Kynolog amator, czyli o posłach, którzy nienawidzą kobiet


Przemyślenia niektórych naszych polityków są – zaiste – wielkiej wagi. Ich błyskotliwość powala, a miażdżąca logika wprost przygniata przeciwników.
Autorem jednej z takich ważkich opinii okazał się ostatnio Kamil Bortniczuk z Porozumienia, partii stowarzyszonej z PiS.

Stwierdził on, mianowicie, że ocalenie od aborcji płodu z wadą letalną jest warte więcej, niż trauma jego rodziców. I dodał jeszcze, że usunięcie ciąży z „niskich pobudek” powinno być karane jak morderstwo. Znaczy – dożywociem.

I, w sumie – może mieć rację. Bo morderstwo, to morderstwo. Nawet jeśli występują jakieś okoliczności łagodzące.

Pan poseł wyraził to wszystko nad wyraz elegancko. Jasno, wprost i w sposób, który powinien przekonać każdego. Także zagorzałego ateistę. Bo nawet nie próbował powołać się na żadne tam przykazania, czy inne „prawa naturalne”. Za podstawę swoich propozycji wziął od razu Konstytucję RP. Dokument, przynajmniej w teorii, ideologicznie neutralny i przyjęty w referendum za zgodą całego (niemal) narodu.

Tyle tylko, że aborcję płodu niezdolnego do życia nazwał „morderstwem dziecka nienarodzonego”, a jego śmiertelne wady – chorobą. Na „zabicie chorego dziecka” Konstytucja rzeczywiście zdecydowanie nie pozwala.

I słusznie, bo kto, posiadając choć odrobinę sumienia, poważy się dać przyzwolenie na mordowanie biednych, chorych, nienarodzonych dzieci w majestacie prawa?
Nikt zgoła. No, chyba tylko tłuszcza rozwydrzonych feministek suk z amputowanym chirurgicznie poczuciem przyzwoitości…

Próbując przyjąć, że intencje pana posła są mimo wszystko szlachetne, i że on broni wszelkiego życia z powodu „wysokich pobudek” moralnych, sprawdziłam jego wykształcenie. Bo może powiedział, co powiedział, ot tak sobie. Bezrefleksyjnie podążając za treściami płynącymi z Torunia, które „paskowi” od prezesa Kurskiego przerabiają w codziennym trudzie na poglądy swojego audytorium.

Ale to nie ten przypadek. Bo poseł Bortniczuk jest – nie uwierzycie Państwo – prawnikiem. I jeszcze absolwentem „stosunków międzynarodowych” na Uniwersytecie Wrocławskim. Nie mamy zatem do czynienia z „kruchcianym dziadersem”, pobierającym nauki w wyższej szkole ojca Rydzyka.

Kiedy tak porządnie wyedukowany młodzieniec twierdzi, że Konstytucja zapewnia prawną ochronę życia, na pewno ma rację. I rzeczywiście ma. O czym jednak „zapomina” powiedzieć? O tym, mianowicie, że Ustawa Zasadnicza w żadnym miejscu nie wspomina, że przez „życie” rozumie życie od poczęcia.

Nigdzie! Ani słowem!

Tymczasem między życiem od urodzenia, i „życiem od poczęcia” jest różnica, i to różnica zasadnicza. Jak – trywializując – między jajkiem i kurczakiem. A i „ochrona płodu” też znaczy co innego, niż ochrona dzieci urodzonych, które są przez prawo traktowane jak wszyscy inni członkowie społeczeństwa.

Jeśli ktoś uważa płód za „dziecko”, to – oczywiście – może, ale to jego swobodna decyzja, podejmowana w zgodzie ze światopoglądem. Jeśli nie – podobnie. Bo tylko zgoda środowisk naukowych co do początków życia jest – przynajmniej w państwach uchodzących za demokratyczne i świeckie – podstawą dla stanowionego w tej dziedzinie prawa. A takiej zgody nie ma.

Właśnie z powodu powyższych dylematów także Konstytucja RP NIE wypowiada się w tej kwestii na tyle jednoznacznie, żeby dawać podstawę do arbitralnych interpretacji. A tym bardziej nikt nie ma prawa narzucać swoich poglądów w tej sprawie myślącym inaczej!

Generalnie, w społeczeństwach europejskich (i wszystkich innych jako tako cywilizowanych) decyzję co do sposobu realizacji praw prokreacyjnych pozostawia się rodzicom.

Dzieje się tak wszędzie tam, gdzie światopogląd religijny nie wpływa na stanowienie prawa, a więc, przynajmniej w teorii, tak samo powinno być w Polsce.

No ale pan Bortniczuk mimo wszystko czuje się upoważniony do oceny „pobudek” , dla których „lewactwo” popiera prawo do aborcji. Zawsze „niskich”.

W tej sytuacji porównanie kobiet do suk to tylko subtelny zabieg retoryczny.

On i jemu podobni nie mają też oporów, by posługiwać się dość prymitywną manipulacją. Tak muszą, jeśli chcą – a chcą – odebrać kobietom ich prawa reprodukcyjne pod dyktando Kościoła.

Bowiem dopóki w Konstytucję nie zostanie wpisana – dosłownie wpisana – ochrona życia OD POCZĘCIA, która tam wpisana NIE JEST, wszelkie próby ograniczenia prawa do aborcji z powołaniem się na Ustawę Zasadniczą są niekonstytucyjne.

Naciągane, przekłamane, fałszywe (odpowiednie skreślić) i – w z związku z tym – nieobowiązujące.

Ba, ale pan Bortniczuk z kolegami uważają inaczej oraz mają władzę, więc co w tej sytuacji począć?

Cóż, w Polsce, gdzie władza poczyna sobie z Konstytucją po uważaniu, jest to (poczynanie, znaczy) raczej niebezpieczne, bo grozi – w najlepszym razie – kalectwem psychicznym. I dopóki to się nie zmieni, to w kwestii poczęć nawet i 1000 Plus nic nie pomoże.

Bożena Chlabicz-Polak

Wesprzyj wolne media





Źródło

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *