Ryszard Bugaj: W sprawie aborcji odwołajmy się do ludu – Rzecz o polityce



Kwestię aborcji mogą skutecznie rozstrzygnąć tylko sami wyborcy. I trzeba im na to pozwolić.

Ustawa „permisywnie” regulująca warunki przerywania ciąży została usunięta z obrotu prawnego decyzją Trybunału Konstytucyjnego (pod prezesurą prof. Andrzeja Zolla) w 1997 r. Ukształtował się „kompromis aborcyjny”, zakazujący przerywania ciąży z wyjątkiem trzech przypadków. Ten „kompromis” zakwestionował ostatnio Trybunał („ulepiony” przez PiS). Wybuchły gwałtowne i masowe protesty. Protestujący eksponują na ogół kwestię przymusu rodzenia zniekształconego płodu, ale jest przecież oczywiste, że chcą generalnej liberalizacji prawa aborcyjnego.





Nie wydaje się, by wyrok TK można było uznać za merytoryczną ocenę zgodności prawa aborcyjnego z konstytucją. Decyzja ma polityczny charakter. Konstytucja po prostu nie rozstrzyga o dopuszczalności aborcji. Zarówno z powodu ratyfikującego ją referendum, jak i z powodu różnic zdań między partiami, które konstytucję uchwalały, postanowiono tę kwestię pozostawić otwartą.

Ideologiczny sprzeciw

Choć jestem zwolennikiem liberalnego uregulowania kwestii aborcji, to razi mnie hasło: „moje ciało, moja decyzja”. Ale też nie potrafię zaakceptować stanowiska tych, którzy przyjmują, że człowiekiem jest zygota. Wiem również, że prawny zakaz aborcji nie prowadzi do jej eliminacji.

Prawo nie może oczywiście obrażać powszechnie akceptowanych racji etycznych, ale racje przeciw aborcji nie są powszechnie podzielane. Zresztą prawo nie powinno zmierzać do osiągnięcia celów nierealnych. W przypadku zakazu aborcji można nawet oczekiwać powiększenia ilości zabiegów przerwania ciąży – oczywiście nielegalnych.

W istocie ruchy pro-life nie działają na rzecz ograniczenia aborcji, ale mają na celu jej demonstracyjną kryminalizację. Skupiają się na zwalczaniu relatywnie nielicznych przypadków legalnych aborcji, ale nie poświęcając uwagi – wielokrotnie liczniejszym – przypadkom aborcji dokonywanych niezgodnie z prawem. Bo też nawet drastyczne działania – np. przymusowe badania ginekologiczne kobiet wyjeżdżających za granicę – mogłyby przynieść co najwyżej częściowy skutek. By skutecznie ograniczyć ilość aborcji, trzeba ograniczyć ilość niechcianych ciąż. Tu kluczowe znaczenie mają środki antykoncepcyjne i edukacja seksualna. Ruchy pro-live (niestety – także Kościół) są jednak ideologicznie im przeciwne.

Potrzeba porozumienia

Pierwszy raz mamy w Polsce tak ostry konflikt wokół aborcji. Przed nami analogicznego konfliktu doświadczała Irlandia. Nasze uwarunkowania są trudniejsze. Mamy dramatyczną sytuację pandemiczną i polityczną polaryzację. Wygaszenie tego konfliktu stanowi warunek konieczny uniknięcia politycznego kryzysu. Konieczny jest dialog i współpraca między siłami rządowymi a opozycją (także tą na ulicach).

Muszą się porozumieć trzej „aktorzy”: rządzący, polityczna opozycja i rzecznicy „protestującej ulicy”. Na razie nie widać dobrej woli. Rzecznicy „ulicy” twierdzą, że trzeba obalić rząd i pozbyć się PiS. Afirmują skrajnie wulgarny język i usprawiedliwiają ataki na kościoły. Opozycja koncentruje się wyłącznie na krytyce rządzących. Rządzący zaś oskarżają opozycję o nakręcanie konfliktu.

Na szczęście uczestnicy manifestacji nie doświadczyli – jak dotąd – większych represji. Policja zachowywała się powściągliwie. Jakieś porozumienie ciągle jest możliwe, ale zaostrzenie konflikt też u pozostaje wysoce prawdopodobne. Po obydwu stronach „barykady” dostrzec można rzeczników radykalnych strategii.

Polityczna wola

Propozycja zrobienia w sprawie aborcji ćwierć kroku w tył, którą – w postaci projektu ustawy – przedstawił prezydent, nie jest na miarę obecnego wyzwania. Być może jej uchwalenie ułatwiłoby PiS pacyfikację protestów, ale pogłębiłoby polityczną polaryzację. Wydaje się, że jest tylko jedna droga prowadząca do stabilizacji: zgoda rządzących i opozycji (najlepiej z udziałem rzeczniczek ulicznych protestów) na przeprowadzenie referendum w sprawie warunków przerywania ciąży.

Referendum nie jest sposobem rozstrzygania sporów pozbawionym wad. Słusznie zwraca się uwagę na dwa zagrożenia: ryzyko, że „zwykli obywatele” nie zrozumieją złożoności rozstrzyganej kwestii i/lub będą się kierować nie racjami merytorycznymi, ale przede wszystkim sympatiami do ugrupowań politycznych. Na szczęście w przypadku aborcji te zagrożenia wydają się niewielkie. W tym przypadku znaczenie szczególne mają przecież wybory o charakterze etycznym, które nie pokrywają się z podziałami stricte politycznymi.

Ostatnie tygodnie przyniosły ogromny spadek poparcia dla rządzącej prawicy, ale nie jest to wzrost poparcia dla opozycji. Gwałtownie wzrosła grupa wyborców, która nie wiąże nadziei z żadnym ugrupowaniem obecnym na scenie politycznej. Rośnie zniecierpliwienie i spada zaufanie do systemu demokracji politycznej. Masowość ulicznych protestów jest chyba tego przejawem. Nic tu nie zmieni przygotowanie kolejnego projektu ustawy. Klasa polityczna jako całość utraciła wiarygodność. Kwestię aborcji mogą skutecznie rozstrzygną tylko sami wyborcy, ale konieczna jest proceduralna decyzja polityków.

Źródło: Rzeczpospolita





Source link

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *