Nieoczekiwana zmiana miejsc w polskiej polityce. “Widać tu niespójność tej decyzji”


Monika Pawłowska w wielkiej polityce pojawiła się przed dwoma laty. Wcześniej była związana z Sojuszem Lewicy Demokratycznej, z którego list bezskutecznie kandydowała m.in. do rady powiatu ryckiego.

W 2019 roku zaangażowała się w tworzenie lubelskich struktur partii Wiosna, którą do życia powoływał właśnie Robert Biedroń. Została koordynatorką ugrupowania w naszym województwie i rozpoczęła przygotowania do pierwszej poważnej próby dla jej formacji, czyli wyborów do Parlamentu Europejskiego. Zajęła drugie miejsce na liście Wiosny w naszym regionie, „jedynką” został legendarny działacz „Solidarności” Zbigniew Bujak, który swoim doświadczeniem miał wesprzeć młodszą, szykowaną na jedną z gwiazd partii Biedronia, koleżankę.

Karierze Pawłowskiej nie przeszkodziły stawiane jej w trakcie kampanii przez działacza partyjnej młodzieżówki zarzuty o mobbing. Część kandydatów startujących z lubelskiej listy domagała się nawet odwołania koordynatorki, przekonując, że podobnych sytuacji było więcej.

Sprawą zajął się sąd koleżeński Wiosny, ale skończyło się jedynie na upomnieniu za stosowanie niewłaściwego słownictwa. W zachowaniu szefowej lubelskich struktur nie dopatrzono się znamion mobbingu.

Mimo niepowodzenia w eurowyborach i wspomnianej afery, Pawłowska wciąż miała w mocną pozycję. Jesienią 2019 roku ze wskazania partii Biedronia otrzymała pierwsze miejsce w okręgu chełmskim w wyborach parlamentarnych, do których Wiosna przystępowała razem SLD pod szyldem Lewicy. Na Pawłowską zagłosowało prawie 13 tysięcy wyborców, co oznaczało pewny mandat. W Sejmie nowej kadencji lubelska działaczka została wiceprzewodniczącą klubu parlamentarnego Lewicy.

Czego chcieli wyborcy?

Nic dziwnego, że wpis zamieszczony przez posłankę w mediach społecznościowych w niedzielny wieczór wywołał ogromną burzę.

– Dzisiaj zaczynam iść inną drogą, ale mam nadzieję, że wciąż w przyjaźni będziemy pracować na rzecz lepszej Polski dla każdej i każdego. Dziś rozpoczynam współpracę z premierem Jarosławem Gawinem – napisała na Twitterze, dodając, że wstąpi do Porozumienia, ale nie zasiądzie w klubie parlamentarnym Prawa i Sprawiedliwości. Swoją decyzję nazwała „zgodną z tym, do czego zobowiązała się wobec swoich wyborców”.

Inaczej oceniają to politycy Lewicy.

– 12 916 oszukanych wyborców – wstyd – napisał na Twitterze europoseł Robert Biedroń, lider Wiosny.

Szef Sojuszu Lewicy Demokratycznej Włodzimierz Czarzasty na antenie RMF FM mówił o „politycznym mętliku w głowie”. Stanowczo zareagowali działacze lewicowej młodzieżówki, którzy zapowiedzieli rezygnacje z funkcji asystentów społecznych Pawłowskiej. – Byłem asystentem posłanki Lewicy, nie bezkręgowców – skomentował w mediach społecznościowych Wojciech Sawoniewicz, rzecznik Młodej Lewicy.

W rozmowie z Dziennikiem Monika Pawłowska tłumaczy powody, dla których związała się z Porozumieniem. – To ugrupowanie, które chce działać ponadpartyjnie. Skrajności z obu stron są bardzo złe. W tym trudnym czasie pandemii należy rozmawiać, a nie podburzać nastroje społeczne. Podobają mi się też propozycje partii Jarosława Gowina dla samorządów i przedsiębiorców – wyjaśnia posłanka. I dodaje: – Moja decyzja była podyktowana głosem sumienia i zobowiązaniami wobec wyborców. Nie chcę i nie będę mówić źle o moich kolegach i koleżankach z Lewicy. To nie jest ta sama Lewica, z którą wiązałam się dwa lata temu.

Parlamentarzystka nie zgadza się z zarzutami, że oszukała swoich wyborców.

– Znam ich bardzo dobrze, odbyłam i wciąż odbywam wiele rozmów w swoim okręgu. To teren bardzo trudny dla Lewicy i nikt nie dawał mi szans na mandat. Swoją kampanię budowałam na własnej osobie, a nie na partii czy barwach politycznych. W mojej pracy nie zmienia się nic – przekonuje Pawłowska.

Radykalna zmiana

W internecie na chełmską posłankę wylała się fala krytyki, a wielu komentatorów apelowało do niej o zrzeczenie się mandatu. Błyskawicznie w sieci pojawiły się zdjęcia i cytaty przypominające niedawną jeszcze aktywność Pawłowskiej, która wydaje się stać w sprzeczności z tym, co głosi Zjednoczona Prawica. Chodzi przede wszystkim o jej udział w protestach dotyczących prawa aborcyjnego, ale i jej krytyczne wypowiedzi pod adresem obozu władzy.

– Stać was tylko na załatwianie waszych partyjnych interesów. Swoją drogą nie wiem, czy ktoś jeszcze nabiera się na tę maskę: pod tytułem: dbanie o interes narodowy – mówiła podczas styczniowego posiedzenia Sejmu, podczas którego krytykowała rząd praktycznie za każdym razem, gdy wchodziła na mównicę.

Podobne słowa można było przeczytać w jej mediach społecznościowych.

– Te wszystkie konferencje, prężenie muskułów premiera Morawieckiego to nic innego jak próba przykrycia kolejnej wojny w pseudozjednoczonej prawicy. Zrobili z Polski państwo partyjne. A rzeczywistość? Pełna problemów i trosk, których w ich limuzynach i prezentacjach nie widać – pisała jeszcze w lutym tego roku.

Dziś Pawłowska zapewnia, że poglądów nie zmieniła i ze słów chociażby na temat aborcji się nie wycofuje.

– To jedyny postulat, w którym mamy inne zdanie z Porozumieniem. Moim zdaniem kobiety powinny mieć prawo do bezpiecznego przerywania ciąży do dwunastego tygodnia. Dotychczasowy kompromis aborcyjny się rozpadł. Zgadzam się z Jarosławem Gowinem, że rozpalone bo obu stronach sporu emocje może uspokoić tylko referendum, którego wynik będzie należało uszanować. Aborcja to zawsze w każdym przypadku ogromnie trudna decyzja każdej kobiety – mówi posłanka.

Co na to prawica?

Jeszcze w niedzielny wieczór Jarosław Gowin powitał na pokładzie Porozumienia nową parlamentarzystkę.

– To przemyślana decyzja, poprzedzona wieloma rozmowami. Cieszę się, że grono osób uprawiających politykę bez ideologicznego zacietrzewienia i zawziętości poszerza się o Panią Poseł. Zdziałamy razem wiele dobrych rzeczy! – napisał na Twitterze.

Ale i po prawej stronie sceny politycznej pojawiły się negatywne komentarze. Europosłanka PiS z naszego regionu – Beata Mazurek – odniosła się do wywiadu w „Rzeczpospolitej”, w którym Pawłowska wspomniała, że współpracuje ze związanym z Porozumieniem prezydentem Chełma Jakubem Banaszkiem i wspólnie podejmuje z nim „szereg inicjatyw w mieście”. – Wspólne inicjatywy z prezydentem Chełma? Ściema i tyle. Naprawdę przyzwoitości trochę – skomentowała, zwracając się bezpośrednie do dotychczasowej posłanki Lewicy.

Jeszcze w niedzielę wieczorem na Twitterze do sprawy odniósł się skonfliktowany z Jarosławem Gowinem poseł Kamil Bortniczuk. „Od dziś w tej części Porozumienia, której przewodzi J. Gowin, nie ma miejsca dla konserwatystów. Kto tam zostaje, jest farbowanym lisem…” – napisał Bortniczuk. W jednym z kolejnych wpisów dodał: „W naszym Porozumieniu nie było, nie ma i nie będzie miejsca dla aborcjonistów”.

Lubelscy politycy PiS w nieoficjalnych rozmowach przyznają, że trudno im wyobrazić sobie, by kojarzona dotąd z Lewicą posłanka mogła w kolejnych wyborach kandydować z list PiS.

– Wygląda na to, że Jarosław Gowin powiększa swoje zaplecze i gra na start w wyborach w inne formule, niż dotychczas – mówi jeden z naszych rozmówców. A inny dodaje: Na dzień dzisiejszy nie ma większych szans na wspólne listy Zjednoczonej Prawicy w obecnym kształcie. I chyba wszyscy już się z tym pogodzili.

Tak było, jest i będzie?

Zaskakujący, ale i ryzykowny – tak ruch Moniki Pawłowskiej nazywa dr Wojciech Maguś, politolog i medioznawcza z UMCS.

– Pani poseł deklarowała inne poglądy chociażby w strefie społecznej i zaangażowała się w konflikt polityczny, wyrażając poparcie dla Strajku Kobiet. Nagle wchodzi do partii, która w tym obszarze ma wyraziste, zupełnie inne poglądy. Widać tu niespójność tej decyzji z jej wcześniejszą aktywnością – ocenia dr Maguś.

Nie zgadza się też z argumentem parlamentarzystki dotyczącym jej wyborców. – Nie można mówić, że głosowali na nią tylko jej wyborcy, a nie elektorat Lewicy. Zwłaszcza, że nie wchodziła do polityki z bagażem doświadczeń, była w niej praktycznie nową osobą, a jej wynik była zasługą głosów oddanych na całą listę.

Politolog przyznaje natomiast, że mało prawdopodobne jest, by w wyborach w 2023 roku Zjednoczona Prawica startowała w dotychczasowej formule, gdy na listach PiS znajdowali się także kandydaci Porozumienia oraz Solidarnej Polski.

– Liderzy partii tworzących koalicję z PiS wyraźnie dążą do wzmocnienia swoich pozycji i zdają się widzieć szanse na samodzielny start. Decyzja Moniki Pawłowskiej jest zapewne wypadkową wielu czynników, także tych, które na pierwszy rzut oka wydają się niewidoczne, ale składają się w całość. Jaka czeka ją polityczna przyszłość? Dowiemy się tego z perspektywy czasu, ale z historii wiemy, że politycy, którzy zmieniali partyjne barwy, dostawali coś w zamian – komentuje dr Wojciech Maguś. I dodaje: – Tak wygląda polityka. Politycy często czując wiatr zmiany dokonują modyfikacji swojej przynależności. Tak było, jest i będzie. Ale wyborcy mają prawo czuć się zawiedzeni.





Źródło

Raś dla wp.pl: PO skręca w lewo; wielu członków mówi o zamiarze odejścia z partii


“Z jednej strony PiS odwracał aborcją w sposób cyniczny uwagę od problemów pandemii, z drugiej weszliśmy w grę pod tytułem +aborcja jest okej+. Obydwa kierunki są złe. Słyszałem od kolegów i koleżanek, że Platforma nie zaproponowała przecież aborcji na życzenie, ale ciężko tego bronić w podkrakowskich mniejszych miejscowościach” – powiedział Raś.


“Wiele osób mówi wprost, że stanowisko PO, to tak naprawdę zakamuflowana aborcja na życzenie. Coś w tym jest, dlatego osobiście opowiadam się za powrotem do kompromisu. Uważam też, że kwestia ta mogłaby zostać rozstrzygnięta w drodze referendum po uczciwej debacie publicznej” – podkreślił polityk PO.

“Wielu członków PO w różnych rozmowach mówi o faktycznym zamiarze odejścia z partii” – powiedział Raś. Pytany o swoją przyszłość w Platformie, odpowiedział: “Przyszłość pokaże, co się stanie. Może w ogóle odejdę z polityki?”.

Poseł PO został zapytany również o pogłoski o jego planach przejścia z PO do ugrupowania Polska 2050 Szymona Hołowni. “Myślę, że to kolejna próba wypchnięcia mnie poza PO, ale ja w sobotę nie miałem nic w tej sprawie do zakomunikowania” – powiedział polityk. Zaprzeczył również, by miał prowadzić rozmowy z radnymi małopolskiego sejmiku z PO “na takie tematy”.

Zarząd Krajowy PO przyjął 17 lutego nowe stanowisko partii w kwestii aborcji. Zostało ono ujęte w “Pakiecie Praw Kobiet”, na który – jak mówili politycy PO – składają się propozycje dotyczące bezpieczeństwa kobiet (edukacja seksualna, refundacja antykoncepcji, w tym awaryjnej, zapłodnienia in vitro i badań prenatalnych oraz pomoc dla rodzin wychowujących dzieci z niepełnosprawnościami) oraz “Nowa umowa społeczna”, która zakłada legalną aborcję do 12. tygodnia ciąży po konsultacjach pacjentki z lekarzem i psychologiem.

Liberalizacji prawa do aborcji przeciwne było tzw. konserwatywne skrzydło PO, które przygotowało własne stanowisko dotyczące aborcji. W liście wysłanym do zarządu grupa 21 parlamentarzystów PO zaznaczyła, że nie zgadza się na koncepcje zmierzające do zapewnienia “aborcji na życzenie”, podkreślając zalety tzw. kompromisu aborcyjnego z 1993 r. Przestał on obowiązywać po opublikowaniu październikowego wyroku TK.

“Szczerze mówiłem moim partyjnym kolegom i koleżankom, że skręcamy w złym kierunku. Rozumiem, że jak w każdej partii demokratycznej, również u nas ścierają się pewne nurty ideowe, ale gdyby ta dyskusja nie toczyła się w czasie pandemii – jej wynik mógłby wyglądać zupełnie inaczej” – ocenił Raś.

Pytany czy PO ostatnio się “rozjeżdża”, Raś powiedział: “Jest w tym sporo prawdy. Rzeczywiście jest wiele grup, które zastanawiają się po 20 latach od powstania ruchu, gdzie powinniśmy iść. Jedni, jak Sławomir Nitras, chcą zrobić milowy krok ideowo-programowy i przejść na lewo. Inni, w tym konserwatyści, mówią, że trzeba pozostać w ścisłym centrum, nie pozbywając się wrażliwości, która nas stworzyła”.

“Nie ma konwencji, nie ma Rad Programowych, nie ma normalnego dialogu. Nagle grupa progresywna przejmuje olbrzymią władzę i narzuca swój punkt widzenia. To jest ogromna odpowiedzialność. Biorąc pod uwagę nasz jubileusz, odpowiedzialność historyczna, bo te decyzje mogą zdecydować o losach partii, której nie tylko ja poświęciłem tyle lat swojego życia. Przestrzegam, aby nie tracić wartości dla doraźnych politycznych zysków. Dzięki dotychczasowej mądrości i umiejętności perspektywicznego, szerokiego spojrzenia – Platforma przetrwała dwie dekady” – mówił polityk.(PAP)

autor: Mikołaj Małecki

mml/ mrr/



Źródło

Poseł Lubczyk: Jestem przeciwnikiem aborcji, ale…


Trwa dyskusja na temat prawa aborcyjnego w Polsce. W czwartek, 18.02 Platforma Obywatelska przedstawiła swoje oficjalne stanowisko w tej sprawie, informując, że jest za aborcją do 12 tygodnia ciąży. W międzyczasie głośno zrobiło się z powodu posła Lewicy Macieja Gduli, który jest przeciwko umieszczaniu w przestrzeni publicznej plakatów przedstawiających nienarodzone dziecko, wpisane w serce. Na te tematy w programie TVP Info wypowiedział się poseł ziemi szczecineckiej Radosław Lubczyk.

Czy grafiki z dzieckiem w sercu Fundacji Nasze Dzieci i kampania promująca hospicja perinatalne powinny zniknąć z przestrzeni publicznej? Część Polaków uważa, że tak. Poseł Radosław Lubczyk jest innego zdania. 

Myślę, że pan poseł Gdula chyba jest odosobniony. Mi to kompletnie nie przeszkadza. Jeśli to jest wszystko zgodne z prawem, nie mam z tym żadnych problemów

– mówił w piątek, 19.02 w porannym programie TVP Info Radosław Lubczyk.

Mogłem to tylko poczuć przez skórę małżonki. To jest piękna sprawa… Mnie bardziej oburzały bilboardy opłacone z kasy państwa, które obrażały sędziów. Takich nie powinno być. A te wspomniane z dzieckiem w sercu mi kompletnie nie przeszkadzają. Mam nadzieję, że będą i że przekonają ludzi, że nowe życie to jest coś pięknego

– zaznaczył poseł ziemi szczecineckiej.

Zapytany przez prowadzącego program Bartłomieja Graczaka o komentarz do deklaracji światopoglądowej Platformy Obywatelskiej, odpowiedział:

Mi nic do tego, jaki PO ma program. 

Jednocześnie Radosław Lubczyk podkreślił, że w tej sprawie dobrym rozwiązaniem byłoby referendum.

Zapytajmy Polaków, czego tak naprawdę chcą. Wpiszmy ten postulat do Konstytucji

– powiedział.

Poseł podkreślił, że zasadniczo jest przeciwko aborcji. Z jednym “ale”.

Jestem ojcem trójki dzieci, zdrowych dzieci. Na szczęście nigdy nie musiałem stać przed takim wyborem. Jak większość z państwa jestem przeciwny aborcji. Byem na proteście, gdzie występowała matka z chorym dzieckiemi. Ona wiedziała, na co się pisze. I wiedziała, że będzie całe życie tym dzieckiem się zajmowała. Ale to był jej wybór. Ja rzeczywiście jestem przeciwnikiem aborcji. Ale są takie sytuacje, kiedy matki chorych dzieci poświęcają im całe życie, najczęściej ojcowie takie matki zostawiają. To nie są łatwe wybory. Nie mówimy tu o 12 tygodniu i zdrowych dzieciach. Nikt nie jest za tym, żeby poddawać aborcji zdrowe dzieci…

– PO już jest – wtrącił prowadzący program, Bartłomiej Graczak 

PO musi jeszcze wygrać wybory i rządzić, aby to wprowadzić w życie. Poczekajmy jeszcze

– dodał poseł Lubczyk.

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów do artykułu:
Poseł Lubczyk: Jestem przeciwnikiem aborcji, ale….



Źródło

Wiesław Janczyk: Po opanowaniu pandemii gastronomia będzie się najszybciej rozwijała – Rozmowy


– Z badań wynika, że restauracje są na samym wierzchołku piramidy miejsc, w których zakażamy się najczęściej – tak poseł Prawa i Sprawiedliwości Wiesław Janczyk komentował w Radiu Kraków sondaż Centrum Badawczo-Rozwojowego BioStat. Wynika z niego, że 87 procent pytanych chce otwarcia restauracji, a prawie 70 procent zamierza z nich korzystać. “Powinniśmy zachowywać się w sposób solidarny. Chcielibyśmy luzować gospodarkę, ale nie jesteśmy samotną wyspą, musimy patrzeć, jak robią to inne kraje” – mówił poseł Janczyk w porannej rozmowie Radia Kraków. Jak dodawał, po odmrożeniu gospodarki, gastronomia będzie tą branżą, która będzie rozwijać się najszybciej.

Zapis rozmowy Jacka Bańki z posłem PiS, Wiesławem Janczykiem.

 

Z badań Centrum Badawczo-Rozwojowego BioStat wynika, że 87% respondentów jest za otwieraniem restauracji, a prawie 70% chce z nich korzystać. Rząd powinien posłuchać badanych?

– Rząd z całym szacunkiem odnosi się do każdego głosu społecznego. Podobnie parlament. Są też inne badania. Z nich wynika, że restauracje, gdzie są kelnerzy i inne, są na samym wierzchołku piramidy miejsc, gdzie się zakażamy. To będzie pewnie branża, która po opanowaniu pandemii będzie się najszybciej rozwijała. Wszyscy chcą z tego korzystać. O tym warto pamiętać. Dzisiaj planujemy ucieczkę do przodu po zakończeniu fali Covid-19. Na to rząd się przygotowuje. Rzeczywiście chcemy luzować gospodarkę, ale nie jesteśmy bezludną wyspą. Patrzymy na inne kraje. Dzisiaj Polska jest wiodącym krajem pod kątem luzowania obostrzeń.

 

Restauratorzy mogą liczyć na pozytywne dla siebie efekty pozwu zbiorowego? Grupa restauratorów chce pozwać Skarb Państwa na miliardy. Jak pan spogląda na tę inicjatywę?

– Na razie te pozwy, które trafiły do rozpatrzenia, są rachityczne. Są dwa pozwy na kwotę około 600 tysięcy złotych. Pewnie od wyroków w kolejnych instancjach będzie zależał rozwój sytuacji. Na dzisiaj zachęcam do zachowywania się w sposób odpowiedzialny. Wiele osób niepotrzebnie odeszło od nas. Każdy z nas ma kogoś w otoczeniu, kto ciężko chorował. Polska jest dobrze przygotowana na przenoszenie obciążeń. Lata kiedy rządzimy, to lata wyższego wzrostu gospodarczego niż za naszych poprzedników. Była naprawa systemu podatkowego, wpisano szereg regulacji autokontroli, ograniczenie wyłudzania podatków. Dzisiaj Polska w relacji do innych państw biegnie z dużym zapasem sił. Nie wiem, jakie roszczenia będą wiążące dla państwa. Zdecydują sądy. Polska im jednak podoła, jeśli zostaną uprawnione.

 

Sprawy związane z lockdownem się komplikują. Można opodatkowywać firmy, które de facto działają nielegalnie? Można tego samego restauratora karać kilka razy? Kto i w jaki sposób powinien przerwać te wątpliwości?

– Na to będzie czas. Rzeczywistość idzie zawsze przed regulacjami. Zapewniam, że poradzimy sobie. Nie jest to łapanie pcheł. Da się to opisać w ramy. Ktoś będzie beneficjentem, ktoś będzie poszkodowany. Nie odpowiem. Warto jednak działać ostrożnie. Znam wiele osób w biznesie, które próbowały się przebranżowić, szukać nowych ofert. Byli ostrożni. Prowadzenie działalności gospodarczej to chodzenie po polu minowym. Nie zmienia to postaci rzeczy, że pandemie są momentem, kiedy ludzie się często bogacą. Jeff Bezos powiększył swój majątek w ciągu 2 miesięcy 2020 roku ze 113 do 147 miliardów. Nie wymienię innych, ale w Polsce też tak będzie. Wiele osób w kryzysie bierze wiatr w żagle. My, jako państwo, musimy myśleć o wszystkich. Chcę, żeby peleton, w którym biegniemy, nie był zbyt rozciągnięty i zawsze staram się myśleć o słabszych, którzy potrzebują wsparcia państwa.

 

Dzisiaj spotkanie prezydenta Andrzeja Dudy i wicepremiera Gowina z pracodawcami. W tym tygodniu mają też zapaść decyzje ws. ewentualnego dalszego łagodzenia obostrzeń. Pojawił się już w dyskusji termin regionalizacji. Pan byłby za powrotem do trzech stref? Jakbyśmy popatrzyli teraz na Małopolskę, byłaby on zielona.

– Tak. Uważam, że powinien być sztywny interwał czasowy. Luzowanie, zaostrzanie kryteriów z modelem geograficznym. To było akceptowalne społecznie. Jakby to działało adekwatnie do tego, jakie ponosimy skutki zarażania się, byłoby to akceptowalne. To by przyniosło najlepsze rezultaty.

 

PSL chce referendum ws. prawa aborcyjnego. Lewica proponuje dekryminalizację lekarzy, którzy w myśl nowego prawa będą dokonywać aborcji. Pan proponuje z kolei program obligatoryjnej adopcji przez państwo. Jak ten pomysł oceniają inni politycy Zjednoczonej Prawicy?

– Nie ukrywam, że rozmawiałem z osobami, które pracują nad rozwiązaniami zapowiadanymi przez PiS po orzeczeniu TK. Mój wariant polega na tym, żeby państwo zaadoptowało dożywotnio każde dziecko niechciane, które urodzi się w tym zbiorze osób – to 1110 osób za 2019 rok – które nie będą zdolne do samodzielnego funkcjonowania. Dla państwa nie byłby to wielki koszt. Program „za życiem”, który powstał w 2017 roku, uzyskał finansowanie 3,2 miliarda złotych. Sądzę, że statystycznie 1 dziecko na powiat rocznie, niechciane przez rodziców to wariant do rozważenia. Inne warianty z opozycji wydają się od sasa do lasa. Referendum ws. zapisów było. Mieliśmy referendum w 1997 roku ws. przyjęcia konstytucji. Ludzie się za tym opowiedzieli. Sama ustawa z 1993 roku w sposób drastyczny ograniczyła aborcję. Ona do tego momentu była dozwolona ze względów ekonomicznych. Wtedy ograniczono aborcję rocznie o dziesiątki tysięcy osób. Dzisiaj ten zbiór to niewiele ponad 1000 osób. Jak popatrzymy na powiaty to dwie osoby rocznie. To by odciążyło obawy młodych mam, które spodziewają się dziecka. Strach się rozlał.

 

Pana propozycja stanie się oficjalną propozycją Zjednoczonej Prawicy?

– Nie wiem. Rozmawiamy jednak o tym. To wielka sprawa. Masa osób usłyszy o tym i zważy propozycję. Jej waga ekonomiczna nie jest duża. Kraj posiada infrastrukturę, żeby pielęgnować takie osoby. Przy napięciu społecznym w związku z orzeczeniem TK, taka propozycja jest do zaakceptowania. Nie upieram się jednak. Nie będzie łatwo przebudować w prawie takich zapisów. Nie będzie do nich większości konstytucyjnej. Będzie też trudno o większość ustawową.



Źródło