Referendum w sprawie aborcji jest błędem



– Jako ludzie wierzący opowiadamy się za życiem. Papież wraca ostatnio często do tego tematu, kiedy mówi wprost, że to nie jest kwestia religijna, tylko ogólnoludzka. to kwestia obrony człowieka i jego praw – powiedział Prymas Polski.


Duchowny odniósł się też do braku publikacji w Dzienniku Ustaw orzeczenia TK ws. aborcji eugenicznej. – Ja uważam, że przede wszystkim jako Kościół i jego duchowny i wierny jestem zobowiązany do obrony życia od poczęcia do naturalnej śmierci, bez znaczenia jakie prawo będzie w tym względzie obowiązywać. Istotą jest rola kościoła w przypominaniu tej prawdy i wychowywaniu ludzkich sumień, by tą prawdą się kierowały – zaznacza metropolita gnieźnieński.


Temat referendum nt. aborcji wywołał wicepremier Jarosław Gowin. – Jeszcze tydzień temu bym tego nie powiedział, ale teraz już tak. Po tym, gdy naruszono tzw. kompromis aborcyjny z 1993 r., którego byłem i jestem zwolennikiem, być może nie ma już innej drogi jak tylko referendum. Należałoby dobrze przemyśleć pytania i wówczas oddać głos Polakom – stwierdził minister rozwoju. Propozycję pozytywnie ocenił także Szymon Hołownia.


Czytaj też:
Abp Jędraszewski: W sprawach takich, jak ludzkie życie, nie wolno tworzyć referendów
Czytaj też:
Szefowa KE: Zapewniamy Europejczykom bezpieczne i skuteczne szczepionki





Źródło

Aborcja to nie jest temat na referendum



W jednym z ostatnich wywiadów, wicepremier Gowin stwierdził, że referendum w sprawie dostępności aborcji może być jedynym rozwiązaniem sporu, jaki wybuchł po ogłoszeniu wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji eugenicznej. Minister rozwoju przyznał w rozmowie z portalem Gzaeta.pl, że jeszcze tydzień temu miał zupełnie inny pogląd na tę kwestię.


Pytany o tę sprawę, ksiądz Isakowicz-Zaleski zdecydowanie odrzucił pomysł referendum. – Nie zgadzam się z Jarosławem Gowinem, że ws. aborcji nie ma innej drogi niż referendum – powiedział.


– Referendum ws. aborcji będzie poddane strasznej presji politycznej. Aborcja to nie jest temat na referendum – dodał kapłan. Duchowny jest również przeciwnikiem karania kobiet za aborcję.

Słowa o. Rydzyka


Ks. Isakowicz-Zaleski odniósł się także do słów o. Tadeusza Rydzyka, który podczas obchodów 29. urodzin Radia Maryja bronił oskarżonego o tuszowanie pedofilii biskupa Edwarda Janiaka. Duchowny w mocnych słowach skomentował wystąpienie redemptorysty.


– W słowach o. Rydzyka nie było obrony ofiar, tylko biskupa, który chronił sprawców pedofilii – powiedział. – Watykan powinien interweniować ws. o. Tadeusza Rydzyka – dodał.

Kryzys Kościoła


Duchowny mówił szeroko o obecnym kryzysie w Kościele.


– Kościół jest ciągle oblężoną twierdzą i mija się z rzeczywistością. Stąd spadek zaufania. Instytucje kościelne same sobie zapracowały na te wyniki – powiedział.


– Brakuje w Kościele żywego kontaktu. Parafie nie mogą być tylko punktami usługowymi, gdzie np. przychodzi się po chrzest – oceniał dalej kapłan.


Isakowicz-Zaleski wskazał także, co jest potrzebne, aby zakończyć kryzys w Kościele. Podzielił się także smutną refleksją dotyczącą jego przyszłości.


– Musi być oczyszczenie w Kościele. Nie można krytyki traktować jako atak na Kościół, jak twierdzi o. Rydzyk. Nie uważam, że Kościół dobił do dna. Jeszcze się wiele złych rzeczy stanie – stwierdził.


Czytaj także:
Świąteczny klip Wolnych Sądów. Pokazano w nim Jarosława Kaczyńskiego
Czytaj także:
Kto zyskał na sporze z Brukselą? Zaskakująca odpowiedź badanych





Źródło

Gowin wskazał rozwiązanie kryzysu aborcyjnego. “Być może nie ma już innej drogi”



Przypomnijmy, że 22 października TK orzekł, że tzw. aborcja eugeniczna jest niezgodna z ustawą zasadniczą. Trybunał orzekał na wniosek grupy posłów, którzy domagali się sprawdzenia, czy przesłanka eugeniczna jest zgodna z polską konstytucją. Decyzja Trybunału wywołała niezadowolenie i falę protestów środowisk feministycznych i lewicowych.


1 grudnia rząd przyjął stanowisko ws. publikacji orzeczenia TK ws. aborcji, informując, że powinno ono zostać opublikowane niezwłocznie po ogłoszeniu przez TK uzasadnienia orzeczenia.


Tymczasem wicepremier Jarosław Gowin w rozmowie z portalem Gazeta.pl stwierdził, że wobec dużej skali konfliktu społecznego wokół wyroku Trybunału Konstytucyjnego, widzi tylko jedno rozwiązanie tego sporu. Podkreślił przy tym, że jeszcze tydzień temu nie przewidywał takiego obrotu sprawy.


– Mój pomysł był niemal tożsamy z propozycją ustawy prezydenta Andrzeja Dudy – stwierdził.


– Jeszcze tydzień temu bym tego nie powiedział, ale teraz już tak. Po tym, gdy naruszono tzw. kompromis aborcyjny z 1993 r., którego byłem i jestem zwolennikiem, być może nie ma już innej drogi jak tylko referendum. Należałoby dobrze przemyśleć pytania i wówczas oddać głos Polakom – dodał wicepremier.


Czytaj także:
Robert Feluś nowym redaktorem naczelnym „Wprost”
Czytaj także:
Ziemkiewicz: Coraz gorzej to wygląda





Źródło

Referendum w sprawie aborcji? Sondaż IBRiS



W ocenach czwartkowej (22 października) decyzji TK dominują negatywne noty. 51,8 proc. ankietowanych ocenia wyrok „zdecydowanie źle”, a 14,1 proc. „raczej źle”. „Zdecydowanie dobrze” i „raczej dobrze” ocenia wyrok łącznie 24,9 proc. ankietowanych. 9 proc. respondentów nie ma na ten temat zdania.


IBRIS zapytał także, czy w związku z aktualna sytuacją w naszym kraju, konieczne byłoby przeprowadzenie referendum na temat dopuszczalności aborcji.


68,8 proc. ankietowanych uważa, że referendum jest konieczne, 24 proc. nie widzi takiej potrzeby, a 7,2 proc. nie ma zdania.


twitter

Referendum w sprawie aborcji – jaka jest procedura?


Jak stanowi Konstytucja, referendum ogólnokrajowe można ogłosić m.in. ze względu na rozpatrzenie ważnych problemów społecznych. Z inicjatywą taką mogą wyjść: prezydent, Sejm, Senat, Rada Ministrów, czy grupa minimum 500 000 obywateli.


By referendum było ważne musi w nim wziąć udział więcej niż połowa uprawnionych do głosowania. Rozstrzygnięcie w referendum następuje, jeśli odpowiedź na „tak” lub „nie” stanowi większość wśród oddanych głosów lub w przypadku pytania wariantowego na jeden oddano najwięcej ważnych głosów.


W teorii ustawodawca ma obowiązek wprowadzenia w życie decyzji, jaka została podjęta w referendum. Nie ma jednak żadnych ustawowych konsekwencji, kiedy odpowiednie organy nie zastosują się do wspomnianego obowiązku.


Czytaj też:
Co dalej z wyrokiem TK ws. aborcji? Przedstawiamy możliwe scenariusze





Source link

Wyrok TK w sprawi aborcji. Oto możliwe scenariusze



Klasyczna ścieżka jest oczywista – wyrok TK zostaje opublikowany w Dzienniku Ustaw, a zmieniona regulacja wchodzi w życie. Oznacza to, że z dniem opublikowania wyroku, lekarz nie może legalnie przeprowadzać aborcji w sytuacji ciężkiego i nieodwracalnego uszkodzenia płodu.


Od czwartku 22 października wyrok ten nie został jednak opublikowany, a najtęższe głowy w partii rządzącej zapewne myślą, jak wybrnąć z tej sytuacji. Protestujący wyszli na ulicę już w momencie ogłoszenia samej decyzji i od tego momentu demonstracje jedynie rosną w siłę. Oliwą wlaną do ognia, a jednocześnie działaniem zgodnym z literą polskiego prawa, byłaby publikacja wyroku TK – o czym rządzący zdają się wiedzieć.


Co więc dalej? Co zrobić, by wyrok TK nie był odbezpieczonym granatem, a ledwie groźnie wyglądającym niewybuchem? O możliwe scenariusze zapytaliśmy ekspertów.

Nie publikować wyroku TK?


Jednym z pomysłów na poradzenie sobie z sytuacją, głoszonym m.in. przez niektóre partie opozycyjne, jest niepublikowanie wyroku Trybunału. W praktyce bowiem – nieopublikowany wyrok to taki, którego nie można zastosować.


Były prezes TK prof. Andrzej Zoll przyznaje, że choć to kontrowersyjny pomysł, w obecnej sytuacji byłby mu przychylny.


– Odradzam niepublikowanie wyroku, bo to jedynie utwierdza w przekonaniu, że władza może sobie zrobić z Trybunałem, co tylko uważa za słuszne, a w państwie prawa taka sytuacja nie powinna mieć miejsca – mówi z kolei także były prezes TK prof. Jerzy Stępień.

Nowelizacja ustawy z 1993 roku?


Obaj konstytucjonaliści są jednak zgodni, że najlepszym rozwiązaniem w tej sytuacji byłoby znowelizowanie ustawy z 1993 roku o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży. To właśnie w tym dokumencie widnieje zapis, w którym ustawodawca wskazuje trzy wyjątki, kiedy można dokonać w Polsce legalnej aborcji.


Jeden z tych wyjątków, zakwestionowany przez TK 22 października, mógłby, zdaniem ekspertów, przejść zmiany, które pozwoliłyby na przywrócenie akceptowalnego ładu prawnego. – To byłoby najbardziej praktyczne rozwiązanie. Inaczej z wyroku Trybunału nie można się wycofać, bo w tej strukturze nie istnieje procedura wznowienia postępowania – mówi nam prof. Stępień.


– Mamy wielki impas prawny. Najmądrzejsze byłoby znowelizowanie ustawy. Wtedy można doprecyzować przepis, zmienić jego brzmienie, a wyrok TK, odnoszący się do „starej wersji” straciłby wówczas znaczenie – dodaje prof. Zoll.


Do scenariusza nowelizacyjnego przychyla się także prof. UJ dr hab. Piotr Mikuli – specjalista w zakresie prawa konstytucyjnego. Jak tłumaczy, nowelizacja zakwestionowanego przepisu miałyby charakter domniemania konstytucyjności jego nowego brzmienia. Oznacza to, że dopóki i ten przepis nie byłby zgłoszony ponownie do rozpatrzenia przez TK, byłby obowiązujący.

Referendum?


Od kilku dni pobrzmiewa również pomysł ogłoszenia referendum, w którym Polacy wypowiedzą się, jakiego prawa aborcyjnego oczekują.


– To mogłoby być wyjście, ale obawiam się, że bardzo trudne w realizacji. Po pierwsze – problemem byłoby stworzenie odpowiednich pytań referendalnych do tak skomplikowanej materii. Po drugie – istnieje spora szansa, a tak wynika z wcześniejszych sondaży na ten temat, że wyniki pokazałyby, że Polacy są za obecnymi przepisami ustanowionymi w kompromisie aborcyjnym w 1993 roku. A powtórzenie prawa, które TK odrzucił w czwartek swoim wyrokiem, byłoby niedopuszczalne – analizuje prof. Stępień.

Sądy nie powinny stosować się do decyzji TK?


W rozmowie z redakcją Wprost.pl, prof. UJ. dr hab. Piotr Mikuli zwraca uwagę̨ na jeszcze jedną możliwość. – Jednym z rozwiązań jest niezastosowanie się do decyzji TK przez sądy powszechne – mówi.


– To oznacza, że sądy mogłyby nie stosować się do orzeczenia TK, uzasadniając to tym, że ma ono wady prawne – przede wszystkim ze względu na udział w jego wydaniu osób nieuprawnionych, niebędących sędziami – dodaje.


Zdaniem eksperta, Trybunał w nowym składzie w przyszłości mógłby zakwestionować czwartkową decyzję organu w tym sensie, że jeżeli przyjdzie mu kiedyś oceniać podobny przepis, mógłby odstąpić od tej dokonanej 22 października wykładni Konstytucji.

Wielki krok wstecz?


Prof. Zoll także zwraca uwagę na wadliwe powołanie TK, które od lat jest przedmiotem konstytucyjnych sporów. – Drogą do wybrnięcia z tej sytuacji może być przyznanie się klasy rządzącej do naruszenia Konstytucji już przy samym wyborze członków TK. Jest to jednak mało realne – przyznaje konstytucjonalista.


– TK mógł orzec zakresowo, co byłoby pewnym wybiegiem, ale nie zrobił tego i doprowadził do bardzo trudnej sytuacji. Czwartkowe orzeczenie było, mówiąc wprost, po prostu niemądre. Skandaliczne jest również to, że tyle lat trwa ten spór, a nie powołano biegłych, którzy mogliby pomóc w lepszym stanowieniu tego prawa – oburza się z kolei prof. Stępień.

Konsekwencje prawnego patu


Jeżeli żadne awaryjne rozwiązanie nie zostanie wprowadzone, w Polsce dojdzie do zaostrzenia prawa aborcyjnego. Co to oznacza w praktyce?


Lekarz, który zdecyduje się na przeprowadzenie zabiegu w myśl starych przepisów, może się spotkać z surową karą – pozbawienia wolności do lat trzech. Prawdopodobny będzie również chaos prawny, gdyż znajdą się sądy, które orzekną zarówno na korzyść jak i na niekorzyść lekarza.


Istnieje również ryzyko, że Polska będzie skarżona do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka – i to zarówno przez lekarzy, jak i kobiety, które znajdą się w dramatycznej sytuacji niemożności usunięcia uszkodzonego płodu.


Jeśli jednak PiS zdecyduje się na znowelizowanie ustawy z 1993 roku – i tu pojawi się cały szereg nowych konsekwencji. Partia rządząca może się bowiem zdecydować na doprecyzowanie przesłanki eugenicznej w taki sposób, by dopuszczać aborcję z powodu wad letalnych (takich, które skutkują śmiercią płodu). Zabronione mogą jednak zostać aborcje z powodu wykrycia u płodu np. zespołu Downa, co w obecnym prawie jest dopuszczalne.

Sytuacja na ostrzu noża


Czy protestujące kobiety przyjmą takie rozwiązanie? Czy zgoda w kwestii kompromisu aborcyjnego, jaki mieliśmy do tej pory, była jedynym gwarantem społecznego spokoju? Przed sprawującą władzę klasą polityczną stoją dziś najtrudniejsze pytania od pięciu lat sprawowania rządów. Trafność odpowiedzi będzie jednak nie tylko politycznym zmartwieniem PiS, ale i wyznacznikiem spokoju dla całego społeczeństwa.


Zdaje się jednak, wnosząc po wtorkowym wystąpieniu prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, że na żaden krok wstecz nie będzie przestrzeni. Podczas przemówienia wicepremier Kaczyński nawoływał bowiem do obrony kościołów, a protestujących określił mianem nihilistów prezentujących „niebywałą wulgarność”.


Także Strajk Kobiet wyraził listę swoich postulatów dość jasno i bezkompromisowo – legalizacja przepisów aborcyjnych i dymisja rządu. Wszystko wskazuje na to, że drogi wyjścia z patu coraz bardziej się zwężają.


Czytaj też:
Polska idzie w ślady Irlandii? „Frustracja ludzi szybko i bezboleśnie nie minie”





Source link

Prezes PSL chce referendum ws. aborcji. Stanowcza odpowiedź posłanki



Prezes PSL Władysław Kosiniak-Kamysz zaapelował do premiera Mateusza Morawieckiego, aby nie publikował orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego ws. aborcji eugenicznej. Polityk domaga się też przerowadzenia referendum w którym Polacy mieliby się opowiedzieć, czy są za utrzymaniem kompromisu aborcyjnego czy przeciwko. W myśl jego pomysłu, wszystkie polityczne uznają referendum za wiążące i jego rozstrzygnięcie zostanie wpisane do Konstytucji.


Do pomysłu tego odniosła się na Twitterze posłanka klubu PiS Anna Maria Siarkowska. “Panie Pośle, po pierwsze, zabijanie ludzi niepełnosprawnych jest niezgodne z Konstytucją. Po drugie, kwestie praw człowieka nie podlegają pod referendum” – napisała zwracając się do Kosiniaka-Kamysza. Posłanka podkreśliła, że prawo do życia jest przynależne każdemu człowiekowi i żadne głosowanie tego nie zmieni.


Na uwagę jednego z internautów, że tego typu referendum zostało zorganizowane w Irlangii, Siarkowska odparła: “Ja nie przeczę, że tak się czasem dzieje”. “Wskazuję tylko, że tak się nie godzi. Możemy wprawdzie przegłosować wszystko, np. że można zabijać niebieskookich. Ale to etycznie niedopuszczalne. Głosowaniu podlega tylko to, co może być elementem społecznych uzgodnień – prawo do życia nie może”.


Czytaj także:
“Stan wyższej konieczności”. Kosiniak-Kamysz apeluje do premiera ws. wyroku TK
Czytaj także:
Ziemkiewicz: Dla rozjuszonej dziczy to nie ma znaczenia





Source link