STAN GRY: Zaremba: PO nie ma z lat 2007–2015 jednego wielkiego przedsięwzięcia, które się udało Hołownia: Opozycja często zapada w covidowo-zimowy sen, żeby odblokować, ludzie rozczarowani obecną władzą muszą znaleźć przystań | Stan gry


— FOT. OBRAZ KRASNALSÓW: Tytus Romek i Atomek, z miłością” The Krasnals. Whielki Krasnal. 2021. Olej na płótnie. 40x50cm
https://www.facebook.com/110097159067622/photos/a.110151685728836/3646402008770435/

— GDYBY TO DZIŚ DO REDAKCJI „NEWSWEEKA” WPAROWALI AGENCI, WYRYWAJĄC KOMPUTER LISOWI, TO POLSKA SPADŁABY NA SAMO DNO RANKINGU WOLNOŚCI PRASY, KOMISJA EUROPEJSKA NATYCHMIAST WYSŁAŁABY TU PANIĄ JOUROVĄ, ZAREAGOWAŁBY RZECZNIK BODNAR I ONZ – ROBERT MAZUREK O SPRAWIE WYROKU NA MAJEWSKIEGO: “Gdyby to dziś do redakcji „Newsweeka” wparowali agenci, wyrywając komputer Lisowi, to Polska spadłaby na samo dno rankingu wolności prasy. Reporterzy Bez Granic rozbiliby na Nowogrodzkiej miasteczko namiotowe i wezwali na pomoc prezydenta Bidena. Komisja Europejska natychmiast wysłałaby tu panią Jourovą, zareagowałby rzecznik Bodnar i ONZ. Ale spokojnie, teraz nikt fatygował się nie będzie. W końcu to tylko Majewski. W jego obronie nikt nie zamknie się w klatce przed Sejmem, a pismaki pogadają, pogadają i przestaną. Co najwyżej jakąś zrzutkę zorganizują, by te 18 tys. znaleźć, ale to wszystko. Nic tu się nie zmieni i tak jedynym skazanym w sprawie Pyjasa po 30 latach wolnej Polski będzie Wildstein, a jedynym skazanym w aferze podsłuchowej Majewski. Rację miał Dymny: „Na przykład Majewski przeszedł do historii. Ale on tu jeszcze wróci”.
https://www.rp.pl/Plus-Minus/301229987-Robert-Mazurek-Na-przyklad-Majewski.html

— PRAWA FLANKA POLSKIEJ KOALICJI RZĄDZĄCEJ, KTÓRA NA CO DZIEŃ REPREZENTUJE DOŚĆ ZAMORDYSTYCZNE SKŁONNOŚCI, OGŁASZA, IŻ BĘDZIE WALCZYĆ O WOLNOŚĆ SŁOWA W INTERNECIE – MICHAŁ SZUŁDRZYŃSKI W RZ: “Również dziś samozwańczy obrońcy wolności nie budzą mojego entuzjazmu. Gdy słyszę, że prawa flanka polskiej koalicji rządzącej, która na co dzień reprezentuje dość zamordystyczne skłonności, ogłasza, iż będzie walczyć o wolność słowa w internecie, mam mieszane uczucia. Podobnie, gdy słyszę, że ci, którzy kibicowali czystkom w telewizji publicznej i zmianie jej w ideologiczny młotek, dziś mówią o walce z cenzurą”.

— CAŁY KONCEPT POLITYCZNEJ POPRAWNOŚCI – KTÓRY TAK SOBIE CENIĄ ROZMAITEJ MAŚCI LIBERAŁOWIE CZY LEWICOWCY – JEST W ZAŁOŻENIU OPARTY NA TYM, ŻE PEWNE SPRAWY WYMIATAMY Z DEBATY PUBLICZNEJ – DALEJ SZUŁDRZYŃSKI: “Nie zasłużyłbym na miano symetrysty, gdybym dla równowagi nie zwrócił uwagi na niebezpieczne tendencje z drugiej strony. Pamiętam złożoną w Sejmie ustawę przywracającą rzekomo kobietom wolność wyboru w sprawie aborcji, która przewidywała kary więzienia za organizację antyaborcyjnych wystaw. W ogóle zresztą cały koncept politycznej poprawności – który tak sobie cenią rozmaitej maści liberałowie czy lewicowcy – jest w założeniu oparty na tym, że pewne sprawy wymiatamy z debaty publicznej. Wolność osiągamy poprzez dekretowanie nowych tabu”.

— JUŻ Z PISM HOBBESA WIEMY, ŻE WOLNOŚĆ MAMY TYLKO WTEDY, GDY JEST JĄ W STANIE ZAGWARANTOWAĆ PAŃSTWO. BEZ PRAWA I PORZĄDKU NIE BĘDZIE WOLNOŚCI – KONKLUZJA SZUŁDRZYŃSKIEGO W RZ: “Obrońcy wolności zdają się pojmować ją w sposób skrajnie indywidualistyczny. Ja mam wolność, nikomu nic do tego. Problem w tym, że żyjemy we wspólnocie, wobec której mamy pewne zobowiązania. Już z pism Hobbesa wiemy, że wolność mamy tylko wtedy, gdy jest ją w stanie zagwarantować państwo. Bez prawa i porządku nie będzie wolności, przeciwnie, wszyscy będą walczyć ze wszystkimi. Stan natury nie jest stanem wolności. Dopiero przyjęcie pewnych wspólnych reguł umożliwia nam cieszenie się wolnością”.
https://www.rp.pl/Plus-Minus/301229991-Bunt-przedsiebiorcow-i-uluda-wolnosci.html

— WIELKA I BOGATA PARTIA GODZIŁA SIĘ NA ROLĘ MŁODSZEGO BRATA (ALBO SIOSTRY) SKRAJNIE IDEOLOGICZNEGO STRAJKU KOBIET. I FAKTYCZNIE TO MOŻE BYĆ ŹRÓDŁEM SŁABOŚCI – PIOTR ZAREMBA W RZ: “Chodzi, zdaje się, o wrażenie, jakoby wielka i bogata partia godziła się na rolę młodszego brata (albo siostry) skrajnie ideologicznego Strajku Kobiet. I faktycznie to może być źródłem słabości. PO uchwyciła się pań Lempart i Suchanow z powodu krótkotrwałej żywotności ich wojny o aborcję. Ale choć wojna wróci w momencie publikacji orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego, nie jest pewne, czy ten alians Platformie służy, czy ją osłabia. Z pewnością wzmacnia spoistość Zjednoczonej Prawicy – dopiero co Budka prężył muskuły, sugerując, że rozbije rządową większość przy pomocy Jarosława Gowina. Dziś nie ma już o tym mowy. Co więcej, wulgarny radykalizm feministek ma w sobie uliczny power, ale może też wystraszać. Tych mniej przekonanych może ująć grzeczniejszy Hołownia. I to mimo że on także wykonywał różne gesty pod adresem Strajku Kobiet”.

— TWARZE LIDERÓW „STAREJ” OPOZYCJI, KTÓRZY OD LAT PODRYGUJĄ W TYM SAMYM RYTUALNYM TAŃCU, POWTARZAJĄC TE SAME FORMUŁKI, MOGŁY ZMĘCZYĆ, A NAWET ZNUDZIĆ – DALEJ ZAREMBA W RZ: “Życie nie jest jednak sprawiedliwe, a już polityka w szczególności. Czas pandemii mógł nawet wzmocnić potrzebę poszukiwania czegoś nowego, mniej napuszonego i biurokratycznego. Pozory czegoś takiego oferuje Hołownia. Twarze liderów „starej” opozycji, którzy od lat podrygują w tym samym rytualnym tańcu, powtarzając te same formułki, mogły zmęczyć, a nawet znudzić”.

— ZAREMBA O ŹRÓDŁACH PRZEMIANY TUSKA W CHWALCĘ III RP: “POTRZEBOWAŁ WYRAZISTEJ POLARYZACJI I POPARCIA TAKICH MEDIÓW JAK „GAZETA WYBORCZA”, „POLITYKA” CZY TVN: “Może lider PO czuł, że musi się zmienić w chwalcę III RP, bo – szukając odwetu za przegrane wybory prezydenckie – potrzebował wyrazistej polaryzacji i poparcia takich mediów jak „Gazeta Wyborcza”, „Polityka” czy TVN. Współsprawcę można widzieć także w Jarosławie Kaczyńskim. Aby usprawiedliwić koalicję z populistami: Samoobroną i LPR, bardzo szybko obwołał potencjalnych niedoszłych koalicjantów z Platformy demoniczną częścią „układu”.

— UWAGI O TRANSAKCYJNYM STOSUNKU JEJ DZIAŁACZY DO POLITYKI ZNAJDOWAŁY ROZLICZNE PRZYKŁADY – ILEŻ RAZY MÓWIONO O „REPUBLICE DEWELOPERÓW” – W GDAŃSKU CZY W WARSZAWIE ALE PIS PO 2015 ZAMIENIŁ PANSTWO W MECHANIZM PARTYJNIACKI: “Jego grzmiące sejmowe mowy zapowiadały to, co zdarzyło się w następnych latach. Obie partie zmieniły się po trosze w karykatury z wizji ich przeciwników. Platforma nie była formacją jednego wielkiego układu, ale już wielu układów, np. samorządowych – z pewnością. Uwagi o transakcyjnym stosunku jej działaczy do polityki znajdowały rozliczne przykłady (ileż razy mówiono o „republice deweloperów” – w Gdańsku czy w Warszawie). Z kolei PiS okazał się może mniej zaradny w organizowaniu lobbingu i związkach z biznesem, ale po 2015 roku obsiadł państwo, zmieniając w organizm nawet nie tylko upartyjniony, ale partyjniacki”.

— PONAD GRILLUJĄCĄ POLSKĄ UNOSIŁ SIĘ GŁOS SAMEGO PREMIERA JAKO WIELKIEGO MAGA, PSYCHOANALITYKA CZY DIDŻEJA – DALEJ ZAREMBA O LATACH POTĘGI PLATFORMY: “Ideowy podział samej Platformy sprzyjał koncentrowaniu się na polityce jako widowisku. A równocześnie szeroką publikę, Polaków, zapraszano do udziału tylko w roli widowni. Wystarczyło, że Platforma miała realizować aspiracje różnych grup aspirujących do roli klasy średniej. Ponad grillującą Polską unosił się głos samego premiera jako wielkiego maga, psychoanalityka czy didżeja”.

— PLATFORMA NIE MA Z LAT 2007–2015 JEDNEGO WIELKIEGO PRZEDSIĘWZIĘCIA, KTÓRE SIĘ UDAŁO – DALEJ ZAREMBA: “PiS ma na swoją obronę niewiele: sprawniejszy pobór podatków, 500+, pewne wyrównanie rozpiętości w dochodach. Ale za to Platforma nie ma z lat 2007–2015 jednego wielkiego przedsięwzięcia, które się udało. Na które może się powoływać”.

— NIE GRZEBAŁBYM POCHOPNIE PLATFORMY. POZOSTANIE ONA JEDNYM Z GŁÓWNYCH GRACZY. MA PIENIĄDZE I STRUKTURY – DALEJ ZAREMBA: “Mimo wszystko nie grzebałbym pochopnie Platformy. Pozostanie ona jednym z głównych graczy. Ma pieniądze i struktury – w warunkach Polski to wciąż bardzo dużo. Może jej działacze mają transakcyjny stosunek do polityki, ale radzą sobie na poziomie elementarnego zarządzania województwem czy miastem. Czasem radzą sobie średnio, ale nie widzę na horyzoncie sprawniejszej ekipy opowiadającej się „za postępem i Europą”. Mgławica Hołowni będzie skazana na układanie się z nimi. Pogłoski o śmierci Platformy są grubo przedwczesne”.

— DZIŚ BYŁBYM DO WIARY W MECHANIZM WAHADŁA NAWET MNIEJ PRZEKONANY NIŻ W MOMENCIE SZCZYTOWYCH OSIĄGNIĘĆ RAFAŁA TRZASKOWSKIEGO, BO I ON KONCERTOWO UMIE MARNOWAĆ SZANSE – KONKLUZJA ZAREMBY: “Za to ci, którzy wierzą w objęcie przez nią władzy na zasadzie wahadła, wciąż nie mogą być pewni. Dziś byłbym do tego nawet mniej przekonany niż w momencie szczytowych osiągnięć Rafała Trzaskowskiego, bo i on koncertowo umie marnować szanse. Czekanie na Tuska? Dramat powtórzy się jako farsa? A może 68-letni, zdawałoby się, do cna zużyty, polityk, tylko tak zręcznie się maskuje? Pytam na razie przez grzeczność”.
https://www.rp.pl/Plus-Minus/301229995-Platforma-jeszcze-nie-umiera.html?cid

— KOŃCÓWKA STYCZNIA MIAŁA NALEŻEĆ DO PLATFORMY OBYWATELSKIEJ. ŚWIĘTOWANIE DWUDZIESTOLECIA PARTII I NOWE OTWARCIE DZIĘKI DEKLARACJI IDEOWEJ – ŁUKASZ ROGOJSZ W GAZETA.PL: “Końcówka stycznia miała należeć do Platformy Obywatelskiej. Świętowanie dwudziestolecia partii i nowe otwarcie dzięki deklaracji ideowej. Deklaracji jednak nie ma (i nie wiadomo, kiedy będzie), a jubileusz popsuł Platformie Szymon Hołownia, który podebrał jej dwójkę parlamentarzystów. I na tej dwójce może nie poprzestać, bo w kuluarach słychać kolejne nazwiska z transferowej karuzeli”.

— LUDZI MARTWI, ŻE NIE MA WYJŚCIA Z ŻADNĄ ODPOWIEDZIĄ, INICJATYWĄ, KONTRUDERZENIEM. POWINNIŚMY TERAZ POZYSKAĆ JAKIEŚ NOWE ŚRODOWISKA DO KOALICJI OBYWATELSKIEJ – POLITYK PO W TEKŚCIE ROGOJSZA: “Mówi inny polityk Platformy, dobrze zorientowany w partyjnych nastrojach: Bardzo to wszystko dziwne, jak to obserwujemy i omawiamy w Platformie. Partia ma pretensje do kierownictwa o brak reakcji. Ludzi martwi, że nie ma wyjścia z żadną odpowiedzią, inicjatywą, kontruderzeniem. Powinniśmy teraz pozyskać jakieś nowe środowiska do Koalicji Obywatelskiej, żeby pokazać, że też się rozszerzamy, a nic takiego się nie dzieje”.

— TOTALNA KATASTROFA – ZAŁAMUJE RĘCE POLITYK PO W TEKŚCIE ROGOJSZA W GAZETA.PL: “Naszym problemem jesteśmy my sami i to, że nie potrafimy nic zrobić z naszym szumnie zapowiadanym nowym otwarciem. Dyskusja nad deklaracją ideową, która miała być fundamentem tego nowego otwarcia, nie zmierza dzisiaj w stronę tego, jaka ma być, tylko bardziej, czy w ogóle ma być. Totalna katastrofa – załamuje ręce.

— ZA STERCZEWSKIEGO NALEŻAŁOBY HOŁOWNI JESZCZE DOPŁACIĆ, ŻEBY GO WZIĄŁ – MÓWI POLITYK PO ROGOJSZOWI: “- Zbierają wszystko zewsząd – mówi o formacji Hołowni polityk Platformy, którego pytamy o transfery z PO do Polski 2050. I dodaje: To będzie bardziej egzotyczne niż ruch Kukiza i może się jeszcze szybciej rozwalić. Dzisiaj mają efekt świeżości, są na fali, ale jeśli nic nas nie zabije w najbliższym czasie, to spokojnie ich przetrzymamy Za Sterczewskiego należałoby Hołowni jeszcze dopłacić, żeby go wziął”.
https://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114884,26714518,naszym-problemem-jestesmy-my-sami-w-platformie-wcale-nie.html

— ANDRZEJ OLECHOWSKI O SZTURCHANIU PLATFORMY, ŻEBY POWIEDZIAŁA O CO WALCZY – MÓWI FAKTOWI: “W tym właśnie celu szturcham – jeśli można tak powiedzieć – Platformę, przypominając ten manifest sprzed 20 lat. Był wyrazisty i mówił, o co walczymy. Dzisiaj, gdyby w sondażu zadano pytanie, o co walczy Platforma, ludzie odpowiadaliby zapewne, że o wolność i demokrację. To jest dobry cel, ale na czas wojny. A dziś trzeba powiedzieć o jaką demokrację i o jaką wolność. W tej materii różnice poglądów między Polakami są duże i oczekuję od Platformy, że ona sobie z tym poradzi i wyjdzie z wyrazistym manifestem”.

— OLECHOWSKI Z SYMPATIĄ PATRZY NA TO, CO ROBI PAN HOŁOWNIA: “Pyta pan o to kogoś, kto ma usposobienie liberalne. Nie tylko w polityce, ale w każdej dziedzinie życia chciałbym mieć możliwość wyboru i nie być skazany na jego brak. Z sympatią patrzę na to, co robi pan Hołownia. A jednocześnie mam świadomość, że fragmentacja tej strony sceny politycznej osłabia ją w stosunku do PiS, którego rządy uważam za nieszczęśliwe dla Polski”.
https://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/andrzej-olechowski-o-platformie-obywatelskiej/46sfmxr

— SZYMON ZAGŁOSUJE INACZEJ, JA INACZEJ, ALE ROZMAWIAMY I MAMY WIELE PUNKTÓW WSPÓLNYCH – JOANNA MUCHA W ROZMOWIE Z NATALIĄ WALOCH W WYSOKICH OBCASACH GW: “- Szymon dobrze mówi, a ludzie chcą go słuchać. Ale mnie najbardziej się podoba to, że w tym ugrupowaniu rozmawia się o tym, jak rozwiązać problemy ludzi, a nie żeby się okopać każdy w swoim poglądzie. To olbrzymia zmiana, którą czuję. Podam przykład: jeśli Szymon ma inny pogląd niż ja na aborcję, to siadamy i gadamy o tym, co zrobić, żeby w Polsce było jak najmniej aborcji. I okazuje się, że w wielu punktach mamy takie same zdanie: że potrzeba edukacji seksualnej, opieki ginekologicznej, dostępu do antykoncepcji, dostęp do doradztwa. I kiedy zgadzamy się w tylu punktach, jesteśmy w stanie rozwiązać 80 proc. problemów związanych z aborcją w Polsce. A w tych pozostałych 20 proc. Szymon zagłosuje inaczej, ja inaczej i uważam, że to jest OK.”.

— MUCHA O DERADYKALIZACJI WBREW DZIAŁALNOŚCI KREMLA, KTÓRĄ NALEŻY BADAĆ – MÓWI WALOCH: “Wiele państw naszego kręgu podjęło polityki, w ramach których w usystematyzowany sposób walczą ze wszelkimi radykalizmami w życiu politycznym i społecznym, co jest bardzo ważne również z tego powodu, że jest jasne, że są one wspierane przez Rosję i Kreml. Należy to badać i systemowo z tym walczyć”.
https://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/7,163229,26711626,joanna-mucha-bede-przekonywala-holownie-do-liberalizacji-prawa.html

— CHCĘ WYPOWIEDZIEĆ SIĘ W TEJ SPRAWIE W CISZY REFERENDALNEJ KABINY I NIECH WYPOWIE SIĘ W TEJ SPRAWIE KAŻDY. GŁOS BĘDZIE WAŻYŁ TYLE SAMO, NIE BĘDZIE PREZYDENTÓW, BISKUPÓW, POSŁÓW, POLITYCZNYCH ŚWIĘTYCH KRÓW – SZYMON HOŁOWNIA ZA REFERENDUM ABORCYJNYM – W ROZMOWIE Z EWĄ WINNICKĄ I CEZARYM ŁAZAREWICZEM W WP: “Mam w tej sprawie swój pogląd. Tylko – co się dzieje, gdy jedna strona mówi: „nie wolno nad tym głosować, bo prawo do życia od poczęcia to prawo człowieka”, a druga: „nie wolno nad tym głosować, bo aborcja to prawo człowieka”? Jak nie można głosować – jak rozumiem, w referendum – to dlaczego chcecie nad tym głosować w Sejmie? To już nie głosowanie? Umieszczenie swoich poglądów w obszarze nienegocjowalnych praw człowieka unieważnia demokrację, niweluje pole jakiekolwiek kompromisu – są dwa obozy, coraz bardziej wrogie, i pat. Chcę wypowiedzieć się w tej sprawie w ciszy referendalnej kabiny i niech wypowie się w tej sprawie każdy. Głos będzie ważył tyle samo, nie będzie prezydentów, biskupów, posłów, politycznych świętych krów. Musimy tylko sensownie przygotować pytania”.

— POLITYKA JEST BRUDNA MIĘDZY INNYMI DLATEGO, ŻE WIELU PRZYZWOITYCH LUDZI TRZYMA SIĘ OD NIEJ Z DALEKA – MÓWI HOŁOWNIA ŁAZAREWICZOWI I WINNICKIEJ: “Polityka jest brudna między innymi dlatego, że wielu przyzwoitych ludzi trzyma się od niej z daleka. I dlatego, że ci, którzy w niej są, uwierzyli, że inaczej się nie da. Mieli się to cały czas tak samo. A przecież jeśli podstawiasz do równania wciąż stare zmienne, nigdy nie dostaniesz nowego wyniku. Żeby to zrobić, trzeba się w to szambo zanurzyć i wyciągnąć korek, który jest po drugiej stronie”.

— HOŁOWNIA O TYM, ŻE NAJBARDZIEJ GO INTERESUJE GUZIK DO STEROWANIA PROCESAMI, KTÓRE MAJĄ WPŁYW NA NASZE ŻYCIE: “Wiem, że za tym korytem, pod którym toczą się te zapasy, jest chlewik, a w nim guzik do sterowania procesami, które mają wpływ na nasze życie. Ten guzik mnie najbardziej interesuje. On i tablica rozdzielcza, z której PiS powykręcał już prawie wszystkie bezpieczniki”.

— PANDEMIA POKAZUJE NAM JASNO: POLITYKA TO NIE ZAPASY W KISIELU, TO SPRAWA ŻYCIA I ŚMIERCI – DALEJ HOŁOWNIA U WINNICKIEJ I ŁAZAREWICZA W WP: “Pandemia pokazuje nam jasno: polityka to nie zapasy w kisielu, to sprawa życia i śmierci. Jak polityka jest zła – w czasie pandemii umiera rocznie kilkadziesiąt tysięcy Polaków więcej, niż zwykle. A drugie tyle umiera, bo państwo mające 2 miliardy na idiotyzmy w rodzaju przekopów Mierzei i kolejne 2 miliardy (czyli: ponad 230 tysięcy złotych na godzinę) na tępą propagandę, że o milionach dla biznesów Rydzyka nie wspomnę, nie ma ich na załatwienie wreszcie kwestii jakości powietrza. Gdy zaczynałem polityczną drogę, Jacek Cichocki powiedział mi, że przechodzę ze świata, w którym słowo ten świat opisuje, do takiego, w którym to słowo ma świat tworzyć. Polityka to odpowiedzialność, nie bezpieczny etat, nie cyrk. Ja poszedłem do niej po to, by wziąć odpowiedzialność, poustawiać rzeczy znów na miejscach, bo w tym bałaganie coraz trudniej żyć”.

— MOŻEMY BYĆ ZACZYNEM NOWEJ JAKOŚCI NA OPOZYCJI, KTÓRA ZA CZĘSTO ZAPADA W COVIDOWO – ZIMOWY SEN – DALEJ HOŁOWNIA: “ Logistycznie – przedsięwzięcie jest olbrzymie. Nie mamy subwencji, dotacji, walczymy dosłownie z tygodnia na tydzień i miesiąca na miesiąc. Ale może dzięki temu możemy być zaczynem nowej jakości na opozycji, która za często zapada w covidowo – zimowy sen. Bycie opozycją to nie państwowa posada. To nie komfort, to dyskomfort. Nieustanna pozycja startowa, walka o zmianę”.

— TYSIĄC OSÓB NA LISTY PARLAMENTARNE, 30 TYSIĘCY NA LISTY SAMORZĄDOWE – DALEJ HOŁOWNIA: “Wybory to olbrzymie przedsięwzięcie. Prawie tysiąc osób na listach, w wyborach samorządowych ponad trzydzieści tysięcy. Na te pierwsze chcemy być wstępnie gotowi nawet w połowie tego roku”.

— ŻEBY TEN SYSTEM ODBLOKOWAĆ, LUDZIE ROZCZAROWANI OBECNĄ WŁADZĄ MUSZĄ ZNALEŹĆ SOBIE PRZYSTAŃ – DALEJ HOŁOWNIA W ROZMOWIE ŁAZAREWICZA I WINNICKIEJ: “Jeśli nie zbudujemy trapu do bezpiecznej ewakuacji dla dotychczasowych wyborców Zjednoczonej Prawicy – ta strona po raz siódmy z rzędu przegra z PiS-em. Bo my się zmobilizujemy, oni się zmobilizują, a na koniec Kaczyński znów dokręci śrubę jakimś dziadkiem z Wehrmachtu, pogada z Kurskim, i znów wygrają czterema procentami. Żeby ten system odblokować, ludzie rozczarowani obecną władzą muszą znaleźć sobie przystań”.

— ZIOBRO, ZDAJE SIĘ, ZBLIŻA SIĘ DO PROGU, ZA KTÓRYM WYJŚCIE Z TEGO UKŁADU I GRA SOLO NA PRZYSZŁEGO LIDERA RADYKALNEJ PRAWICY BĘDZIE OPŁACAŁA MU SIĘ BARDZIEJ – JESZCZE HOŁOWNIA W WP: “Zapewniam was, że tam też wielu widzi już, że układ rządzący wchodzi w typowe mechanizmy degeneracyjne drugiej kadencji, że to się może zawalić. Ziobro, zdaje się, zbliża się do progu, za którym wyjście z tego układu i gra solo na przyszłego lidera radykalnej prawicy będzie opłacała mu się bardziej niż żyrowanie Kaczyńskiego. Gowin zawsze czuje pierwszy nadciągający wiatr zmian. Pod spodem idzie u nich potężna gra o państwowe pieniądze – kto uwłaszczy się na nich bardziej. Żadne idylle, żadne baśnie Morawieckiego nie przykryją tego, że oni naprawdę już niedługo mogą zacząć się kończyć, tyle że my wtedy musimy być gotową alternatywą, tak by ludziom nawet nie przyszło do głowy, żeby zostawać przy PiS-ie dla świętego spokoju. Musimy pokazać, że jest inna opcja”.

— HOŁOWNIA POWTARZA SPRZECIW WOBEC ADOPCJI DZIECI PRZEZ PARY OSÓB TEJ SAMEJ PŁCI: “Jako poseł zagłosowałbym przeciwko takiej ustawie, a jako prezydent bym ją zawetował. Oczywiście jeśli Sejm odrzuciłby weto albo Polacy zdecydowali inaczej w referendum – musiałbym uznać ten wynik, nie zmieniając swoich poglądów w tej sprawie. I żyć dalej. Proszę pamiętać, że my naprawdę – przy wszystkich naszych różnicach – mamy też całkiem sporo rzeczy, co do których możemy się zgodzić, i może wreszcie to nimi zajęlibyśmy się najpierw?”
https://magazyn.wp.pl/informacje/artykul/szymon-holownia-ide-wlasna-droga

— EMILEWICZ MOGŁA ZOSTAĆ MINISTREM OD KLIMATU – PISZE JACEK GĄDEK W GAZETA.PL: “Jadwiga Emilewicz bardzo chciała wrócić do rządu – na stanowisko ministra klimatu i środowiska. Obecny szef resortu Michał Kurtyka chce z kolei odejść. Plan póki co upadł. Dlaczego? Emilewicz wywołała kryzys wokół siebie, bo łamiąc rządowe przepisy, wysłała synów na obóz narciarski. Z kolei Kurtyka przegrał walkę o fotel szefa OECD. Mówi polityk bliski kancelarii premiera: – Emilewicz musi teraz posiedzieć w szatni. Długo, może z rok”.
https://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114884,26712228,jadwiga-emilewicz-miala-wrocic-do-rzadu-wypad-na-narty-w-tym.html

— 20 LAT TEMU w Hali Olivia w Gdańsku miała miejsce manifestacja poparcia dla nowo powstałej Platformy Obywatelskiej.

— 5 LAT TEMU Włodzimierz Czarzasty został wybrany na przewodniczącego Sojuszu Lewicy Demokratycznej.

— URODZINY: Henryk Samsonowicz, Jan Maria Jackowski, Katarzyna Szymańska-Borginon, Michał Kleiber, NIEDZIELA: Tomasz Sekielski, Wojciech Maziarski, Zbigniew Derdziuk.



Źródło

25 lat niewinności – premiera filmu o sprawie Tomasza Komendy

25 lat niewinności – to tytuł filmu opowiadającego historię Tomasza Komendy, niesłusznie skazanego za zbrodnię miłoszycką, której nie popełnił. Premiera filmu w kinach już 18 września.

– Ta historia rozgrywała się ponad 20 lat, więc opowiedzenie jej w pełnym spektrum nie było możliwe – przyznał w Dzień Dobry TVN Jan Holoubek, reżyser filmu “25 lat niewinności”. – Zdecydowaliśmy się na dwa główne wątki. Pierwszy, to sprawa Tomka w kontekście rodzinnym. Bo to piękna historia, jak rodzina utrzymywała go przy życiu. – Drugi wątek, to niesamowita historia, jak Tomasz Komenda został uratowany. Ludzie niewiele wiedzą o kulisach tej sprawy – dodał.

W filmie sporo jest też drastycznych scen więziennych. – Postanowiliśmy że nie będziemy robić filmu wypudrowanego, tylko musimy powiedzieć prawdę. Dlatego tak jest – tłumaczy Jan Holoubek.

25 lat niewinności – kto zagra w filmie?

  • Piotr Trojan – Tomasz Komenda
  • Agata Kulesza – Teresa Klemańska, matka Tomasza
  • Dariusz Chojnacki – Remigiusz Korejwo
  • Jan Frycz – więzień „Stary”
  • Łukasz Lewandowski – prokurator Robert Tomankiewicz
  • Mikołaj Chroboczek – prokurator Dariusz Sobieski

Tomasz Komenda został skazany przez sąd na 25 lat więzienia za zabójstwo 15-letniej Małgosi, która bawiła się na dyskotece w Miłoszycach koło Jelcza-Laskowic w sylwestrową noc. Dziewczynka została brutalnie zgwałcona, a potem pozostawiona w środku nocy na mrozie. Jej ciało znaleziono dopiero następnego dnia. Dopiero po 18 latach odsiadki okazało się, że Tomasz Komenda zbrodni nie popełnił, a w Miłoszycach w ogóle go nie było. Dopiero po uwolnieniu Komendy przed sądem stanęło dwóch innych mężczyzn, których teraz prokuratura podejrzewa o udział w zbrodni miłoszyckiej. Proces wciąż trwa.



Źródło by [author_name]

Dolnoślązak płaci mandaty i szaleje swoim audi. Teraz jechał 176 km/h. Nigdy nie posiadał prawa jazdy!

To się nie mieści w głowie, co wyprawia 43-letni mieszkaniec Dolnego Śląska, który porusza się SUV-em audi! Ostatnio policjanci zatrzymali go na drodze krajowej nr 8 Wrocław – Kłodzko, w okolicach Barda. Przekraczał podwójna ciągłą linię, jechał 103 km/h na ograniczeniu do 50 i 176 w miejscu, gdzie obowiązywała “dziewięćdziesiątka”. Zapłacił w sumie 1500 złotych mandatów, bo okazało się też, że nigdy nie posiadał prawa jazdy. Policjanci sprawdzili, że mężczyzna był już wielokrotnie sprawdzany i karany za wykroczenia drogowe i wciąż siada za kierownicę…

Policjanci z ząbkowickiej grupy “Speed”, kilka dni temu, patrolowali drogę krajowa numer 8. Przejeżdżając przez miejscowość Bardo zobaczyli kierującego Audi, który w miejscu niedozwolonym wyprzedzał inny samochód oraz znacznie przekroczył prędkość. W miejscu, gdzie obowiązywało ograniczenie prędkości do 50 km/h kierowca jechał znacznie więcej, bo aż 103,5 km/h. Funkcjonariusze pojechali za nim rejestrując w tym czasie przewinienia kierującego na wideorejestratorze. Po chwili policjanci dali sygnały do zatrzymania pojazdu. Kierujący na wcześniejszym odcinku drogi krajowej, gdzie obowiązywało ograniczenie prędkości do 90 km/h kilkukrotnie przyspieszał – policyjny wideorejestrator odnotował prędkość nawet 176 km/h, czyli o 86 za dużo.

Kierowca wielokrotnie zatrzymywany za wykroczenia drogowe: Prawo jazdy? Nie miałem czasu robić!

Po zatrzymaniu i sprawdzeniu kierującego w systemach policyjnych okazało się, że 43-letni mieszkaniec powiatu kłodzkiego nigdy nie miał prawa jazdy. W rozmowie z funkcjonariuszami, bardzo wyraźnie zaakcentował, że nie miał wcześniej czasu na zdobycia uprawnień.

43-latek otrzymał dwa mandaty karne: 1000 i 500 złotych. Jeden za kierowanie bez uprawnień, a drugi za przekroczenie dozwolonej prędkości o ponad 50 km/godzinę i nieprawidłowe wyprzedzanie. Odnotowane w systemie informacje świadczyły, że 43-latek już wielokrotnie był kontrolowany i karany za popełnione podobne wykroczenia drogowe. Tym pojazdem na miejscu pasażera podróżował również drugi mężczyzna, który miał uprawnienia, dlatego to on mógł kontynuować jazdę.

Wideo



Źródło by [author_name]

Komorowski o powrocie Tuska: Trochę byłoby go szkoda na ten kociołek krajowy


“Donald Tusk jest rzadkim typem polityka, który zyskał sobie na tyle mocną pozycję na arenie międzynarodowej, że trochę byłoby go szkoda na ten kociołek krajowy” – stwierdził były prezydent Bronisław Komorowski – gość Krzysztofa Ziemca w RMF FM – pytany o ewentualny powrót byłego premiera do aktywności w polskiej polityce. “On pewnie będzie kalkulował, patrząc na sondaże. Jest sporo młodszy ode mnie – niewątpliwie myśli o kontynuowaniu kariery. To będą albo instytucje europejskie czy międzynarodowe, albo powrót na scenę polską” – ocenił.

To jest normalne zjawisko, ale zawsze przykre, świadczące o jakichś albo konfliktach wewnętrznych, albo o jakichś wątpliwościach natury programowej czy ideowej. Zawsze żal kolegów i koleżanek – stwierdził były prezydent Bronisław Komorowski pytany o ostatnie odejścia z Platformy Obywatelskiej. 

Ja już nie jestem członkiem Platformy od 2010 roku. W dalszym ciągu przyglądam się temu środowisku, trzymam kciuki za to środowisko – zapewnił gość Krzysztofa Ziemca w RMF FM. Trochę się niepokoję, aczkolwiek w moim długim dosyć życiu politycznym też był taki moment, że odchodziłem od mojej partii, z którą byłem związany – przyznał, wspominając swoje rozstanie z Unią Wolności i założenie Stronnictwa Konserwatywno-Ludowego.

Jestem przekonany, że Platforma Obywatelska, ruch Szymona Hołowni, Lewica i PSL razem będą miały większość w przyszłym parlamencie i to one będą tworzyły rząd, a nie Prawo i Sprawiedliwość – ocenił w RMF FM były prezydent Bronisław Komorowski. W moim przekonaniu jedyna możliwa sytuacja, która by stworzyła jakiegoś lidera opozycji, to jest lider zbiorowy. To efekt ewentualnego – według mnie bardzo potrzebnego – porozumienia między siłami politycznymi, które wchodzą do parlamentu – dodał. Jakieś porozumienie liderów od Lewicy po PSL czy ruch Szymona Hołowni – to może być lider opozycji, zbiorowy lider – tłumaczył gość RMF FM. Największy rozwój Platforma Obywatelska miała wtedy, kiedy miała triumwirat – było trzech liderów. To dało dynamikę – przypomniał Komorowski.

Platforma potrzebuje zdefiniowania na nowo starego poczucia misji – mówił Bronisław Komorowski w internetowej części programu Gość Krzysztofa Ziemca w RMF FM. Platforma Obywatelska powinna także pokazać to, co było kiedyś źródłem wielkości i siły PO, kiedy wygrywała kolejne wybory. Mam na myśli to, ze była partią środka sceny politycznej, rozciągniętej i na lewo, i na prawo od centrum – dodał były prezydent.

Krzysztof Ziemiec zapytał swojego gościa także o to, czy w nowej deklaracji ideowej PO powinna znaleźć się kwestia aborcji. Uważałem, że rolą opozycji demokratycznej powinna być obrona tego kompromisu (aborcyjnego – przyp. red.) przed Jarosławem Kaczyńskim i panią Przyłębską, a nie zgoda na kwestionowanie, tylko z innych pozycji – np. pełnego przyzwolenia na aborcję na żądanie – odpowiedział Komorowski. Dzisiaj procesy w młodym pokoleniu, uruchomione przez Jarosława Kaczyńskiego, idą w stronę pełnego przyzwolenia na pełną swobodę w podejmowaniu decyzji o aborcji. I tego już, według mnie, nikt nie zatrzyma – dodał były prezydent. Zdaniem Komorowskiego referendum w sprawie aborcji “to jest jedyna szansa na powstrzymanie tego procesu”.

Były prezydent odpowiedział też na pytanie, czy koledzy z Platformy sięgają dziś po jego rady i doświadczenie. Niespecjalnie. Zawsze politycy mają to do siebie, że uważają, że wiedzą już wszystko najlepiej – odpowiedział Komorowski.





Źródło

Idę własną drogą – Magazyn WP


Za korytem, pod którym toczą się zapasy, jest chlewik, a w nim guzik do sterowania procesami, które mają wpływ na nasze życie. Ten guzik mnie najbardziej interesuje. On i tablica rozdzielcza, z której PiS powykręcał już prawie wszystkie bezpieczniki – mówi Magazynowi Wirtualnej Polski Szymon Hołownia. I zapowiada, że jego ruch będzie “nową grawitacją po tej stronie, która dziś nie jest z rządem”.

Przykro panu było, kiedy Marta Lempart poprosiła, by pan wyp……lał?

Nie. Mam grubą skórę.

Pierwszy raz to pan usłyszał?

Od niej – pierwszy. Rozumiem, że różnimy się w poglądach, Marta Lempart dawała mi to zresztą odczuć i wcześniej, jeszcze w czasie kampanii prezydenckiej, ale rozmawiamy, wzięliśmy udział w jednej wspólnej debacie. Po co chować urazy.

Koalicja Obywatelska pewnie teraz ma uraz. Czy Polska 2050 staje się przystanią dla posłów KO?

Nie będę specjalnie odkrywczy, gdy powiem, że opozycję osłabia dziś przede wszystkim ona sama. Bycie opozycjonistą to naprawdę nie jest ciepła posada, spokojny etat i gra na przeczekanie.

Odejście Joanny Muchy i Jacka Burego bardziej osłabia opozycję, niż PiS. Czym ich pan przekonał?

Przychodzą do nas ludzie, którzy chcą działać. Którzy rozumieją, że teraz jest czas intensywnej pracy. Samo “niezgadzanie się z PiS” nie wystarczy, żeby doprowadzić do zmiany władzy. My proponujemy nową politykę, która wiąże się z umiejętnością przezwyciężania starych podziałów. Tu nie chodzi o wymianę tamtych na tych, a o gotowość do naprawienia Polski. Taka decyzja oznacza konieczność wyjścia z własnej strefy politycznego komfortu. To nigdy nie są łatwe decyzje, tym bardziej je szanuję. Nie mamy do zaoferowania niczego więcej, poza wytężoną pracą, ale za to w atmosferze otwartości, gościnności i wzajemnego zaufania i zrozumienia.

Joanna Mucha (z prawej) przeszła do ruchu Szymona Hołowni z Koalicji Obywatelskiej

Autor: Andrzej Iwanczuk, REPORTER

Źródło: East News

Czy jacyś kolejni potencjalni uciekinierzy z obu partii oferują już panu swoje usługi?

A dlaczego od razu “uciekinierzy”? Nas nie było na scenie, gdy miały miejsce ostatnie wybory, nie byliśmy dostępną opcją. Dziś – jesteśmy. Co w tym złego, że ktoś zobaczył w nas nadzieję? Naszym politycznym celem jest koło w Sejmie i w Senacie.

Będziemy tak budować, żeby stworzyć miejsce akceptowalne i dla tych, którzy chcą przyjść i z lewej, i z prawej strony. W końcu – jeśli ja nadal będę w polityce, a Marta Lempart w Ogólnopolskim Strajku Kobiet – też będziemy musieli usiąść przy jakimś stole, żeby ustalić, jakie prawo ma obowiązywać w kraju, w którym oboje żyjemy.

“MOGĘ MÓWIĆ TYLKO ZA SIEBIE”

Co w sytuacji, gdy już nie będzie miejsca na kompromis i zadecyduje kryterium uliczne, czyli pełna liberalizacja?

A skąd pewność, że po drugiej stronie ulicy nie stanie wtedy Kaja Godek i pełny zakaz? Rewolucje rzadko piszą prawa dobrze służące w dłuższej perspektywie, w czasach pokoju. Mieliśmy ustawę z 1993 roku. Panowała narodowa zgoda co do tego, że nikomu ona nie odpowiada. I to była jedyna zgoda, na jaką nas w sprawie tak różniącej jak prawo do aborcji stać. Kaczyński wysadził to w powietrze, bo chciał ścigać się z Ziobrą na radykalizm. Dziś najlepiej byłoby w trybie awaryjnym wrócić do tego stanu, ale tylko na czas przygotowania referendum. Bo protesty pokazały jasno: politycy nie mają już mandatu, żeby się za te sprawy brać. Polacy chcą być o to zapytani bezpośrednio.

Czy katolik może poddawać głosowaniu kwestię mordowania lub nie mordowania człowieka poczętego?

Mam w tej sprawie swój pogląd. Tylko – co się dzieje, gdy jedna strona mówi: “nie wolno nad tym głosować, bo prawo do życia od poczęcia to prawo człowieka”, a druga: “nie wolno nad tym głosować, bo aborcja to prawo człowieka”? Jak nie można głosować – jak rozumiem, w referendum – to dlaczego chcecie nad tym głosować w Sejmie? To już nie głosowanie? Umieszczenie swoich poglądów w obszarze nienegocjowalnych praw człowieka unieważnia demokrację, niweluje pole jakiekolwiek kompromisu – są dwa obozy, coraz bardziej wrogie, i pat.

Chcę wypowiedzieć się w tej sprawie w ciszy referendalnej kabiny i niech wypowie się w tej sprawie każdy. Głos będzie ważył tyle samo, nie będzie prezydentów, biskupów, posłów, politycznych świętych krów. Musimy tylko sensownie przygotować pytania.

Kto miałby je wypracować?

Trzeba stworzyć ramy oparte o Rzecznika Praw Obywatelskich, może Senat, organizacje pozarządowe, które umieją przeprowadzać efektywnie społeczne konsultacje. Dziś trzeba zacząć szykować te ramy, tak żeby były gotowe na następną kadencję Sejmu, jasnym jest bowiem, że w tym Sejmie, nawet gdyby udało się zebrać podpisy pod wnioskiem o referendum, rządząca większość “poprawiłaby” pytania pod swój polityczny interes.

Jak wyobraża pan sobie koalicyjne rozmowy pana partii na przykład z Ogólnopolskim Strajkiem Kobiet?

Pytacie państwo o koalicję polityczną, czy rozmowy o wspomnianych pytaniach? Drugie wyobrażam sobie bez trudu, pierwsze – tu najpierw musiałbym poznać polityczne założenia i cele OSK. To jasne, że protesty przez nich współorganizowane w pewnym momencie były już o wszystkim: o wściekłości na PiS, na sposób zarządzania skutkami pandemii, o naszym zmęczeniu jałową polityką. Ten bunt był mi bliski, dlatego ja też wyszedłem na ulicę.

Marta Lempart, liderka Ogólnopolskiego Strajku Kobiet

Marta Lempart, liderka Ogólnopolskiego Strajku Kobiet

Autor: Tomasz Jastrzebowski, REPORTER

Źródło: East News

Jak katolik u władzy poradzi sobie z kompromisem aborcyjnym tak, żeby mógł spojrzeć w lustro?

Będąc wiernym swoim ideałom realistą. Mającym świadomość, że kompromis etyczny nie zawsze równać się może kompromisowi prawnemu. I że wymuszanie kompromisu etycznego siłą prawa, o czym pisał święty Tomasz, nie jest dobrym pomysłem, bo może wygenerować olbrzymią ilość społecznego zła. Nie chcecie aborcji? Przekonajcie ludzi siłą argumentów, jakością wsparcia.

Wiem, co myślę, ale wiem też, że wielu moich rodaków myśli inaczej. A to jest też ich kraj, nie tylko mój. Sprawdźmy, czy jest – jak było z ustawą z 1993 – jakiś poziom niezgody, na którą możemy się zgodzić. A jeszcze wcześniej – co możemy razem zrobić, żeby to ludzie podejmowali decyzję, a nie sytuacja podejmowała ją za nich. Zaś co do konkretnych działań polityka – wszystko zależy od tego, w jakim miejscu systemu się znajduje.

Załóżmy, że się udało i jest pan prezydentem.

Mówiłem w kampanii – jeśli dostałbym na biurko ustawę zaostrzającą albo liberalizującą stan z 1993 r. – odesłałbym ją do parlamentu, żeby upewnić się, czy jest dziś zgoda na naruszenie tego stanu prawnego. Jeśli Sejm uchwaliłby ją ponownie odrzucającą weto większością – prezydent ma związane ręce.

Podpisuje pan z obrzydzeniem i z zamkniętymi oczami?

A co to ma do rzeczy? Prezydent nie może popełniać krzywoprzysięstwa, łamać Konstytucji.


Pamięta pan jeszcze, jak było w nowicjacie?

Sporo pamiętam. Za pierwszym razem odszedłem z powodu choroby. Za drugim po kilku miesiącach zrozumiałem, że to nie dla mnie. Zostało sporo dobrych wspomnień: miałem czas na skupienie, na modlitwę, na fajną rozmowę, ale dla aktywnego człowieka, jakim jestem, było to trudne.

Zwłaszcza, że przed nowicjatem był pan dziennikarzem.

Sądzę, że byłem jedynym dziennikarzem “Gazety Wyborczej”, który jako powód zwolnienia się z pracy podał wstąpienie do zakonu. Poszedłem do naczelnego, który powiedział, że nie wierzy.

A jak zareagowali w zakonie?

Pogodzili się z tym. Bywały też jednak komiczne momenty. Kilka miesięcy po tym jak poszedłem do nowicjatu, w “Wyborczej” ukazał się zalegający tam od dłuższego czasu mój wywiad z Heleną Vondrackową. Bracia zachodzili w głowę, czym zasłużyłem na dar bilokacji, skoro siedzę zamknięty w klasztorze, a jednocześnie gadam z czeską piosenkarką. Tych parę miesięcy odcięcia od świata w nowicjacie to było też dobre doświadczenie psychologiczne. Obejrzenia Kościoła od środka. Choć ja dla niektórych zawsze byłem w nim enfant terrible.

Pamiętam, że kiedy byłem początkującym dziennikarzem “Wyborczej”, napisałem na jej łamach, że beatyfikowana wtedy siostra Faustyna Kowalska była ruda, piegowata i nawróciła się w dyskotece. Jakiż wtedy wylał się na mnie hejt! Jeszcze analogowy, telefoniczny. Fundamentaliści wydzwaniali do mnie dniem i nocą, wyzywali od najgorszych, przeklinali do szóstego pokolenia, oczywiście wszystko z chrześcijańskiej miłości. Te ćwierć wieku temu bardzo jeszcze takie rzeczy przeżywałem.

A teraz? Nie przejmuje się pan tym, co inni o panu piszą i mówią?

Tylko, jeśli piszą i mówią osoby, które cenię, z których zdaniem się liczę. Nie jestem w stanie przejmować się opiniami, które nie są konstruktywne, są ewidentnym elementem politycznej gry, albo są generowane przez boty czy trolli, od których w polskiej przestrzeni aż się roi. Progiem wejścia do debaty publicznej jest dziś wykupienie abonamentu internetowego. Każdy, kto ma dostęp do sieci, może się wypowiedzieć na dowolny temat. W takim świecie po prostu musisz wykształcić mechanizmy obronne. A ja przecież już jako publicysta przez lata zbierałem ostre baty od tych, którzy się mną nie zgadzali. W psychologii jest termin “grono znaczących bliźnich”. Każdy sam musi zbudować sobie taką grupę ludzi, których opinia trafia od razu do szuflady: do uwzględnienia.

Kto jest w grupie znaczących bliźnich Szymona Hołowni?

Moja żona. Kilkoro moich współpracowników, doradców. Parę autorytetów “zewnętrznych”. Kilkoro przyjaciół i znajomych od lat.

Wybory prezydenckie 2020. Szymon Hołownia z żoną Urszulą Brzezińską-Hołownią

Wybory prezydenckie 2020. Szymon Hołownia z żoną Urszulą Brzezińską-Hołownią

Autor: Mateusz Jagielski

Źródło: East News

WYCIĄGNĄĆ KOREK Z SZAMBA POLITYKI

Warto było wchodzić w tę politykę?

Bezwzględnie tak. Na spotkaniach autorskich, których miałem pewnie koło setki rocznie, słyszałem zwykle od ludzi w toku dyskusji, że nie da się tu tak dalej żyć, że coś z tym trzeba w końcu zrobić. Ile o tym mogłem pisać? Ile jeszcze miałem czekać i przyglądać się, jak robią to inni?

Dlaczego ludzie mieliby uwierzyć prezenterowi telewizyjnemu?

A dlaczego wierzą rolnikowi, który został posłem? Dlaczego wierzą nauczycielowi, lekarzowi, prawnikowi, którzy wchodzą do polityki? Telewizję robiłem dla rozrywki, to była wisienka na torcie. Przez dwadzieścia lat żyłem z publicystyki, napisałem dwadzieścia książek, założyłem dwie działające na trzech kontynentach fundacje. Z różnych miejsc idzie się do polityki, bo politykiem nikt się nie rodzi. Wyborcy dali mi szansę, bo widzą, jak bardzo nieefektywny jest układ stworzony trzydzieści lat temu. Ten układ sam się nie zmieni. Skoro nie da rady zmienić go od środka, to musi to zrobić ktoś z zewnątrz. Trzeba w to wejść, żeby to wszystko poprzestawiać, odblokować ten marazm.

Bagno, syf, brudna gra, dla uczciwych ludzi nie ma tam miejsca. Wynotowaliśmy z pana książki “Fabryka jutra”, co czytelnicy mówią o polityce.

Polityka jest brudna między innymi dlatego, że wielu przyzwoitych ludzi trzyma się od niej z daleka. I dlatego, że ci, którzy w niej są, uwierzyli, że inaczej się nie da. Mieli się to cały czas tak samo. A przecież jeśli podstawiasz do równania wciąż stare zmienne, nigdy nie dostaniesz nowego wyniku. Żeby to zrobić, trzeba się w to szambo zanurzyć i wyciągnąć korek, który jest po drugiej stronie.

Jak się prowadzi fundację, która pomaga ludziom, to się zyskuje sympatię, a jak się wchodzi do polityki, to tylko niechęć. Czuje pan tę zmianę?

Niespecjalnie. Wiem, że pewnie teraz wielu ludzi mnie nie lubi, bo ich zdaniem szkodzę ich politycznym faworytom, ale rankingi zaufania dają mi nadzieję, że aż tak źle z tym nie jest. Zresztą – ja naprawdę nie jestem pięćsetzłotówką, żebym się miał każdemu podobać (śmiech). A gdy budowałem fundacje, też co chwila ktoś się o coś przyczepiał: a dlaczego karmimy, zamiast budować fabryki, a dlaczego w Afryce czy Azji, a nie w Polsce…

No właśnie, dlaczego tam?

Bo tam po raz pierwszy zetknąłem się z biedą, na którą naprawdę nie było odpowiedzi innej, niż moje zaangażowanie. Więc wyłożyłem najpierw własne pieniądze, to było w domu dziecka w Kasisi w Zambii. Bardzo szybko się zorientowałem, że nie jestem w stanie pomóc wszystkim, a moje dziesiątki tysięcy złotych to w skali instytucji, gdzie mieszka ponad 200 często bardzo chorych dzieci kropla w morzu potrzeb.

Wciągnąłem innych i zaczęliśmy działać zespołowo, zbudowaliśmy finansowanie społecznościowe, dzięki któremu dziś do Kasisi trafiają dziesiątki tysięcy dolarów co miesiąc, a fundacja Dobra Fabryka finansuje dobrą robotę od obozu Moria na Lesbos, przez szpitale, hospicja, szkoły w Kongo, Rwandzie, Senegalu, aż po świetlice dla dzieci – uchodźców Rohingya – w Bangladeszu. W polityce – zorientowałem się – jest podobnie. Sam nie wygrasz ani wyborów do Sejmu, ani nawet tych prezydenckich. To gra zespołowa.

Jako dziennikarz widział pan politykę z bliska, więc wiedział pan, że to walka dwóch zapaśników, która toczy się w błocie.

Gdybym tak myślał – zapisałbym się do sekcji zapasów w klubie powiatowym i tam się realizował.

Ale ma pan pewnie większe ambicje.

Wiem, że za tym korytem, pod którym toczą się te zapasy, jest chlewik, a w nim guzik do sterowania procesami, które mają wpływ na nasze życie. Ten guzik mnie najbardziej interesuje. On i tablica rozdzielcza, z której PiS powykręcał już prawie wszystkie bezpieczniki.

Pandemia pokazuje nam jasno: polityka to nie zapasy w kisielu, to sprawa życia i śmierci. Jak polityka jest zła – w czasie pandemii umiera rocznie kilkadziesiąt tysięcy Polaków więcej, niż zwykle. A drugie tyle umiera, bo państwo mające 2 miliardy na idiotyzmy w rodzaju przekopów Mierzei i kolejne 2 miliardy (czyli: ponad 230 tysięcy złotych na godzinę) na tępą propagandę, że o milionach dla biznesów Rydzyka nie wspomnę, nie ma ich na załatwienie wreszcie kwestii jakości powietrza.

Gdy zaczynałem polityczną drogę, Jacek Cichocki powiedział mi, że przechodzę ze świata, w którym słowo ten świat opisuje, do takiego, w którym to słowo ma świat tworzyć. Polityka to odpowiedzialność, nie bezpieczny etat, nie cyrk. Ja poszedłem do niej po to, by wziąć odpowiedzialność, poustawiać rzeczy znów na miejscach, bo w tym bałaganie coraz trudniej żyć.

Szymon Hołownia na prezentacji swojego ruchu - Polska 2050

Szymon Hołownia na prezentacji swojego ruchu – Polska 2050

Autor: Piotr Molecki

Źródło: East News

“IDĘ WŁASNĄ DROGĄ”

Olechowski, Lepper, Kukiz. Kojarzy pan te nazwiska? Nie są dla pana przestrogą?

Oni mieli swoją drogę, ja mam swoją. Ten trzeci w dwupartyjnym systemie zawsze budzi skojarzenia z poprzednikami. Antysystemowość Pawła Kukiza skończyła się chaotycznym funkcjonowaniem w samym środku tego systemu. Wyborów ideowych Janusza Palikota nie podzielałem, ale to był sprawny polityk, pamiętam bloga, którego pisał codziennie o ósmej rano, a czytała go cała Polska. Palikot na olbrzymią skalę wprowadził do polityki happening, ale przegrzał koniunkturę. Pytał pan jeszcze o Andrzeja Olechowskiego. On akurat skapitalizował swoje poparcie wyborcze i wniósł je aportem do Platformy. To mądry człowiek, uważny obserwator.

A pan?

Idę swoją drogą.

A jak się nie uda?

Już tyle razy słyszałem o swojej politycznej śmierci, że się przyzwyczaiłem. Szef wielkiej sondażowni – do dziś mamy w niej zawsze najniższe notowania – śmiał się przed wyborami prezydenckimi, że nie przekroczę dwóch procent. Później mówili, że na pewno nie przetrwam po wyborach. Później – że nie doczekam parlamentarnych. Zauważyłem jednak, że coś wraz z kolejnymi sondażami zmieniło się na przełomie 2020 i 2021 r. Chyba wszyscy pogodzili się już z tym, że jesteśmy. Teraz czekają, co dalej. Żebyście też mieli jasność: nie mam złudzeń. Jestem w tej komfortowej sytuacji, że nie muszę rano zastanawiać się, kto jest moim wrogiem, kto przyjacielem. Wiem dobrze, że – mimo wszystkich okrągłych słów – nasza porażka jest dziś nadzieją wszystkich graczy na scenie politycznej. Od razu żyje się lepiej, gdy wiesz, że dokładnie każdy chce cię zabić.

Przetrwa pan?

Tu nie o mnie chodzi. Ten ruch to depozyt nadziei tysięcy ludzi. Wierzę, że wystarczy nam energii, wytrwałości, wiedzy. Zbudowaliśmy zupełnie nowy byt: z równoprawnym centrum eksperckim, obywatelskim stowarzyszeniem i zalążkiem partii politycznej. To naprawdę jest nowa jakość, nowa polityka. Zapraszamy dziś i tych, co w polityce nie byli, i tych co byli, ale widzą, jak stała się jałowa – i że trzeba szukać nowych pomysłów na skuteczność.

Logistycznie – przedsięwzięcie jest olbrzymie. Nie mamy subwencji, dotacji, walczymy dosłownie z tygodnia na tydzień i miesiąca na miesiąc. Ale może dzięki temu możemy być zaczynem nowej jakości na opozycji, która za często zapada w covidowo – zimowy sen. Bycie opozycją to nie państwowa posada. To nie komfort, to dyskomfort. Nieustanna pozycja startowa, walka o zmianę. Wybory to olbrzymie przedsięwzięcie. Prawie tysiąc osób na listach, w wyborach samorządowych ponad trzydzieści tysięcy. Na te pierwsze chcemy być wstępnie gotowi nawet w połowie tego roku.

Warto się bić o państwo w stanie rozkładu?

Od jednego z polityków opozycji usłyszałem: “Nie musimy wygrywać w 2023. Możemy wjechać na białym koniu w 2027”. Dla mnie to zdrada stanu. Każdy rok rządów tej nieudolnej władzy to bezpowrotnie zmarnowany rok mój, moich bliskich, nas wszystkich. Na opozycji krąży pomysł powtórnego – pierwsze było w maju – powalczenia o odwrócenie parlamentarnej większości. Tyle, że znów od niektórych słyszę: “Teraz? Ale po co? Po co brać odpowiedzialność za ten bajzel? Niech się wywalą”. Rzecz w tym, że my codziennie potykamy się i padamy razem z nimi.

Jeśli nie zbudujemy trapu do bezpiecznej ewakuacji dla dotychczasowych wyborców Zjednoczonej Prawicy – ta strona po raz siódmy z rzędu przegra z PiS-em. Bo my się zmobilizujemy, oni się zmobilizują, a na koniec Kaczyński znów dokręci śrubę jakimś dziadkiem z Wehrmachtu, pogada z Kurskim, i znów wygrają czterema procentami. Żeby ten system odblokować, ludzie rozczarowani obecną władzą muszą znaleźć sobie przystań.

21.01.2021 r. Jarosław Kaczyński wchodzi na posiedzenie Sejmu

21.01.2021 r. Jarosław Kaczyński wchodzi na posiedzenie Sejmu

Autor: JACEK DOMIŃSKI, REPORTER

Źródło: East News

I Polska 2050 ma być tą przystanią?

Ma być nowym ośrodkiem kondensacji, nową grawitacją po tej stronie, która dziś nie jest z rządem. Bez sensownego centrum nie jest możliwe zwycięstwo nad Kaczyńskim.

A pan chce być Kaczyńskim-light?

Ani light, ani hard, w ogóle nie chcę być Kaczyńskim, wystarczy że on nim jest.

A widzi pan kogoś w PiS, z kim by panu było po drodze w Polsce 2050?

W Zjednoczonej Prawicy jest paru sensownych ludzi, którzy dziś – niestety – służą złej sprawie. W samym PiS jest kilka osób, którzy uważają, że Kaczyński jest ceną, którą muszą zapłacić, by mieć wpływ na rzeczywistość. Ale na pewno nie są jego wyznawcami.

Po nazwisku proszę.

Na pewno nie teraz. Ale tam naprawdę są sensowni ludzie.

Muszą być dobrze ukryci.

Zapewniam was, że tam też wielu widzi już, że układ rządzący wchodzi w typowe mechanizmy degeneracyjne drugiej kadencji, że to się może zawalić. Ziobro, zdaje się, zbliża się do progu, za którym wyjście z tego układu i gra solo na przyszłego lidera radykalnej prawicy będzie opłacała mu się bardziej niż żyrowanie Kaczyńskiego. Gowin zawsze czuje pierwszy nadciągający wiatr zmian. Pod spodem idzie u nich potężna gra o państwowe pieniądze – kto uwłaszczy się na nich bardziej. Żadne idylle, żadne baśnie Morawieckiego nie przykryją tego, że oni naprawdę już niedługo mogą zacząć się kończyć, tyle że my wtedy musimy być gotową alternatywą, tak by ludziom nawet nie przyszło do głowy, żeby zostawać przy PiS-ie dla świętego spokoju. Musimy pokazać, że jest inna opcja.

Czy miewa pan momenty zwątpienia? Że uczestniczy pan w orce na ugorze?

Miewam. Ale później widzę, ilu ludzi wierzy w to, że nam się uda, ogarniam się więc i ruszam dalej. Inna rzecz, że już w kampanii przekonałem się, jak mordercza, jak wyczerpująca to praca.

Zwłaszcza, kiedy człowiek odpada w półfinałach.

Bywa. Był moment, w którym do wygranej było blisko, ale gdybym wtedy wygrał – dziś nie byłoby ruchu. A jest. Inna rzecz, że do polityki idziesz, żeby wygrywać, a nie żeby zajmować trzecie miejsce. Jeśli nie interesuje cię zwycięstwo, to lepiej otworzyć interes bławatny, zająć się sportem, albo chiropraksją (śmiech).

Plakaty wyborcze Rafała Trzaskowskiego, Szymona Hołowni i Andrzeja Dudy. Kandydat Koalicji Obywatelskiej wszedł do wyborów późno, ale wyprzedził Szymona Hołownię i dostał się do drugiej tury, gdzie przegrał z Andrzejem Dudą

Plakaty wyborcze Rafała Trzaskowskiego, Szymona Hołowni i Andrzeja Dudy. Kandydat Koalicji Obywatelskiej wszedł do wyborów późno, ale wyprzedził Szymona Hołownię i dostał się do drugiej tury, gdzie przegrał z Andrzejem Dudą

Autor: Łukasz Solski

Źródło: East News

Czym gadanie z tamtej strony mikrofonu różni się od gadania z tej strony?

Wszystkim. Rzadko zdarzają się rozmowy, które faktycznie zasługują na to miano. Częściej chodzi o pogoń za cytatem na tytuł, na klikalny lead, na żółty pasek. Polityk ma być grządką, z której dziennikarz wyrwie soczyste i zapewniające zasięg spiny.

Słyszał pan, że mówi jak kaznodzieja?

Słyszałem. Mówię tak, jak mówię. Gdy próbuję inaczej, zaraz zaczynają się komentarze: ale pan dziś nienaturalny, niech pan nie udaje. Inna rzecz, że polityka każe naprawdę każdego dnia się uczyć. Nie tylko tego jak działa państwo, ale też tego, jak wiedzę o tym komunikować. Pamiętam, jaką mordęgą było dla mnie w kampanii przygotowywanie się do debat w TVP. Moi współpracownicy – koncertowo – wcielali się w Adamczyka i Holecką, a ja – kontrolowany przez stoper – uczyłem się powiedzieć to, co mam powiedzieć w 60 sekund.

Ale pomogła panu praktyka dziennikarska?

Pewnie. Pracowałem jako publicysta piszący, pracowałem w telewizji. Umiem napisać tekst i zredagować go. Sam sobie piszę przemówienia, współpracownicy dostarczają mi tylko punkty wyjścia, osnowę przekazu.

Mówi pan dużo o swojej drużynie, czyli ruchu społecznym opartym między innymi na wolontariacie. Wiemy, że wolontariusze zaczęli w kampanii działać na poziomie gmin: pomagają w korepetycjach dla dzieci w pieczy zastępczej, wyposażają świetlice w ośrodkach opieki psychiatrycznej, sprzątają lasy…

To fascynujące. Mamy zapisanych do działania ponad dwadzieścia tysięcy osób. Oni naprawdę robią społeczeństwo obywatelskie. Akcji od wyborów są już tysiące. A ile działo się w czasie kampanii! Bardzo bym chciał, żeby to nasze robienie polityki, już dziś, teraz, nie tylko gdy będzie Sejm, zmieniało ludzkie życie, Polskę wokół nas. W kampanii jeździłem kamperem, “Belwederem na kółkach” po kraju. Umówiliśmy się, że za każde przejechane 30 kilometrów “odpłacamy” naturze jednym posadzonym drzewem. Posadziliśmy ich ostatecznie pięć razy więcej, niż mieliśmy. My już zrobiliśmy zmianę, a zrobimy – z tymi wspaniałymi ludźmi – jeszcze trwalszą i głębszą.

Dobrze, ale jak sprawić, żeby nie przestali, kiedy wypali się entuzjazm i paliwo wyborcze? Czy można zbudować solidarność społeczną w czasie krótszym niż 200 lat?

Trzeba spróbować, tym bardziej, że podłoże ewidentnie jest. Naprawdę, nie ma słowa, które lepiej definiuje Polaków, niż “solidarność”. To w nas jest. Tyle, że wolność mamy dopiero od trzydziestu lat, wcześniej był komunizm, wcześniej wojna, pełne tarć, autorytarnych zapędów, bólu dwudziestolecie międzywojenne, a wcześniej ponad wiek rozbiorów. Potrzebujemy jeszcze czasu, żeby się rozpędzić. Zdaniem polityków jest wzmacniać ten proces, a nie grać na siebie, przeszkadzać. Trzeba wzmacniać ten proces systemowo.

Czyli?

Choćby wspierając samorządy, a nie tłamsząc je, jak robi to PiS. Gminy, powiaty, tam idą ludzie, którzy kleją społeczność w mikroskali. Tam się budują najlepsze Polski. Dlatego w moim programie była i jest walka o to, by Senat stał się izbą samorządową.

WIERZĄCY KRYTYKUJĄCY

W książce pisze pan o mszy, na którą pan poszedł i nie dostał komunii, ponieważ ksiądz zadecydował, że nie jest pan godny. Pisze pan, że zmiana na gorsze w polskim Kościele to ostatnie dwa lata i że powinien on wrócić na swoje właściwe miejsce.

Kościół był przez lata producentem społecznego kleju. Łączył ludzi. Dziś przeżywa kryzys przywództwa, na którym coraz odważniej żerują cyniczni politycy.

Kampania prezydencka 2020 r. Szymon Hołownia przemawia w Toruniu przed kościołem NMP Gwiazdy Nowej Ewangelizacji i Jana Pawła II

Kampania prezydencka 2020 r. Szymon Hołownia przemawia w Toruniu przed kościołem NMP Gwiazdy Nowej Ewangelizacji i Jana Pawła II

Autor: Andrzej Smarz, Polska Press

Źródło: East News

To porozmawiajmy o największym wrogu polskiego Kościoła, czyli o nim samym. Dogadywać się, czy rozmawiać z pozycji siły?

Siła nigdy nie jest dobrym rozwiązaniem. To musi być dialog.

Z biskupem Jędraszewskim?

Kościół katolicki w Polsce to – na szczęście – nie tylko arcybiskup Jędraszewski. Wierzę, że będzie tam z kim rozmawiać tak, by i państwo i Kościół przestały tracić na sytuacji, którą mamy w tej chwili. Państwo nie może być sklejone z Kościołem, bo to patologia. I dla Kościoła, i dla państwa. Ta pokusa narzucenia prawa Bożego nad prawo stanowione jest antyewangelizacyjna, przeciwskuteczna i zabija Kościół. Trzeba to zmienić. Chciałbym rozdzielić Kościół od państwa i uporządkować te sprawy. I mówię to jako katolik.

Porozmawiajmy zatem o łagodnym rozdziale państwa od Kościoła. Od czego by pan zaczął?

Nasz plan w tym obszarze, szczegółowe założenia, przedstawimy w ramach cyklu wydarzeń “Wiemy jak” jeszcze w styczniu. Powiemy dokładnie, co naszym zdaniem należy zrobić w obszarze symbolicznym, tak by nie powtarzały się już więcej sceny z wicepremierem głoszącym od ołtarza, ale i w bardzo konkretnych sprawach: przepływów finansowych, lekcji religii w szkołach, Funduszu Kościelnego, etc. Jeśli obejmiemy rządy – powołamy specjalnego pełnomocnika rządu do załatwienia tej sprawy.

Konkordat? Wypowiadamy, czy zostawiamy?

To nie sam konkordat jest istotą, choć nie wiem po co zapisywano go w polskiej konstytucji, rzecz w deklaracji interpretacyjnej do konkordatu. Zaproponujemy jej weryfikację, uaktualnienie.

Wyprowadzamy religię ze szkół, czy nie wyprowadzamy?

Nie chcę uprzedzać naszej prezentacji, ale wydaje mi się, że co do zasady o tym, czy religia w szkole jest, czy nie, powinien decydować nie biskup czy minister, a rodzice, uczniowie, nauczyciele.

Jest pan antyklerykałem?

Zachęcacie mnie do używania kliszy. Jestem coraz bardziej krytyczny wobec działań kościelnego aparatu w Polsce, mam tu na myśli głównie szczebel Episkopatu. Jako obywatel – jestem oburzony brakiem reakcji na ewidentne nadużycia. Jako katolik – dodatkowo dotkliwie odczuwam brak wizji, mam wrażenie, że pasterze chcieliby zrobić z Kościoła swój związek zawodowy, zamknąć się w korporacyjnej twierdzy, a na to nie może być zgody. Katolikiem jestem, modlę się, często przystępuję do sakramentów.

My nie mamy dziś w Polsce kryzysu wiary, mamy coraz głębszy kryzys instytucji, która ludziom w rozwijaniu tej wiary miała pomóc. Ponosimy też koszty społeczne tego kryzysu.

Kościół, rozumiany jako wspólnota, miał szansę w pandemii być schronieniem dla bardzo wielu wiernych, którzy płacą potworne koszty psychiczne tej sytuacji. Miał szansę być schronieniem, duchową opoką, dystrybutorem nadziei, a zamiast tego poszedł na idiotyczną wojnę, w opowieść np. o zagrażającej nam ponoć ideologii gender.

Widocznie ta wojna się opłaca.

Nie opłaca się. Oznacza lecącą na łeb frekwencję, oznacza spadek powołań, spadek zaufania społecznego. Wkrótce się okaże, że polski Kościół również polskim katolikom przestanie być potrzebny. I są w Kościele ludzie, którzy to widzą. Ale albo są szeregowymi księżmi i ich głos się nie przebija, albo biskupami i – niestety – chowają głowę w piasek. Publicznie mówią inne rzeczy, prywatnie inne. A gdy pyta się ich, dlaczego, mówią o przeżywanej przez nich samotności.

Prosimy o nazwiska biskupów.

Nie zdradzam informatorów. Zachęcam ich, żeby powiedzieli publicznie to, co myślą. I z całą stanowczością chcę powiedzieć, że jeśli wygram wybory, nie będę chodził na pasku Episkopatu.

Wybory za pięć lat. Do tego czasu trzeba określić swoje miejsce na scenie. Jest pan przeciwnikiem małżeństw jednopłciowych?

Jestem przeciw takiej regulacji. Ale za uregulowaniem statusu związków partnerskich.

A co z adopcją dzieci przez pary jednopłciowe?

Jako poseł zagłosowałbym przeciwko takiej ustawie, a jako prezydent bym ją zawetował. Oczywiście jeśli Sejm odrzuciłby weto albo Polacy zdecydowali inaczej w referendum – musiałbym uznać ten wynik, nie zmieniając swoich poglądów w tej sprawie. I żyć dalej. Proszę pamiętać, że my naprawdę – przy wszystkich naszych różnicach – mamy też całkiem sporo rzeczy, co do których możemy się zgodzić, i może wreszcie to nimi zajęlibyśmy się najpierw?





Źródło

Wrocław zamkniętym miastem? Kiedy tak się może stać?

Wrocław nie zostanie zamknięty – powtarzają od kilku dni wojewoda i prezydent Wrocławia. Ten ostatni zastrzega: “na razie”. Czy w ogóle jest możliwe zamknięcie Wrocławia? Kiedy tak się może stać? Kto może podjąć taką decyzję? A przede wszystkim: co ona oznaczałaby dla mieszkańców? Sprawdziliśmy.

Wrocław już raz był zamknięty z powodu epidemii. Było to w roku 1963, gdy w mieście panowała ospa prawdziwa. Od tego czasu wiele się jednak zmieniło. Choćby przepisy.

Na zamknięcie miasta lub jego części pozwala przyjęta kilkanaście dni temu przez parlament specjalna ustawa o walce z koronawirusem. Zmieniła ona m. in. niektóre zapisy „ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi”. To właśnie te przepisy pozwalają na wprowadzenie pewnych ograniczeń – choćby tych które już wprowadzono w całej Polsce, jak zamkniecie granic, obowiązek kwarantanny, zamknięcie lokali rozrywkowych czy niektórych sklepów w centrach handlowych. Ale także na wprowadzenie “strefy zero”, “strefy buforowej i “strefy zagrożenia” w konkretnych miejscach. Mogą to być regiony, miasta, osiedla albo nawet ich części. Co te nazwy oznaczają?

strefa zero

obszar, na którym wystąpił stan epidemii, znajdujący się bezpośrednio wokół ogniska wirusa, podlegający ograniczeniom, w szczególności zakazom, nakazom oraz środkom kontroli

strefa buforowa

obszar wokół strefy zero, podlegający ograniczeniom, w szczególności zakazom lub nakazom dotyczącym przemieszczania się ludzi

strefa zagrożenia

obszar, na którym możliwe jest ryzyko wystąpienia stanu epidemii

Kiedy Wrocław mógłby zostać zamknięty? – To pytanie do ministra zdrowia – mówi portalowi GazetaWroclawska.pl Magdalena Odrowąż – Mieszkowska z Wojewódzkiej Stacji Sanitarno – Epidemiologicznej we Wrocławiu. Ma rację. Bo to m.in. na podstawie danych od ministra zdrowia może zapaść decyzja o zamknięciu miasta lub jego części, wydzielenia w nim różnych stref oraz wprowadzenia określonych zasad zachowania się mieszkańców. Ostateczną decyzję o takim zamknięciu podejmuje rząd. Kiedy tak się może stać?

Gdy władze uznają, że nie mogą zapanować nad rozwojem epidemii. Przepisy mówią dokładnie, że decyzję o wprowadzaniu zagrożonych obszarów i ogłoszeniu stref można podjąć “w przypadku wystąpienia stanu epidemii lub stanu zagrożenia epidemicznego o charakterze i w rozmiarach przekraczających możliwości działania właściwych organów administracji rządowej i organów jednostek samorządu terytorialnego”. Nie ma więc jasnej granicy, po przekroczeniu której zapaść mogłaby decyzja o zamknięciu miasta czy jego części. – Nawet w tak trudnej sytuacji jak obecna, ograniczenia muszą być zawsze proporcjonalne do skali zagrożenia. Nie mogą wykraczać ponad to, co konieczne do walki z zagrożeniem epidemią. Powinny być poprzedzone analizą ekspertów rzetelnie wykazującą, że są niezbędne – zastrzega w rozmowie z portalem GazetaWroclawska.pl prawnik Maciej Pach z Katedry Prawa Ustrojowego Porównawczego Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Jakie zasady mogą zostać wprowadzone w zamkniętym mieście albo zamkniętej strefie? W 1963 roku Wrocław zamknięto na przykład dla wszystkich, którzy nie zostali zaszczepieni przeciwko ospie. Teraz oprócz tych ograniczeń, które już obowiązują w całej Polsce w związku z ogłoszeniem stanu zagrożenia epidemicznego, mogą to być:

  • czasowa reglamentację zaopatrzenia w określonego rodzaju artykuły;
  • obowiązek poddania się badaniom lekarskim oraz stosowaniu innych środków profilaktycznych i zabiegów przez osoby chore i podejrzane o zachorowanie;
  • obowiązek poddania się kwarantannie, także poza domem
  • zakaz opuszczania miejsca kwarantanny;
  • czasowe ograniczenie korzystania z lokali lub terenów oraz obowiązek ich zabezpieczenia;
  • nakaz ewakuacji w ustalonym czasie z określonych miejsc, terenów i obiektów;
  • nakaz lub zakaz przebywania w określonych miejscach i obiektach oraz na określonych obszarach;
  • zakaz opuszczania strefy zero przez osoby chore i podejrzane o zachorowanie;
  • nakaz określonego sposobu przemieszczania się.
  • czasowe ograniczenie określonego sposobu przemieszczania się,
  • czasowe ograniczenie lub zakaz obrotu i używania określonych przedmiotów lub produktów spożywczych,
  • czasowe ograniczenie funkcjonowania określonych instytucji lub zakładów pracy,
  • obowiązek wykonania określonych zabiegów sanitarnych, jeżeli wykonanie ich wiąże się z funkcjonowaniem określonych obiektów produkcyjnych, usługowych, handlowych lub innych obiektów,
  • nakaz udostępnienia nieruchomości, lokali, terenów i dostarczenia środków transportu do działań przeciwepidemicznych,
  • obowiązek przeprowadzenia szczepień ochronnych
  • czasowe ograniczenie określonych zakresów działalności przedsiębiorców;

Wrocław zamkniętym miastem – tak było w roku 1963

Był rok 1963, kiedy Wrocław nawiedziła epidemia ospy prawdziwej, czyli tzw. czarnej ospy. W mieście zachorowało wówczas 99 osób, 7 z nich zmarło. Wrocław został na 47 dni odcięty od świata. Do miasta nie mogły wjeżdżać osoby, które wcześniej nie zostały zaszczepione. Dwa tysiące osób podejrzanych o kontakt z wirusem trafiło do szpitala i izolatoriów w Szczodrem w gminie Długołęka. Podobny ośrodek powstał w Praczach Odrzańskich. Przewożono tu karetkami osoby z całego Wrocławia.

Tak wyglądała epidemia ospy we Wrocławiu. Unikatowe zdjęcia …

Czy jest możliwe wprowadzenie stanu wyjątkowego z powodu koronawirusa?
– Eksperci nie są jednomyślni. Zdaniem jednych tak, bo Konstytucja oraz ustawa o stanie wyjątkowym pozwalają na jego wprowadzenie z powodu m.in. zagrożenia bezpieczeństwa obywateli. Inni są zdania, że to bezpieczeństwo musi być zagrożone przez działanie innych ludzi. W sytuacji epidemii bardziej zasadne wydaje się sięgnięcie po stan klęski żywiołowej – mówi portalowi GazetaWroclawska.pl prawnik Maciej Pach z Katedry Prawa Ustrojowego Porównawczego Uniwersytetu Jagiellońskiego.

“Rząd nie zdecydował się ani na stan wyjątkowy, ani na stan klęski. Sięgnął po przepisy ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi. Wątpliwości konstytucyjne budzą i ustawa, i – częściowo – rozporządzenie Ministra Zdrowia wydane na jej podstawie. Nikt rozsądny nie kwestionuje, że obecnie poważne ograniczenia praw jednostki są konieczne. Jednak na postawie wspomnianej ustawy o zwalczaniu zakażeń można wprowadzić pewne ograniczenia przypominające te, które są dozwolone wyłącznie w konstytucyjnych stanach nadzwyczajnych. [czyli stan wojenny, stan wyjątkowy albo stan klęski żywiołowej – M.R.] Na przykład takie jak „zamykanie miast” czy jakichś innych obszarów. Jeżeli Minister Zdrowia uzna, że pozwala mu na to przepis ustawy o ”czasowym ograniczaniu określonego sposobu przemieszczania się” (na razie jednak akurat tego nie zrobił). Tymczasem nawet w tak trudnej sytuacji jak obecna, ograniczenia muszą być zawsze proporcjonalne do skali zagrożenia. Nie mogą wykraczać ponad to, co konieczne do walki z zagrożeniem epidemią. Powinny być poprzedzone analizą ekspertów rzetelnie wykazującą, że są niezbędne”
Maciej Pach

Wideo



Źródło by [author_name]

Otwarcie najdłuższej kładki w Krakowie. “Mamy prawie 235 km infrastruktury rowerowej w mieście”

Najdłuższa kładka pieszo-rowerowa w Krakowie, znajdująca się opodal ul. Kamieńskiego, została już otwarta. Obiekt jest fragmentem nowej, wybudowanej drogi dla rowerów łączącej ulice Wielicką i Nowosądecką z Ludwinowem. – W Krakowie do dyspozycji mieszkańców jest oddanych ok. 235 km infrastruktury rowerowej – poinformował prezydent miasta Krakowa Jacek Majchrowski podczas briefingu prasowego.

Na briefingu prasowym włodarz miasta podkreślił także, że w 2014 r. w referendum, w którym krakowianie opowiedzieli się za rozbudową ścieżek rowerowych, miasto miało do dyspozycji wydzieloną infrastrukturę rowerową liczącą 142,5 km. “Z biegiem lat oddawane były kolejne kilometry dróg oraz wprowadzano rozwiązania projektowe, które spowodowały, że obecnie do dyspozycji mieszkańców oddanych jest około 235 km” – mówił prezydent Krakowa.

Na 235 km infrastruktury rowerowej w Krakowie składają się drogi dla rowerów, ciągi pieszo-rowerowe, chodniki z dopuszczonym ruchem rowerowym, pasy rowerowe, kontrapasy oraz tzw. kontraruch rowerowy, gdzie dopuszczona jest jazda rowerem “pod prąd” na ulicach jednokierunkowych w strefie ruchu uspokojonego, czyli z ograniczeniem prędkości do 30 km/h.

strefa premium

DALSZA CZĘŚĆ ARTYKUŁU JEST DOSTĘPNA DLA SUBSKRYBENTÓW STREFY PREMIUM PORTALU SAMORZĄDOWEGO

lub poznaj nasze plany abonamentowe i wybierz odpowiedni dla siebie. Nie masz konta? Kliknij i załóż konto!


Facebook Podobał się artykuł? Podziel się!

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.




Źródło by [author_name]

Wykolejenie tramwaju w centrum. Wprowadzono objazdy

Około godz. 5.10 doszło doszło do wykolejenia się tramwaju na skrzyżowaniu ulic Krupniczej i Kazimierza Wielkiego. Z tego powodu są duże utrudnienia.

Aktualizacja, godz. 7.30

  • Ruch przywrócony dla linii 3, 10, 33.
  • Tramwaje linii 5, 11, 17 nadal kursują objazdami.

***

MPK wprowadziło objazdy:

  • Tramwaje linii 11>GRABISZYŃSKA, 17>KLECINA skierowano objazdem od mostu Piaskowego przez ul. Grodzką, Nowy Świat, Krupniczą;
  • Tramwaje linii 5>OPORÓW skierowano objazdem od Kazimierza Wielkiego przez ul. Szewską, Grodzką, Nowy Świat, Krupniczą;
  • Tramwaje linii 3>KSIĘŻE MAŁE, 10>BISKUPIN, 33>SĘPOLNO skierowano objazdem przez most Sikorskiego, Dubois, Drobnera, pl. Bema, Sienkiewicza, Wyszyńskiego.

Pozostałe linie jeżdżą swoimi trasami.

Wideo



Źródło by [author_name]