Platforma o aborcji: zero zadowolonych, sprzeciw konserwatystów, wolne pole w centrum i na prawicy Warszawa


Wszystko wskazuje na to, że Platforma Obywatelska, formułując nowe stanowisko w kwestii aborcji, zafundowała sobie następny kłopot po fali poselskich odejść – rzeczywistych lub wciąż tylko planowanych do Ruchu Polska 2050 Szymona Hołowni. Pomysł właśnie zgłoszony okazuje się na tyle mało konkretny, że praktycznie nie ma zwolenników. Buntują się za to platformiani konserwatyści. 

Dotychczas Koalicja Obywatelska – Platforma Obywatelska przedstawiała się jako zwolenniczka podtrzymania kompromisu aborcyjnego, przyjętego w Polsce na początku lat 90, kiedy rządziła szeroka koalicja postsolidarnościowa od Unii Demokratycznej po Zjednoczenie Chrześcijańsko-Narodowe. Kompromis polegał na jednoczesnej rezygnacji z aborcji na życzenie, na którą obowiązujące prawo zezwalało od 1956 r. oraz z pomysłu karania kobiet, przewijającego się przez pierwsze antyaborcyjne projekty. Wprawdzie później SLD zgodę na aborcję “z przyczyn społecznych” w Sejmie przywrócił, ale zakwestionował to z kolei Trybunał Konstytucyjny, wtedy jeszcze od polityków niezależny i sprawa wróciła do punktu wyjścia to jest do wynegocjowanego żmudnie kompromisu. Naruszył go dopiero niedawny wyrok Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej, po faktycznym przejęciu tego gremium przez PiS (zasiada w nim m.in. dawny prokurator stanu wojennego i realizator tego, co rządzący nazywają reformą wymiaru sprawiedliwości Stanisław Piotrowicz), ograniczający nawet krótką listę wyjątków, w których można legalnej aborcji dokonać: utrzymano możliwość zabiegu gdy ciąża pozostaje efektem przestępstwa, skreślono tzw. aborcję eugeniczną.

Wygodna okazywała się więc pozycja obrońców historycznego kompromisu aborcyjnego, którą PO-KO do czwartku zajmowała. Nagle jednak wyłoniło się nowe stanowisko, noszące znamiona odwetu na PiS: skoro rządzący kompromisu nie respektują, Platforma również nie zamierza się go trzymać. Tyle, że utrudni to PO-KO odgrywanie roli siły umiarkowanej, centrowej i zdroworozsądkowej. 

Nowy zamysł PO zakłada możliwość dokonania aborcji wtedy, gdy sytuacja kobiety jest trudna, po obligatoryjnej konsultacji z psychologiem i lekarzem.

Rozwiązanie to wzorowane jest na niemieckim, gdzie wprowadzili je chadecy, pragnący odwieść kobiety od zamiaru dokonywania aborcji poprzez mnożenie drobiazgowych wymogów, których przedtem muszą dopełnić.

Zwolenników aborcji na życzenie to nie zadowoli. Umiarkowanym utrudni sympatyzowanie z PO jako partią środka. Konserwatystów zaś rozjuszyły propagowane przez PO obecne rozwiązania.

Zwłaszcza, że nadano im niezręczną formę, przekaz wydaje się daleki od jednoznaczności. Inni stanowiska formułują jaśniej: Polskie Stronnictwo Ludowe opowiada się za referendum w tej kwestii, Lewica za aborcją na życzenie, chociaż posłanka Anna Maria Żukowska ciska się strasznie, gdy dziennikarze tak to nazywają. Konfederacja mówi o potrzebie pomocy dla rodziny. Zaś wiele posłanek PiS żałuje, że wcześniej wsparło ograniczenie i tak krótkiej listy legalnych aborcyjnych wyjątków, bo w oczach rosnącego od jesieni w siłę “ruchu ośmiu gwiazdek” zaliczone przez to zostały do wrogów kobiet.

W samej PO oponentom patronuje znany zwykle z pragmatyzmu poprzedni szef ugrupowania Grzegorz Schetyna. Nie bez racji argumentuje, że skoro przedtem wykładnię tych trudnych spraw dawała Rada Krajowa, to teraz nie powinien tego czynić zarząd partii.

Nieoficjalnie wiadomo, że Platformę opuścić może Ireneusz Raś, konserwatysta i wieloletni poseł, również obecnej kadencji. 

Nikt zaś nie przybędzie tylko z powodu, że PO sformułowało takie stanowisko. I to główny jego mankament.

Zapewne lepiej było milczeć, żeby… już więcej nie tracić. 

Działania PO, zbliżające partię do lewej flanki polskiej polityki, całkiem wbrew jej tradycji, obywatelskiej i wielowątkowej, liberalnej i konserwatywnej równocześnie – otwierają konkurentom przestrzeń do działania. Otwarte zostaje pole na prawicy i w centrum.

Skorzysta na tym z pewnością Szymon Hołownia, zanim zajął się polityką renomowany dziennikarz katolicki. Również Jarosław Gowin, jeśli miałby z gronem 12 posłów, którzy poparli go w sporze o władzę w Porozumieniu z Adamem Bielanem, opuścić parlamentarną reprezentację PiS – uzbiera na klub (do tego potrzeba piętnastu) wśród rozczarowanych z Platformy.

Zyska nawet PiS, zakulisowy autor obecnej awantury wokół aborcji, bo w inwencję samej magister Przyłębskiej nikt nie wierzy. Jednak arytmetyka sprzyja partii rządzącej, bo zwolenników utrzymania zakazu aborcji wedle sondaży jest więcej niż wyborców tego ugrupowania. Elektorat zwycięzców wyborów z 2019 stopniał przez półtora roku jakie od nich minęły aż o jedną trzecią.  

Wygląda więc na to, że najnowszy ruch Platformy przyniesie korzyść wszystkim poza nią samą…

CZYTAJ RÓWNIEŻ:




Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów do artykułu:
Platforma o aborcji: zero zadowolonych, sprzeciw konserwatystów, wolne pole w centrum i na prawicy.



Źródło

Uważam, że zarząd popełnił błąd



W październiku 2020 roku TK uznał, że tzw. aborcja eugeniczna jest niezgodna z Konstytucją. Po trzech miesiącach orzeczenie zostało opublikowane w Dzienniku Ustaw. Zlikwidowanie jednej z trzech przesłanek do terminacji ciąży wywołało liczne protesty na ulicach polskich miast.


Od czasu ogłoszenia decyzji Trybunału Konstytucyjnego różne środowiska proponują własne rozwiązania. Komitet Legalna Aborcja Bez Kompromisów, który popiera grupa posłanek Lewicy, przedstawił projekt zakładający m.in. możliwość dokonywania aborcji do 12. tygodnia ciąży niezależnie od przyczyny. Polskie Stronnictwo Ludowe zaproponowało przyjęcie tzw. ustawy ratunkowej, przywracającej trzy przesłanki aborcji, a w dalszej perspektywie przeprowadzenie referendum w tej sprawie.


O propozycji na rozwiązanie ideologicznego sporu mówił także . Prezydent zaproponował, aby dopuszczalne było przeprowadzenie aborcji w przypadkach, gdy „badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na wysokie prawdopodobieństwo, że dziecko urodzi się martwe albo obarczone nieuleczalną chorobą lub wadą prowadzącą niechybnie i bezpośrednio do śmierci dziecka, bez względu na zastosowane działania terapeutyczne”.

PO za liberalizacją prawa aborcyjnego


W środę 17 lutego, po kilku tygodniach zapowiedzi, Zarząd Krajowy PO przyjął stanowisko w sprawie aborcji, a dzień później Borys Budka wraz z grupą posłanek Platformy Obywatelskiej przekazali szczegóły na konferencji prasowej. Politycy zaprezentowali „Pakiet Praw Kobiet”, a w nim możliwość przeprowadzania aborcji „w szczególnie trudnych sytuacjach osobistych, po spełnieniu określonych warunków, takich jak konsultacja z psychologiem i z lekarzem”. Małgorzata Kidawa-Błońska dodała, że prawo dokonywania aborcji w tym wypadku obowiązywałoby do 12. tygodnia ciąży.

Stanowisko grupy konserwatywnych polityków PO


Kilka dni wcześniej Interia dotarła do stanowiska konserwatywnej grupy polityków PO w sprawie aborcji. Sprzeciwiają się oni „opresyjnemu zaostrzeniu przepisów prawa aborcyjnego, dokonanemu przez PiS w wyroku TK Julii Przyłębskiej”. Politycy podkreślili jednocześnie, że utożsamiają się z dotychczasowym stanowiskiem PO zawartym w oficjalnych dokumentach, m.in. w Deklaracji Ideowej z 2001, które opiera się na przepisach wprowadzonych ustawą z 1993 roku.


W dalszej części zaznaczyli, że PO nie powinna „zajmować radykalnego stanowiska i stawać się stroną w wojnie aborcyjnej”. W dokumencie, pod którym podpisało się 21 polityków PO, pojawił się zapis, że „należy rozważyć wyrażaną przez znaczącą część społeczeństwa potrzebę przeprowadzenia w przyszłości w tej sprawie referendum”.

Paweł Zalewski: Uważam, że zarząd PO popełnił błąd


W rozmowie z „Wprost” stanowisko przyjęte przez Zarząd Krajowy PO skomentował Paweł Zalewski. Polityk podpisał się pod omawianym wyżej stanowiskiem Grupy Konserwatywnej PO.


– Uważam, że zarząd PO popełnił błąd. To jest wchodzenie w kwestie światopoglądowe, czego chce Jarosław Kaczyński. Prezes PiS chce wywołać w Polsce konflikt światopoglądowy i uważam, że wchodzenie w ten konflikt jest błędem – powiedział Paweł Zalewski i przypomniał artykuł ze statutu partii.


Traktuję stanowisko PO w sprawie aborcji jako propozycję władz partii. Artykuł 57. statutu stanowi, że decyzje w sprawach ideowych podejmuje Konwencja, więc należy zwołać Radę Krajową, która zwoła Konwencję. Oczekuję od zarządu, że taka właśnie decyzja zostanie przyjęta i że wówczas i na Radzie, i na Konwencji będziemy mogli wypracować decyzję i stanowisko, które pozwoli być w Platformie osobom o światopoglądzie bardziej lewicowym i bardziej konserwatywnym – stwierdził.


Paweł Zalewski podkreślił, że wewnątrz partii należy wypracować takie rozwiązania, które pozwolą politykom o różnym światopoglądzie działać na rzecz ugrupowania.


– Uważam, że to są poważne kwestie, które wymagają: po pierwsze przestrzegania statutu i działania w zgodzie z nim, a po drugie wymagają szerokiej debaty w ramach partii, czyli z jednej strony procedury demokratyczne, bo tym się różnimy od PiS-u, że jesteśmy partią demokratyczną, a z drugiej strony kwestia znalezienia takich rozwiązań, które spowodują, że politycy o różnych światopoglądach będą mogli dalej pracować na rzecz Platformy Obywatelskiej i Polski. Tak jak do tej pory przez 20 lat nam się to udawało. Czekam na debatę wewnątrz partii, która dzisiejszym stanowiskiem zarządu została rozpoczęta – podsumował Paweł Zalewski.


Czytaj też:
Członek władz PO po decyzji ws. aborcji: „Nie mamy nawet drobnego rozłamu”





Źródło

Kto ma decydować o prawie aborcyjnym? “Tego przeciwniczki referendum nie mówią”



Niedawne „orzeczenie” tzw. Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji wywołało ogromne poruszenie społeczne i niemałe zamieszanie na scenie politycznej. Zamieszanie tym większe, że na nowo wywołało ideologiczną debatę na temat docelowego modelu prawa aborcyjnego w Polsce.


Jeśli wierzyć sondażom zdecydowana większość Polaków nie akceptuje sytuacji powstałej po decyzji Trybunału pani Przyłębskiej. Sytuacja zaczyna się jednak komplikować, gdy idzie o rozwiązania pozytywne na przyszłość.


Wielu chciałoby powrotu do rozwiązań sprzed orzeczenia Trybunału, czyli tzw. kompromisu. Jednak inni nie chcą o tym słyszeć. Mówią, że kompromis został unicestwiony przez Trybunał i że nie ma innej drogi niż aborcja na życzenie do 12. tygodnia ciąży. W ten sposób wypowiada się nie tylko Lewica, ale także Platforma Obywatelska, która przedstawiła swój pomysł na liberalizację przepisów antyaborcyjnych.


Czytaj też:
PO za liberalizacją prawa aborcyjnego. „Przerwanie ciąży możliwe do 12. tygodnia”


Sprawę jeszcze bardziej komplikuje fakt, że spór budzi nawet i to, w jaki sposób ma być wypracowane nowe prawo aborcyjne. Propozycja referendum spotyka się ze zdecydowanym sprzeciwem środowisk lewicowych i feministycznych. Prawa człowieka – powiadają – nie mogą być przedmiotem głosowania. Nie można, twierdzą, w drodze plebiscytu decydować, czy kobiety mają mieć prawo do decydowaniu o własnym ciele czy macierzyństwie.


Kto zatem ma decydować o nowym prawie aborcyjnym? Tego przeciwniczki referendum nie mówią. Można się jedynie domyślać, że oczekiwałyby w tej sprawie decyzji parlamentu. Szkopuł w tym, że parlament podejmuje decyzje w drodze… głosowania. Zatem tak czy inaczej dla sprawy liberalizacji prawa aborcyjnego potrzeba większości. Większości w parlamencie a zatem także w społeczeństwie.


Czytaj też:
Wanda Nowicka o zamieszaniu „na prawicy”. „Ziobro też cały czas tam podgryza”


Tak to już jest, że w demokracji nie ma innej drogi dla stanowienia praw, choćby podstawowych, niż w drodze głosowania. Zwolennicy aborcyjnej wolności mogą ubierać sprawę w najbardziej wzniosłe słowa, ale nie zmienia to faktu, ze w Polsce prawo stanowi się właśnie uzyskując większościowe poparcie w parlamencie i (albo) w społeczeństwie.


Koniec końców oznacza to głosowanie. W taki właśnie sposób przez wiele ostatnich dekad a nawet stuleci poszerzano katalog praw i osób z nich korzystających.


W ustroju demokratycznym każde nowe prawo podlega jakiemuś głosowaniu. Innej drogi nie ma. Czy środowiska proaborcyjne tego nie rozumieją? Myślę, że rozumieją, tym bardziej, że mają świeżo w pamięci przykład Irlandii, która 3 lata temu zalegalizowała aborcję w drodze referendum właśnie.


Jednak wiedzą też, że – przynajmniej na razie – nie ma w Polsce większościowego poparcia dla aborcji na życzenia. Uważają więc, że łatwiej będzie im wywrzeć nacisk na partie polityczne i parlamentarzystów niż przekonać do swoich postulatów większość Polaków.


Towarzyszy temu zresztą retoryka, że prawo do aborcji im się po prostu należy i w ogóle nikogo przekonywać nie muszą. Otóż muszą. Inaczej ich postulaty nie staną się w Polsce prawem.


Czytaj też:
Marta Lempart usłyszała zarzuty. Liderka Strajku Kobiet nie przyznała się do winy


Jarosław Kaczyński i towarzystwo pod kierownictwem Julii Przyłębskiej roznieciło w Polsce na nowo aborcyjną wojnę. Wojnę, która szybko się skończy i długo będzie jeszcze rozpalać społeczne emocje. Tak czy inaczej nowe prawo określające zakres legalnej aborcji określi prędzej czy później w głosowaniu naród albo jego przedstawiciele.





Źródło

Kto ma decydować o prawie aborcyjnym? “Tego przeciwniczki referendum nie mówią”



Niedawne „orzeczenie” tzw. Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji wywołało ogromne poruszenie społeczne i niemałe zamieszanie na scenie politycznej. Zamieszanie tym większe, że na nowo wywołało ideologiczną debatę na temat docelowego modelu prawa aborcyjnego w Polsce.


Jeśli wierzyć sondażom zdecydowana większość Polaków nie akceptuje sytuacji powstałej po decyzji Trybunału pani Przyłębskiej. Sytuacja zaczyna się jednak komplikować, gdy idzie o rozwiązania pozytywne na przyszłość.


Wielu chciałoby powrotu do rozwiązań sprzed orzeczenia Trybunału, czyli tzw. kompromisu. Jednak inni nie chcą o tym słyszeć. Mówią, że kompromis został unicestwiony przez Trybunał i że nie ma innej drogi niż aborcja na życzenie do 12. tygodnia ciąży. W ten sposób wypowiada się nie tylko Lewica, ale także Platforma Obywatelska, która przedstawiła swój pomysł na liberalizację przepisów antyaborcyjnych.


Czytaj też:
PO za liberalizacją prawa aborcyjnego. „Przerwanie ciąży możliwe do 12. tygodnia”


Sprawę jeszcze bardziej komplikuje fakt, że spór budzi nawet i to, w jaki sposób ma być wypracowane nowe prawo aborcyjne. Propozycja referendum spotyka się ze zdecydowanym sprzeciwem środowisk lewicowych i feministycznych. Prawa człowieka – powiadają – nie mogą być przedmiotem głosowania. Nie można, twierdzą, w drodze plebiscytu decydować, czy kobiety mają mieć prawo do decydowaniu o własnym ciele czy macierzyństwie.


Kto zatem ma decydować o nowym prawie aborcyjnym? Tego przeciwniczki referendum nie mówią. Można się jedynie domyślać, że oczekiwałyby w tej sprawie decyzji parlamentu. Szkopuł w tym, że parlament podejmuje decyzje w drodze… głosowania. Zatem tak czy inaczej dla sprawy liberalizacji prawa aborcyjnego potrzeba większości. Większości w parlamencie a zatem także w społeczeństwie.


Czytaj też:
Wanda Nowicka o zamieszaniu „na prawicy”. „Ziobro też cały czas tam podgryza”


Tak to już jest, że w demokracji nie ma innej drogi dla stanowienia praw, choćby podstawowych, niż w drodze głosowania. Zwolennicy aborcyjnej wolności mogą ubierać sprawę w najbardziej wzniosłe słowa, ale nie zmienia to faktu, ze w Polsce prawo stanowi się właśnie uzyskując większościowe poparcie w parlamencie i (albo) w społeczeństwie.


Koniec końców oznacza to głosowanie. W taki właśnie sposób przez wiele ostatnich dekad a nawet stuleci poszerzano katalog praw i osób z nich korzystających.


W ustroju demokratycznym każde nowe prawo podlega jakiemuś głosowaniu. Innej drogi nie ma. Czy środowiska proaborcyjne tego nie rozumieją? Myślę, że rozumieją, tym bardziej, że mają świeżo w pamięci przykład Irlandii, która 3 lata temu zalegalizowała aborcję w drodze referendum właśnie.


Jednak wiedzą też, że – przynajmniej na razie – nie ma w Polsce większościowego poparcia dla aborcji na życzenia. Uważają więc, że łatwiej będzie im wywrzeć nacisk na partie polityczne i parlamentarzystów niż przekonać do swoich postulatów większość Polaków.


Towarzyszy temu zresztą retoryka, że prawo do aborcji im się po prostu należy i w ogóle nikogo przekonywać nie muszą. Otóż muszą. Inaczej ich postulaty nie staną się w Polsce prawem.


Czytaj też:
Marta Lempart usłyszała zarzuty. Liderka Strajku Kobiet nie przyznała się do winy


Jarosław Kaczyński i towarzystwo pod kierownictwem Julii Przyłębskiej roznieciło w Polsce na nowo aborcyjną wojnę. Wojnę, która szybko się skończy i długo będzie jeszcze rozpalać społeczne emocje. Tak czy inaczej nowe prawo określające zakres legalnej aborcji określi prędzej czy później w głosowaniu naród albo jego przedstawiciele.





Źródło

PO za liberalizacją prawa aborcyjnego. Budka przedstawił szczegóły



Borys Budka przekazał podczas konferencji prasowej w czwartek 18 lutego, że zarząd krajowy Platformy Obywatelskiej przyjął stanowisko ws. aborcji. Politycy PO poinformowali, że aborcja powinna być dostępna w szczególnie trudnych warunkach osobistych kobiety po konsultacjach z lekarzem i psychologiem. Terminacja ciąży byłaby możliwa do 12. tygodnia ciąży. Jest to bardzo duża zmiana, ponieważ do tej pory Platforma Obywatelska opowiadała się za zawartym w 1993 roku tzw. kompromisem aborcyjnym, który dopuszczał aborcję w przypadku zagrożenia zdrowia i życia kobiety, ciężkiego uszkodzenia płodu oraz gdy ciąża jest skutkiem przestępstwa. Małgorzata Kidawa-Błońska, która stała na czele zespołu przygotowującego stanowisko partii ws. aborcji zapewniła, że PO chce, aby trzy przesłanki do przerwania ciąży, które obowiązywały wcześniej, obowiązywały dalej.


twitter

PO: Odrzucamy skrajności prawicowe oraz lewicowe


– Powinniśmy zawrzeć nową umowę społeczną i odrzucić skrajności prawicowe oraz lewicowe, aby takie rozwiązania mogła zaakceptować większość Polaków. Dlatego to kobieta po konsultacji z lekarzem i psychologiem powinna móc podjąć decyzję o przerwaniu ciąży – zaznaczyła. Borys Budka dodał, że PO jest zdania, iż kobieta powinna być bezpieczna i mogła świadomie podejmować decyzję o swojej przyszłości, w tym macierzyństwie. – Nasi wyborcy oczekują od nas jasnego stanowiska. Fundamentem deklaracji jest upominanie się o podmiotowe traktowanie kobiety – powiedział. Zdaniem Małgorzaty Kidawy-Błońskiej dzieci w Polsce będą się rodzić, kiedy kobiety będą się czuły bezpieczne i będą miały prawo wyboru.

Pomaska: Przez ostatnie pięć lat PiS odbierał Polkom ich prawa


– W ostatnim czasie PiS rękami TK zniszczył kompromis aborcyjny. On nie był idealny, ale dawał podstawowe poczucie bezpieczeństwa i nie zmuszał Polek do heroizmu. Przez ostatnie pięć lat PiS odbierał Polkom ich prawa. Na początku zabrano dostęp do antykoncepcji i in vitro, utrudniono dostęp do badań prenatalnych. PiS ma na ustach hasła aktywności prorodzinnej, a te wszystkie działania pokazują, że jest inaczej – podkreśliła Agnieszka Pomaska.

Co zawiera Pakiet Praw Kobiet?


Posłanka Izabela Leszczyna dodała, że przyjęty przez PO Pakiet Praw Kobiet zakłada przede wszystkim bezpieczeństwo kobiet czyli m.in. gwarancję przez państwo dostępu do edukacji seksualnej, antykoncepcji oraz antykoncepcji awaryjnej, a także finansowanie przez państwo badań prenatalnych oraz zapewnienie wsparcia dla rodzin, które wychowują niepełnosprawne dzieci oraz finansowanie in vitro.

Co z konserwatywną frakcją PO?


Informacje przekazane przez Borysa Budkę świadczą o tym, że w  zwyciężyło skrzydło liberalne. Nie wiadomo, jak na tę decyzję zareagują bardziej konserwatywni posłowie. – Jeśli moja partia by powiedziała, że aborcja na życzenie jest ok, to mnie w takiej partii nie będzie – mówił kilka dni temu Ireneusz Raś w rozmowie z RMF FM. Frakcja konserwatywna wystosowała również list, w którym zaproponowano przeprowadzenie referendum w sprawie aborcji. Napisano, że „wobec wielkiego kryzysu społecznego, spowodowanego zaostrzeniem przez PiS przepisów aborcyjnych, PO nie powinna zajmować radykalnego stanowiska i stawać się stroną w wojnie aborcyjnej, która spolaryzuje nasz kraj na wiele lat”. Pod apelem podpisało się 21 polityków.


Borys Budka w trakcie konferencji prasowej zapewnił, że w „Platformie Obywatelskiej jest miejsce dla polityków o różnych poglądach a w sprawach światopoglądowych nie będzie dyscypliny w głosowaniu”.


Czytaj też:
Grzegorz Schetyna wyśmiał pomysł Borysa Budki. „Polityczne banialuki”





Źródło

Zarząd PO przyjął stanowisko ws. aborcji. PAP: Poparł liberalizację prawa



Posłanka Platformy Obywatelskiej Agnieszka Pomaska przekazała Polskiej Agencji Prasowej, że zarząd krajowy partii przyjął w środę 17 lutego stanowisko w sprawie aborcji. Z nieoficjalnych informacji wynika, że formacja Borysa Budki miała poprzeć liberalizację obecnie obowiązujących przepisów w tym zakresie. Szczegóły stanowiska mają zostać przedstawione podczas konferencji prasowej w czwartek 18 lutego. Nad jego utworzeniem pracował specjalny zespół, którym kierowała Małgorzata Kidawa-Błońska.


twitter

Co z konserwatywną frakcją PO?


Jeśli doniesienia PAP się potwierdzą, będzie to oznaczało, że w PO zwyciężyło skrzydło liberalne. Nie wiadomo, jak na tę decyzję zareagują bardziej konserwatywni posłowie. – Jeśli moja partia by powiedziała, że aborcja na życzenie jest ok, to mnie w takiej partii nie będzie – mówił kilka dni temu Ireneusz Raś w rozmowie z RMF FM. Frakcja konserwatywna wystosowała również list, w którym zaproponowano przeprowadzenie referendum w sprawie aborcji. Napisano, że „wobec wielkiego kryzysu społecznego, spowodowanego zaostrzeniem przez PiS przepisów aborcyjnych, PO nie powinna zajmować radykalnego stanowiska i stawać się stroną w wojnie aborcyjnej, która spolaryzuje nasz kraj na wiele lat”. Pod apelem podpisało się 21 polityków.

Sikorski: Spór o pietruszkę


Nieco sceptyczny był także Radosław Sikorski, który w TOK FM twierdził, że wewnętrzne spory w Platformie Obywatelskiej ws. aborcji są niepotrzebne, ponieważ w tej kadencji Sejmu możliwe jest tylko zaostrzenie prawa aborcyjnego. – Teraz jest to spór o pietruszkę. Powinniśmy się o to spierać, gdy odsuniemy PiS od władzy – tłumaczył europoseł. Sikorski dodał, że w sprawie prawa aborcyjnego nigdy w PO nie powinno być dyscypliny i każdy powinien głosować zgodnie ze swoim sumieniem.


Małgorzata Kidawa-Błońska zapewniała w wywiadach, że „nikt nie będzie wyrzucany z PO, ponieważ siłą formacji jest jej różnorodność”. Jeśli jednak część posłów należących do frakcji konserwatywnej zdecydowałaby się na odejście z partii, dla formacji Borysa Budki byłoby to spore osłabienie.


Czytaj też:
„Niedyskrecje parlamentarne”: Gowin czyści się z „pisowskości”, Komorowski: Trzaskowski albo koniec PO





Źródło

PO za liberalizacją prawa aborcyjnego



Politycy PO spierają się o linię partii ws. aborcji. Małgorzata Kidawa-Błońska stoi na czele zespołu, który ma wypracować wspólne stanowisko Platformy Obywatelskiej w sprawie aborcji.


W rozmowie z Radiem Zet Kidawa-Błońska przyznała niedawno, że Platforma zapewne opowie się za liberalizacją obecnych przepisów. Polityk podkreśliła, że jej partia na pewno opowiada się co najmniej za przywróceniem tzw. kompromisu.


– Zgadzamy się, że przesłanki, które były w poprzedniej umowie społecznej muszą być przywrócone. Rozważamy czwartą przesłankę, żeby kobieta miała prawo wyboru w trudnej sytuacji pod pewnymi warunkami – stwierdziła.


Z kolei jak ustalił serwis Interia, grupa 21 posłów sprzeciwia się pomysłowi opowiedzenia się za liberalizacją prawa aborcyjnego. W stanowisku polityków, do którego dotarł serwis, przedstawiono dwa postulaty: sprzeciw wobec aborcji na życzenie oraz propozycję przeprowadzenia referendum w tej sprawie. “To nie jest stanowisko zbuntowanego skrzydła tylko środka i większości PO” – napisał Andrzej Halicki.


Jednak Polska Agencja Prasowa informuje na Twitterze, że PO tak czy inaczej zapewne opowie się za liberalizacją prawa do przerywania ciąży. “Wiele wskazuje na to, że zarząd PO opowie się w środę za liberalizacją prawa do aborcji; tę opcję – jak wynika z informacji PAP – popiera obecnie większość członków władz Platformy” – przekazała agencja na Twitterze.


twitterCzytaj też:
Dziennikarz TVN: KO strzela sobie właśnie w kolano
Czytaj też:
Kosiniak-Kamysz chce referendum ws. aborcji. Mocna odpowiedź Siarkowskiej





Źródło

“Tu nie ma dobrych wyjść…”


W sprawie aborcji nie ma lepszego rozwiązania niż referendum – uważa lider Polski 2050 Szymon Hołownia. Jego zdaniem w tej kadencji Sejmu należy przywrócić obowiązujący od 1993 r. tzw. kompromis aborcyjny; samo referendum miałoby zostać przeprowadzone już po wyborach parlamentarnych.

 

Na antenie radiowej Trójki Hołownia został zapytany, czy w sprawie przepisów aborcyjnych powinno się organizować referendum.

“Jeżeli nie (referendum), to jak to rozstrzygnąć? Jeżeli mamy dwie strony, z których jedna mówi: nie robimy referendum, bo aborcja to prawo kobiet, a druga mówi: nie wolno głosować, bo to jest kwestia prawa do życia – to jeżeli ja wezmę swoje poglądy i umieszczę w korpusie nienaruszalnych praw człowieka i z jednej, i z drugiej strony, to jak my mamy prawo w Polsce ułożyć? To unieważnia demokrację. Trzeba w pewnym momencie to rozstrzygnąć” – mówił polityk.

W ocenie Hołowni, nie ma lepszego rozwiązania niż referendum. “Tu nie ma dobrych wyjść, tu nie ma dobrych rozwiązań. Każde jest złe, mniej lub bardziej” – ocenił Hołownia.

W ocenie lidera Polski 2050 w tej kadencji Sejmu należy przywrócić obowiązujący od 1993 roku tzw. kompromis aborcyjny. Następnym krokiem będzie zorganizowanie panelu obywatelskiego, który przygotuje pytania referendalne. Samo referendum – wskazywał Hołownia – miałoby zostać przeprowadzone w nowej kadencji Sejmu, po wyborach w 2023 r.

Przepisy antyaborcyjne zostały zmienione na skutek wyroku Trybunału Konstytucyjnego z października ub. roku. Wcześniej obowiązująca od 1993 r. Ustawa o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży, zwana tzw. kompromisem aborcyjnym, zezwalała na dokonanie aborcji w trzech przypadkach: w sytuacji, gdy ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety, gdy ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego (gwałt, kazirodztwo) oraz w przypadku ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu. To ta ostatnia przesłanka została uznana przez TK za niekonstytucyjną, co wywołało falę protestów w całym kraju. Przepis ten utracił moc wraz z publikacją orzeczenia TK 27 stycznia.

 

Aleksandra Rebelińska

reb/ itm/





Źródło

Kosiniak-Kamysz chce referendum ws. aborcji. Jest komentarz Siarkowskiej



Polskie Stronnictwo Ludowe, w tym lider ugrupowania Władysław Kosiniak-Kamysz, chce przywrócenia trzech przesłanek umożliwiających przerwanie ciąży. PSL proponuje także przeprowadzenie ogólnopolskiego referendum w tej sprawie.


– Zaakceptowałbym każdy wynik tego głosowania, jeżeli ono byłoby rzetelne, reprezentatywne i mogłoby zostać wprowadzone do porządku prawnego wtedy – tłumaczył na antenie TVN24 Kosiniak-Kamysz.


Na słowa polityka odpowiedziała znana z antyaborcyjnych poglądów posłanka PiS Anna Siarkowska.


– Zróbmy może referendum, by odebrać ochronę prawną życia tym, którzy mają 1,90 m wzrostu, czyli tak jak Pan Poseł Kosiniak-Kamysz – proponuje polityk.


twitter


– Nie można, bo nieetyczne? Owszem, stawianie takich pytań w referendum jest nieetyczne. Prawo do życia nie może być kwestionowane i relatywizowane – tłumaczy dalej posłanka.

Spór o aborcję


22 października 2020 roku TK orzekł, że przerywanie ciąży ze względu na podejrzenie ciężkiej choroby lub upośledzenia płodu jest niezgodne z ustawą zasadniczą. 27 stycznia Trybunał Konstytucyjny opublikował uzasadnienie wyroku z października 2020 r. ws. przepisów o dopuszczalności aborcji. Tego samego dnia wyrok został opublikowany w Dzienniku Ustaw.


Publikacja wyroku wywołała kolejną falę protestów środowisk lewicowych i proaborcyjnych.


Czytaj też:
Aborcja do 12 tygodnia? “To jest cywilizacyjny standard”





Źródło