Obrońcy życia: pomysł ministra Gowina dot. referendum aborcyjnego jest niedorzeczny


Polskie Stowarzyszenie Obrońców Życia Człowieka przypomina, że władze PiS nadal nie wypowiedziały się w sprawie referendum o aborcji, które proponuje wicepremier Jarosław Gowin. – Ta zwłoka jest zaskakująca. Pomysł pana Gowina jest niedorzeczny. Jeśli dojdzie do referendum, będziemy mieć nową wojnę – mówi Wojciech Zięba, lider organizacji pro-life. Jak dodaje, o sprawach życia nie mogą decydować obywatele w referendum, gdyż prawo naturalne w żadnym wypadku nie może być przedmiotem głosowania.

W grudniu 2020 r. Jarosław Gowin w wywiadzie udzielonym dla jednego z portali w odpowiedzi na orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego o wykreśleniu tzw. przesłanki eugenicznej z Ustawy z dnia 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży zaproponował, by głos w sprawie aborcji oddać Polakom. „Po tym, gdy naruszono tzw. kompromis aborcyjny z 1993 r., którego byłem i jestem zwolennikiem, być może nie ma już innej drogi jak tylko referendum; należałoby dobrze przemyśleć pytania i wówczas oddać głos Polakom” – powiedział w wywiadzie.

Referendum jako instrument stanowienia prawa jest charakterystyczny dla demokracji bezpośredniej, w której ogół uprawnionych do głosowania członków wspólnoty decyduje w powszechnym głosowaniu o ważnych dla nich sprawach.

W demokracji pośredniej nie ma tradycji podejmowania decyzji poprzez referenda, a większość decyzji podejmowana jest przez wybieranych na określoną kadencję przedstawicieli. Wyjątkiem są referenda lokalne lub referenda ogólnokrajowe w najważniejszych sprawach państwowych (zmiana Konstytucji, przystąpienie do ważnych umów międzynarodowych mających wpływ na znaczącą zmianę funkcjonowania danego państwa np. referendum przed przystąpieniem do Unii Europejskiej).

Szwajcaria – kropla drąży skałę

Jednym z państw europejskich, które ma długą tradycję podejmowania decyzji na drodze referendalnej, jest Szwajcaria. W ciągu 200 lat zorganizowano tu 300 referendów ogólnokrajowych (na około 500 przeprowadzonych łącznie na całym świecie). Na tym przykładzie można dokładnie prześledzić historię kampanii prowadzącej do liberalizacji prawa aborcyjnego. Prawo to próbuje się obecnie wprowadzać także w innych krajach według tego samego, sprawdzonego w Szwajcarii schematu.

W Szwajcarii liberalizacja prawa aborcyjnego zajęła aktywistkom ze Szwajcarskiego Stowarzyszenia na Rzecz Dekryminalizacji Aborcji trzy dekady i cztery ogólnokrajowe kampanie referendalne. Od 1942 r. na terenie tego kraju przerywanie ciąży było możliwe tylko wtedy, gdy zagrożone było zdrowie kobiety, a za nielegalne przerywanie ciąży groziła kara więzienia do 5 lat dla lekarza i do 3 lat dla matki dziecka.

Prawo to zostało zliberalizowane dopiero po 60 latach, jednak kampania na rzecz legalizacji aborcji na życzenie zaczęła się wiele lat wcześniej. Jej główną inicjatorką i reżyserką została socjalistka Anne-Marie Rey. Namówiła ona swojego ojca, ginekologa, do wykonania aborcji jej pierwszego dziecka w latach 60. XX w. i od tego czasu stała się zagorzałą zwolenniczką aborcji na życzenie. Stowarzyszenie, które założyła, wykorzystało do kampanii na rzecz liberalizacji prawa aborcyjnego toczący się spór o przyznanie praw wyborczych kobietom w Szwajcarii.

Referenda w obu sprawach odbyły się w 1971 r. Kobiety uzyskały prawa wyborcze, natomiast pomysł aborcji na życzenie przepadł w głosowaniu z kretesem. Kolejna próba poddania pod głosowanie sprawy aborcji została przedstawiona w parlamencie w 1976 r., lecz ponownie została odrzucona. Zorganizowane rok później referendum miało sprawić wrażenie, że kobiety zgadzają się na kompromis – aborcja na życzenie miała być legalna, ale tylko do 12. tygodnia ciąży. I tym razem Szwajcarzy byli przeciwni takiej zmianie – w referendum swój sprzeciw wyraziło 51,7 proc. głosujących.

Po trzeciej przegranej wnioskodawczynie postanowiły skupić się na intensywnym lobbowaniu za zmianą prawa. Sprzyjały temu przemiany społeczne zachodzące w społeczeństwie szwajcarskim w tamtym czasie: w 1981 r. wpisano równość płci i równą płacę do Konstytucji Szwajcarii, a w 1985 r. uchwalono równe prawa w rodzinie dla kobiet i mężczyzn.

W latach 70. i 80. poszczególne kantony zaczęły liberalizować prawo lub odstępowały od wymierzania kar w sprawach o aborcję (ostatni wyrok karny zapadł w Szwajcarii w 1988 r.). W dużych miastach takich jak Zurych, Genewa czy Lozanna, z łatwością można było znaleźć lekarza, który wykonywał aborcję. Aktywistki przedstawiały aborcję jako niezbędną pomoc potrzebującym kobietom, podkreślały, że jest ona nowoczesnym rozwiązaniem prawnym, rozpowszechnionym zagranicą i że takie przepisy znakomicie się sprawdziły w innych krajach, ograniczając liczbę aborcji, zmniejszając skutki i koszty leczenia kobiet po nieudanych aborcjach.

Równocześnie aktywistki wyolbrzymiały liczbę aborcji dokonywanych nielegalnie (od 20-50 tys. a nawet 70 tys. rocznie, gdy w rzeczywistości, po legalizacji aborcji w 2002 r. liczba aborcji wykonanych w ciągu roku w całym kraju wynosiła około 12 tys.). Podkreślały niebezpieczeństwo nielegalnych aborcji dla kobiety – choć same podały się tzw. zabiegom w sterylnych warunkach pod nadzorem wykwalifikowanych lekarzy.

Taka wieloletnia propaganda i starannie przygotowana kampania referendalna doprowadziły w 2002 r. do zalegalizowała w Szwajcarii aborcji na życzenie do 12. tygodnia ciąży. Za taką zmianą opowiedziało się wówczas aż 72,2 proc. głosujących.

Warto podkreślić, że żadna z kampanii pro-life, przeprowadzonych w formie kampanii referendalnych w Szwajcarii, nie znalazła wymaganego poparcia: ani w 1985 r. referendum „za prawem do życia”, ani w 2002 r. referendum o „pomoc dla matki i nienarodzonego dziecka”, ani w 2014 r. w sprawie wyłączenia finansowania aborcji ze środków publicznych.

Referendum staje się więc znakomitym narzędziem do liberalizacji prawa. Przeprowadzenie kampanii wzmacniającej prawo do życia lub nawet pozytywnej pomocowej kampanii dla mamy lub dziecka jest praktycznie niemożliwe.

Irlandia – niemożliwe stało się możliwe

Warto przeanalizować także liberalizację prawa aborcyjnego w Irlandii, w tym pamiętne referendum z 2018 r. W tym tradycyjnie katolickim kraju obowiązywała jedna z najbardziej pro-life’owych ustaw w Unii Europejskiej. Wprowadzone w drodze referendum w 1983 r. prawo zakazywało nie tylko aborcji w każdym wypadku, ale również informowania o możliwościach dokonania nielegalnej terminacji czy wyjazdach zagranicznych w tym celu. Za nielegalny tzw. zabieg groziło dożywocie.

W 1992 r. rozpoczęto kampanię na rzecz zmiany prawa. Motywem do tego stała się sprawa gwałtu na 14-letniej dziewczynce. W tym samym roku odbyło się referendum, podczas którego zaproponowano trzy poprawki do Konstytucji. Irlandczycy zgodzili się na dwie: zniesiono zakaz turystyki aborcyjnej oraz zakaz informowania o legalnych „usługach” w innych państwach. Zatem poprawki umożliwiały zabicie dziecka za granicą. Odrzucono natomiast możliwość aborcji w sytuacji zagrożenia, że kobieta może popełnić samobójstwo.

W 2012 r. w szpitalu w Galway zmarła obywatelka Indii Savity Halappanavar. W 17. tygodniu ciąży udała się do szpitala z bólem i zaczęła ronić. Odmówiono jej aborcji. Kobieta zmarła na posocznicę. Warto podkreślić, że kobieta nie umarła w wyniku braku dostępu do aborcji, ale w wyniku poważnych zaniedbań personelu medycznego szpitala oraz zaawansowanej choroby – posocznicy. Jednak jej śmierć zapoczątkowała debatę o konieczności zmian w prawie.

W 2013 r. zliberalizowano prawo i dopuszczono przerywanie ciąży w sytuacji zagrożenia życia matki. Do przerwania ciąży wymagana była zgoda dwóch lekarzy. Obniżono także wymiar kary: z dożywocia do kary więzienia do lat 14.

25 maja 2018 r. Irlandczycy odpowiedzieli na pytanie referendalne: „Czy zgadzasz się na wprowadzenie 36. poprawki do konstytucji?”. Trzydziesta Szósta Poprawka miała oznaczać usunięcie Ósmej Poprawki, która stanowiła, że poczęte dziecko w łonie matki ma pełne prawa człowieka i obywatela. Premier Leo Varadkar, z wykształcenia lekarz, zapowiadał, że opowie się za zmianą przepisów – dotychczasowe określał jako „zbyt restrykcyjne”.

Nowe prawo aborcyjne miało dawać możliwość przerwania ciąży do 12 tygodni od poczęcia bez podania powodu, po konsultacji z lekarzem; prawo do aborcji do 24. tygodnia ciąży w przypadku poważnego zagrożenia życia lub zdrowia kobiety, a także poważnego uszkodzenia płodu, które może doprowadzić do jego śmierci przed lub wkrótce po narodzinach; oraz nieograniczone czasowo prawo do przerwania ciąży w przypadku bezpośredniego zagrożenia życia kobiety lub śmiertelnego uszkodzenia dziecka.

Choć według różnych sondaży z początku maja 2018 r. na „tak” miało zagłosować ok. 44-45 proc. społeczeństwa, a aż 17-18 proc. było niezdecydowanych, to według oficjalnych wyników za liberalizacją dostępu do aborcji opowiedziało się aż 66,4 proc. głosujących. To, co się wydarzyło, premier Leo Varadkar nazwał „kulminacją cichej rewolucji, którą Irlandia przeżywa w ostatnich 10-20 latach. Ludzie powiedzieli, że chcą współczesnej konstytucji dla współczesnego kraju i zaufali kobietom, że podejmą właściwe decyzje dotyczące ich własnego zdrowia”.

Zdaniem Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia, na „sukces” grup proaborcyjnych wpłynęły rosnąca utrata zaufania wobec Kościoła, wspomniana śmierć Savity Halpanavaar, która wskutek zaniedbań lekarzy zmarła na sepsę, aktywność proaborcyjnych polityków oraz wieloletnia strategia ruchów feministycznych, obficie finansowanych m.in. przez George’a Sorosa i jego Fundację Otwarte Społeczeństwo (OSF).

Organizacje pro-life miały „pod górkę” nie tylko z powodu nierównej walki finansowej. Facebook i Google ogłosiły, że „zawieszają” publikację treści związanych z referendum w trosce o „uczciwy przebieg głosowania”. Oficjalnie blokada dotyczyła wszelkich – a więc również proaborcyjnych – treści. Jednak w sytuacji, gdy większość tradycyjnych mediów oraz rząd agitowało za liberalizacją przepisów, ofiarą cenzury internetu padli głównie pro-liferzy.

Warto pamiętać, że kamieniem milowym irlandzkich trendów było przeprowadzenie w 2015 r. pierwsze na świecie referendum w sprawie legalizacji małżeństw jednopłciowych.
W pierwszym roku obowiązywania w Irlandii nowych przepisów pozwalających na praktycznie nieograniczone przerywanie ciąży, pozbawiono życia 6666 nienarodzonych dzieci.

Zdaniem Wojciecha Zięby, prezesa Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowieka, analiza kampanii referendalnych w Irlandii i Szwajcarii pokazuje, po jakie narzędzia manipulacji sięgają środowiska proaborcyjne. – Niestety, trzeba stwierdzić, że narzędziem tym może być nawet samo referendum – rozpoczynając od ułożenia pytania sugerującego odpowiedź, a kończąc na nierównej walce finansowej i nierównym dostępie do mediów – mówi Zięba.

– Z ujawnionej wewnętrznej korespondencji fundacji OSF George’a Sorosa dowiadujemy się, że zwycięstwo zwolenników aborcji w Irlandii, a więc „w państwie, gdzie obowiązują jedne z najbardziej restrykcyjnych przepisów antyaborcyjnych, wpłynie na pozostałe kraje katolickie, takie jak Polska, i dostarczy dowodu, że zmiany, nawet w najbardziej konserwatywnych społeczeństwach, są możliwe” – cytuje prezes PSOŻC.

„Czy właśnie na tym zależy Jarosławowi Gowinowi, który proponuje referendum w sprawie aborcji? Ten pomysł jest niedorzeczny. Dyskusja o aborcji ma sens tylko wtedy, gdy jest rzetelna, uczciwa. Widzieliśmy, że na ulicy nie rozmawia się w oparciu o argumenty. Proponując referendum w tak drażliwej sprawie, Jarosław Gowin naraża nas na kolejną falę agresywnych protestów oraz na kolejną dawkę manipulacji. Realizacja tej propozycji doprowadzi do wojny między zwykłymi obywatelami, Kościołem, ruchami pro-life oraz zwolennikami aborcji, wprowadzi kolejne niepotrzebne podziały, sprawi, że czarne marsze, które wygasają, wybuchną ze zdwojoną siłą” – argumentuje Wojciech Zięba.

Co więcej – dodaje – o sprawach życia nie mogą decydować obywatele w referendum, gdyż prawo naturalne w żadnym wypadku nie może być przedmiotem głosowania. To politycy, jako reprezentanci społeczeństwa, muszą imiennie wziąć odpowiedzialność za podejmowane przez siebie decyzje, a nie zrzucić winę oraz odpowiedzialność na społeczeństwo, które grupy proaborcyjne wcześniej nakarmią swoją kłamliwą propagandą: że dziecko nienarodzone niby nie czuje bólu, że aborcja niby nie ma żadnych negatywnych konsekwencji dla matki itp.

Zdaniem Zięby, zaskakujące w propozycji Jarosława Gowina jest też to, że „wywiad, w którym o niej opowiada, jest dla niego okazją do wychwalania świętości i wielkości Jana Pawła II”.

– Papież „Jest i będzie wielki. Największy w polskich dziejach. I wielki w dziejach Kościoła” – mówi polityk dla jednego z portali. Zapomina, że ten sam papież był wielkim obrońcą życia człowieka od poczęcia do naturalnej śmierci. Podczas pielgrzymki do Polski w 1979 r. mówił: „I życzę, i modlę się o to stale, ażeby rodzina polska dawała życie, żeby była wierna świętemu prawu życia. Jeśli się naruszy prawo człowieka do życia w tym momencie, w którym poczyna się on jako człowiek pod sercem matki, godzi się pośrednio w cały ład moralny, który służy zabezpieczeniu nienaruszalnych dóbr człowieka. Życie jest pierwszym wśród tych dóbr. Kościół broni prawa do życia nie tylko z uwagi na majestat Stwórcy, który jest tego życia pierwszym Dawcą, ale równocześnie ze względu na podstawowe dobro człowieka” (Nowy Targ, 8 czerwca 1979 r.). A może zdaniem pana Gowina o wielkości Jana Pawła II świadczy to, że miał poczucie humoru i lubił kremówki…? – zastanawia się Wojciech Zięba.

Prezes organizacji pro-life zaznacza na koniec: „Jedynym wyjściem załagodzenia obecnych niepokojów społecznych jest publikacja przez rząd Mateusza Morawieckiego orzeczenia TK z 22 października 2020 r. oraz znaczące zwiększenie pomocy państwa dla niepełnosprawnych”.

Drogi Czytelniku,
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.





Źródło

Referendum w sprawie aborcji jest błędem



– Jako ludzie wierzący opowiadamy się za życiem. Papież wraca ostatnio często do tego tematu, kiedy mówi wprost, że to nie jest kwestia religijna, tylko ogólnoludzka. to kwestia obrony człowieka i jego praw – powiedział Prymas Polski.


Duchowny odniósł się też do braku publikacji w Dzienniku Ustaw orzeczenia TK ws. aborcji eugenicznej. – Ja uważam, że przede wszystkim jako Kościół i jego duchowny i wierny jestem zobowiązany do obrony życia od poczęcia do naturalnej śmierci, bez znaczenia jakie prawo będzie w tym względzie obowiązywać. Istotą jest rola kościoła w przypominaniu tej prawdy i wychowywaniu ludzkich sumień, by tą prawdą się kierowały – zaznacza metropolita gnieźnieński.


Temat referendum nt. aborcji wywołał wicepremier Jarosław Gowin. – Jeszcze tydzień temu bym tego nie powiedział, ale teraz już tak. Po tym, gdy naruszono tzw. kompromis aborcyjny z 1993 r., którego byłem i jestem zwolennikiem, być może nie ma już innej drogi jak tylko referendum. Należałoby dobrze przemyśleć pytania i wówczas oddać głos Polakom – stwierdził minister rozwoju. Propozycję pozytywnie ocenił także Szymon Hołownia.


Czytaj też:
Abp Jędraszewski: W sprawach takich, jak ludzkie życie, nie wolno tworzyć referendów
Czytaj też:
Szefowa KE: Zapewniamy Europejczykom bezpieczne i skuteczne szczepionki





Źródło

Abp Marek Jędraszewski o pomyśle referendum ws. aborcji. “Nie wolno”


Abp Marek Jędraszewski w swojej homilii wygłoszonej w środę w katedrze na Wawelu posłużył się analogią do Jerozolimy za czasów panowania Heroda.

Metropolita mówił o “oportunistach, ludziach żyjących w okowach politycznej poprawności i tak zwanej tolerancji, ludziach gotowych walczyć o prawa dla zwierząt, ale nie o prawa dla poczętego już i żyjącego dziecka”.

Jak zaznaczył, są osoby, które proponują przeprowadzenie referendum ws. legalności aborcji. – Ale przecież w sprawach tak wielkich i świętych, jakimi jest zwłaszcza ludzkie życie, nie wolno tworzyć referendów, tak samo jak się referendów nie urządza w sprawie czy dwa i dwa jest cztery – podkreślił abp Jędraszewski.

Abp Marek Jędraszewski o Herodzie i dzieciach. “Śmiertelne zagrożenie”

Metropolita dodał, że “zwykły rozum mówi: w tych sprawach się nie dyskutuje i nie większość ma decydować, większość w sensie demokratycznym, czy ktoś może żyć, czy nie”.

Abp Jędraszewski, odnosząc się do postaci Heroda, uznał, że niektórzy ludzie “częstokroć w niezaplanowanym dziecku widzą dla siebie śmiertelne zagrożenie”. – Dlatego uważają, że to dziecko nie powinno dalej istnieć i określają w różny sposób to, co jest już i co tworzy się w łonie matek, by nie powiedzieć: to już jest dziecko – dodał metropolita krakowski.



Źródło

Aborcja to nie jest temat na referendum



W jednym z ostatnich wywiadów, wicepremier Gowin stwierdził, że referendum w sprawie dostępności aborcji może być jedynym rozwiązaniem sporu, jaki wybuchł po ogłoszeniu wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji eugenicznej. Minister rozwoju przyznał w rozmowie z portalem Gzaeta.pl, że jeszcze tydzień temu miał zupełnie inny pogląd na tę kwestię.


Pytany o tę sprawę, ksiądz Isakowicz-Zaleski zdecydowanie odrzucił pomysł referendum. – Nie zgadzam się z Jarosławem Gowinem, że ws. aborcji nie ma innej drogi niż referendum – powiedział.


– Referendum ws. aborcji będzie poddane strasznej presji politycznej. Aborcja to nie jest temat na referendum – dodał kapłan. Duchowny jest również przeciwnikiem karania kobiet za aborcję.

Słowa o. Rydzyka


Ks. Isakowicz-Zaleski odniósł się także do słów o. Tadeusza Rydzyka, który podczas obchodów 29. urodzin Radia Maryja bronił oskarżonego o tuszowanie pedofilii biskupa Edwarda Janiaka. Duchowny w mocnych słowach skomentował wystąpienie redemptorysty.


– W słowach o. Rydzyka nie było obrony ofiar, tylko biskupa, który chronił sprawców pedofilii – powiedział. – Watykan powinien interweniować ws. o. Tadeusza Rydzyka – dodał.

Kryzys Kościoła


Duchowny mówił szeroko o obecnym kryzysie w Kościele.


– Kościół jest ciągle oblężoną twierdzą i mija się z rzeczywistością. Stąd spadek zaufania. Instytucje kościelne same sobie zapracowały na te wyniki – powiedział.


– Brakuje w Kościele żywego kontaktu. Parafie nie mogą być tylko punktami usługowymi, gdzie np. przychodzi się po chrzest – oceniał dalej kapłan.


Isakowicz-Zaleski wskazał także, co jest potrzebne, aby zakończyć kryzys w Kościele. Podzielił się także smutną refleksją dotyczącą jego przyszłości.


– Musi być oczyszczenie w Kościele. Nie można krytyki traktować jako atak na Kościół, jak twierdzi o. Rydzyk. Nie uważam, że Kościół dobił do dna. Jeszcze się wiele złych rzeczy stanie – stwierdził.


Czytaj także:
Świąteczny klip Wolnych Sądów. Pokazano w nim Jarosława Kaczyńskiego
Czytaj także:
Kto zyskał na sporze z Brukselą? Zaskakująca odpowiedź badanych





Źródło

“Po tym, gdy naruszono kompromis aborcyjny…”. Gowin chce referendum ws. aborcji


Po tym, gdy naruszono tzw. kompromis aborcyjny z 1993 r., którego byłem i jestem zwolennikiem, być może nie ma już innej drogi jak tylko referendum; należałoby dobrze przemyśleć pytania i wówczas oddać głos Polakom – mówi w wywiadzie dla Gazeta.pl Jarosław Gowin.

Gowin pytany, czy ma pan pomysł jak zakończyć spór o aborcję w Polsce odparł, że jego pomysł “był niemal tożsamy” z propozycją projektu ustawy prezydenta Andrzeja Dudy.

“Był, bo wiem, że dla ustawy dopuszczającej przerwanie ciąży w przypadku wad letalnych – przesądzających o śmierci dziecka jeszcze w łonie matki bądź wkrótce po urodzeniu – nie ma większości w Sejmie, albo też nie ma jej tak długo, dopóki nie poznamy pisemnego uzasadnienia orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego. Być może w tym uzasadnieniu będą wskazówki, jaką drogą powinien pójść parlament. Bez nich tkwimy w impasie” – odparł Gowin

“Jeszcze tydzień temu bym tego nie powiedział, ale teraz już tak. Po tym, gdy naruszono tzw. kompromis aborcyjny z 1993 r., którego byłem i jestem zwolennikiem, być może nie ma już innej drogi jak tylko referendum. Należałoby dobrze przemyśleć pytania i wówczas oddać głos Polakom” – powiedział wicepremier.

Pytany, czy takie referendum powinno towarzyszyć wyborom, podkreślił, że “im dalej od jatki politycznej, jaką są wybory, tym lepiej”.

W rozmowie poruszono też temat epidemii koronawirusa i kondycji gospodarki. Gowin powiedział, że stanął na czele Ministerstwa Rozwoju, Pracy i Technologii z jasnym postanowieniem, aby jak najszybciej doprowadzić do odmrożenia gospodarki. “Statystyki są jednak nieubłagane. Mimo restrykcji nie tyle codzienna liczba zakażeń, ile codzienna liczba zgonów pokazuje nam, że walka z koronawirusem jest daleka od zwycięstwa” – przyznał.

Według wicepremiera “źródłem nieszczęść jest to, co wydarzyło się wiosną”. “Apelowałem wtedy o przełożenie wyborów prezydenckich o dwa lata. Mówiłem, że wszystkie siły państwa powinny być ukierunkowane na dwa cele: ratowanie ludzkiego życia i ratowanie gospodarki (…). Gdyby wtedy opozycja zgodziła się na uczciwe porozumienie – przekładamy wybory o dwa lata, a urzędujący prezydent nie kandyduje w kolejnych wyborach – jestem przekonany, że dziś tych zgonów byłoby mniej” – podkreślił.

Jego zdaniem politycy poświęcili zbyt wiele czasu na spory i kampanię wyborczą.

Gowin był też pytany o krytykę ze strony lidera Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobry porozumienia zawartego na ostatnim unijnym szczycie i opinie, że Polska pozbyła się suwerenności przystając na powiązanie pieniędzy unijnych z praworządnością.

Lider Porozumienia odparł, że aby być suwerennym krajem, musimy mieć polskie fabryki, firmy, sklepy, banki, technologie. “Dlatego zdecydowanie pozytywnie oceniam wyniki szczytu unijnego w Brukseli. Przypieczętował on uzyskanie przez Polskę blisko 800 miliardów złotych” – podkreślił.

Gowin dodał, że jeśli ktoś widzi przyszłość Polski poza UE, “to chcąc nie chcąc projektuje oddanie Polski pod wpływy Kremla”.

Wicepremier był też pytany, czy w rządzie jest miejsce dla takich ludzi jak wiceminister aktywów państwowych Kowalski z Solidarnej Polski, który rzucił przed unijnym szczytem hasłem “weto albo śmierć”. Gowin odparł, że dopóki nie ma zastrzeżeń merytorycznych do pracy danego ministra, a jego partia podtrzymuje dla niego rekomendację, to nie widzi podstaw do dymisji.

Gowin powiedział też, ze w sprawie zapowiadanego przez PiS podziału Mazowsza Porozumienie poprze rozwiązanie zaproponowane przez koalicjantów. (PAP)

 





Źródło

Gowin wskazał rozwiązanie kryzysu aborcyjnego. “Być może nie ma już innej drogi”



Przypomnijmy, że 22 października TK orzekł, że tzw. aborcja eugeniczna jest niezgodna z ustawą zasadniczą. Trybunał orzekał na wniosek grupy posłów, którzy domagali się sprawdzenia, czy przesłanka eugeniczna jest zgodna z polską konstytucją. Decyzja Trybunału wywołała niezadowolenie i falę protestów środowisk feministycznych i lewicowych.


1 grudnia rząd przyjął stanowisko ws. publikacji orzeczenia TK ws. aborcji, informując, że powinno ono zostać opublikowane niezwłocznie po ogłoszeniu przez TK uzasadnienia orzeczenia.


Tymczasem wicepremier Jarosław Gowin w rozmowie z portalem Gazeta.pl stwierdził, że wobec dużej skali konfliktu społecznego wokół wyroku Trybunału Konstytucyjnego, widzi tylko jedno rozwiązanie tego sporu. Podkreślił przy tym, że jeszcze tydzień temu nie przewidywał takiego obrotu sprawy.


– Mój pomysł był niemal tożsamy z propozycją ustawy prezydenta Andrzeja Dudy – stwierdził.


– Jeszcze tydzień temu bym tego nie powiedział, ale teraz już tak. Po tym, gdy naruszono tzw. kompromis aborcyjny z 1993 r., którego byłem i jestem zwolennikiem, być może nie ma już innej drogi jak tylko referendum. Należałoby dobrze przemyśleć pytania i wówczas oddać głos Polakom – dodał wicepremier.


Czytaj także:
Robert Feluś nowym redaktorem naczelnym „Wprost”
Czytaj także:
Ziemkiewicz: Coraz gorzej to wygląda





Źródło

Demokracja według Sienkiewicza. Chce referendum w sprawie aborcji. Ale… tylko dla kobiet!


Były minister, a obecnie poseł Koalicji Obywatelskiej, Bartłomiej Sienkiewicz zaproponował referendum w sprawie aborcji. “Pod jednym warunkiem: prawo głosu mogą mieć tylko kobiety” – dodał. Odpowiadająca mu rzeczniczka Lewicy stwierdziła, że jeżeli referendum to nie za rządów PiS ze względu na… ustalanie pytań. Tak wyglądają dyskusje polityków opozycji w mediach społecznościowcych.

22 października Trybunał Konstytucyjny orzekł, że przepis tzw. ustawy antyaborcyjnej z 1993 r. zezwalający na aborcję w przypadku ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu jest niezgodny z konstytucją. Przepis straci moc wraz z publikacją wyroku w Dzienniku Ustaw, co dotąd jednak nie nastąpiło. Orzeczenie TK wywołało falę protestów w całym kraju. W trakcie manifestacji dochodziło do aktów wandalizmu, starć z policją, a ostatnio… profanowania kolęd. 


Strajk Kobiet przekracza kolejne granice. Urządzono „kolędowanie” propagujące aborcję!

Bartłomiej Sienkiewicz – minister za czasów PO-PSL – miał pewną propozycję odnośnie kwestii, która podzieliła Polaków.

– Jestem za referendum w Polsce ws. aborcji. Pod jednym warunkiem: prawo głosu mogą mieć tylko kobiety. To co, zgoda?

– zapytał na Twitterze poseł Koalicji Obywatelskiej.

O krok dalej poszła rzeczniczka Lewicy Anna Maria Żukowska, która dodała kolejne dwa warunki, jednocześnie stwierdzając stanowczo, że referendum… nie powinno odbyć się pod rządami PiS. Bo większość sejmowa… “uchwałą sobie ustali pytania/warianty”. 

Człowiek Bóbr atakuje – skomentował na Twitterze redaktor Michał Rachoń. Gwoli wyjaśnienia, to satyryczne konto, które często w mediach społecznościowych przybiera postaci polityków. Dziś Bóbr był Kamilą Gasiuk-Pihowicz, a wpis Sienkiewicza, choć trudno w to uwierzyć, był prawdziwy.

A co z Margot? – zapytała redaktor naczelna Telewizji Republika Dorota Kania. Rzeczywiście, dla pomysłodawców referendum to może być ciężki orzech do zgryzienia…

 





Source link

Koronawirus w Polsce. Hołownia: “Rząd lata jak kurczak bez głowy”


Lider ruchu Polska 2050 Szymon Hołownia uważa, że Polska powinna wprowadzić stan klęski żywiołowej z powodu koronawirusa. Jednocześnie polityk zaznacza, że zamykanie galerii handlowych czy kościołów nie jest dobrym sposobem na walkę z epidemią.

Szymon Hołownia był gościem programu “Graffiti” na antenie Polsat News. Polityk został poproszony o zrecenzowanie działań polskiego rządu w walce z epidemią. – Rząd lata jak kurczak bez głowy – powiedział krótko Hołownia, po czym dodał, że cały państwowy plan walki z epidemią jest zrobiony “na ślinę i sznurek”.

Hołownia punktował rząd mówiąc o tym, że ten nie ma pojęcia o rozwoju epidemii i korzysta z wiedzy “19-latka z Torunia“. W ten sposób nawiązywał do tego, że rząd przewidując kolejne wzrosty zachorowań korzysta z analiz stworzonych m.in. przez Interdyscyplinarne Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego Uniwersytetu Warszawskiego. Ich autorem jest Michał Rogalski, 19-letni grafik komputerowy z Torunia.

Hołownia: Zamykanie galerii i kościołów nie jest rozwiązaniem

Szymon Hołownia nie uważa, żeby lockdown był dobrym rozwiązaniem w walce z pandemią. Polityk powiedział, że nie wie, na jakiej podstawie rząd tworzy nowe rygory, które narzuca społeczeństwu. Jako przykład podał obostrzenie występujące w kościołach, na mocy którego na jedną osobą musi przypadać 15 metrów kwadratowych wolnej przestrzeni.

– Nie jestem zwolennikiem zamykania kościołów, ale dlaczego tam może być jedna osoba na 15 metrów kwadratowych, a w galeriach, kinach i teatrach nie? – pytał polityk podkreślając, że w ten sposób rząd likwiduje miejsca pracy.

Hołownia o aborcji: “nie zmieniłem poglądów”

Szymon Hołownia był także pytany o to, czy dalej podtrzymuje swoją opinię w sprawie aborcji. W 2013 roku ówczesny prezenter telewizyjny stwierdził, że jako poseł podpisałby się pod projektem ograniczającym aborcję ze względu na wady płodu.

– Po siedmiu latach nie zmieniwszy poglądów, ale zmieniwszy perspektywę uważam, że nie należałoby zmieniać ustawy z 1993 roku – odpowiedział. Dodał, że dla niego najlepszym rozwiązaniem kwestii aborcji byłoby referendum. Do tego jednak musiałyby istnieć odpowiednie warunki. Polityk zauważył, że nawet formułowanie pytań dla takiego głosowania byłoby związane z mocnymi emocjami.

Ustawa zaproponowana przez prezydenta Andrzeja Dudę jest dla Hołowni nie do przyjęcia. Zakłada ona, że zabiegi aborcyjne nie mogłyby przebiegać w sytuacji, gdy istniałoby prawdopodobieństwo, że urodzone w przyszłości dziecko będzie mieć zespół Downa.

– Teraz w panelu obywatelskim, w oparciu o Senat, rzecznika praw obywatelskich, organizacje pozarządowe powinniśmy napisać pytania do referendum i za jakiś czas, w ciszy kabiny referendalnej, każdy rozważając to w swoim sumieniu powinien zagłosować – usłyszeliśmy od Hołowni.

Koronawirus w Danii zmutował. Część kraju z nowymi restrykcjami

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl



Source link

Wybory prezydenckie w USA: 5 kluczowych kwestii | Niemcy – bieżąca polityka niemiecka. Wiadomości DW po polsku | DW


Na początku roku nikt w Stanach Zjednoczonych nawet nie słyszał o koronawirusie. Prawie 11 miesięcy później temat ten zdominował debatę polityczną w Waszyngtonie. – To najprawdopodobniej najważniejsza kwestia w tegorocznych wyborach – powiedziała w rozmowie z DW Laura Merrifield Wilson, wykładowczyni nauk politycznych na Uniwersytecie Indianapolis.

W Stanach Zjednoczonych ponad 220 tys. osób zmarło z powodu koronawirusa. 20 października liczba zarażonych przekroczyła 8 300. Bezrobocie w USA jest najwyższe od czasów Wielkiego Kryzysu na przełomie lat 20. i 30 XX wieku. Prezydent Donald Trump też przeszedł COVID-19, co spowolniło jego szeroko zakrojoną kampanię na prawie dwa tygodnie. Noszenie maski, prosty środek zalecany przez eskpertów, by zahamować roznoszenie choroby, okazał się politycznym punktem zapalnym. Odpowiedź, czy obecny prezydent podołał zarządzaniu krajem w czasach pandemii, zależy od tego, komu zadano to pytanie.

– Te wybory na wielu poziomach przekształciły się w ciągu ostatnich ośmiu, dziewięciu miesięcy w referendum na ten temat: czy obecna administracja potrafiła odpowiednio zareagować, opracować plan walki z koronawirusem i go zrealizować – zauważa w rozmowie z DW dr Ashwin Vasan, lekarz i wykładowca Columbia University Medical Center w Nowym Jorku.

Konserwatyści twierdzą, że bez podjętych przez Trumpa działań sytuacja wyglądałaby o wiele gorzej. Liberałowie z kolei uważają, że tysiące istnień udałoby się uratować, gdyby tylko rząd wcześniej opowiedział się za ostrzejszymi restrykcjami we wszystkich stanach oraz gdyby słuchał ekspertów od zdrowia publicznego.

Prezydent Donald Trump też przeszedł COVID-19, co spowolniło jego szeroko zakrojoną kampanię na prawie dwa tygodnie

Opieka zdrowotna

Kolejnym krytycznym tematem jest opieka zdrowotna, co stało się jasne podczas przesłuchania zatwierdzającego Amy Coney Barrett, nominowanej przez Trumpa kandydatki do Sądu Najwyższego na miejsce zmarłej sędzi Ruth Bader Ginsburg. Amerykański sąd najwyższej instancji krótko po wyborach wysłucha sprawy i rozstrzygnie, czy program powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego ACA (tzw. Obamacare) powinien zostać zlikwidowany, co Donald Trump usiłuje przeforsować przez całą swoją kadencję. Coney Barrett, która wcześniej wypowiadała się na temat ACA krytycznie, teraz nie ujawniła, czy będzie głosować za jego zniesieniem. To, czy ludzie są zadowoleni z posiadania (bądź nie) ubezpieczenia w ramach Obamacare oraz to, czy będą chcieli zachowania tego programu, prawdopodobnie odegra znaczącą rolę w dniu wyborów.

Koronakryzys także spowodował, że opieka zdrowotna stała się dla wyborców jedną z najważniejszych kwestii. – Jesteśmy w samym środku pandemii, gdy brak ubezpieczenia prowadzi do trudności w uzyskaniu opieki zdrowotnej, ale też do ogromnych wydatków medycznych i rachunków za leczenie przekazywanych pacjentom, którzy pokonali COVID-19, nie wspominając o terapii koniecznej w przypadku dalszych powikłań po przebyciu tej choroby, których wciąż do końca nie znamy – dodał dr Vasan.

Bezrobocie w USA

Koronakryzys spowodował ogromne bezrobocie w USA

Gospodarka

Gospodarka jest dla Amerykanów najważniejsza, szczególnie gdy nie dzieje się w niej dobrze – podkreśla politolog Laura Merrifield Wilson.

A właśnie dobrze nie jest. Przed wybuchem pandemii Donald Trump miał za sobą wyniki trzech lat potężnej, zdrowej gospodarki. Jednak od marca, gdy ogłoszono lockdown, w całym kraju upadały małe biznesy aż w połowie kwietnia ponad 23 miliony Amerykanów pozostały bez pracy. To wzrost stopy bezrobocia na 14,7 proc. z 3,5 proc. jedynie dwa miesiące wcześniej, jak podało rządowe Biuro Statystyki Pracy (BLS).

To zła wiadomość dla prezydenta Trumpa, który nieustannie podkreślał siłę amerykańskiej gospodarki podczas trzech pierwszych lat swego urzędowania. Przy tak wysokiej liczbie Amerykanów walczących o przetrwanie lub o to, by nie stracić domu, Trump stara się przekonać wyborców, że jest najlepszym człowiekiem, by przestawić gospodarkę na właściwe tory, mimo nagłego kryzysu, który miał na nią wpływ podczas tej kandecji.

Kandydat demokratów Joe Biden ma łatwiej – obwinia Trumpa o niewłaściwe decyzje ekonomiczne podczas pandemii oraz obiecuje, że jego plan “Build Back Better” będzie dla amerykańskich klas pracującej i średniej znacznie lepszy niż kolejne cztery lata rządów Trumpa. Taka sytuacja jest “zwykle trudniejsza dla urzędującego prezydenta, ponieważ to on był u władzy, to on nadzorował działania polityczne, to on był odpowiedzialny”, wyjaśnia Laura Merrifield Wilson.

Black Lives Matter będzie mieć wpływ na wybory w USA

Krytycy zarzucają Trumpowi podżeganie do napięć rasowych

Napięcia na tle rasowym

Śmierć George’a Floyda podczas zatrzymania w maju przez policję w Minneapolis spowodowała odrodzenie się ruchu Black Lives Matter (BLM) w całym kraju. Napięcia rasowe stały się częścią amerykańskiej historii od czasu, gdy pierwszy statek z niewolnikami przybił do wybrzeży Nowej Anglii. “To lato bez wątpienia stanowiło wydarzenie historyczne” – uważa wykładowczyni nauk politycznych na Uniwersytecie Indianapolis.

Biali i czarni Amerykanie protestują nie tylko przeciwko ukierunkowanej rasowo przemocy ze strony policji, lecz także przeciwko – jak to nazywają – “rasizmowi systemowemu” w USA. Ponadto wzywają do głębokich reform w policji, a nawet, by przestać ją finansować.

Krytycy tego ruchu, przeważnie konserwatyści, koncentrują się na przemocy, z którą niektóre miasta musiały się zmagać podczas ostatnich protestów. Należy do nich prezydent Trump, który określił słowa “Black Lives Matter” mianem “symbolu nienawiści” oraz obiecał, że przywróci prawo i porządek na ulicach. Zwolenników BLM doprowadza to do szału, ale z drugiej strony działa na korzyść Trumpa i budowania przez niego swojego elektoratu – wyjaśnia Laura Merrifield Wilson.

– Jego przekaz ma zmobilizować zwolenników wśród Partii Republikańskiej i być może wśród tych, którzy jeszcze nie zdecydowali, ale odchylają się na prawo – zaznacza amerykańska politolog i dodaje: – Te tematy, obietnice oraz strategie; wszystko, co prezydent Trump robi pod koniec swojej kadencji, to w rzeczywistości działania skierowane do jego konserwatywnych zwolenników.

Liberałowie krytykują postawę Trumpa. Zarzucają mu, że podżega napięcia zamiast jednoczyć kraj, co – według nich – jest zadaniem prezydenta.

Zwolennicy aborcji popierają Donalda Trumpa

Donald Trump był pierwszym prezydentem USA, który uczestniczył w antyaborcyjnym marszu “March For Life”.

Aborcja

Laura Merrifield Wilson uważa, że “prawo do przerywania ciąży jest kwestią krytyczną podczas amerykańskich wyborów prezydenckich w roku 2020”. Ten temat należy do najważniejszych dla dużej części bazy wyborczej Trumpa: białych ewangelików. Grupa ta wprawdzie stanowi jedynie 15 proc. populacji USA, ale za to jest bardzo zdyscyplinowana podczas wyborów, w których licznie oddaje głosy; stanowiła ponad jedną czwartą wszystkich wyborców w roku 2016, jak wynikało z oficjalnych danych zebranych podczas sondaży exit polls. Wielu z tych konserwatywnych chrześcijańskich protestantów wyznaje wartości stojące w absolutnej opozycji do wielokrotnych małżeństw i rozwodów Trumpa, na przykład. W instagramowym poście antyaborcyjna grupa “Students For Life” (“Studenci za Życiem”) napisała jednak: “Nienawidzić Trumpa? Bardziej nienawidzimy aborcji”. Donald Trump stanowi zdecydowany wybór dla przeciwników przerywania ciąży; był pierwszym prezydentem USA, który uczestniczył w antyaborcyjnym marszu “March For Life”.

Dla Amerykanów z drugiej strony spektrum politycznego to kolejny powód, by nie głosować na Trumpa. Aborcja “to temat istotny dla grupy liberalnych wyborców. W Partii Demokratycznej jest bardzo duże grono zwolenników prawa kobiety do wyboru”, wyjaśnia politolog.

Ci wyborcy postrzegają wybranie przez Trumpa Amy Coney Barrett na sędzię Sądu Najwyższego jako zagrożenie dla prawa Roe przeciwko Wade; wyroku precedensowego, który przez ostatnich 47 lat gwarantował kobietom w USA dostęp do legalnej i bezpiecznej aborcji. Dla demokratów oddanie głosu na Joe Bidena to jednoczesne zagłosowanie na liberalnych i proaborcyjnych sędziów Sądu Najwyższego, których mógłby nominować podczas swojej kadencji.

Chcesz skomentować ten artykuł? Zrób to na Facebooku! >>






Source link

Referendum w sprawie aborcji? Sondaż IBRiS



W ocenach czwartkowej (22 października) decyzji TK dominują negatywne noty. 51,8 proc. ankietowanych ocenia wyrok „zdecydowanie źle”, a 14,1 proc. „raczej źle”. „Zdecydowanie dobrze” i „raczej dobrze” ocenia wyrok łącznie 24,9 proc. ankietowanych. 9 proc. respondentów nie ma na ten temat zdania.


IBRIS zapytał także, czy w związku z aktualna sytuacją w naszym kraju, konieczne byłoby przeprowadzenie referendum na temat dopuszczalności aborcji.


68,8 proc. ankietowanych uważa, że referendum jest konieczne, 24 proc. nie widzi takiej potrzeby, a 7,2 proc. nie ma zdania.


twitter

Referendum w sprawie aborcji – jaka jest procedura?


Jak stanowi Konstytucja, referendum ogólnokrajowe można ogłosić m.in. ze względu na rozpatrzenie ważnych problemów społecznych. Z inicjatywą taką mogą wyjść: prezydent, Sejm, Senat, Rada Ministrów, czy grupa minimum 500 000 obywateli.


By referendum było ważne musi w nim wziąć udział więcej niż połowa uprawnionych do głosowania. Rozstrzygnięcie w referendum następuje, jeśli odpowiedź na „tak” lub „nie” stanowi większość wśród oddanych głosów lub w przypadku pytania wariantowego na jeden oddano najwięcej ważnych głosów.


W teorii ustawodawca ma obowiązek wprowadzenia w życie decyzji, jaka została podjęta w referendum. Nie ma jednak żadnych ustawowych konsekwencji, kiedy odpowiednie organy nie zastosują się do wspomnianego obowiązku.


Czytaj też:
Co dalej z wyrokiem TK ws. aborcji? Przedstawiamy możliwe scenariusze





Source link