Referendum w sprawie aborcji? Nie ma takiego pytania, które można w nim zadać [WIDZĘ TO TAK]


4 stycznia Szymon Hołownia w TOK FM przypomniał stanowisko ruchu Polska 2050 w sprawie aborcji: „My stoimy cały czas na stanowisku, że jedyną opcją w tej chwili jest referendum. Powinniśmy wszyscy usiąść i zastanowić się, co zrobić, żeby przygotować proces pisania pytań”. W ostatnich tygodniach o referendum wspominali także Grzegorz Schetyna i Jarosław Gowin.

Przeciwko referendum konsekwentnie opowiadają się aktywistki walczące o prawo do aborcji m.in. Federacja na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny i Aborcyjny Dream Team. Krystyna Kacpura, dyrektorka Federy, pisze w „GazecieWyborczej”: „Prawa człowieka nie podlegają ocenom w referendach”. ADT przypomina: „Dostępność żadnej interwencji medycznej nie może być głosowana przez społeczeństwo!” To prawda.

Jest jednak jeszcze inna kwestia, która sprawia, że referendum nie powinno się odbyć: jakie zadać pytanie?


Tekst publikujemy w naszym cyklu „Widzę to tak” – od czasu do czasu pozwalamy sobie i autorom zewnętrznym na bardziej publicystyczne podejście do opisu rzeczywistości. Zachęcamy do polemik


Czy jesteś za życiem?

W lutym 2017 r. Ipsos na zlecenie Ordo Iuris zrobił sondaż, w którym zadał następujące pytanie: „Czy popiera Pan(i) pełną ochronę życia ludzkiego od momentu poczęcia?” 60 proc. odpowiedziało – tak. „Wiadomości” TVP (za Ordo Iuris) ogłosiły triumfalnie: 60 proc. Polek i Polaków jest przeciw aborcji.

W tym samym czasie w badaniach innych pracowni, a nawet w innym badaniu tego samego Ipsosa, wyniki były diametralnie różne. Dlaczego? To jasne – czy na pytanie o ochronę życia można odpowiedzieć inaczej? Czy można odpowiedzieć, że nie jest się za ochroną życia? Co za takim pytaniem stoi będą wiedzieć jedynie znawcy tematu (aborcji oraz sondaży). Przeciętny respondent i respondentka, nie zainteresowana przesadnie tematem aborcji, może nie złapać ukrytego sensu.

Pytanie jest więc nie tylko manipulacją, ale jest także nieprecyzyjne. Można je rozumieć m.in. jako poparcie dla pełnej ochrony medycznej dla kobiety w ciąży. Jesteś za? No jasne.

To oczywiście skrajny przykład. Zobaczmy inne.

Bez ograniczeń

W latach 90 pracownia CBOS zadawała kilka różnych rodzajów pytań o aborcję. Jednym z nich było „Czy aborcja powinna być dozwolona bez ograniczeń/z ograniczeniami, czy zakazana bez wyjątków/z wyjątkami?”. Głównym problemem tego pytania jest oczywiście znowu brak precyzji (jakimi ograniczeniami, jakimi wyjątkami?).

Ale nie tylko – pojawia się w nim określenie „bez ograniczeń”, które – możne to założyć – nie będzie chętnie wybierane przez respondentów. Dlaczego?

Na brak ograniczeń i przepisów respondent reaguje źle, szczególnie w tak ważnej sprawie jak przerywanie ciąży. A co, jeżeli ich brak oznacza aborcję do 9 miesiąca ciąży?

Nawet dziś w większości liberalnych demokracji tak późno przerwać ciążę można tylko w ściśle określonych warunkach (np. zagrożenie życia). Mało kto, także wspierający prawo do aborcji do 12 tygodnia ciąży (to już jakieś ograniczenie), zaznaczyłby taką odpowiedź.

Większość wybierze zatem „dozwolona z ograniczeniami”, a to z kolei może oznacza także dzisiejszy tzw. „kompromis”. Na poniższym wykresie widać jak na przestrzeni lat kształtowały się odpowiedzi na to pytanie:

 

Kobieta, czy matka?

W latach 1992 – 2016 CBOS zadawał także inne pytanie: „Czy przerywanie ciąży powinno być dopuszczalne przez prawo, gdy”. Wśród odpowiedzi znalazły się.: gdy zagrożone jest życie matki; zagrożone jest zdrowie matki; ciąża jest wynikiem gwałtu; wiadomo, że dziecko urodzi się upośledzone; kobieta jest w trudnej sytuacji materialnej; kobieta jest w trudnej sytuacji osobistej, kobieta po prostu nie chce mieć dziecka.

W pierwszej kolejności warto zwrócić uwagę na zmianę z „matki” na „kobietę”. Gdy chodziło o zagrożenie zdrowia, użyto słowa „matka”. Gdy o trudną sytuację lub niechęć do posiadania dziecka, użyto nagle słowa „kobieta”, wobec którego respondent ma z pewnością mniej empatii niż wobec „matki”.

Po drugie, stereotypowo aborcja jest złem, niekiedy koniecznym. Nawet jeżeli ktoś się na nią decyduje, decyzja powinna być trudna, a sam proces – bolesny. Powinny być ku temu jakieś poważne powody. Takich powodów wymagają nawet osoby, które popierają szersze prawo do aborcji niż tylko w przypadku np. uszkodzenia płodu. Wówczas wybierają odpowiedź „kobieta jest w trudnej sytuacji osobistej”, mimo, że często sprowadza się ona do ostatniej odpowiedzi – gdy kobieta po prostu nie chce mieć w danym momencie dziecka.

Pamiętamy, jak wielka krytyka spadła na wokalistkę Natalię Przybysz, gdy ta wyjawiła, że przerwała ciążę. Dla krytyków najgorsza nie była wcale aborcja, ale fakt, że Przybysz po prostu nie chciała mieć kolejnego dziecka: „Ja naprawdę nie chciałam tego dziecka. Nie widziałam się znów w pieleszach domowych, w pieluchach” – mówiła. Wspomniała także, że musiałaby szukać większego mieszkania, co szczególnie nie spodobało się opinii publicznej.

Tolerancja dla aborcji jest, ale pod warunkiem, że kobieta ma jakiś powód – lepszy niż „nie chcę mieć teraz dziecka”. W opowieści Anny pracującej w klinice aborcyjnej w Wiedniu, pojawia się rozmowa pary, która przyjechała przerwać ciążę i czekała na swoja kolej: „Mężczyzna zaczął się gorączkować, że te feministki i czarne marsze robią kobietom wodę z mózgu. Teraz tylko nogi będą rozkładać. Partnerka próbowała go uspokoić. Mówi: Stefan, ale my też tu przecież jesteśmy. Obruszył się: Ale my to inna sytuacja. Jesteśmy małżeństwem i jesteśmy dorośli”.

Prawo do aborcji

Od 1997 r. CBOS zaczął zadawać pytanie „W jakim stopniu zgadza się Pan(i) lub nie zgadza ze stwierdzeniem, że kobieta – jeśli tak zdecyduje – powinna mieć prawo do aborcji w pierwszych tygodniach ciąży?”

Wydaje się, że to pytanie jest w miarę neutralne – nie zawiera żadnych słów zachęcających lub zniechęcających do aborcji. Chociaż zapewne strona konserwatywna jako zachęcające do zabiegu zinterpretuje określenie „prawo do aborcji”.

Od razu też widać zresztą różnicę w rozkładzie głosów:

 

Na tych przykładach widać, jak zadane pytanie zmienia odpowiedzi. Gdy spojrzymy na rok 1997 w pytaniu pierwszym (pierwszy wykres) i pytaniu ostatnim (wykres powyżej) zobaczymy, jak wielkie są różnice. A to było przecież to samo badanie, z dwoma różnymi pytaniami!

W pierwszym pytaniu („Czy aborcja powinna być dozwolona bez ograniczeń/z ograniczeniami, czy zakazana bez wyjątków/z wyjątkami?”) badani jedynie w 14 proc. opowiedzieli się za aborcją „bez ograniczeń”. W polskich warunkach oznaczałoby to aborcję do 12 tyg. ciąży bez podania powodu.

W drugim pytaniu („W jakim stopniu zgadza się Pan(i) lub nie zgadza ze stwierdzeniem, że kobieta – jeśli tak zdecyduje – powinna mieć prawo do aborcji w pierwszych tygodniach ciąży?„) za prawem do aborcji opowiedziało się aż 65 proc. badanych! Tych samych badanych, bo to wciąż to samo badanie (komunikat CBOS z lipca 1997 r.).

Wykresy pokazują też, jak zmieniała się w czasie – i pod wpływem ideologii – zgoda na aborcję w III RP. Pisaliśmy o tym w tekście:

Co ciekawe, Ipsos na zlecenie OKO.press zadał prawie takie samo pytanie („Czy Pana/Pani zdaniem kobieta powinna mieć prawo do przerwania ciąży do 12. tygodnia jej trwania?” ) już dwa razy – w lutym 2019 r. i w listopadzie 2020 r. W najnowszym badaniu poparcie dla aborcji było spektakularne – aż 66 proc. Pojawiły się jednak głosy, że pytanie jest mylące, bo nie zostało dookreślone, czy chodzi o aborcję bez podania powodów. Być może również ze względu na przesuniętą daleko w prawo debatę publiczną o aborcji, Polacy różnie interpretują samo pojęcie prawa do przerwania ciąży. Pewien odsetek badanych może traktować ustawę z 1993 roku – zakazującą aborcji – jako prawo, które dopuszcza przerywanie ciąży i pozostawia wybór kobiecie.

Jest to jednak to samo pytanie, które zadawał przez lata CBOS. A nawet prawie ten sam wynik co w 1997 r. (65 proc.). Wyniki sondażu Ipsos opisaliśmy tutaj:

To samo badanie, inna odpowiedź

Dwa razy w badaniach Ipsos dla OKO.press zrobiliśmy tak samo jak CBOS – zadaliśmy dwa różne pytania o aborcję. I wyniki były całkowicie różne! W listopadzie 2020 r. obok pytania opisanego wyżej zadaliśmy jeszcze jedno:

„W dyskusji nad prawem dopuszczającym aborcję pada 5 opinii. Do której jest Panu/Pani najbliżej?”. Należało wybrać jedną z poniższych odpowiedzi:

  • Należy całkowicie zakazać przerywania ciąży
  • Należy zakazać z wyjątkiem przypadków, gdyby dziecko miało urodzić się martwe lub umrzeć po urodzeniu
  • Należy zakazać z wyjątkiem przypadków, gdy płód jest ciężko upośledzony albo nieuleczalnie chory
  • Przerywanie ciąży powinno być dopuszczane, gdy kobieta znajduje się w ciężkich warunkach życiowych lub trudnej sytuacji
  • Przerwanie ciąży powinno być dopuszczane, gdy kobieta podejmie taką decyzję”.

Ostatnią odpowiedź wybrało jednak dużo mniej respondentów niż „tak” w pierwszym pytaniu – tylko 34 proc.

Tak samo było w kwietniu 2018 r. Zadaliśmy dwa pytania.

Pierwsze: „Prawo dopuszcza przerywanie ciąży w trzech przypadkach: zagrożenia dla życia lub zdrowia kobiety, ciężkiego upośledzenia lub choroby płodu, pochodzenia ciąży z gwałtu. Czy ustawę należałoby:

  • zaostrzyć, zakazując aborcji całkowicie
  • złagodzić, dopuszczając przerywanie ciąży ze względu na trudną sytuacje kobiet
  • pozostawić bez zmian”

Drugie: „Proszę sobie wyobrazić, że Pana/Pani bliska znajoma chce przerwać ciążę z powodu trudnej sytuacji osobistej. Czy uważa Pani, że:

  • prawo powinno jej tego zakazać
  • prawo nie powinno jej tego zakazywać”.

W pierwszym pytaniu – tradycyjnie – zwyciężyli zwolennicy tzw. „kompromisu” – za pozostawieniem ustawy bez zmian opowiedziało się 44 proc. badanych. W drugim aż 55 proc. uznało, że prawo nie powinno zakazywać przerwania ciąży w przypadku trudnej sytuacji materialnej. Chodziło bowiem nie o abstrakcyjna sytuacje prawną, ale o konkretne rozwiązanie dotyczące bliskiej osoby. Ona na pewno miałaby swój powód.

Kto układa pytania?

Sejm oczywiście. Według ustawy z marca 2003 r. o referendum ogólnokrajowym to Sejm „w uchwale o zarządzeniu referendum ustala treść pytań lub wariantów rozwiązania w sprawie poddanej pod referendum”. Dopóki więc Sejm zdominowany jest przez prawicę, która nie chce liberalizacji ustawy, nie doczekamy się uczciwego pytania w referendum. Prawdopodobnie zresztą dla obydwu stron sporu – zarówno dla pro-choice, jak i dla anty-choice – żadne pytanie nie będzie zadowalające.

Jednocześnie wynik referendum zablokuje na lata możliwość zmiany. Na każdą próbę zmiany prawa usłyszymy: „społeczeństwo się wypowiedziało, trzeba to uszanować”. Dlatego pomysł referendum jest tak niebezpieczny, zwłaszcza, jeśli pytania będzie układała radykalnie konserwatywna większość.


Wicenaczelna OKO.press. Socjolożka i antropolożka po ISNS UW, tworzyła i koordynowała projekty społeczne w organizacjach pozarządowych (m.in. Humanity in Action Polska), prowadziła warsztaty dla młodzieży i edukatorów/ek (m.in. PAH, CEO, Amnesty International), publikowała w „Res Publice Nowej”. W OKO.press pisze o prawach kobiet i Kościele katolickim.






Źródło

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *