Kosiniak-Kamysz chce referendum ws. aborcji. Jest komentarz Siarkowskiej



Polskie Stronnictwo Ludowe, w tym lider ugrupowania Władysław Kosiniak-Kamysz, chce przywrócenia trzech przesłanek umożliwiających przerwanie ciąży. PSL proponuje także przeprowadzenie ogólnopolskiego referendum w tej sprawie.


– Zaakceptowałbym każdy wynik tego głosowania, jeżeli ono byłoby rzetelne, reprezentatywne i mogłoby zostać wprowadzone do porządku prawnego wtedy – tłumaczył na antenie TVN24 Kosiniak-Kamysz.


Na słowa polityka odpowiedziała znana z antyaborcyjnych poglądów posłanka PiS Anna Siarkowska.


– Zróbmy może referendum, by odebrać ochronę prawną życia tym, którzy mają 1,90 m wzrostu, czyli tak jak Pan Poseł Kosiniak-Kamysz – proponuje polityk.


twitter


– Nie można, bo nieetyczne? Owszem, stawianie takich pytań w referendum jest nieetyczne. Prawo do życia nie może być kwestionowane i relatywizowane – tłumaczy dalej posłanka.

Spór o aborcję


22 października 2020 roku TK orzekł, że przerywanie ciąży ze względu na podejrzenie ciężkiej choroby lub upośledzenia płodu jest niezgodne z ustawą zasadniczą. 27 stycznia Trybunał Konstytucyjny opublikował uzasadnienie wyroku z października 2020 r. ws. przepisów o dopuszczalności aborcji. Tego samego dnia wyrok został opublikowany w Dzienniku Ustaw.


Publikacja wyroku wywołała kolejną falę protestów środowisk lewicowych i proaborcyjnych.


Czytaj też:
Aborcja do 12 tygodnia? “To jest cywilizacyjny standard”





Źródło

[Tylko u nas] Tomasz Terlikowski: Referendum aborcyjne? Nie


Referendum, którego pomysł w sprawie aborcji zgłaszają i Władysław Kosiniak-Kamysz i Szymon Hołownia, to bardzo słaby pomysł. A jego zgłoszenie pokazuje, że pomysłodawcy nie traktują poważnie, ani polskiej konstytucji (nad którą jeden z nich płakał) ani systemu prawnego.

Powodów, by referendum w sprawie aborcji nie organizować jest naprawdę wiele. Pierwszym najbardziej fundamentalnym, jest to, że decyzji o tej wadze moralnej nie poddaje się głosowaniu powszechnemu. A żeby uświadomić to zwolennikom liberalnej lewicy, to warto zadać im pytanie, czy zgodziliby się na referendum w sprawie kary śmierci? W Polsce niemała część opinii publicznej jest jej zwolennikiem, debata byłaby więc naprawdę żywa, a decyzja wcale nieoczywista. A jednak nikt na poważnie nie stawia takiego pomysłu. Dlaczego? Powody są dwa. Pierwszym jest to, że Polska działa w strukturach, które karę śmierci (i dobrze)m odrzucają. Ale drugi jest również oczywisty: bo i lewica i prawica i centrum ma świadomość, że w demokracji przedstawicielskiej (a w takiej prawnie żyjemy) decyzje o takim znaczeniu moralnym podejmują – wedle naszego systemu – właśnie przedstawiciele. Jesteśmy przekonani, że wymagają one pogłębionej refleksji, ważenia niedoraźnych interesów, a na koniec jeszcze decyzji Trybunału Konstytucyjnego, który oceni, czy decyzje podjęte przez obecną większość parlamentarną są rzeczywiście zgodne z zamysłem autorów Konstytucji.

Zostawmy jednak ten argument. On, choć najbardziej fundamentalny, wcale nie jest jedynym. Istotne jest także to, że jeśli ktoś proponuje zorganizowanie referendum w sprawie aborcji, to oznacza to, że odrzuca Konstytucję, która – według zgodnych decyzji kolejnych TK – odrzuca możliwość aborcji ze względów społecznych (a to oznacza, że tym bardziej odrzuca aborcję na życzenie), a także aborcji eugenicznej. Można cenić albo nie obecny skład sędziowski, ale warto przypomnieć, że o odrzuceniu możliwości tej ostatniej mówił także prof. Andrzej Zoll, sugerując, że gdyby w 1997 roku zadano pytanie o nią, to ona także zostałaby odrzucona. Nic się od tamtego czasu nie zmieniło, a obecny Trybunał wydał orzeczenie właśnie w takim duchu. Jeśli więc ktoś chce poddać pod głosowanie referendalne ustawę aborcyjną, to albo ma zwyczajnie gdzieś

Konstytucję, albo powinien wraz z ustawą poddać pod głosowanie ustawę zasadniczą. A jeśli chce to zrobić, to powinien mieć pewność, że jest w stanie zbudować większość konieczną do jej zmiany. Tak się składa, że od lat nikt – nawet zwyciężającą w kolejnych wyborach prawica (ani wcześniej wygrywająca Platforma) takiej większości nie ma. 

Zabawnie brzmi też argument, że referendum ma uspokoić emocje społeczne. Gdyby rzeczywiście zdecydowano się je przeprowadzić (co jest, obecnie, niemożliwe) dopiero rozpętałaby się społeczna, polityczna i moralna jatka. Uspokojenia nastrojów nie byłoby jeszcze bardzo długo, a spór nabrałby ogromnej temperatury. Polska jest krajem, który jest w tej kwestii głęboko podzielony. A decyzja w tej sprawie rozpala emocje. I już choćby dlatego – szczególnie jeśli nieustannie mówi się o pokoju społeczny – unikać wrzucania do debaty publicznej i referendalnej – tak gorących tematów. Strajk kobiet to byłby pikuś w porównaniu z tym, co działoby się na ulicach, gdyby obie strony zaczęły rywalizować w tej kwestii. A z zewnętrz – co do tego też nie ma wątpliwości – i finansowo i ideologicznie wpływano by na tę debatę niezwykle mocno.

I wreszcie proste pytanie, jakie pytanie miałoby zostać zadane w czasie referendum? Jesteśmy na tyle w tej kwestii podzieleni, że nie jesteśmy w stanie zadać nawet jednego pytania. Określenie aborcja eugeniczna jest odrzucaną przez stronę liberalną-lewicową, a embriopatologiczna jest nie do zaakceptowania przez drugą. O jaką będziemy się zatem pytać? Odpowiedzi będą różne w zależności od tego, czy w pytaniach będziemy pytać o dzieci poczęte czy o ciążę, czy określimy zakres pytania, jako kwestię dostępności kobiet do usług medycznych i wolności prokreacyjnej czy zapytamy o prawo do życia osób niepełnosprawnych. I choć akurat w tym miejscu przedstawiam rozwiązania skrajne, to nie istnieją takie, co do których zgodziliby się wszyscy. Nie jest więc do końca jasna nawet, jak zadać pytanie, by nie sugerowało ono odpowiedzi. 

Z tych powodów referendum jest pomysłem złym. Zamiast tego politycy powinni, jak najszybciej, przygotować ustalenia prawne, które jasno wyjaśnią wątpliwości związane z wyrokiem TK i uniemożliwią poszerzające interpretowanie tego wyroku. To jest zadanie na dziś, a nie opowiadanie o referendum, którego – co też jest jasne – zwyczajnie nie da się ani przygotować, ani przeprowadzić, bez kolejnej publicznej wojny światopoglądowej. W sytuacji walki z koronawirusem i kryzysem jest ona ostatnią rzeczą, jaka jest nam potrzebna. 

 





Źródło

Kosiniak-Kamysz chce referendum ws. aborcji. „Dopuszczenie przerwania ciąży do 12 tygodnia…”


„Czas zakończyć ideologiczną wojnę. Rozpiszmy referendum w sprawie aborcji!” – podkreślił Władysław Kosiniak-Kamysz. Internauci jednak nie byli zachwyceni pomysłem szefa PSL. Zwłaszcza kontrowersje budzi punkt trzeci proponowanych przez Kosiniaka-Kamysza pytań, o dopuszczeniu przerwania ciąży do 12 tygodnia. Lekarz, chadek, ludowiec, który tak wiele mówił o Konstytucji proponuje takie pytanie?

„Panie pośle, życzyć to sobie można kolejnego kielicha,a nie aborcję”, „KON STY TUC JA! Władziu! KON STY TUC JA!”, „Władek daj już sobie siana”, „Punkt 2 jest nieprecyzyjny”, „W jaki sposób referendum miałoby zakończyć sprawę aborcji?”, „Kolejne pytanie w referendum: Czy jest Pan/i za obowiązkową kastracją mężczyzn, którzy opuszczają swoje dzieci oraz za dożywociem dla tych, którzy opuszczają dzieci chore?”, „Pod warunkiem że głosują tylko kobiety.” – to tylko część z komentarzy pod propozycją prezesa Kosiniaka-Kamysza.

W 12 tygodniu ciąży dziecko ma 6, 7 cm, waży ok 12-19 gram, stópki i dłonie mają ok. 1 cm. Widoczny jest profil główki z wystającym nosem i brodą oddzieloną od szyi. Skąd pomysł na trzecie pytanie referendalne u chadeckiego lidera ludowej partii?

 





Źródło

PSL ma rozwiązanie sporu ws. aborcji? Kosiniak-Kamysz o szczegółach



W środę 27 stycznia Trybunał Konstytucyjny opublikował uzasadnienie wyroku z października 2020 roku. Ponad trzy miesiące temu TK uznał, że tzw. aborcja eugeniczna jest niezgodna z Konstytucją. Wyrok został opublikowany w Dzienniku Ustaw. Po tej decyzji na ulice polskich miast ponownie wyszły kobiety protestujące przeciwko wyrokowi TK. Chwilę później pojawiły się doniesienia, że partia rządząca może przeforosować specjalną ustawę, która niejako miałaby przywrócić wcześniejszy kompromis. Z ustaleń Wprost wynika, że PiS nie przygotuje żadnego rozporządzenia w sprawie interpretacji przepisów aborcyjnych, nie będzie żadnych furtek a partia przyjęła taktykę na przeczekanie protestów.


Tymczasem lider PSL twierdzi, że ma pomysł, jak rozwiązać światopoglądowy spór. – Mamy konkretną propozycję, a nie opowieści dziwnej treści. Po pierwsze przywrócenie kompromisu z trzema przesłankami. Ta ustawa jest już złożona. Wiem, że ustawę poparłaby część PO i nawet część PiS. Tam trwa spór polityków umiarkowanych z radykalnymi. Im nie podoba się ta wojna ideologiczna – powiedział w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Władysław . Zdaniem szefa po zakończeniu pandemii koronawirusa kolejnym krokiem w tej sprawie powinna być organizacja referendum.

„PiS nie skapituluje przed Martą Lempart”


„Rzeczpospolita” przypomniała, że jakiś czas temu Jarosław Kaczyński potwierdzał, że klubie są różne poglądy na kwestie aborcji. Jeden z rozmówców dziennika z PiS dodał jednak, że problemem jest jedna z liderek Strajku Kobiet. – Obecnie z tym tematem kojarzy się głównie Marta Lempart. Decyzja polityczna przywracająca np. trzy poprawki byłaby uznana za kapitulację wobec niej. Dopóki ona najbardziej kojarzy się z tematem, Nowogrodzka ma związane ręce – stwierdził.

Lewica proponuje spotkanie w Sejmie


Swój pomysł zgłosiła także Lewica. – Dziś jest czas, żeby pokazać, że także w Sejmie potrafimy wznieść się ponad podziały polityczne, ponad różnice pomiędzy klubami i wspólnie usiąść do stołu. Ta inicjatywa skierowana do wszystkich w parlamencie – mówiła Agnieszka Dziemianowicz-Bąk zapraszając wszystkie kluby na spotkanie ws. aborcji, które ma się odbyć w piątek 5 lutego. Wcześniej Lewica zaproponowała „ustawę ratunkową”, która dekryminalizuje aborcję, czyli znosi kary za pomoc w jej przeprowadzeniu.


Czytaj też:
„Lewica chce aborcji i eutanazji dzieci”. „Wiadomości” TVP znów szokują





Źródło