestów kobiet. Są one odpowiedzą na wyrok sędzi Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej stwierdzający, że zapis o aborcji w przypadku ciężkiej wady płodu jest niezgodny z Konstytucją.

– Grupa społeczna jaką są kobiety została instrumentalnie potraktowana, by odwrócić uwagę, by media zaczęły interesować się czymś innym. Dlatego, proponujemy by rada miejska podjęła takie stanowisko, które jest formą wyrażenia największej dezaprobaty przez naszą społeczność lokalną, potępienia cynizmu politycznego, bezwzględności i brutalności – stwierdził radny niezależny Maciej Biernacki.

“Rada Miasta Białystok ogłasza Personami Non Grata (łac. osoba niemile widziana) w mieście sędzię Julię Annę Przyłębską i posła Jarosława Kaczyńskiego. Niech powszechnie wiadomym będzie, że osobnicy ci są niemile widziani przez mieszkańców Białegostoku w granicach naszego miasta” – czytamy w stanowisku radnych niezależnych, które zostanie przedstawione na najbliższej sesji.

– To stanowisko ma symboliczne znaczenie, jednakże może być pretekstem do obniżenia rangi oficjalnych spotkań. Gdybyśmy sobie wyobrazili taką sytuację, że pan Kaczyński, jako wicepremier przyjeżdża do Białegostoku załatwić jakąś sprawę, to urząd zamiast wystawiać do tego spotkania prezydenta, wystawiłby np. referenta, czyli osobę nie tej samej rangi – dodał Biernacki.

Referendum po pandemii

Radny Tomasz Kalinowski uważa, że rząd powinien wycofać się z tej decyzji, a po pandemii zorganizować referendum, aby każdy Polak mógł wyrazić swoje zdanie.

– To dotyczy kobiet, a nie naszych posłów, szczególnie panów. Zależy nam, aby wszyscy mogli wypowiedzieć się w tej kwestii – mówił Kalinowski. – Ja akurat z Maćkiem mamy trochę różne poglądy, on bardziej liberalne, a ja bardziej konserwatywne. Natomiast umiemy się dogadać, podjąć wspólne stanowisko i sprzeciwić się temu. To co robi teraz rząd jest oszustwem Polaków, a podczas pandemii zajmować się tak ważną sprawą to graniczy z pojęciem słuszności.

Wiadomości od białostoczan

Po opublikowaniu wyroku w dzienniku ustaw, radni otrzymali dużą ilość wiadomości oraz telefonów od mieszkańców, którzy się temu sprzeciwiają. Wielu z nich opisywała w nich także swoje historie życia.

– Jeden mail bardzo mi utkwił w pamięci. Była to wiadomość od ojca dziecka niepełnosprawnego. Opisał, że faktycznie sami zdecydowali się na to, bo wiedzieli wcześniej, że dziecko będzie niepełnosprawne. Pisząc do mnie, prosił o jakąś reakcje. Jeżeli aborcja będzie w tak okrutny sposób karana, a oni wiedzą, że każde następne dziecko ma bardzo wysokie ryzyko, że nie będzie w pełni sprawne, to co mają w takiej sytuacji zrobić. Oni nie chcą drugiego niepełnosprawnego dziecka. Jak wiadomo, środki antykoncepcyjne nigdy nie dają stuprocentowej pewności. Dla niego ten wyrok burzy kontakty rodzinne, on się z nim nie zgadza, ponieważ dał z siebie tyle ile mógł i więcej nie da rady. To są takie zwykłe dramaty naszych mieszkańców i właśnie te decyzje uderzają w nich bezpośrednio – podsumował Biernacki.

Od 27 stycznia w całej Polsce organizowane są spontaniczne protesty. Na ulicach miast wychodzi wiele osób, by pokazać swój sprzeciw. Według danych policji, w Białymstoku zarówno w środę i czwartek w takich zgromadzeniach udział wzięło ok. 100 osób.





Źródło